Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 31 stycznia 2008

Turek123 w swoim ciekawym komentarzu zwrócił moją uwagę na artykuł w ostatniej "Polityce" na temat toreb ekologicznych, o których wczoraj pisałam. Zwolennicy toreb plastikowych uważają, że ich szkodliwość dla środowiska nie jest przez wszystkich uznawana, a cały alarm uważają za przesadę. Jeśli torby foliowe się nie rozkładają, to nie zatruwają ziemi, wody ani powietrza. A torby papierowe też są podobno niezdrowe. Artykuł tutaj: http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=1091&news_id=243704&layout=18&forum_id=13425&fpage=Threads&page=text

Wklejam także ciekawy artykuł zaczerpnięty z bloga ekonomicznego Piotra Stasiaka na temat eko-terroryzmu.

   "Eko-terror nadchodzi. 

Coraz głupsze przepisy pro-ekologiczne ograniczają nasze swobody obywatelskie.

Tym razem nie będzie o polityce, a przynajmniej nie o tej na dużą skalę. Jako osoba zorientowana pro-ekologicznie, segregująca odpadki, nie śmiecąca w lesie itd. nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to napiszę. A jednak: czuję się coraz bardziej osaczony przez przepisy pro-ekologiczne. Na tyle, że dojrzewa we mnie bunt przeciw ograniczaniu moich swobód jako obywatela i konsumenta.

Onet doniósł, że włodarze Łodzi postanowili od czerwca 2008 r. zakazać wydawania klientom sklepów plastikowych torebek na zakupy. Przypomnijmy – 10 lat temu Sejm wprowadził specjalną ustawę, aby sklepikarzy do wydawania darmowych torebek zmusić. Teraz się to odkręca. Powód oficjalny – bo Łódź jest za bardzo zaśmiecona foliowymi odpadkami. Właściciel sklepu będzie musiał dać torbę papierową – co znakomicie podniesie mu koszty działalności.

Takich przepisów jest coraz więcej. IKEA klientów o zdanie nie zapytała. Od września z dnia na dzień zniknęły przy kasach torby plastikowe, pojawiły się papierowe i kartony (oczywiście płatne). W zamian IKEA wspaniałomyślnie zobowiązała się, że posadzi ileś tam milionów drzew. Wielka łaska – i tak je zetną, aby produkować torby. Warszawa w zeszłym roku wprowadziła obowiązek segregacji śmieci (na papier, szkło, plastik). W efekcie wszystkie firmy, które do tej pory wywoziły segregację za darmo (zarabiają na odzysku surowców wtórnych) wprowadziły odpłatność za tę usługę. Dzieliłem śmieci dobrowolnie i czułem że jestem OK wobec świata. Teraz czuję nad sobą bat nadzorcy.

To trend światowy. Na Zachodzie w wielu miastach nie uświadczysz darmowej torby w supermarkecie, tylko musisz kupić lnianą albo papierową. Nie pojedziesz do centrum miasta samochodem, bo cię to będzie kosztowało fortunę. Nie zapalisz sobie papierosa w barze – ba – nawet już wkrótce w palarni w miejscu pracy, bo Unia zastanawia się, czy nie wprowadzić generalnego zakazu kurzenia w miejscach publicznych. We Francji zarzucono program budowy autostrad, aby nie powiększać nieekologicznego ruchu kołowego. Myśli się też o wprowadzeniu podatku od zbytniego zużycia energii elektrycznej w domach.

A ja na to mówię – wara od torebek foliowych. Wara tego jak często, dokąd i dlaczego chcę pojechać samochodem. Wara od tego czy chcę się sam we własnym zakresie zatruwać nikotynowym dymem czy nie (na marginesie – nie palę). Wara od tego. Czy lubię się kąpać w dużej wannie i czy lubię mieć w domu jasno. Można ludzi do pewnych działań motywować lub demotywować finansowo, ale na Boga – nie zakazywać. To niedopuszczalne ograniczenie swobody osobistej. Eko-terror nie zwiększy świadomości ekologicznej ludzi. Co gorsza – zniechęci tych, którzy się za proekologicznych uważają".

   Z tego wniosek, że każda przesada nie jest wskazana. Czy przepisy pro-ekologiczne rzeczywiście ograniczają nasze swobody obywatelskie?

 

Dzisiaj dostałam wiadomość, że moi Amerykanie znów tutaj przyjeżdżają, tym razem w połowie marca, na dziesięć dni. Chcą trochę pozwiedzać Polskę i spędzić Wielkanoc w Krakowie i w Zakopanem.  Nie jest to dla mnie najlepszy termin, ale mam nadzieję, że nie będziemy musieli im towarzyszyć przez cały czas.

A ja zarządziłam już wiosnę i wczoraj kupiłam nasiona kwiatów, które posieję na swojej działce. Niektóre z tych kwiatów są dla mnie nowe, na przykład dzierotka różowa. Według opisu kwiaty dzierotki są piękne, gęsto osadzone i nadają się do bukietów, ale jak będzie w rzeczywistosci, zobaczę za parę miesięcy. Jest jeszcze mydlnica bazyliowata, mają to być bardzo drobne, fioletowe kwiatuszki oraz naparstnica. W tej chwili przeczytałam, że naparstnica zaliczana jest do roślin trujących i nie należy jej sadzić tam, gdzie znaleźć się dzieci. Na wszelki wypadek więc naparstnicy nie posieję. Posieję natomiast godecję wielkokwiatową.     Godecja od kilku lat rosła na moim balkonie, ma piękne różnokolorowe kwiaty i bardzo je lubię. Kupiłam jeszcze floksy, też je lubię, bo przypominają mi mój dom rodzinny, babcia zawsze uprawiała floksy w naszym ogrodzie. Posieję równiż aster chiński oraz malwy. Bardzo bym chciała, żeby te malwy mi się udały, ale one mają chyba jakieś szczególne wymagania, bo mojej babci nigdy nie chciały rosnąć.
Mam nadzieję, że tymi przygotowaniami zaczaruję wiosnę i zima już nie wróci.

środa, 30 stycznia 2008

Podobno kolejność, w jakiej rodzą się dzieci w rodzinie, ma wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne tych dzieci, a także na ich osobowość, zachowanie, możliwości intelektualne, a potem prestiż zawodowy. Dzieci, które urodziły się pierwsze, według badań przeprowadzonych w Ameryce, robią w życiu wielkie kariery, są prężne, ambitne i przebojowe, to one zajmują czterdzieści trzy procent stanowisk kierowniczych. Informacje te zostały opublikowane w książce o znamiennym tytule: "Dlaczego pierworodni rządzą światem, a najmłodsi chcą go zmieniać" i przedstawione w którymś z numerów "Wprost".
Ja odnoszę się do takich stwierdzeń sceptycznie i nie bardzo w nie wierzę. Być może największą rolę odgrywa tu wychowanie, pierwszemu dziecku rodzice poświęcają zazwyczaj najwięcej czasu.

W prasie dosyć głośna akcja ekologiczna mająca na celu wyeliminowanie plastikowych toreb ze sklepów. Akcja wydaje się bardzo słuszna, bo toniemy w tych przeróżnych reklamówkach, a jest to przecież duże zagrożenie dla środowiska. Nie bardzo tylko sobie wyobrażam, jak to będzie wyglądało w praktyce, kiedy znów trzeba będzie wkładać biały ser i mięso do papierowych torebek.  Przypomnimy sobie czasy przedreklamówkowe. Ja dobrze pęmietam, kiedy wiele lat temu, siedząc w autobusie, postawiłam sobie taką ekotorbę z zakupami na kolanach (wtedy zakupy woziło sie ze śródmieścia), a że byłam w nowym jasnym płaszczu, plama z oleju i innych tłustych dóbr spowodowała, że płaszcza nie dało się już potem nosić.

 Dla poprawienia sobie nastroju do mojej ekotorby wrzuciłam wczoraj w sklepie kilka herbatek ziołowych: cynamonowo-jabłkową, truskawkowo-waniliową, malinową, a także "owocowy pocałunek". W skład tej ostatniej, pocałunkowej, wchodzą owoce dzikiej róży, jabłka, skórka pomarańczy, owoce czarnego bzu i hibiskus. Wszystkie te herbaty przepięknie pachną. Najbardziej mi smakuje ta "szarlotkowa", czyli cynamonowo-jabłkowa. Inne, jak dla mnie, są trochę za kwaśne, bo nie lubię kwaśnych napojów.

Wyglądam w tej chwili za okno, u nas świeci cudne słońce, czego i Wam życzę.

poniedziałek, 28 stycznia 2008

           Moje krokusy na działce już dają znać o sobie. Może nie w takim stopniu jak na tym zdjęciu, ale w każdym razie już wysadzają swoje główki z ziemi. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, jednak miło było je wczoraj zobaczyć. Może to pierwsze sygnały wiosny?

Zapowiada się także wiosna w jesieni. W najbliższej rodzinie, pojawi się wtedy nowe dziecko. Duża radość.

czwartek, 24 stycznia 2008

Niektórzy z lotników, którzy wczoraj wysiedli z samolotu wcześniej, przed tragedią, mówią, że otrzymali drugie życie. Często słyszy się takie wypowiedzi od osób cudem uratowanych, tych, którzy na przykład spóźnili się na samolot, który zaraz uległ katastrofie. Zastanawiam się, jak ci ludzie potem przeżywają to drugie życie, które, jak mówią, dostali. Czy żyją inaczej? Czy coś się zmienia? Czy ten dar "drugiego życia" tkwi w ich świadomości już do końca?

Przy okazji. Słyszę w telewizji, że jest bardzo dużo chętnych do zawodu lotnika, ale są wielkie kłopoty z naborem, ponieważ młodzi ludzie nie są w stanie sprostać wymaganiom zdrowotnym. Kiedyś, kiedy były kłopoty ze zdobyciem lepszej żywności, kiedy ludzie mieszkali w gorszych warunkach, kiedy nie było ładnych basenów ani siłowni, młodzież była zdrowsza. Dlaczego?

środa, 23 stycznia 2008

Wczoraj włączyłam kanał "Kuchnia", akurat pokazywano, jak zrobić szybki deser. Na dnie naczynia żaroodpornego prowadząca program położyła kromki jakiejś bułki (nie wiem jakiej),  polała to serkiem mascarpone roztrzepanym z jajkami, na wierzchu umieściła brzoskwinie z puszki i wszystko posypała brązowym cukrem. Potem wstawiła do piekarnika (180C) na półtorej godziny. Moim zdaniem półtorej godziny to trochę za długo, ale niech będzie. Ja słodyczy raczej nie jadam, jednak przepis ten może się przydać, kiedy ktoś będzie miał przyjść, bo nie wymaga dużo pracy.                    

Jeśli ktoś chce usmażyć pączki w karnawale, a nie umie tego robić, może obejrzeć i posłuchać (po angielsku) pieczenia pączków "na żywo" :  http://revver.com/video/606370/anas-kitchen-polish-cooking-paczki-polish-doughnuts/ .

sobota, 19 stycznia 2008
W sobotę wieczorem obejrzałam po raz kolejny ostatni film o Pawlaku i Kargulu i doszłam do wniosku, że chętnie popatrzyłabym na to jeszcze raz. Lubię te filmy i chociaż od lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych trochę się w naszej rzeczywistości zmieniło, nie przeszkadza mi to. Trochę mi się tylko przykro zrobiło, kiedy Pawlak chciał zabrać swojego zmarłego brata z Ameryki, żeby go w Polsce pochować, ponieważ - jak mówi - w Polsce będzie leżał "pod jaśminem", wśród zieleni.  Niestety, na polskich wiejskich cmentarzach raczej nie ma już drzew ani jaśminów. Po wypadku, kiedy podczas wichury w jakimś małym mieście konar drzewa przygniótł na cmentarzu  dziewczynę, powycinano wszystkie drzewa i teraz polskie cmentarze nie są tak zielone jak kiedyś, są gołe i brzydkie. A może takie są tylko te, które ja widziałam. Nie jestem pewna.
piątek, 18 stycznia 2008

Wiele lat temu mój mąż w związku ze swoją pracą musiał omówić pewne sprawy ze znaną rzeźbiarką, panią Zofią Trzcińską-Kamińską. Przy okazji na te spotkania i ja byłam zapraszana. Pamiętam dom przy ulicy Myśliwieckiej, do którego prowadziły ciężkie rzeźbione drzwi. Jak nam powiedziała Gospodyni, jej mąż wykonał je na wzór drzwi jakiegoś krakowskiego domu. Dzisiaj już nie pamiętam, co to były za drzwi. Pamiętam panią Trzcińską-Kamińską, osobę wysokiego wzrostu, ujmująco miłą i bezpośrednią. Byliśmy tam bardzo serdecznie przyjmowani, częstowano nas aromatyczną, mocną herbatą i wspaniałymi wiśniowymi konfiturami. Kiedy mój mąż z panią Zofią omawiali swoje sprawy, ja chodziłam po ogrodzie, do którego wychodziło się wprost z salonu i oglądałam pracownię pełną rzeźb, głównie sakralnych. Kiedyś pani Zofia zaproponowała nam, żebyśmy sobie coś wybrali na pamiątkę. Małą płaskorzeźbę głowy Matki Boskiej Częstochowskiej mamy do dzisiaj, mimo że artystka nie żyje już od wielu lat.

Zofia Trzcińska-Kamińska była autorką między innymi pomnika Tadeusza Kościuszki w Poznaniu, kardynała Hlonda w katedrze warszawskiej, a także bardzo wielu rzeźb znajdujących się w licznych kościołach. Jednak, niestety, większość jej prac została zniszczona podczas wojny. W czasie wojny Zofia Trzcińska-Kamińska i jej mąż, profesor rysunku na Politechnice Warszawskiej, autor między innymi naszego godła narodowego, Zygmunt Kamiński, brali udział w działaniach konspiracyjnych. Pani Zofia w ogóle miała piękną przeszłość patriotyczną. W 1916 roku, jako młoda osoba, niczym Grażyna z poematu Mickiewicza, w męskim przebraniu zaciągnęła się do Legionów, żeby walczyć o ojczyznę!

 Przypomniałam sobie tę postać, czytając książkę, o której wczoraj pisałam: "Był dom..." Anny Szatkowskiej. Zofia Trzcińska-Kamińska była spokrewniona z Zofią Kossak i w książce jest często wspominana jako "ciotka-rzeźbiarka".

czwartek, 17 stycznia 2008

Przez Warszawę trudno przejechać z powodu remontów i korków na ulicach, a ja potrzebuję dostać się jeszcze dalej, do Łomianek. Głośno narzekam i rozważam, jak tam dojechać. Mąż znalazł rozwiązanie w tej trudnej sytuacji: "Najlepiej nadaj się na poczcie, oczywiście priorytetem i nie męcząc się na ulicach, szybko znajdziesz się w Łomiankach." To jest myśl! Tylko, że ja muszę iść jako wartościowa - mówię - więc nie wiem, czy to się opłaci, a poza tym chyba to już gdzieś słyszałAM.

Wieczorem zaczęłam czytać ciekawą książkę, wspomnienia pt. "Był dom". Autorką jest Anna Szatkowska, córka znanej pisarki, Zofii Kossak-Szatkowskiej.
Pospacerowałam sobie po ogrodzie wokół dworu w Górkach Wielkich (trzeba będzie kiedyś zawadzić o tę miejscowość), na trochę przeniosłam się w inny świat, w środowisko innych ludzi, w inne czasy, także w te okrutne, wojenne, kiedy to Zofia Kossak działała w konspiracji, pomagała więźniom Pawiaka i Oświęcimia (sama tam była więziona), niosła pomoc wielu prześladowanym Żydom. Dobrze byłoby pamiętać o tej pisarce i teraz.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast