Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 30 stycznia 2009

  Kiedy znaleźliśmy się w pobliżu placu Zamkowego, uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy trochę głodni. Skręcamy więc w Bednarską, jedną z najładniejszych ulic starej Warszawy. Tam w starej kamienicy znajduje się pierogarnia stylizowana na starą gospodę. Piwniczne podcienia, proste, dosyć ciemne wnętrze, duże drewniane stoły, "sarmackie" malowidła na ścianach sprawiają, że w lokalu tym panuje szczególny klimat. Kiedyś tutaj mieścił się podobno warsztat stolarski.

 

Pierogi tam podawane bardzo mi smakują, ale nie będę pisać, które najbardziej, żeby ktoś nie pomyślał, że chcę reklamować. W każdym razie jest ich duża rozmaitość i - co ważne - nie są podgrzewane w mikrofalówce.

Na Krakowskim Przedmieściu, zaraz za rogiem, znajduje się pijalnia kawy sieci "Pożegnanie z Afryką", można na chwilę przysiąść i wypić kawę, której aromat kusi z daleka.         

 

środa, 28 stycznia 2009
Obudziłam się w nocy po drugiej. Nie mogłam zasnąć, więc leżałam i myślałam o wszystkim. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że kilka tygodni temu kupiłam nowy szalik i zaczęłam się zastanawiać, gdzie on się znajduje. Potem już w ogóle nie było mowy o tym, żeby zasnąć, bo zaczęłam w myślach przetrząsać wszystkie półki w poszukiwaniu tego  szalika. W końcu postanowiłam wstać i znaleźć ten nieszczęsny szalik, który mi zresztą nie był do niczego potrzebny, a poza tym mam pięćdziesiąt innych. Wstałam, grzebałam na półkach chyba do wpół do czwartej. Nic z tego, nie znalazłam. Wróciłam więc do łóżka i nerwowo zaczęłam myśleć, że muszę szybko zasnąć, gdyż inaczej, w dzień będę nieprzytomna. Zasnęłam o szóstej, a o wpół do siódmej zadzwonił budzik, ponieważ mąż musiał już wstawać do pracy. Rano zobaczyłam, że szalik leży na półce w innej szafie i stwierdziłam, że on mi do niczego nie pasuje. A potem przez cały dzień byłam wściekła na siebie i doszłam do wniosku, że noc odbiera człowiekowi rozsądek.
niedziela, 25 stycznia 2009

Jak już wspominałam, w czasie choroby trochę patrzyłam na telewizor. Czasami nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, tak jak na przykład podczas oglądania dyskusji na temat ostatniego rozporządzenia ministra edukacji narodowej.

 Przedszkolak powinien interesować się malarstwem, muzyką (również muzyką poważną), rzeźbą, architekturą, architekturą zieleni, architekturą wnętrz, powinien samodzielnie i bezpiecznie organizować sobie czas, powinien potrafić tworzyć muzykę i korzystać z instrumentów perkusyjnych. Takie wymagania i jeszcze wiele innych zawiera ostatnie rozporządzenie ministra edukacji narodowej dotyczące podstawy programowej dla sześciolatków.

21 stycznia w Sejmie toczyła się dyskusja na ten temat. Oto fragment wypowiedzi posła Bartosza Arłukowicza (niezrzeszonego) ze Sprawozdania Stenograficznego:

 "Wedle tego rozporządzenia, cytuję, sześciolatek powinien
umieć podejmować rozsądne decyzje. Nie wiem,
jak to się ma do tego, że mój sześcioletni syn postanowił
policzyć zęby naszemu psu w czasie jedzenia.
Sześciolatek wedle rozporządzenia powinien mówić
płynnie i niezbyt głośno, jak pani minister była
łaskawa ocenić. Trochę to nie trzyma się kupy, bo
kiedy mój syn był z mamą w kościele, poinformował
proboszcza i wszystkich wiernych, że najlepsze naleśniki
robi jego mama. I powiedział to głośno i niezbyt
płynnie.
Pani minister stwierdza w rozporządzeniu, że sześciolatek
powinien umieć w skupieniu słuchać muzyki,
w tym poważnej. A więc, mimo że jestem fanem Pink
Floydów, postanowiłem nauczyć mego syna słuchać
Beethovena i Bacha. Skończyło się jednak na Majce
Jeżowskiej. Chodzi po domu i śpiewa: „A ja wolę swoją
mamę” i zamiast Miłosza recytuje wiersz „Kto misiowi
urwał ucho”. (Wesołość na sali)
Wedle rozporządzenia sześciolatek powinien wykazywać
zainteresowanie malarstwem, rzeźbą i architekturą. Zatem postanowiłem go zainteresować architekturą
Watykanu – uparcie wybiera Scooby Doo.
Postanowiłem zainteresować go Hasiorem, bo może
rzeźba (Dzwonek) – wybrał modelinę i ulepił kota.
Sześciolatek wedle pani minister powinien tworzyć
muzykę i korzystać z instrumentów perkusyjnych.
Wicemarszałek Jarosław Kalinowski:
Panie pośle, może do pytań...
Poseł Bartosz Arłukowicz:
Już kończę.
Zakupiłem instrument perkusyjny. Czy jest to
muzyka, nie wiem. Prominentny działacz Platformy
Obywatelskiej, który mieszka pode mną, daje mi królestwo,
żebym się go pozbył.
Proszę zapewnić mnie, pani minister, że mój sześciolatek
rozwija się jednak prawidłowo, i odpowiedzieć
na pytanie: Kto zgłupiał? Czy te nauczycielki,
które oceniły prawidłowo mojego sześciolatka, czy ci,
którzy pisali to rozporządzenie? Dziękuję bardzo.
(Oklaski)"

sobota, 24 stycznia 2009

Kochani,

    Bardzo serdecznie dziękuję Wam za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia. Muszę powiedzieć, że te życzenia już zaczynają się spełniać. Powoli dochodzę do siebie, chociaż w dalszym ciągu jestem okropnie osłabiona. Niestety, tak już mam, że zawsze wszystkie infekcje trzymają się mnie strasznie długo.  Zobacz obraz w pełnych rozmiarach

Marne samopoczucie nie pozwoliło mi nawet czytać, leżałam więc, gapiąc się tylko od czasu do czasu w telewizor. Marzę już o słońcu i liczę dni do wiosny. Bardzo mi brakuje wiosny. Bardzo! Bardzo!

niedziela, 18 stycznia 2009

NIECZYNNE DO ODWOŁANIA Z POWODU CHOROBY!

piątek, 16 stycznia 2009

Przyczepiła się do mnie jakaś infekcja. Okropnie sie z tym czuję i bardzo mi się ta sytuacja nie podoba. Leżę w łóżku i wszystko mi się pokomplikowało.

Mój syn codziennie biega, po kilka kilometrów każdego dnia, nawet w duży mróz. W ostatnią niedzielę brał udział w biegu na 5 km organizowanym przez Owsiaka. Niedobrze mi się robi, kiedy go widzę w cienkim "biegowym" uniformie w taką pogodę. Ale cóż może w takiej sytuacji zrobić matka dorosłego dziecka, tylko patrzeć i cierpieć w skrytości. Najważniejsze, że on lubi to bieganie.

wtorek, 13 stycznia 2009

Wszyscy dookoła chorują. Mnie też dopadła jakaś infekcja. Leżąc w łóżku, próbuję w dalszym ciągu czytać "Rozlewisko", ale nie bardzo mogę z powodu "rozbicia" (tak określam ten stan). A swoją drogą, czy ta książka nigdy się nie skończy? Już zaczyna mnie trochę nudzić, ale mimo to ustawiłam się w kolejce bibliotecznej po drugi tom. Tego typu książek nie warto kupować, bo po przeczytaniu na ogół już się do nich nie wraca i tylko zabierają miejsce na półkach. 

A jeśli już mowa o książkach, to przy okazji szukania czegoś wyciągnęłam z półki "Polski Kodeks Honorowy" Władysława Boziewicza. Kodeks zawiera zasady postępowania ludzi honoru, którzy zostali obrażeni. Co powinni zrobić ludzie obrażeni? Oczywiście wyzwać obrażającego na pojedynek! Tutaj są podane zasady wyboru broni, postępowania sekundantów, omówione są różne rodzaje pojedynków (na szable, na pistolety, etc.). Myślę, że przydałby się obecnie taki sposób szybkiego i zdecydowanego rozwiązywania sporów, tylko czy teraz są ludzie honoru?

Moja synowa obchodzi dzisiaj urodziny. Że też ta infekcja musiała mnie teraz złapać, nie będę mogła do niej pójść z życzeniami! Wieczorem zadzwonię, ale teraz publicznie jej życzę szczęśliwego i dobrego życia.
               

czwartek, 08 stycznia 2009

zima Ładne to zimowe zdjęcie. Nie moje. Z sieci.

Czytam "Dom nad rozlewiskiem" Małgorzaty Kalicińskiej. Jestem na siedemdziesiątej stronie, przede mną jeszcze ponad czterysta. Zapowiada się ciekawie. W przerwie popijam herbatę z melisą, dobrze robi przed spaniem. Jestem sama w domu. Okropny ze mnie tchórz, kiedy tylko usłyszę  jakiś szmer w mieszkaniu, od razu jestem przerażona. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać sama w domu znajdującym się gdzieś za miastem. Czasami denerwują mnie moi sąsiedzi, ale prawdę powiedziawszy, jestem zadowolona, że są wszędzie dookoła, zwłaszcza w tak póżny wieczór jak teraz.

wtorek, 06 stycznia 2009

 
Dziś Trzech Króli, a grekokatolicy i prawosławni zaczynają właśnie święta Bożego Narodzenia.

Najlepsze życzenia tym wszystkim, którzy w tych dniach świętują.

Szczególnie na Białostocczyźnie mieszka dużo osób wyznania prawosławnego. Ostatnio w Białymstoku powstało kilka nowych bardzo ładnych cerkwi. Nie byłam w żadnej z nich w środku, ale z zewnątrz bardzo mi się podobały, na przykład ta cerkiew Świętego Ducha:

      cerkiew

W Supraślu, koło Białegostoku, na terenie starego monasteru znajduje się bardzo nowoczesne Muzeum Ikon. Ikon jest tam około 1200, a w Bielsku Podlaskim znajduje się jedyne w Polsce Policealne Studium Ikonopisarstwa. Ikonopisarstwa, ponieważ proces powstawania ikony, czyli sakralnego obrazu wywodzącego się z kultury bizantyjskiej, nazywa się pisaniem. W ikonie ważny bowiem jest tak samo obraz, jak i słowo. Ikony wykonuje się na drewnianych deskach odpowiednio przygotowanych. Na odwrotnej ich stronie znajdują się listewki (szponki, lastoczki) zabezpieczające ikonę przed wypaczeniem. Powierzchnia deski jest żłobiona, smaruje się ją klejem, na to kładzie płótno, potem daje się podkład, na którym artysta maluje odpowiednio spreparowanymi farbami. Po ukończeniu obrazu pokrywa się go warstwą specjalnego werniksu.
Ikona jest szczególnym obrazem religijnym. Kiedyś jej malowanie było czynnościa świętą, musiało być poprzedzone odpowiednim postem, mnich-artysta malował ją na klęczkach, bo była to forma modlitwy, przedstawiała postacie świętych, Matki Boskiej, Chrystusa, Trójcy Świętej. W związku z tym szczególnym charakterem ikon nie mogły one być przedmiotem handlu.

         ikona Nowosielskiego Ikona malowana przez Jerzego Nowosielskiego.

               ikona Ikona przedstawiająca świętych Cyryla i Metodego.

    Ikona Rublowa Trójca Święta - ikona Andrieja Rublowa

ikona Zstąpienie do otchłani /współ./

niedziela, 04 stycznia 2009

Odwiedził nas właśnie jeden z przyjaciół mojej francuskiej koleżanki, Żyd, który mieszka w Australii od pięćdziesięciu lat. Urodził się w Warszawie, do Australii wyjechał wraz z rodzicami, mając sześć lat. Teraz po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat przyjechał do Warszawy zobaczyć miasto swojego dzieciństwa. Śladów z tamtych lat niewiele zostało. W miejscu, gdzie stał dom, przebiega teraz duża arteria, wszystko się pozmieniało. Ale są i miejsca, które wzruszają i wywołują wspomnienia, na przykład kamienna ławka w Saskim Ogrodzie, na której w letnie dni pięćdziesiąt lat temu siadywał wraz ze swoim ojcem. Zachwyca się dzisiejszą Warszawą, wszystko mu się tu podoba, a - jego zdaniem - ten rozświetlony Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście to chyba najładniejsze ulice na świecie. Niestety, przyjechał tylko na parę dni, musi jeszcze do Francji, a urlop krótki.

Ale chciałam o czymś innym napisać, co mnie zaskoczyło niezmiernie. On mówi po polsku, jakby stąd wyjechał pięć lat temu, chociaż tam, w Australii, nie ma z Polską żadnego kontaktu. Jestem pełna podziwu i zdumienia, zastanawiam się, jak jest możliwe zachować język, nie posługując się nim przez pięćdziesiąt lat.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast