Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 30 stycznia 2015

Na drzwiach mojego domu często można znaleźć ogłoszenia o imprezach kulturalnych, które odbywają się w pobliskim domu kultury. Dzisiaj zauważyłam zapowiedź występów Zbigniewa Wodeckiego, przedtem byli inni artyści. Ale mnie nigdzie nie chce się chodzić; nie lubię późnych powrotów do domu, nie lubię zatłoczonych pomieszczeń i najlepiej czuję się w swoim pokoju z książką w rękach, chociaż na czytanie też nie mam tyle czasu, ile bym potrzebowała. 

Kiedyś, czytając, bardzo lubiłam słuchać radia, już w dzieciństwie miałam swoje ulubione audycje i z niecierpliwością czekałam na dzień, kiedy one będą nadawane. Spikerzy wówczas mówili piękną polszczyzną, wybitni aktorzy czytali ciekawe powieści, ogłaszano wspaniałe konkursy, w których często brałam udział, a przede wszystkim te audycje dawały wiele do myślenia, zawsze można było z nich czegoś ciekawego się dowiedzieć.  

Ostatnio słucham coraz rzadziej; bełkot, wzajemne przekrzykiwanie się, obrażanie rozmówców, brak kultury językowej (i nie tylko językowej), to mnie męczy i odrzuca od radia. 

Dwa tygodnie temu natknęłam się na program II, dotąd nawet nie wiedziałam, że dwójka jeszcze istnieje. Teraz od czasu do czasu ją włączam i wielu audycji słucham z przyjemnością. Zaciekawiły mnie czytane tam na przykład "Dzienniki" Hansa Christiana Andersena, wcześniej nie słyszałam o nich, właściwie jeśli chodzi o tego pisarza, znałam tylko baśnie, nic więcej. Zaczęłam też słuchać muzyki klasycznej, słucham, mimo że nie jestem osobą muzykalną. Ale dosyć już o tym! 

Akcja "światłowody" za mną. Zobaczymy, jak to wszystko się sprawdzi, czy warto było znosić kucie dziur w ścianach.

A teraz siedzę przy stole i obieram ptasie mleczko! Tak, ptasie mleczko obieram:)) Żeby nie było takie słodkie!

niedziela, 18 stycznia 2015

No proszę, jak się rozpisałam! Znów jestem. 

Zapomniałam w poprzedniej notatce wspomnieć, że we wtorek w moim mieszkaniu będzie zakładany internet światłowodowy, światłowodowa telewizja i telefon stacjonarny też na tej samej zasadzie. Mimo że dotąd nie miałam właściwie żadnych kłopotów z tymi urządzeniami, dałam się namówić na te zmiany, ponieważ internet ma być dziesięć razy szybszy, wszystkie rozmowy telefoniczne na cały świat mają być bezpłatne i nielimitowane, telewizja ma dostarczać większą liczbę kanałów, a opłaty miesięczne będą niższe niż dotąd.
Trochę się lękam tych nowości, tym bardziej, że jak wspomniałam, wszystko sprawnie funkcjonuje. Nie chciałabym mieć jakichś dodatkowych problemów. 

Miałam dużo wątpliwości, ale zapewniano mnie, że jest to bardzo nowoczesne rozwiązanie i żebym nie próbowała się opierać.

Chcę zapytać, czy korzystacie z łączy światłowodowych i jakie są Wasze doświadczenia? 

Ten blog przechodzi kryzys. Ostatnio moje życie jest tak monotonne i szare, że właściwie trudno mi o czymkolwiek pisać. W poprzedniej notatce podjęłam temat kulinarny, ale kiedy któregoś dnia włączyłam telewizor i zobaczyłam, że na każdej prawie stacji mówi się o jedzeniu, że wszędzie coś gotują, a potem zwykle cmokają i głaszczą się po brzuchach, że to niby wszystko jest takie smaczne, pomyślałam sobie, że zostawię tę kwestię, nie będę się w to włączać, bo - jak wiadomo - życie to nie tylko jedzenie.

I tak znalazłam się w punkcie zerowym. Przez dziesięć lat prowadzenia bloga chyba już prawie wszystko napisałam. Myślę, że mój blog powoli zmierza ku wygaszeniu, chociaż może lepsza byłaby restrukturyzacja:))
Nie będę przecież pisać, że zepsuła mi się drukarka, co mnie mocno zdenerwowało, że oparzyłam sobie rękę w kuchni, że właśnie czytam "Mowy" Cycerona (to w związku z niedawnym pobytem w Rzymie), że jestem niewyspana, bo długo siedzę w nocy, itp.

Ale o tym, że mój syn wrócił już z Birmy, właśnie napiszę! Tak, wrócił dzisiaj o świcie. Jeszcze z nim się nie widziałam, bo odsypia długi lot. Jest bardzo zadowolony, a ja odetchnęłam, że już przyjechał. 

Pozdrawiam wszystkich ciepło:)

niedziela, 04 stycznia 2015

 Niedawno moja Bratowa poczęstowała mnie kiszonym kalafiorem. Bardzo mi taki kalafior smakował, zachwyciłam się nim i od tego czasu pytanie "co jeszcze można ukisić?", zdominowało moje myślenie:)) Poza ogórkami i burakami na barszcz, kisiłam już brokuły, paprykę, selery, jabłka, fasolę szparagową, a wczoraj zrobiłam mieszankę: utarty seler, jabłka, buraki i marchew wymieszałam, dodałam przyprawy i włożyłam do słoików, zalałam to wodą z solą. W lodówce miałam jeszcze trochę soku z poprzedniego kiszenia selerów, więc nieco go dodałam, żeby w ten sposób cały proces przyśpieszyć. Za parę dni mam zamiar ukisić jeszcze pomidory (na próbę), a także cukinię.
Nie znoszę żadnych marynat, a takie surówki z kiszonek bardzo mi odpowiadają i podobno - co nie jest bez znaczenia - tworzą się tam jakieś dobre bakterie, korzystne dla "zdrowotności". Rzucam więc hasło: Jedzmy kiszonki!
I tyle na ten temat:)

Jednym okiem spoglądam na telewizor, transmisja skoków na nartach. Ale ci chłopcy niesamowicie skaczą! 
 

Syn prawie codziennie przysyła relacje z Birmy. Wklejam zdjęcie, które mnie wzruszyło.



"Dzieci dziarsko pomagają rodzicom, na przykład w sprzedaży kwiatów, które wierni ofiarują Buddzie". 

 

 

czwartek, 01 stycznia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich! Samych dobrych dni!

Znów się zaniedbałam w pisaniu. Przepraszam te osoby, którym nie odpowiedziałam, te, których nie odwiedzałam i tak w ogóle wszystkich:) Nadmiar różnych problemów powoduje, że jest mi trudno zmobilizować się do blogowania.

Święta spędziłam miło, z synem. Przyzwyczajona do czasów, kiedy było nas więcej, żywności - jak zwykle ostatnio - przygotowałam za dużo, więc przez parę dni nie musiałam gotować i bardzo mi to odpowiadało. 

Wczorajszy wieczór spędziłam sama w domu, ponieważ sąsiedzi, którzy zwykle zapraszali mnie na kolację sylwestrową, są chorzy. Po raz kolejny obejrzałam mój ulubiony film "Rzymskie wakacje", przyjrzałam się znanym ulicom, pozachwycałam się rolą Audrey Hepburn, powiązałam to wszystko z amerykańską powieścią "Moje rzymskie wakacje", którą niedawno przeczytałam i wypunktowałam miejsca, które koniecznie chciałabym jeszcze w Rzymie zobaczyć.

Syn pojechał na wyprawę do Birmy (ponad 20 godzin lotu!), a ja w wolnych chwilach ciężko pracuję nad ujarzmianiem mojej wybujałej wyobraźni z tym związanej.

Dobrego Roku jeszcze raz!

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast