Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 28 lutego 2006
Niedawno natknęłam się gdzieś na wywiad z aktorem Radosławem Pazurą i jego żoną. Radosław Pazura, po bardzo ciężkim wypadku samochodowym, mówi, że ten wypadek przestawił jego życie, zupełnie je odmienił, rozpoczął wszystko od nowa. Uświadomił im, że w życiu zawsze jest tak, jak to Pan Bóg sobie wobec nas zaplanował, że człowiek porusza się po tym świecie, trzymając Pana Boga za rękę. "Planować samemu przyszłość, to żartować z Pana Boga" - mówią. 
 
 Myślę, że uratowany po pięciu dniach górnik z kopalni "Halemba" też rozpoczyna nowy czas, nowe życie i również zdaje sobie sprawę z kruchości tego świata.
poniedziałek, 27 lutego 2006

Ostatnio rzadziej tu zaglądam, ponieważ moje oczy nie wytrzymują długiego patrzenia na ekran komputerowy. Przymierzam juz chyba dziesiąte okulary i stale te same kłopoty, łącznie z bólem głowy. Mąż trochę z tej mojej przykrej sytuacji żartuje i mówi,  że to chyba znak, iż moje miejsce jest w kuchni, a nie przy komputerze. Okrutnik!!!

Czytam "Heban" Kapuścińskiego. Ryszard Kapuściński wspomina w tej książce  o dzieciach w Afryce, które proszą turystów o długopisy. Ze swojego tam pobytu takźe pamiętam gromady dzieciaków, które na każdym kroku nacierały na turystów, dopominając się "penów" i "bomboni" , czyli długopisów i cukierków. Niżej zdjęcie szkolnej "klasy" na świeżym powietrzu. Dzieci, jak wszędzie, lubią się popisywać, toteż jeden z chłopców, podwinąwszy swoja galabiję wskoczył nawet na stół w tym celu.

środa, 22 lutego 2006

Lampa Tiffany'ego "Kwitnąca jabłoń" z 1910 roku. Podoba mi się. Chętnie postawiłabym ją na swoim biurku. Klosze tych lamp robione  były ze szkła iryzującego, tzw. favrile (znaczy "robione ręcznie"). Ten rodzaj szkła był charakterystyczny dla wszystkich produktów Tiffany Studios.   

      

Zapowiedziałam, że jutro z okazji tłustego czwartku kupię jednego pączka na osobę. Akcja "odchudzanie" będzie podtrzymana, a tradycja również nie ucierpi. Jeden pączek to przecież ponad dwieście kalorii.
-O, nie! - oznajmił mąż. W takim razie sam będę musiał jutro kupić pączki. Widzę, że na ciebie nie można liczyć.
I znów kupi taką ilość, że jak każdego roku wystarczy ich do Popielca, ale na moją pomoc w jedzeniu rzeczywiście nie może już liczyć. Ja mam charakter!
poniedziałek, 20 lutego 2006

Dzisiaj bawiłam się moją nową myszką, laserową, bezprzewodową, którą wczoraj dostałam od dzieci. Wreszcie uwolniłam się od myszkowego sznurka, który zawsze mnie denerwował, bo wydawał się za krótki.

Syneczek dzisiaj wyjechał na kilka dni za granicę. Będąc już na miejscu, przysłał nam esemesa, a ja od razu sobie przypomniałam jeszcze niedawne czasy, kiedy listy z zagranicy przychodziły po dwóch tygodniach. Niewątliwie, teraz jest wygodniej, ale, jak ktoś niedawno powiedział, "komórka zabja sentymentalne tęsknienie".
Nie wyglądamy już listonosza, nie rozmyślamy o bliskiej osobie, o jej każdym kroku, nie domyślamy się, co myśli, co robi. Wszystko nam załatwia nasz ukochany telefon komórkowy.

  Jeśli chcemy na wiosnę być szczupłe jak trzcinki, najwyższa pora zabrać się za działanie.
W piątek przy okazji pobytu w bibliotece wypożyczyłam książkę na ten temat: Anne Alexander: "Wyraj z nadwagą". Przeglądam ją i widzę, że większość opisanych tam osób dzięki wewnętrznej dyscypinie schudła około stu kilogramów!! Powiało optymzmem! Cóż znaczy nasza skromna nadwaga wobec tych stu kilogramów?

W książce jest wiele wskazówek, które mają pomóc nam w odchudzaniu. Oto jedna z nich:
"Co robić, gdy na widok pojemnika twoich ulubionych lodów topnieje w oczach silna wola? Spróbuj wyobrazić sobie ulubione ubranie, parę spodni lub sukienkę. Pomyśl o tym, jak dobrze na tobie leży i jak wspaniale w nim wyglądasz. Albo o tym jak blisko jesteś od założenia wiszącego od lat w głębi szafy szczególnie lubianego stroju. Teraz odpowiedz - czy ulubione lody są tego warte? Najpawdopodobniej nie."

Odpowiadam: Nie, nie sa warte! A mój ulubiony kostiumik koloru kości słoniowej będzie mnie teraz dopingował do zrzucenia tych klku kilogramów.

piątek, 17 lutego 2006

Postanowiłam zaczarować rzeczywistość i przyspieszyć przyjście wiosny. Kupiłam nasiona kwiatów na balkon. Specjalnie nie są one mi potrzebne, bo potem i tak zwykle kupuję sadzonki, ale nie potrafiłam oprzeć się tym przedziwnym nazwom: onętek trójbarwny (może powinien być ponętek?), eszolcja kalifornijska, żagwin fioletowy, celozja pierzasta, przypołudnik, floks Drummonda i te bardziej znane: ostróżka hiacyntowa, cynia, portulaka, kocanka niska, aksamitka rozpierzchła, wilec pierzasty, nasturcja wysoka, no i oczywiście maciejka. Jak mogłoby nie być jej zapachu w letni wieczór? Już w tej chwili go czuję!

Żeby tylko ta wiosna dała się sprowokować, bo bardzo mi już jest potrzebna.

Czy ktoś może wie, dlaczego po wejściu na tę stronę pojawiają się jakieś upiorne reklamy i jak tego można się pozbyć?
czwartek, 16 lutego 2006

Ojciec siedzi wpatrzony w komputer.

- Tato, już jestem! - woła syn.

- A gdzie byłeś?

- W wojsku.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast