Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 30 stycznia 2014

Dzisiaj przedstawiam stolicę w fotografii artystycznej. Autorem tych zdjęć jest mieszkaniec Warszawy, Tadeusz Kurpiel.

Warszawa stara i nowa, różne oblicza miasta, wszystko razem się przeplata, jak w życiu. Kiedy patrzymy na te zdjęcia, znów nasuwa się pytanie: "I jak tu nie kochać Warszawy?"

 



 



 

 

środa, 29 stycznia 2014

I jak tu nie kochać Warszawy? - tak ktoś powiedział po obejrzeniu tego filmu. Mnie się on też bardzo podoba. Podoba mi się też muzyka, doskonale dopasowana do obrazów.

 

                                        

niedziela, 26 stycznia 2014

Teraz jestem in blue (no, niezupełnie). Ostatnio zaczęłam lubić niebieski kolor, niebieski mocno ciemny lubię najbardziej. Mam nawet taki żakiet.

Dzisiaj oglądałam bardzo ciekawy film nakręcony w Kambodży. Wszystko widziałam, siedząc wygodnie w fotelu i nie ponosząc trudów podróży. Takie wycieczki ostatnio bardzo mi odpowiadają. Chyba nawet czułam tamtejszą upalną pogodę.
Kiedyś jedna z moich koleżanek często spóźniająca się do pracy, kiedy wreszcie z rozwianym włosem i obłędem w oczach docierała do swojego biurka, zawsze mówiła: "ta praca jest mi nie na rękę". A ja teraz powtarzam: "ta zima jest mi nie na rękę". Bardzo nie na rękę! Odliczam dni do wiosny, już niedługo:)

środa, 22 stycznia 2014

 

Widzę, że niezależnie ode mnie dokonuje się miniaturyzacja mojego bloga, wraz z upływem czasu staje się on coraz węższy i czcionka jest coraz mniejsza, próbowałam to naprawić, ale - jak widać - bez rezultatów. Myślę więc, że powinnam zmienić szablon, może to pomoże, tylko nie widzę odpowiedniego, a ręcznie dłubać przy tym mi się nie chce, bo nie mam za dużo wolnego czasu. Jeśli więc niebawem po wejściu tutaj zobaczycie jakieś kwiatki czy bałwanki, nie uciekajcie od razu, bo to będzie mój nowy wizerunek:)

 Jeszcze dwa słowa o książce. Z dużą przyjemnością czytałam ostatnio biografię Papuszy, poetki cygańskiej. Wcześniej oglądałam bardzo ładny film o niej (o tym filmie już tu wspominałam), a teraz wypożyczyłam z biblioteki książkę Angeliki Kuźniak. Papuszę odkrył Jerzy Ficowski, bardzo cenił ją Tuwim, który zresztą wprowadził ją do Związku Literatów Polskich, co - z drugiej strony - spowodowało wykluczenie Papuszy ze środowiska cygańskiego, które posądzało ją o zdradę reguł starego cygańskiego kodeksu życia. Cyganie do końca nie wybaczyli jej tego, że była inna niż oni, że pisała wiersze. Lekka, wzruszająca książka, dobrze się ją czyta.

Przed chwilą znów telefon do męża, kiedy to się skończy? I jak zawsze na początku roku jakieś reklamy z salonu samochodowego, mimo że informowałam o sytuacji. Och!


 Dziękuję wszystkim za cierpliwość i wytrwałość w czytaniu wpisów na temat Kambodży. Ten cykl przed chwilą zamknęłam, wklejając ostatnią relację.

Pisałam o tym ciepłym kraju, a tymczasem do nas przyszła długo wyczekiwana przez niektórych (na pewno nie przeze mnie!) zima, mój sąsiad, Pan Profesor, o którym tu już wspominałam, skończył sto (!!!) lat i byłam na bardzo miłym przyjęciu z tej okazji, od czasu do czasu ktoś jeszcze przypomina sobie o moich imieninach i składa mi życzenia (tak jest każdego roku!), wczoraj w rodzinie mojego męża urodził się chłopak, jest piękny (a jakże, oglądałam już zdjęcie), ma na imię Aleksander, przeczytałam kilka ciekawych książek, byłam na odczycie na temat powstania styczniowego. I to chyba wszystko. Nastrój mam depresyjny i nic nie wskazuje na to, żeby wkrótce miała nastąpić jakaś zmiana.

Pozdrawiam Was ciepło. Na moim termometrze było dzisiaj -10.

 



Stolica Kambodży zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Z jednej strony to duże miasto, pełne korków, spalin, hałasu, ale jednocześnie ma w sobie taką przyjazną miękkość wobec
turystów.


                                  

Co wieczór na głównych placach ludzie zbierają się, żeby uprawiać różne sporty. Piłka nożna, rodzaj "zośki" czyli kopiemy lotkę, aby nie upadła na ziemię, spacery. Dużo ludzi ćwiczy coś na wzór aerobicu - muzyka, instruktor - dołączasz się, kiedy masz ochotę.


Głównym samochodem - narodową marką - jest Lexus, a druga marka w kolejności to Toyota Camry. Dla kontrastu na ulicach jest pełno skuterów i tuk-tuków (w ilościach, których wcześniej nie widziałem).
Światła na skrzyżowaniach są w niewielu miejscach, wobec tego kierowcy, chcąc skręcić, muszą trzymać się razem, żeby wbić się w kolumnę ruchu w dowolnym kierunku. Ciekawe, że nikt na nikogo nie krzyczy i nie przeklina. Wszyscy na siebie trąbią, ale to należy traktować jako tutejszy zwyczaj, "jadę, więc trąbię".

Pierwszej nocy miałem okazję do długich przyjemnych spacerów wieczorem nad rzeką. Moim głównym celem było znalezienie uprażonych pająków, które podobno są dość popularną zagryzką w niektórych rejonach Kambodży. Niestety poszukiwania nie przyniosły rezultatu, ale udało mi się skosztować innej "egzotycznej potrawy". Zaraz zamieszczę zdjęcie.

 

                                    


A to jest odpowiedź na zagadkę, co jem. Widać wyraźnie? Bardzo smaczne - chrupiące, nadające całości sosu fajny posmak.


Spacer odbywałem w niedzielę wieczorem - wielu Khmerów wtedy piknikuje. Na głównych placach całe rodziny rozkładają koce, na nich różne przysmaki - w tym szaszłyki z jajek w skorupkach! Nie wiem, jaka to technologia? Nie mogłem tego rozgryźć.

Na głównych ulicach spaceruje sporo mnichów i kandydatów do klasztoru. Opowiadali, że wstają o 6.00 AM, pracują i uczą się do 10.00 PM. Niedziela wieczór to jedyny czas na pogawędki i spacery. Wielu z nich uczy się też angielskiego, mówią bardzo dobrze i wyraźnie.

Kolejnego dnia pojechałem zwiedzać Killing Fields - Pola Śmierci i Więzienie S-21. W Kambodży przez trzy lata rządów reżimu Pol Pota zginęło 2-3 mln osób czyli pomiędzy 1/5 a 1/4 całkowitej liczby obywateli! Jeśli ktoś chce poznać historię tego największego ludobójstwa w historii świata, polecam film z Johnem Malkovichem "The Killing Fields" i książkę reportaż szwedzkiego dziennikarza "Uśmiech Pol Pota". Nie rozpisuję się na ten temat, bo było to zbyt wstrząsające.
Odwiedziłem też Russian Market - jeden z ciekawszych bazarów w mieście. Nazywa się tak, ponieważ kiedyś korzystali z niego głównie Rosjanie.

 

                                

Na bazarach oprócz "wszystkiego i niczego" są też ogromne ilości srebra, złota i szlachetnych kamieni. W związku z tym zatrudniana jest ochrona z bronią długą. Jak widać, strażnicy się często nudzą i wtedy dorabiają, pomagając na straganie swojej mamie lub żonie.

 Po zakupach typu "jeszcze to, jeszcze to i to" (kupiłem nawet hamak!) trzeba było pojechać na lotnisko i wsiąść do samolotu. Kierunek Tajlandia. Bangkok.


 

 

 

 



czwartek, 16 stycznia 2014

 

                       

 Podziwiam zaradnosc miejscowych. Chlopaki mieli jakis silnik, zbudowali wiec rusztowanie, wyslali je styropianem i plywaja wokol pelnomorskiej wyspy. Niedaleko widac bylo regularne statki. To bardzo zaradny i pracowity narod.


                        

A to jest pelnomorska centrala rybna.


      

 Co jest piekniejszego od widoku zachodu slonca nad tropikalna wyspa?

 


 


wtorek, 14 stycznia 2014

 

Molo, do ktorego przybijaja statki z goscmi i nurkami to pare desek i pali. Ale kolor wody urzeka.

 

Gorki i morze - piekne kombo:)

 


Na plazy byla masa krabow. Smieszne bardzo. Niby sie lenily, a jak podchodzilem, nawet na palcach, uciekaly blyskawicznie.



Widok z mojego okna



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Halas w srodku nocy. Stukot szklanek na stoliku, trzeba szybko wlaczyc latarke! - i co widac? Palmowego szczura ze swieca w zebach dajacego susa do dziury w podlodze. Caly bungalow jest dziurawy jak ser szwajcarski! Celem odwiedzin szczura byla swieczka stojaca w sloiku.

"Islands business is a huge business now" - takie zdanie uslyszalem ostatnio. I faktycznie, wyjazd na wyspe z pusta plaza, dzungla za oknem, brakiem elektrycznosci i zasiegu jest wart ogromnych pieniedzy. Problem polega na znalezieniu takiej wyspy - wszyscy jej szukaja. Na bezludnosc nie ma co liczyc, towarem jest spokoj i cisza.

Na Koh Roang Samloen plynie sie okolo trzech godzin. Wrzucilem na poklad swoj plecak, polozylem się w hamaku i zasnalem w rytm kolyszacych statkiem fal. Zadnej choroby morskiej.

Wyspa sklada sie z okolo stu metrowych wzgorz porosnietych dzungla. Dzungla dochodzi do samego brzegu, gdzie sa plaze. Bungalowy znajduja sie na granicy plazy i dzungli. Bungalowy to domki na palach ze zbitych luzno desek. Aby zniechecic szczura trzeba bylo popracowac nad uszczelnianiem. Kamienie, buty, folia - co tylko sie dalo wetknac w szpary.



Po wyspie chodzi sie w klapkach. Dlatego obok drabinek przed bungalowami stoja miednice. Przed wejsciem zamocz nogi i oplucz je z piasku!

Sa tu bardzo dobre warunki dla uprawiania nurkowania, czy "snurkowania". Czesc dna zajmuje rafa koralowa. Codziennie po kilka razy zakladalem ABC - czyli pletwy, fajke i maske i spedzalem wiele czasu na podziwianiu ryb czy kalamarnic. Lubilem plynac razem ze stadami, ktore mnie otaczaly. Czesto dawalem nurka kilka metrow nizej przyjrzec sie rafom wyrazniej.

Bardzo lubilem tez spacery przez dzungle na drugi koniec wyspy. Do tej pory sie zastanawiam, jakie zwierze widzialem tuz przed zachodem slonca, gdy zwierzeta sie uaktywniaja. Czy byl to dziki kot, czy malpa? Widzialem tylko czesc tylna sporego stworzenia z ogonem i moglo to byc jedno i drugie. Pewnie malpa, ale wole myslec, ze duzy kot.

niedziela, 12 stycznia 2014

Jak przygotowac kolacje? Bierzemy jednego tunczyka prosto z morza... Dodajemy pare skorupiakow, a potem dostajemy talerz z grilla, ktory stoi obok. Ryzowe potrawy mi sie juz przejadly, wiec koncentruje sie na tego typu jedzeniu.


Zdjęcie: A potem dostajemy talerz z grilla, ktory stoi obok :) Ryzowe potrawy mi sie juz przejadly wiec koncentruje sie na tego typu jedzeniu.

 

Na plazy panie nosza w jednym koszu owoce morza, a na drugim ramieniu piecyk w stylu grilla. Mozna usiasc, zamowic jak na przykład ja, kalmary na patykach i po kilku minutach juz sa gotowe i pyszne. Bardzo pomyslowy wynalazek.


Uff... Dzis kulinarnie i krotko, a po powrocie z wyspy bedzie bardziej dzunglowo. Ide spac, bo tuk-tuk, ktory jedzie do portu, przyjezdza o 6.45. A juz za 15 min. polnoc.

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast