Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 31 stycznia 2007

Niedawna minister od czegoś tam, mówiąc o rodzinie (zwykłej, nie patologicznej!), powiedziała dzisiaj w telewizji : "Matka, która wychowuje dzieci, to nie jest najlepsze środowisko wychowawcze".

No, pewnie, że nie jest! Powiedziałabym nawet, że matka jest czymś najgorszym, co może się dziecku przytrafić! I pomyśleć, że przez tyle lat byłam  niewłaściwym środowiskiem!

wtorek, 30 stycznia 2007

Podobno z Rynku Starego Miasta wskutek jakichś nieporozumień prawnych może
zniknąć warszawski kataryniarz. Szkoda by było, gdyż katarynka od lat jest dużą atrakcją turystyczną i dodaje barw Staremu Miastu. 
Na kataryniarza i jego katarynkę można tutaj spojrzeć:
http://warszawsky.blogspot.com/2006/04/kataryniarz-warszawski.html

- Ja nawet lubię zimę, tylko żeby tego śniegu nie było - mówi nasza dozorczyni zmęczona już tą porą roku.

Tak samo mówił zmarły malarz Zdzisław Beksiński, że lubiłby las, tylko żeby drzewa w nim powycinali. A Maria Czubaszek z kolei lubiłaby bardzo góry, gdyby były one płaskie. Oczywiście, znacznie lepiej chodzi się po spłaszczonych górach niż po wysokich.

Ja też lubiłabym zimę, gdyby nie było śniegu ani mrozu. Marzy mi się już wyjazd gdzieś za miasto, ale w zimie nie lubię opuszczać własnego domu na dłużej.
Dzisiaj przerzuciłam (bo trudno to nazwać czytaniem) książkę o Białym Domu: Margaret Truman: "Dom prezydentów Ameryki". Córka prezydenta Trumana pisze o pierwszym domu świata, o prezydenckich rodzinach, które mieszkały w Białym Domu i o ich problemach. Można sobie pooglądać zdjęcia, popatrzeć na Jacqueline Kennedy i na eleganckie wnętrza, ale na dokładniejsze czytanie chyba szkoda czasu.

Moi przyjaciele z Arizony donieśli mi ze złośliwą satysfakcją, że u nich wczoraj było +22C i że chodzą w bluzkach z krótkimi rękawami, a jeszcze niedawno mieli 0 stopni. Może więc i u nas tak będzie?

sobota, 27 stycznia 2007

A może jeszcze taką secesyjną paterkę z 1900 roku postawimy w naszym salonie?

     

piątek, 26 stycznia 2007

W poprzedniej notce pisałam o salonach. Do salonu zapewne będzie pasowała ta śliczna filiżanka z XIX wieku, pięknie dekorowana, na ośmiopłatowej nóżce, z porcelany Rosenthal. Szkoda, że nie jest moja, ale popatrzeć też miło. 

Tutaj była fotografia cudnej filiżanki w różyczki z przepiękną nóżką w kształcie róży. Filiżanka była tak piękna, że ktoś się na nią pokusił i już jej tu nie ma. Trochę przykro!

        

czwartek, 25 stycznia 2007

Kiedy mam zamiar jeść grejfruta, zakładam wielkie okulary. Jestem przygotowana do tej akcji jak do lotu w kosmos. W przeciwnym razie sok pryska mi w oczy, a one potem pieką niemiłosierne.

Dzisiaj, jedząc tego grejfruta (Floryda, paniusiu - zapewniała sprzedawczyni na bazarze), przeczytałam w "Polityce" artykuł o polskich salonach /Piotr Sarzyński: "Salon po polsku"/.

Jakie są te nasze salony? Różnie bywały określane: bawialnia, salon, stołowy, duży pokój, a dzisiaj mówi się o nim "living room". Mody bywały różne, a wygląd zależy od naszych możliwości i od naszego gustu, z którym - zdaniem autora - podobno nie jest najlepiej.

Ciekawy jest wniosek końcowy. Modny staje się luksus.  "Na topie są kryształy i lustra, wzorzyste tapety, koronki, arabeski o motywach roślinnych i geometrycznych, wzory kwiatowe, kontrastowe zestawienia. Wraca moda na wykończenia powierzchni na wysoki połysk. Aż trudno się oprzeć wrażeniu, że wiele naszych polskich salonów, przez swoje ogromne estetyczne zapóźnienie, nagle staje się trendy. Wystarczyło poczekać." 

 Wystarczyło! Jak dobrze, że byliśmy zapóźnieni! Dobrze, że z mody wychodzą pomieszczenia ascetyczne, z metalowo-plastikowymi meblami sterowanymi elektronicznie, z luksferami w ścianach i materiałami w kolorze ecru. 

wtorek, 23 stycznia 2007
 Już są! Mufki, etolki. 100% Vintage.      Może już niedługo się przydadzą, bo podobno zima nadchodzi. Kiedy byłam dzieckiem, a zimy wtedy były bardzo srogie, mama zaopatrywała mnie w futrzaną mufkę, podobną do tych na ilustracjach. Jaka to była przyjemność zanurzyć zziębnięte ręce  w futrzanych czeluściach!  Może ta moda na mufki znów powróci?
  
 
Mufka z norek, wykończona naturalną skórą, posiada boczną kieszeń zamykaną na zamek błyskawiczny.
poniedziałek, 22 stycznia 2007

Trochę mi się dzisiaj przykro zrobiło, kiedy zobaczyłam na Placu Unii resztki ścian dawnego Supersamu, pierwszego sklepu samoobsługowego w Polsce. Jego powstanie wiele lat temu było wielkim wydarzeniem. Ludzie przyzwyczajeni do stania w kolejkach do lady nie wyobrażali sobie, że można tak zwyczajnie podejść do półki i wziąć towar do koszyka, nie korzystając z usług zażywnej ekspedientki w białym fartuchu, z białą koronką na włosach mozolnie podliczającej  ceny kopiowym ołówkiem na szarym papierze.

Ten dla jednych brzydki, dla drugich bardzo nowoczesny budynek Supersamu przez tyle lat stał w tym samym miejscu, zrósł się z Warszawą, należał do jej krajobrazu.

Bardzo lubię, kiedy po dłuższej nieobecności na danej ulicy znów widzę tę samą księgarnię, czy ten sam sklep, który  był w tym miejscu od zawsze. Niestety takich stałych miejsc jest coraz mniej. Kiedy szłam dzisiaj Madalińskiego i Rakowiecką, konstatowałam ze smutkiem, że niektórych znanych mi wcześniej miejsc nie mogę poznać. Poza tym wszędzie  mnóstwo nowych aptek i kolejnych ciucharni. Nawet dość dobry sklep z odzieżą "Monika" na Puławskiej teraz też został przekształcony na ciucharnię. Mnóstwo sklepów z używaną odzieżą powstało też w samym centrum miasta, na Marszałkowskiej, na Placu Zbawiciela, na Świętokrzyskiej. Nie bardzo mi się podoba ten nowy obraz Warszawy!

"Broda nie czyni filozofem" - mówi łacińskie przysłowie, ale może wino czyni. Wino nazywa się "Ogród filozoficzny" ("Le Jardin Philosophique"), pachnie zamorskimi owocami, kwiatami, przestrzenią i falami morskimi, jest lekko słone. Można je sączyć i prowadzić długie dysputy filozoficzne. Można zostać filozofem.

Ja sobie wczoraj też trochę pofilozofowałam i doszłam do wniosku, że powinnam się włączyć do compactors, nowego ruchu społecznego, który zczął funkcjonować w Stanach. Działacze tego ruchu o zabarwieniu ekologicznym są  przeciwni kupowaniu nowych rzeczy, a tym samym są przeciwnikami kultu konsumpcji. Niczego nie kupują z wyjątkiem bielizny i rajstop.

U nas taki kult konsumpcji też rozwinięty jest już w stopniu znacznym. Nieustannie zastanawiamy się, co by tu kupić, dyskutujemy o tym, co, gdzie, ile kosztuje, skrzętnie studiujemy reklamówki przysyłane przez supermarkety. Wielkie sklepy stały się miejscem spotkań towarzyskich, a w sobotnie przedpołudnia trasy prowadzące do supermarketów i galerii handlowych są zatłoczone nie mniej niż drogi do Częstochowy w okresie pielgrzymkowym.  Rzadko nabywamy to, co nam jest naprawdę niezbędne, a raczej kupujemy dla samego kupowania, to, co jest proponowane, albo to, co kupili inni. Gromadzimy masę rzeczy, zbieramy je, zawalamy nimi wszystkie kąty, a potem zaśmiecamy nasze środowisko. Podobno statystyczny Amerykanin wyrzuca dziennie 2 kg śmieci. Myślę, że u nas tych śmieci produkujemy niewiele mniej. I dlatego mówię: precz z kupowaniem rzeczy zbędnych!

sobota, 20 stycznia 2007

Z samego rana mąż pojechał do serwisu na przegląd samochodu. Komputer porobił samochodowi wszystkie badania, mąż został z tego powodu zubożony o 600 zł i 3 godziny, które musiał tam stracić. A ja w tym czasie włączyłam Trójkę i szalałam w kuchni. W Trójce przez cały czas dyskusje polityczne. Nawet mi się nie chciało zmieniać kanałów, bo i tak wszędzie podobnie. Ci sami dyskutanci przechodzą od jednej stacji do drugiej. Prawdę powiedziawszy, wątpię już, czy poza polityką istnieje jeszcze jakieś inne życie.

Sąsiadka przyniosła mi dwie książki do przejrzenia, Michał Tombak: "Jak żyć długo i zdrowo" oraz "Czy można żyć 150 lat?". Czytam: "Żeby żyć długo, trzeba umieć żyć szczęśliwie" i dalej podanych jest 17 rad, które pomogą "przedłużyć młodość, zdobyć zdrowie, zatrzymać starość". Oto niektóre z nich:

- kochaj siebie takim, jakim jesteś;

- nigdy nikomu nie zazdrość;

- jeśli się sobie nie podobasz, zmień się;

- złość, obraza, krytyka siebie i innych to najbardziej szkodliwe emocje dla zdrowia;

- pomagaj biednym, chorym, starym i czyń to z radością;

 - najlepszym lekarstwem na choroby i starość jest miłość,

- twoimi wrogami są: obżarstwo, chciwość, uleganie własnym słabościom;

-największym grzechem jest strach i podłość;

- najlepszym dniem jest dzień dzisiejszy;

-największy błąd - utrata nadziei.

  Właściwie po przeczytaniu tych sentencji można powiedzieć: nic dodać, nic ująć.

Teraz poczytam sobie coś innego: Joanna Olczak-Roniker: "W ogrodzie pamięci". Dobrej niedzieli!

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast