Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2006

Mąż okropnie zaziębiony.
- Wypij mleko z miodem - radzę - a potem weźmiesz aspirynę.
- Nie, ja wypiję gorące piwo z cynamonem - odpwiada.
- Jak chcesz, ale będziesz się wtedy leczył sam, bo ja alkoholikami się nie zajmuję.
- To ja jednak wypiję piwo.
- Wypowiadasz mi pracę? Lecz się sam.

Zawsze, kiedy tylko mogę, staram się oglądać telewizyjny program z cyklu "Małe ojczyzny". Dzisiaj pokazywano film o miasteczku Mikstat. Autorem jest Maciej Żurawski. Mikstat - chyba po raz pierwszy słyszałam tę nazwę - mała miejscowość w Wielkopolsce. Zaprezentowano dwa filmy o tym miasteczku, jeden nakręcony dziesięć lat temu, a drugi w tym roku. Ten wcześniejszy pokazywał mieszkańców zintegrowanych, zżytych ze sobą, świadomych swoich korzeni, ludzi, którzy każdego roku, nawet w czasie okupacji i za "komuny",  szesnastego sierpnia na odpust świętego Rocha zjeżdżali do swojego Mikstatu z najdalszych stron, bo to był dla nich najważniejszy dzień w roku.

I drugi film, późniejszy, miejscowość się wyludnia, bo, jak wszędzie, młodzi wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy, tradycja nie ma już dla nich większego znaczenia i nawet święty Roch nie jest w stanie ściągnąć ich w sierpniu do Mikstatu. "Krzaków", jak się określają rdzenni mieszkańcy, zostało w Mikstacie już niewielu, lokalnych patriotów także coraz mniej. Taka jest nieuchronna cena przemian społecznych.

Lubię małe miasteczka, ich spokój i urok, a Mikstat muszę koniecznie zobaczyć.

A przy okazji jeszcze dwa słowa o Patronie Mikstatu. Święty Roch urodził się w XIII wieku w Montpellier. Jest patronem lekarzy, aptekarzy, rolników, więźniów, a także szpitali. Uznawany jest za opiekuna zwierząt domowych i na obrazach przedstawiany jest jako pielgrzym w łachmanach z psem u boku.

piątek, 27 stycznia 2006

Takie piękne słońce dzisiaj. Moje dziecko pojechało w Sudety, a ja zazdroszczę. Ostatnio kilka razy do roku jeździłam do Szklarskiej Poręby, ale nigdy nie byłam tam w zimie. Wyobrażam sobie, jak ładnie musi być w Szklarskiej , w Świeradowie i w Karpaczu w taki słoneczny zimowy dzień.

Żeby zrekompensować sobie tęsknoty podróżnicze, ściągnęłam z sieci satelitarną mapę Ziemi i od czasu do czasu spoglądam na świat. Pewnie to miejsce jest powszechnie znane, ale jeśli ktoś chciałby zajrzeć, a nie wie jak, to powiem, że trzeba w Google wpisać: "Google Earth" i ściągnąć ten programik, który tam proponują.

Bolą mnie oczy ze względu na nadmierną ich eksploatację w ostatnich dniach przy komputerze, na razie więc oddalam się do kuchni.

wtorek, 24 stycznia 2006

Rano w telewizji wywiad ze znanym politykiem. Młody, elegancki, elokwentny, były minister. Nie słuchałam go dokładnie, po prostu był włączony telewizor, ale w pewnym momencie dotarło do mnie zdanie, którego sens był mniej więcej taki: "Nic ważnego nie mówiono, takie tam p......y" - powiedział ów dżentelmen.
Kiedy wczoraj podczas rozdawania telekamer niejaka Doda użyła tego słowa, mniej to raziło, bo ona jest szczególna, a poza tym mnie nie obchodzi, ale polityk, minister? Mówi takim językiem?
Inny przykład, w centralnej instytucji państwowej, dziewczyna nie mogąc znaleźć jakiegoś dokumentu, bez zająknienia tłumaczy: "bo taki mam p.....k na biurku". Słuchammm, co pani ma na biurku???

Co się dzieje???  Czy już teraz nie uczą w szkołach kultury języka? Czy już nie potrafimy mówić inaczej?

poniedziałek, 23 stycznia 2006
Czy ktoś jeszcze pamięta pismo "Świat Młodych"? To ukochana gazeta mojej młodości. Ciekawa, pełna różnych akcji, pomysłów i konkursów. A jakie komiksy tam były: "Tytus, Romek i A'Tomek", "Kajko i Kokosz"! Pisałam listy do redakcji, spotykałam sie z dziennikarzami, rozwiązywałam zagadki, dostawałam nagrody. Swoim wiernym czytelnikom pismo przyznawało odznakę: "Przyjaciel Świata Młodych". Byłam niezmiernie dumna z posiadania tej odznaki. Łza się w oku kręci. Znalazłam stronę poświęconą temu pismu: http://www.swiatmlodych.republika.pl/  Szkoda, że jej autor zawiesił swoje działanie, ale warto zajrzeć do Ksiegi Gości i przeczytać wypowiedzi dawnych czytelników.

Ludzie skrobią swoje zamarznięte samochody, próbują je uruchomić, a ci którym to się nie udaje, biegną do metra albo do autobusów.

 A mnie się dziś przypomina piosenka z musicalu "Metro", tego niezapomnianego, kultowego spektaklu o miłości, marzeniach i młodości. Tysiące zwariowanych młodych ludzi chodziło kiedyś na ten musical, szukajac tam "ogrodów pełnych kwiatów". Znam dziewczyny, które każdego dnia regularnie wieczorami biegały na "Metro", były tam już wpuszczane bez biletu, znały wszystkich aktorów, rozgorączkowane szalały z zachwytu i wzruszenia. Oto ta piosenka, którą bardzo lubię:

         A ja nie

Po pierwszym śniadaniu biegniecie za metrem
Powrotny autobus zabiera was z pracy
Potem szybkie "dobranoc" i parę słów szeptem
Bez nadziei, że będzie inaczej.

Codzienne gazety, wieczorne dzienniki
Te same zajęcia w tych samych godzinach
Połykane co wieczór nasenne pastylki
Bardzo rzadkie wycieczki do kina.

A ja nie. Po prostu - nie.
Mnie się to - mnie to się nie podoba
niech się dzieje
Niech dzieje się co chce
Ja pożyczam, a świat mi nie odda.
Ja to znam, po prostu znam
Ale będę - tak, będę następny
Który szuka, szuka, choć wie
Że labirynt jest wszędzie zamknięty.

Codziennie bez zmiany i wczoraj i jutro
Żyjecie dokładnie tak samo, jak dziś
Nastawiacie, jak zawsze, budziki na siódmą
Bo musicie co rano gdzieś iść.

Idziecie przed siebie ze strachem o przyszłość
A czas nie pozwala przystanąć od lat
Zostawiacie przyjaciół, mówicie - tak wyszło
Odchodzicie, bo taki jest świat.

A ja nie. Po prostu - nie.
Mnie się to - mnie to się nie podoba
niech się dzieje
Niech dzieje się co chce
Ja pożyczam, a świat mi nie odda.
Ja to znam, po prostu znam
Ale będę - tak, będę następny
Który szuka, szuka, choć wie
Że labirynt jest wszędzie zamknięty.

Teraz śnię, po prostu śnię
W zmęczonej wyobraźni
W ogrodzie wewnątrz mnie
Skulony w moim śnie
Tylko to mi się zdarza naprawdę.
Dobrze wiem, gdy zbudzę się
Zobaczę znów to samo
Odejdź już, nie budź mnie
Ja szukam w moim śnie
Gęstych traw, kołyszących o zmierzchu.
Ogrodów pełnych kwiatów
Pełnych kwiatów
Po deszczu...

Gęstych traw, kołyszących o zmierzchu,
Ogrodów pełnych kwiatów
Pełnych kwiatów
Po deszczu...

niedziela, 22 stycznia 2006

Kiedy szłam rano do kościoła, śnieg skrzypiał pod nogami jak za dawnych czasów, kiedy to w Polsce były prawdziwe zimy. Lubię wcześnie wstawać, toteż zawsze chodzimy w niedzielę do kościoła na siódmą i potem mam już cały dzień wolny. Nikt z naszych znajomych nie jest w stanie zrozumieć takiej niechęci do długiego spania w niedzielę.

A teraz już idę do kuchni na swoje stanowisko pracy. Będzie jak zwykle: obieranie, siekanie, krojenie, gotowanie, mieszanie, smażenie, układanie, nakrywanie, podawanie, zmywanie, wycieranie, sprzątanie. Zwyczajna niedziela matki Polki (pozdrawiam blogową mattkępolkę!), która, prawdę mówiąc, lubi taki kierat.

"Każdy z nas we wczesnej młodości wie dobrze, jaka jest jego Własna Legenda. W tym okresie życia wszystko jest jasne, wszystko jest możliwe, ludzie nie boją się ani pragnień ani marzeń o tym, co chcieliby w życiu osiągnąć. Jednak w miarę upływu czasu jakaś tajemnicza siła stara się dowieść za wszelka cenę, że spełnienie Własnej Legendy jest niemożliwe".

                         Paulo Coelho: "Alchemik"

piątek, 20 stycznia 2006
Dzisiejszy dzień minął mi pod znakiem faworków. Wcześniej zapowiedziały się z wizytą dwie koleżanki, więc postanowiłam usmażyć faworki (moja babcia mówiła: "chrust" albo "chruściki"). Najlepiej, kiedy przy smażeniu faworków są w kuchni dwie osoby, jedna wycina i przewija, a druga wrzuca do tłuszczu i wyjmuje. Ja nie miałam pomocnika, toteż ta praca nie szła mi najlepiej. Marzyły mi się faworki bardzo cienkie, delikatne jak bibułka, a wyszły trochę za ciężkie i jakby za bardzo nasiąknięte tłuszczem. Ale smaczne były. A zabawne było to, że każda z koleżanek przyniosła ze sobą paczkę faworków.  

Żeby dalej utrzymać się w ciepłych klimatach, zacytuję napis, jaki zauważyłam na słoiku dżemu "kiwi i limonka".

"Nowa Zelandia. Kraina na końcu świata może okazać się prawdziwym rajem. Nieprzebyta dżungla i wulkaniczne pustynie kontrastują ze spokojem słonecznych gajów, w których dojrzewają jedyne w swoim rodzaju kiwi i limonki."

I powiało ciepłem. Przed oczami mamy złote piaski, wodospady, wulkany, gejzery i ogromne drzewa pohutukawa kwitnące na czerwono. Jak niewiele trzeba, żeby zrobiło się cieplej w ten okropny mroźny dzień. Rano było u nas dwadzieścia stopni poniżej zera.

 
1 , 2 , 3
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast