Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 28 lutego 2007

Przed południem z radia dociera do mnie jakaś audycja o czekoladzie. Kiedy słuchałam smakowitych słodkich opowieści, nabrałam ochoty na zjedzenie kawałka czekolady, już nawet zajrzałam do szafki, ale w porę oparłam się tej pokusie. Od roku nie jem żadnych słodyczy i gybym teraz zaczęła od czekolady, to jutro pewnie byłoby ptasie mleczko, pojutrze bezy, a w sobotę pewnie wszystko razem. Lepiej więc nie wystawiać siebie na próbę. 

Jeśli ktoś ma rodzinę w Wilnie, we Lwowie, albo gdzie indziej na Kresach, może zechce przeczytać książkę na ten temat, która się niedawno ukazała: Katarzyna Węglicka: "Wędrówki kresowe. Gawędy o miejscach, ludziach i zdarzeniach". Autorka jest pilotką wycieczek turystycznych, często jeździ na tamte tereny i bardzo dobrze je zna. Poza Wilnem i Lwowem odwiedza także inne miejscowości, takie jak Winnica, Kamieniec Podolski, Krzemieniec, Żytomierz, Zułów, Zbaraż, Chocim, Buczacz i wiele, wiele innych.

Kilka lat temu byłam na Wileńszczyźnie, ale we Lwowie nie byłam nigdy. Bardzo bym chciała w tym roku tam pojechać.

wtorek, 27 lutego 2007

Ikroopka zaprosiła mnie do zabawy bardzo rozpowszechnionej ostatnio na blogach. Mam zdradzić pięć tajemnic o sobie. Ogromnie trudne zadanie, bo wydaje mi się, że tajemnic nawet przed sobą nie mam już żadnych. Ale spróbuję sprostać zasadom gry.

1. Zawsze byłam dzieckiem bardzo nieśmiałym i ta nieśmiałość w jakimś stopniu pozostała mi do dzisiaj. Nie lubię tłumnych zgromadzeń, najlepiej się czuję w małym kręgu osób dobrze znanych.

2. Następna cecha wynika z poprzedniej. Nie mam tupetu, traumatycznym przeżyciem jest dla mnie zwrócenie komuś uwagi albo dochodzenie swoich racji w jakiejś sprawie. Wolę zrezygnować i mieć święty spokój.

3. Zamartwiam się wszystkim. Martwię sie sprawami ważnymi i tymi najbłahszymi, tym, co ja komuś powiedziałam, a także tym, co mnie powiedziano, oraz tym, czego nie powiedziano, a czego się mogę domyślać.

4. Strasznie boję się latać samolotami (ale latam), jeżdżę tylko swoją windą, bo do niej się przyzwyczaiłam. Kiedy mam coś do załatwienia w urzędzie znajdującym się w wieżowcu, dzwonię tam i proszę, żeby ktoś do mnie zszedł na parter i tam na hallu załatwiamy sprawę. Na szczęście, nigdy mi nie odmówiono. Może inni czasami też mają podobne dziwactwa.

5. Jeśli chodzi o inne niechlubne wydarzenia, to przypomina mi się sytuacja z pierwszych lat szkoły podstawowej. W tamtych czasach do szkoły chodziło się w granatowych fartuszkach z białymi kołnierzykami. Kiedyś podczas pewnej lekcji matematyki maczałyśmy z koleżanką pióro w atramencie i strząsajac atrament na biały kołnierzyk siedzącej przede mną koleżanki, robiłyśmy na nim zabawne, naszym zdaniem, plamki i wzorki. Wychowawczyni udzieliła nam reprymendy, a ja w ramach pokuty postanowiłam uprać w domu ten nieszczęsny kołnierzyk, oczywiście w tajemnicy przed mamą, żeby jej, jako aktywnemu w szkole rodzicowi, nie robić przykrości. Ponieważ nie miałam żadnych doświadczeń w sprawach pralniczych, wydawało mi się, że najlepiej tkaninę polać wrzątkiem. Tak zrobiłam, plamy utrwaliłam i w rozpacz popadłam. Na szczęście wychowawczyni nie zajmowała się już więcej tą sprawą, ale ja tkwię w swoim upadku moralnym do dzisiaj.

I to wszystko.

Teraz pałeczkę przekazuję pikselce, nikki, artdeco, jadze i paulince. Proszę o ich wyznania.

Spojrzałam na jakieś powtórki skoków Małysza i zastanawiam się, o czym ci skoczkowie myślą, frunąc przez tyle czasu na wysokościach. To chyba muszą  być bardzo wzniosłe myśli.

Kiedyś pisałam, że zbierałam łyżeczki ozdobne z całego świata. Mam ich dość dużo, leżą w różnych miejscach i trzeba było wreszcie z nimi zrobić jakiś porządek. Dzisiaj z rana się za to zabrałam. Niektóre musiałam poczyścić, bo już zdążyły pociemnieć, posegregowałam je i poprzypinałam do powierzchni oprawionej w ramki. Namęczyłam się przy tym okropnie, ale wyglądają teraz dość ciekawie.  Przy okazji stwierdziłam, że bardzo dużo różnych drobiazgów i dokumentów w moim domu wymaga uporzadkowania.  Oto kilka łyżeczek z mojego  zbioru.           

  Pierwsza jest z wysp Bahama, druga z Austrii, trzecia nie pamiętam skąd, a trzy ostatnie z Anglii, upamiętniające 50. rocznicę koronacji królowej Elżbiety II.

I jeszcze dwie. Pierwsza z Florydy, z Centrum Kennedy'ego, a druga prawdopodobnie z Anglii, nie jest podpisana, więc już nie pamiętm.

    

poniedziałek, 26 lutego 2007

Cholera, tyle pieniędzy wydałam na ten lek, który miał zapobiec grypie i mimo to zachorowałam - mówi G.

- Gdybyś go nie brała, byłabyś już trzy razy chora.

- Niby logiczne.

niedziela, 25 lutego 2007

Mój mąż zwykle nie może znaleźć tego, co jest mu potrzebne. Na przykład wczoraj w sklepie szukał swojej gazety. Przejrzał całą prasę i wrócił do mnie, oświadczając zdesperowanym głosem: "Nie ma". Podeszłam do stojaka, wzięłam gazetę, która oczywiście tam leżała, i wrzuciłam do koszyka, na końcu języka mając pytanie: "A czy ty kiedyś coś znalazłeś?". Ale ugryzłam się w język.

Dzisiaj od rana ja niczego nie mogę znaleźć, chociaż na ogół staram się, żeby w domu każda rzecz miała swoje miejsce. Najpierw zginął mi taki metalowy stożek do pieczenia kurczaka. Ów przyrząd jest mi bardzo potrzebny, bo chcę w czasie pieczenia pozbawić kurczaka tłuszczu. Przetrząsnęlam całą kuchnię, przejrzałam wszystkie szafki, wszystkie szuflady. Nie ma! Nie ma i koniec! 
W pewnym momencie do kuchni wkroczył mój mąż, otworzył szafkę, w którym przyrząd powinien sie znajdować, zajrzał, popatrzył i wyjął przedmiot moich poszukiwań.

Podobnie było później z tarką, która potrzebna mi była do utarcia jarzyn na sałatkę. W dawnym miejscu nie było, znów wszystko przewrócone do góry nogami, wpadła jak kamień w wodę. I znów rozwiązanie sytuacji przyszło od  męża, który - jak to już pisałam - zazwyczaj ma trudności ze znalezieniem czegokolwiek. "Przecież włożyłaś ją do szuflady, mówi". Słucham???? Rzeczywiście, jest. Stałam osłupiała ze zdziwienia. A mąż z wielką satysfakcją w oczach wygłosił: "Bo ty nigdy nic nie możesz znaleźć!!!"

piątek, 23 lutego 2007

  Podobno na wychłodzony organizm bardzo dobrze robi cynamon, a dzisiaj rano na moim termometrze było -12 C. Lubię smk cynamonu i często dodaję go do różnych potraw, zarówno do słodkich jak i czasami do słonych, na przykład na wzór włoski, do zupy fasolowej. Cynamon to jedna z najstarszych potraw świata. Podobno najlepszy jest jak najjaśniejszy, co oznacza, że kora pochodzi z młodego drzewa i jest szczególnie aromatyczna. Wielkie cynamonowce widziałam w ogrodach botanicznych. Kiedy gdzieś wyjeżdżam, zawsze lubię zwiedzać ogrody botaniczne.

Teraz warto pojechać do naszego Ogrodu Botanicznego w Powsinie. Można tam na przykład zobaczyć drzewko cytrynowe, na którym znajdują się owoce różnych cytrusów, między innymi grejpfrutów i pomarańczy, po prostu na cytrynie zaszczepiono inne gatunki owoców cytrusowych.
Kiedyś kupiłam sadzonkę pomarańczy w doniczce i na swoim parapecie wyhodowałam z niej piękne drzewko, które bardzo ładnie owocowało. Owoców było dużo, były bardzo trwałe i efektownie wygladały w zimie, kiedy za oknem był śnieg. Potem wiele razy szukałam w sklepach takich sadzonek pomarańczy, ale jakoś nie mogłam na nie trafić.

Wracając do ogrodów, przed oczami mam wspaniały ogród na wyspie Kitchenera koło Asuanu, gdzie cała wyspa została przekształcona w ogród botaniczny, w którym znajduje się roślinnośc z całego świata, nad głowami fruwa mnóstwo ptaków, a po palmowych alejach godnie paradują białe pawie (albinosy to podobno najstarsza odmiana tych ptaków), kręcąc się pod nogami turystów.

Rozgrzewajmy się więc cynamonem. Podobno zimą wskazany jest też imbir i kardamon. Kardamon też lubię, zwłaszcza w kawie i w szarlotce, ale ostatnio nie mogę go nigdzie kupić.

We wczorajszej notce pisałam o konkursie na budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej, chociaż zastanawiam się, czy takie muzeum w ogóle jest Warszawie potrzebne, czy będziemy mieli dostateczną ilość atrakcyjnych eksponatów do zapełnienia ogromnej powierzchni (około 40 tysięcy metrów kwadratowych) tego obiektu. Czy rzeczywiscie jesteśmy taką potegą w dziedzinie sztuki współczesnej? Istnieje Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim, jest Zachęta, jest muzeum sztuki w Łodzi, są galerie w innych miastach. Czy na pewno do warszawskiego muzeum, jeśli powstanie, bedą zjeżdżać tłumy, żądne oglądania artystów, którzy w duzej mierze sławni są przede wszystkim we własnej rodzinie, tym bardziej że w muzeum mają się znależć dzieła powstałe tylko po 1990 roku. Wątpię.

czwartek, 22 lutego 2007

 Rozstrzygnięto konkurs na budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Dyrektor Muzeum niezadowolony z wyników konkursu złożył rezygnację ze stanowiska. Wygrał projekt Szwajcara Christiana Kereza: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/51,34862,3938457.html?i=0   Budynek ma się znajdować  w centrum, przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej ze Świętokrzyską, a więc obok Pałacu Kultury. Zamierzeniem dyrektora było wybudowanie w tym miejscu wysokiego gmachu, który zminimalizowałby bryłę Pałacu. Popierał pracę fińsko-polskiej grupy architektów ALA, wizualizacja tutaj: http://www.ala-a.com/ala.swf  Mnie Pałac nie przeszkadza, ale projekt Kereza mi się nie podoba. W tym miejscu widziałabym budynek szczególnej urody, na pewno nie taki jak ten, który wygrał konkurs.


   A jeśli już jesteśmy przy temacie związanym ze sztuką, to podoba mi się sylwetka pani Margaret Thatcher na pomniku z brązu, który dzisiaj ona sama odsłoniła w gmachu parlamentu w Londynie. Jako "żelazna dama", z poczuciem humoru powiedziała, że jednak wolałaby pomnik z żelaza.

Poczęstowano mnie dzisiaj winem retsiną. Z powodu żywicznego smaku retsina mi raczej nie smakuje, ale zawsze przypomina Grecję i kojarzy się ze słońcem (tak jak zapach bazylii).

środa, 21 lutego 2007

Skórzany pasek ze złotą klamrą według projektu Anny Vince. Ładny? Jednak do takiego paska musi być talia osy.

Przypadkowo natknęłam się na tekst, który w dniu dzisiejszym ma swoją szczególną wymowę. Autorką jest polityk, publicystka, była dziennikarka "Świata Młodych", Hanna Mierzejewska.          

Moje przemyślenia » Popielec

Czym dłużej stąpam po świecie, im trudniej dźwigać mi moje lata, tym więcej i więcej odkrywam prawdy i mądrości w nauce Chrystusa. Jakże nam potrzebny w dzisiejszych zwariowanych czasach ten moment zatrzymania, wejście w czas postu, refleksji i spotkania się ze swoją marnością: z prochu powstałeś i w proch się obrócisz! Nikt nie może temu faktowi zaprzeczyć, największy racjonalista, liberał i ateista.

Trudno w XXI wieku zachować – w rozbuchanej cywilizacji, gdy zajęci jesteśmy dbaniem o wygodę i skracaniem sobie wszelkiego wysiłku, unikaniem cierpienia – post i zanurzyć się w czas pokuty. Jakże trudno nam, zabieganym ludzikom, wypełniającym oczekiwania szefów, żon, rodziców i swoje własne, pojąć znaczenie słowa pokuta.

Dla większości z nas jest to jakiś anachronizm, średniowieczna przeszłość. Co to jest pokuta? Za co mam pokutować, przecież staram się wyrobić ze wszystkim, jestem ok, mam stanowisko, rodzinę, ciężkie życie, kredyt do spłacenia. To moja pokuta!
A jednak… Spojrzenie na siebie jak na grzesznika, słabeusza, większego czy mniejszego oszusta, pyszałka – daje wspaniały dystans, oddech i w efekcie spotkanie się z prawdą o sobie samym, prawda, która oczyszcza, daje ulgę i wytchnienie.
Skąd dzisiaj tak ogromny procent ludzi cierpiących na depresje, nerwice, lęki, zaburzenia osobowości?
Trzeba stanąć w prawdzie, zobaczyć siebie!
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast