Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 30 stycznia 2013

Wczoraj przed południem byłam umówiona z koleżanką w Akademii Sztuk Pięknych przy Krakowskim Przedmieściu. Od razu pomyślałam sobie, że to dobra okazja, żeby Was zaprosić na krótki spacer po najładniejszej ulicy Warszawy. 

Akademia Sztuk Pięknych, najstarsza uczelnia artystyczna w Polsce, mieści się w Pałacu Czapskich.  Wcześniej gmach ten należał do rodzin Raczyńskich i Krasińskich.

 

Na dziedzińcu znajduje się konny posąg Bartolomeo Colleoniego, kondotiera włoskiego żyjącego na początku 15 w.

 

Wychodzimy z terenu Akademii Sztuk Pięknych.

 

 

Na wprost, po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia, Brama główna Uniwersytetu Warszawskiego.


Skręcamy w lewo. Zatrzymujemy się przed witryną  Księgarni Naukowej im. Bolesława Prusa. Chyba najbardziej zainteresował mnie tytuł: "Góry wołają". Gdyby było tak jak dawniej, od razu zaczęłabym planować wyjazd w góry.

 

I przed drugim oknem. "Dzienniki" Jerzego Zawiejskiego. Mogą być ciekawe, bo to czasy mojej młodości, ale nie mam już cierpliwości do czytania tak obszernych książek biograficznych, niezależnie od tego, kto jest autorem.

 

 

Idziemy dalej. Po drodze zatrzymujemy się przed Cepelią. Lubię folklor i uważam, że nasze stroje ludowe są piękne.



 

Przystajemy przed oknem galerii Związku Polskich Artystów Plastyków. W szybie odbiła się druga strona ulicy.



Po prawej stronie ulicy pomnik Adama Mickiewicza, ale drugą stroną pójdziemy innym razem.

 

My idziemy tędy.



 

Idziemy dalej Krakowskim Przedmieściem.

 

Dochodzimy do Placu Zamkowego. Tam, koło Zamku Królewskiego, stoi jeszcze choinka.

          

          

 

Przechodzimy przez Plac Zamkowy i skręcamy  w ulicę Piwną. Parę kroków i będziemy na Rynku Starego Miasta.



I żegnamy się. Na Krakowskim Przedmieściu jest dużo innych pięknych miejsc, ciekawych budynków, galerii sztuki, ale wczoraj było zimno, mokro i ponuro. Dlatego te zdjęcia też mi się nie udały.

niedziela, 27 stycznia 2013

Postanowiłam odezwać się, żebyście nie myśleli, że Was lekceważę. Nie piszę, ponieważ nic ciekawego się nie dzieje, z powodu tych mrozów z nikim się nie spotykam, nawet nie chce mi się wychodzić z domu.

UPC coś zmieniało w kablówce i poznikały dotychczasowe programy. Niby mała strata, ale ja lubię mieć wszystko w porządku. Przysłali informację, że trzeba telewizor przestroić. Dobra informacja, "przestroić", ale jak to zrobić? Kombinowałam i w końcu mi się udało, byłam bardzo dumna z tego mojego wyczynu technicznego. Programy wróciły, doszło trochę nowych, bardzo rozrywkowych, ale te dawne występują w zmienionej kolejności. Na początku widzę jakieś wróżbiarskie, w żaden sposób nie mogę ich usunąć, nie potrafię także zmienić kolejności pozostałych. Przestałam się już jednak tym zajmować, bo szkoda mi czasu.

Wczoraj rozebrałam swoją choinkę, w tym roku miałam bardzo małą, ale wyjątkowo ładną i żal mi było  jej się pozbywać. Kończąc ze świąteczną atmosferą, jeszcze raz przyjrzałam się kartkom, które dostałam na Boże Narodzenie. Niektóre są bardzo ładne, przykro się z nimi rozstawać. Życzenia na kartkach zagranicznych są już w większości politycznie poprawne, "Happy Holidays" albo "Season's Greetings", tylko nasi przyjaciele ze Stanów, Żydzi, którzy nie urodzili się w Polsce, nie mieszkali, nie mówią po polsku, nie znają naszej tradycji, życzyli mi "Merry Christmas".

Podobno nadchodzi odwilż. Życzę wszystkim dobrego samopoczucia.

środa, 23 stycznia 2013

Przed południem zadzwoniła Zosia, żeby porozmawiać i przy tym trochę odpocząć.

- Co robiłaś, że jesteś taka zmęczona? - zapytałam. 

- Rozbierałam choinkę.  Choinka ponad dwumetrowa, bombek mnóstwo, musiałam wchodzić na drabinę i to wszystko zdejmować. I jeszcze te lampki pozaplątywane - opowiada ze wzburzeniem w głosie.

Zosia organizowała u siebie wigilię i dzieci zażyczyły, żeby odbywała się, jak dawniej, przy pięknej dużej choince. Dzieci, w wieku mocno dorosłym, nie pomyślały o tym, że choinkę trzeba też rozebrać. Rozgoryczona Zosia obiecuje, że nigdy więcej nie ustawi u siebie takiej dużej choinki i już obmyśla nową taktykę postępowania z dziećmi, "żeby zdały sobie sprawę z tego, że siły matki też są ograniczone". Ciekawe, czy długo o tej nowej taktyce będzie pamiętać.

Potem zadzwoniła inna moja przyjaciółka, Ela. Jest chora, kaszle, ma gorączkę, ale mówi, że musi wstać, żeby po południu pójść do przedszkola na występy dzieci związane z niedawnym dniem babci, bo "wczoraj Marysia tak bardzo prosiła"! Żadne argumenty do niej nie docierają. Musi iść i koniec! Ręce opadają!

Teraz zmieniam temat.

Śledzę to, co się pisze na temat powstania styczniowego. Wybieram się na wystawę zorganizowaną w Archiwum Głównym Akt Dawnych, ale na razie czekam na lepszą pogodę. Podobno to bardzo ciekawa wystawa.  Listy, wspomnienia, zdjęcia, modlitewniki, ulotki czyli dokumenty, które mówią o nastrojach, emocjach i postawach ludzi biorących udział w tamtych wydarzeniach. W tej chwili słyszę prognozę pogody, podobno w najbliższym czasie nic się nie zmieni, muszę tam pojechać, bo wystawa czynna będzie tylko do 8 lutego.

Bardzo ciepło wszystkich pozdrawiam, a szczególnie czytelników z Podkarpacia, Małopolski i ze Śląska, gdzie nie ma prądu i ogrzewania. Podobno w okolicach Tomaszowa Lubelskiego też jest zimno i ciemno, więc specjalne ciepło posyłam do naszej koleżanki-blogowiczki z tamtych stron, chociaż przypuszczam, że przy swojej aktywności, Ona nawet nie zauważyła braku prądu:)

środa, 16 stycznia 2013

Dzisiaj odwiedziła mnie Zosieńka, moja koleżanka. Poczęstowałam ją ciastem, które niedawno upiekłam według przepisu Doroty (nieco ten przepis zmieniłam). Zosi ciasto bardzo smakowało, ja też uważam, że jest smaczne, a poza tym szybko się je przygotowuje. I jeszcze jedna zaleta, jest zdrowe, bo to piernik marchwiowy. Marchwi jest tu nawet dosyć dużo, ale wcale jej się potem nie czuje.

                      CIASTO MARCHWIOWO-PIERNIKOWE

 

3 jajka,
2 szklanki mąki,
1 szklanka cukru,
1 szklanka oleju /ja dawałam trochę mniej, ok. 3/4 szklanki/,
2 szklanki marchwi startej na tarce o grubych oczkach (ok. 4 szt.),
2 łyżeczki kakao,
2 łyżeczki mielonego cynamonu,
1 łyżeczka sody oczyszczonej,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
rodzynki, orzechy.

 

Całe jajka ucieramy z cukrem i szczyptą soli, dodajemy mąkę (możemy jeszcze przez sekundę zakręcić mikserem) i resztę składników: proszek, sodę, kakao, cynamon, startą marchew, olej, rodzynki. Mieszamy dokładnie. Ciasto jest gęste, ale tak ma być. Wykładamy do wyłożonych papierem do pieczenia dwóch keksówek 30x10 i 20x10 cm. Pieczemy około 60 minut w piecyku ogrzanym do 180 stopni. Po wystygnięciu można polać polewą czekoladową albo lukrem (cukier puder utarty z odrobiną soku z cytryny).

Mam nadzieję, że jeśli spróbujecie ten piernik upiec, będzie Wam smakował. Iksińska, obiecałam Ci przepis na szybkie ciasto, więc może to upieczesz.



wtorek, 01 stycznia 2013

Życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku. Niech Wam przyniesie radość, spokój w domu, w rodzinie, w pracy. Niech wszyscy będą zdrowi i niech otaczają Was dobrzy ludzie. W każdym razie, życzę, żeby ten rok nie był gorszy od tego, który minął.

Moje Święta przeszły pod znakiem chorób. Syn zachorował dzień przed Wigilią, miał dużą gorączkę. Prawie wszyscy dookoła byli chorzy, bo grypa szaleje. Zostałam z dużą ilością przygotowanej wcześniej żywności, bardzo takich nadmiarów nie lubię.

Wczorajszy wieczór spędziłam u swoich sąsiadów. Zjedliśmy kolację, a potem przez okno patrzyliśmy na fajerwerki i sztuczne ognie. Wydaje mi się, że było ciszej i spokojniej niż w poprzednich latach. Dzisiaj przed południem słuchałam koncertu filharmoników wiedeńskich, sama w domu, w smutnym i melancholijnym nastroju. Całe szczęście, że nie jestem przesądna, bo bałabym się, że cały rok będzie taki. A ja wierzę, że właśnie zaczął się rok dobry, czego i Wam jeszcze raz życzę .


Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast