Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 26 lutego 2012

I znów dosyć długo mnie tu nie było. Jestem ostatnio w słabym, zimowym nastroju, a to nie służy pisaniu. Jak wszyscy, czekam bardzo na wiosnę i codziennie rano z niecierpliwością spoglądam za okno, żeby sprawdzić, czy już przyszła, ale sądząc po pogodzie, jaką mieliśmy dzisiaj, na tę wiosnę trzeba będzie jeszcze chyba trochę poczekać.

A poza tym zaczęłam chodzić do szkoły. Ostatnio miałam mało okazji do kontaktów z językiem angielskim i czytając e-maile z zagranicy, stwierdziłam, że dużo angielskich słów zapomniałam. Po tej konstatacji zapisałam się na kurs. Raz w tygodniu siedzę więc w ławce razem z dwiema młodymi dziewczynami i przez półtorej godziny pod okiem, a raczej pod uchem, młodej, sympatycznej nauczycielki rozmawiamy o modzie, o ACTA, o podróżach, o książkach, o filmach, ostatnio zahaczyłyśmy nawet o "Dynastię":)), itp. Dodatkowo jeszcze, zwykle w soboty, przez godzinę sama rozmawiam z tą nauczycielką na Skypie.

I tyle wiadomości z cyklu "Co robiłam?". Może jeszcze tylko dodam, że wczoraj odwiedziła mnie moja droga bratowa, razem spędziłyśmy kilka godzin i były to najprzyjemniejsze chwile w ostatnim czasie. Nie ma to jednak jak rodzina!

Czas mi biegnie zdecydowanie za szybko. Nie mogę ze wszystkim nadążyć, a tyle jest rzeczy do zrobienia, tyle książek do przeczytania! W piątek biblioteka przysłała informację, że czeka już na mnie zamówiona książka, którą mi kiedyś Ikroopka poleciła (Kathryn Stockett: "Służące"). Jutro ją odbiorę i zaraz będę czytać.

 W tej chwili telewizor donosi o nowej aferze w Polsce, okazuje się, że przez lata jedliśmy sól przemysłową, z dioksynami. Nieźle! I jak tu zachować pogodny nastrój, kiedy się słyszy takie wiadomości?

środa, 15 lutego 2012

Dzisiaj przed południem ktoś wynosił z domu choinkę, z której zwisały złote anielskie włosy. Choinka  trochę długo stała, ale jeszcze znajdowała się w dobrej kondycji. Ja akurat uświadomiłam sobie, że jutro już jest tłusty czwartek. Niby to powiedzenie, że czas szybko leci jest banałem, ale ten czas naprawdę pędzi jak szalony, kiedyś jakby płynął wolniej, zdecydowanie wolniej. Ale się porobiło!! Już koniec karnawału! Potem sąsiedzi zaprosili mnie na jutro na pączki. Miło!

W południe włączyłam radiową Trójkę, akurat odbywała się dyskusja z ekspertami na temat perspektyw, jakie mają młodzi ludzie, jeśli chodzi o emerytury. Wniosek z tej dyskusji jest taki, że właściwie żadnych perspektyw nie mają. Szkoda, że młodzi pewnie takich programów nie słuchają, bo gdyby słuchali, to na pewno doszliby do wniosku, że muszą natychmiast zacząć odkładać pieniądze na przyszłość, bo ona zapowiada się nieciekawie.

 

A teraz kolejny bilet wstępu, tym razem do zamku Krzysztopór. Zajechaliśmy tam, wracając z Bieszczad. Był rok 2006.

Bilet ciekawy. Na jego odwrotnej stronie znajdują się krótkie informacje na temat zamku, a także plan dojazdu. Mam nadzieję, że tekst będzie czytelny na blogu.

 

 

 



 

niedziela, 12 lutego 2012

W piątek zadzwoniła do mnie przyjaciółka z informacją, że wieczorem nasza wspólna koleżanka będzie występować w koncercie zorganizowanym przez osiedlowy dom kultury, niedaleko ode mnie.  Niezbyt mi się tam chciało iść, trochę szkoda mi było czasu. Jednak obie doszłyśmy do wniosku, że Basi byłoby miło, gdyby nas tam zobaczyła i stwierdziłyśmy, że jednak pójdziemy, żeby sala nie była pusta. Spotkałyśmy się u mnie i kiedy wyszłyśmy, byłyśmy zdziwione, widząc mnóstwo ludzi idących w stronę tego domu kultury. Zajęłyśmy ostatnie wolne miejsca w wielkiej sali. Koncert był patriotyczny, śpiewano i recytowano utwory klasyczne, zwłaszcza dotyczące Kresów. Uważam, że była to bardzo udana impreza. Nas najbardziej interesował występ naszej Basi. Przyznam, że wypadła wspaniale, na scenie zachowywała się swobodnie, pięknie recytowała, ma bardzo dobrą dykcję, ładnie tańczyła i śpiewała. Nie wiedziałyśmy, że jest tak uzdolniona. Kiedy razem pracowałyśmy, jej talenty były ukryte. A swoją drogą zaskoczyło mnie to duże zapotrzebowanie okolicznych mieszkańców na takie amatorskie imprezy odbywające się w pobliżu domu. Nie przypuszczałam, że przyjdzie aż tyle osób. Po koncercie zjadłyśmy kolację u mnie i długo wspominałyśmy nasz wspólny czas.

A jeśli już mowa o wspomnieniach, dołączam kilka nowo odnalezionych zdjęć, w ramach cyklu "Przeżyjmy to jeszcze raz."

 Morskie Oko

"Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
Byś się przypatrzył jezioru..."

Moja działka za dobrych czasów.

 

 

 

 

poniedziałek, 06 lutego 2012

Do swojego laptopa podłączyłam dodatkowo monitor od stacjonarnego komputera i wydaje mi się, że takie zestawienie jest korzystne, gdyż ten dołączony obraz jest większy i wyraźniejszy.

Przez ostatnie dni zajęta jestem głównie sprawami technicznymi. W sobotę oderwała mi się od ściany suszarka łazienkowa. Już się zaczęłam tym martwić, bo bardzo nie lubię domowych awarii, ale na szczęście zaprzyjaźniony sąsiad zaraz przyszedł mi z pomocą i po godzinie wszystko było już w porządku. Mam bardzo dobrych sąsiadów i zawsze na nich mogę liczyć. Wieczorem zaprosiłam ich do siebie i przy szarlotce i herbacie miło spędziliśmy razem dwie godziny. 

Mój mąż przez lata zgromadził bardzo dużo wszelakich narzędzi i akcesoriów. Wielu z nich nigdy nie używał, ale niektóre od czasu do czasu przydawały mu się do drobnych napraw w domu. Ponieważ zajmują one dużo miejsca, postanowiłam zrobić z tym porządek, a sobie zostawić tylko młotek, kombinerki, śrubokręty i parę jeszcze innych rzeczy na wszelki wypadek. Dzisiaj zaczęłam pracę przy tej selekcji, każdy przedmiot przez Skype'a pokazywałam mojemu bratu, a on mi mówił, do czego dany przedmiot służy i co z nim zrobić. Już dzisiaj, na początku akcji, trzy reklamówki wypełnione tym dobrem zostały wyniesione do śmietnika.

Te wszystkie czynności porządkowe zabierają mi wiele czasu, boleję nad tym, że nie mam kiedy czytać.  Dzisiaj w południe poszłam nawet do biblioteki, przyniosłam kilka książek, ale na razie do żadnej nie zajrzałam.

Ale jest i dobra wiadomość. Zwykle wstaję rano o wpół do siódmej i dotąd o tej porze było jeszcze zupełnie ciemno, a dzisiaj zauważyłam, że już właściwie mogłabym nie zapalać światła. Może to znak, że wiosna nadchodzi.

środa, 01 lutego 2012

Dzisiaj kolejna, czterdziesta druga, rocznica mojego ślubu. Były ogromne zaspy śniegu i mróz tak samo duży jak teraz. Chyba mówiło się wtedy o zimie stulecia. Byliśmy młodzi i wydawało się, że tak będzie zawsze.

A dzisiejszy dzień spędziłam sama w domu z bólem głowy. Rano usmażyłam sobie racuchy drożdżowe i potem jadłam je przez cały dzień. Jeszcze kilka zostało na jutro. Chyba dlatego mi tak smakowały, że nie jadłam ich chyba od dwóch lat. 

Powiesiłam na balkonie kawałek słoniny, miałam nadzieję, że od sikorek się nie opędzę, ale pogardziły moją gościnnością i żadna nie przyleciała. A może tych sikorek w ogóle już nie ma, bo w ubiegłym roku też się nie pojawiały.

Bardzo mi ta zima nie odpowiada. W piątek odbędzie się pogrzeb mamy mojej przyjaciółki. Zastanawiam się, czy nie zamarznę na tych Powązkach, bo mróz podobno ma być w tym dniu jeszcze większy niż dzisiaj. Liczę dni do wiosny. Na koniec dwa zdjęcia z zimowego Ursynowa.

Ulica Dereniowa


Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast