Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Przeczytałam "Oliwkową farmę", tę książkę, o której wspominałam w ostatnim wpisie. Muszę  powiedzieć, że czytałam ją z dosyć dużą przyjemnością. Spokojna, relaksująca lektura, dobrze napisana i ładnie przetłumaczona (takie mam wrażenie). Jest to pierwsza powieść z biograficznego cyklu znanej irlandzkiej pisarki i aktorki, Carol Drinkwater.  Zrujnowana oliwkowa farma na południu Francji, którą kupuje aktorka wraz z Michelem, producentem filmowym, od początku staje się ich rajem, miejscem szczęśliwości. Czytelnik towarzyszy życiu Carol i Michela. Czujemy smaki i zapachy Prowansji, poznajemy tamtejsze potrawy, razem uprawiamy oliwki i próbujemy świeżo wytłoczonej oliwy.
   Teraz czekam na następny tom z tego cyklu, ale w mojej bibliotece wszystkie książki są wypożyczone i nawet już jest po nie kolejka. Podobno wkrótce mają być wydane inne powieści tej autorki.

Z takim przejęciem czytałam tę książkę, że w pewnym momencie po powrocie z kuchni usiadłam na swoich okularach leżących na kanapie. To już trzecie okulary, które ostatnio zniszczyłam w ten sposób. Teraz się zastanawiam, jak pozbyć się tego okropnego nawyku pozostawiania okularów w przeróżnych miejscach.

A wracając do książek, w wielu wywiadach można się natknąć na pytanie o książkę, którą rozmówca zabrałby ze sobą na bezludną wyspę. Właśnie, jaką książkę zabralibyście na bezludna wyspę? Ja się nad tym dotąd nie zastanawiałam, muszę pomyśleć.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Dosyć ciężkie mam ostatnie dni, spotkania z różnymi ludźmi, trochę stresujących spraw urzędowych, stale jakieś nowe problemy, które muszę sama rozwiązywać. Czuję się zmęczona.

Przed południem zajęłam się czyszczeniem swojej srebrnej bransoletki i łańcuszków, bo były już zupełnie czarne. W tym celu sięgnęłam do starego zeszytu, w którym kiedyś zapisywałam różne praktyczne porady, między innym zanotowałam tam, jak czyścić srebro. 
Małą miseczkę ze sztucznego tworzywa należy wyłożyć dwukrotną warstwą folii aluminiowej, wlać trochę wrzątku i do niego wsypać nieco soli, mniej więcej bierze się pięć łyżeczek soli na 1 litr wody. Do miseczki włożyć biżuterię, musi być zanurzona w wodzie, po kilku minutach srebro odzyskuje swój blask. Jeśli jednak nadal jest ciemne, trzeba czynność powtórzyć z nową folią. Na koniec czyszczone przedmioty umyć w wodzie z mydłem i wypolerować miękką szmatką. Potwierdzam. Przepis się sprawdził.


W przerwach pomiędzy tymi różnymi czynnościami słucham powieści Karen Blixen "Pożegnanie z Afryką", dwa razy już ją czytałam, ale teraz z przyjemnością słucham. Poszłam dzisiaj do biblioteki po nowe książki, ale okazało się, że biblioteka jest nieczynna z powodu awarii systemu komputerowego. Pani bibliotekarka była jednak tak miła, że wpuściła mnie do środka, zwróciłam swoje stare długi i wypożyczyłam pierwsze z brzegu czytadło, a dlatego je wypożyczyłam, że mi się spodobał tytuł: "Oliwkowa farma. Miłość w rajskim ogrodzie na południu Francji". Miłość w rajskim ogrodzie i do tego na południu Francji! Czyż można tego nie przeczytać?
sobota, 22 stycznia 2011

W piątek przed południem, piekąc w kuchni pasztet (ostatnio specjalizuję się w pasztetach), słuchałam radiowej Jedynki. Była mowa o zimowych kurortach na świecie i o rozrywkach, z jakich tam można korzystać. Okazuje się, że tradycyjne narty to nie jest jedyny sport zimowy, jaki się teraz uprawia w górach. Na przykład popularny jest snowkiting - zjeżdżanie na nartach połączonych z latawcem


        

albo jazda na trikke skki czyli na sprzęcie, który wygląda jak hulajnoga poruszająca się na trzech nartach.

       

 Można też jeździć na snake gliss czyli na sankach   gąsienicowych.
 
        a

Jest jeszcze wiele innych możliwości wykorzystywana śniegu w górach, o których dotąd nie wiedziałam, na przykład snowblade (zjeżdżanie na bardzo krótkich nartach). Można też przemieszczać się na oponach samochodowych, co kto lubi. Po zapoznaniu się z tym wszystkim jęknęłam gorzko: "ach, młodym być...", ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że jednak i w młodości tego rodzaju sporty mnie by nie zainteresowały, taka dzielna nie jestem.

                   /Zdjęcia są zaczerpnięte z Internetu./
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Dzielnica Ursynów w Warszawie zorganizowała kolejny konkurs szopek. Oto kilka z nich. Moją szczególna uwagę zwróciła ta szopka w chlebie.























sobota, 15 stycznia 2011

Czasami, tak jak dzisiaj, w sobotnie wieczory zdarza mi się spojrzeć na program o uzdrawianiu restauracji przez panią Gessler. Wniosek z tego programu jest taki, że w przyszłości dziesięć razy się zastanowię zanim cokolwiek zjem w restauracji. Te brudy na zapleczu i  niechlujstwo w przygotowywaniu posiłków mogą skutecznie odebrać apetyt na długie lata. Wprawdzie dzisiaj też skorzystałam z miejskiej gastronomii, ale była to tylko kawa wypita w kawiarni na Nowym Świecie,  przygotowywana była na moich oczach, więc nie odczuwałam szczególnego zagrożenia.


Na Nowym Świecie spotkałam się z moją bardzo bliską koleżanką, z którą kiedyś pracowałam. Chyba już o niej  wspominałam. Jej mąż zmarł kilka miesięcy temu, wkrótce po śmierci mojego męża, był młodszy od mojego męża o 3 lata. Miał 59 lat.
Wspólne przeżycia zbliżyły nas do siebie, rozumiemy się bardzo dobrze.


  Nowy Świat dzisiaj wieczorem

      W tej chwili słyszę prognozę pogody. Na razie zima nie wraca. Niby to dobrze, ale ten deszcz też jest bardzo uciążliwy. Dzisiaj u nas padało prawie przez cały dzień. Jutro mój syn bierze udział w kolejnym biegu, tym razem do przebiegnięcia po   kałużach jest 15 km. Życzę wszystkim dobrej niedzieli.
piątek, 14 stycznia 2011

Ucieszyła mnie dzisiaj informacja, że Jan Paweł II będzie beatyfikowany już 1 maja. Dobrze mieć swojego człowieka wśród świętych.



środa, 12 stycznia 2011
Ogrom spraw, które na mnie spadają prawie każdego dnia, załamuje. Stale muszę coś załatwiać, chodzić do urzędów, coś wyjaśniać, a co najgorsze - opłacać. W mieszkaniu zaczynają psuć się różne urządzenia, zamek przy drzwiach, szuflada w sekretarzyku, uszczelka w kranie, itp., itd. Miotam się z tym wszystkim i sił brakuje.
wtorek, 11 stycznia 2011
Okazuje się, że w Warszawie warunki życia są już niemal tak dobre jak w Białymstoku. Białystok znajduje się bowiem na pierwszym miejscu w Polsce pod względem warunków życia. W tym rankingu brane były pod uwagę następujące kryteria: środowisko, edukacja, służba zdrowia i bezpieczeństwo. Zwyciężył Białystok, na drugim miejscu jest Warszawa, na trzecim Szczecin, na czwartym Wrocław. Ostatnie miejsce zajmują Katowice.

"Warszawa pod pewnymi względami nie ma najmniejszych szans równać się z Białymstokiem, jak ktoś chce spokojniejszego życia, normalniejszych, spokojniejszych i życzliwszych ludzi, przyrody w zasięgu ręki, wybierze bez wątpienia Białystok" - przeczytałam dzisiaj na jednym z forów. Niewiele mogę powiedzieć na temat przewagi Białegostoku nad innymi miastami na przykład w dziedzinie edukacji czy medycyny, ale jeśli chodzi o ludzi, pełna zgoda z autorem komentarza, ludzie tam są szczerzy, serdeczni, prostolinijni ("normalni"), a przede wszystkim bardzo gościnni.



Na zdjęciu (z "Gazety") centrum miasta, czyli nowo przebudowany Rynek Kościuszki. Towarzystwo Urbanistów Polskich uznało to miejsce za "najlepiej odnowioną przestrzeń publiczną." Niestety, nie widziałam nowego Rynku Kościuszki, ale mogę sobie wyobrazić, jak ładnie tam teraz.
Gratulujemy Białemustokowi!






niedziela, 09 stycznia 2011
Jestem, jestem! Muszę coś napisać, bo już chyba macie zupełnie dosyć tego "powolnego umierania". Niestety, stan mojego ducha jest ostatnio adekwatny do tytułu wiersza, więc i blog także jest kryzysem dotknięty.

Dzisiaj odwiedziła mnie koleżanka, z którą chodziłam razem do liceum. Od czasu do czasu spotykamy się, ponieważ mieszkamy blisko siebie. Kilka miesięcy temu, wśród swoich książek znalazłam jej zeszyt do języka polskiego z jedenastej klasy (ja uczyłam się jeszcze w systemie jedenastoletnim) i dzisiaj miałam okazję, żeby go zwrócić. Nie wiem, kiedy i po co go pożyczyłam, może ucząc się do matury, może kiedyś musiałam coś uzupełnić, w każdym razie ze wzruszeniem powspominałyśmy dzisiaj lekcje z naszą ukochaną polonistką. Była to wtedy młoda, bardzo elegancka, ciepła osoba o wytwornych manierach i szczególnej wrażliwości. Nie wyobrażam sobie jej w dzisiejszej szkole. Jestem pewna, że nie byłoby to miejsce odpowiednie dla niej.

Ostatnio powiało u nas pogodowym optymizmem. Śnieg prawie się roztopił, dzisiaj na drzewach przed domem ptaki tak głośno ćwierkały, jakby to już miała być wiosna. Muszę powiedzieć, że nie miałabym nic przeciwko temu, mam już dosyć tych grubych, ciężkich ubrań. Wolę największy upał w lecie niż zimę.
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast