Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 30 listopada 2004

Dziś popularne imieniny Andrzeja. Mam w rękach przedwojenny "Zbiorek powinszowań okolicznościowych na dnie imienin, świąt rodzinnych, noworocznych, rocznic ślubów z dodatkiem wierszy jubileuszowych, dedykacjach i w imienniku". Może i dla naszego Andrzeja dzisiaj coś tam się znajdzie? 

 Oto przykłady: "Dziś imienin Twoich data, ja cię kocham, jak brat brata, szczęścia ci też dziś; winszuję, na zadatek zaś całuję" i jeszcze jeden wierszyk: "Zawsze pamiętam o tobie, bo cię kocham też bez miary, kochać będę nawet w grobie, dziś przyjmij te skromne dary". Jeszcze życzenia dla taty o imieniu "Andrzej": " Mój Tatusiu, bądź bogaty, miej pałace, piękne szaty i nie pracuj znów tak wiele, niech otacza cię wesele. Niech ci wszystko idzie z płatka, mój tatuńciu, setne latka." Albo takie życzenia dla tatusia: "Dziś, kiedy piękny nadszedł znowuż dzień, twe imieniny, tato, pragnę, by żaden nie zmroczył go cień, a ty mnie pocałuj za to." 

Najbardziej znane osoby o tym imieniu:  święty Andrzej Bobola - patron Polski, jezuita, męczennik, Andrzej Frycz Modrzewski - pisarz polityczny z XVI wieku, Andrzej Bursa - poeta, prozaik, dziennikarz, Andrzej Łapicki - aktor, Jan Andrzej Morsztyn - poeta okresu baroku, Andrzej Wajda - reżyser, scenograf.

Wszystkiego najlepszego Andrzejom!

poniedziałek, 29 listopada 2004

Deszczowy, nieciekawy dzień. Rano na Placu Konstytucji spotkałam Basię, moją dawną koleżankę. Porozmawiałyśmy, powspominałyśmy dawne czasy. Basia pracuje jako pedagog szkolny w jednym z liceów. Jest bardzo zadowolona z tego, co robi. Martwi się tylko, czy w przyszłym roku szkoła dostanie etat i czy nadal będzie tam pracować. To zależy od ilości uczniów, którzy zgłoszą się w nowym roku szkolnym. Niestety, wszędzie dookoła ten sam problem: praca, praca, praca...

Dostałam dzisiaj list od mojej przyjaciółki, Marii. Maria jest Niemką, korespondujemy od ponad dwudziestu lat, ale ani razu nie spotkałyśmy się osobiście. Nigdy nie widziałyśmy takiej potrzeby. Kiedyś, w czasach, kiedy ludzie jeszcze pisywali listy, korespondowałyśmy ze sobą bardzo często. Teraz rzadziej. Maria jest osobą tradycyjną i pisze listy na starej maszynie do pisania. Nie uznaje korespondencji komputerowej, a ja z kolei wolę pisać e-maile, bo szybciej. Listy od Marii są ostatnimi, poza urzędowymi, jakie dostaję. Czasy epistolografii odchodzą do przeszłości.

niedziela, 28 listopada 2004

 Dzisiaj też trochę pada i jest ponuro. Przygotowuję obiad, bo przyjdzie syneczek z syneczkową. Kupuję, szoruję, obieram, szatkuję ,gotuję, próbuję, nakrywam stół i kiedy wszystko gotowe, syneczek dzwoni i zaspanym głosem, jak z głębi studni, mówi: - mamusia, przepraszam, my dzisiaj nie przyjdziemy, bo...coś tam, coś tam... Może przyjdziemy we wtorek!!! Mamusia się wściekła i krzyczy do słuchawki: -Nie, we wtorek nie możemy! A w ogóle, co to ma znaczyć itd., itd., Potem był wątek o odpowiedzialności i o nieliczeniu się z czasem innych i dalej, i dalej... W końcu R. zaproponował mamusi / nie jego!/ lód na głowę i koniec. Koniec. A teraz jest smutno, że własne dziecko tak zostało potraktowane. Trzeba będzie coś z tym zrobić.

Wczoraj w Warszawie od południa padał deszcz. W taką pogodę zechciało mi się iść do fryzjera. Fryzjer jak fryzjer, ani dobry ani zły. A właściwie to była fryzjerka. Wracając, spotkałam znajomą, której dawno nie widziałam. Najpierw opowiadałam o moim niedawnym pobycie w Białymstoku / bo w jakimś stopniu także to jej dotyczyło/, a potem moja znajoma popatrzyła na mnie uważnie, z uznaniem i dostrzegając zmiany na mojej głowie, mówi: - O, jak pani jest ładnie ostrzyżona! Tak? - dziwię się. A gdzie się pani strzygła? I nie czekając na odpowiedź, stwierdza: - No, tak, widać, że w Białymstoku! W Warszawie tak ładnie by nie ostrzygli!!!   

W poprzednim blogu, który mi zaginął, przytaczałam dowcip na temat bacy. Chcę go jeszcze raz odtworzyć, bo bardzo mi się ten żart podoba. Policjant zatrzymuje siedzącego na koźle pijanego bacę. Dokumenty jakieś macie? - pyta. -Ni mom - mówi baca. A adres jakiś macie?  Mom  - odpowiada baca: www.baca.pl   Baca przecież też należy do społeczeństwa informatycznego, tak jak my wszyscy. Czy ktoś jeszcze może sobie wyobrazić dzień bez mailowania, serfowania, logowania, blogowania, czatowania,...ania, ...ania? Czy to jest jeszcze tylko konieczność, potrzeba, rozrywka, czy już jakieś szaleństwo, które nas wszystkich ogarnęło?

sobota, 27 listopada 2004

W Krynicy na deptaku górale sprzedają swoje wyroby z drewna, między innymi są tam tabliczki, na których jest wyryty następujący dwuwiersz: "ci, którzy tu bywają, czego nam życzą, niech to sami mają". Takie tabliczki turyści kupują i wieszają je potem na drzwiach swoich domów. Nie wiem dlaczego, ostatnio przypomnieli mi się ci górale i te ich tabliczki, a ten wierszyk "chodzi" mi po głowie. Może to tęsknota za latem i wakacjami, za spacerami na Górę Parkową i na Husary, za karmieniem wiewiórek koło figurki Matki Boskiej, za oglądaniem ślicznych drewnianych cerkiewek i muzeum Nikifora. Może... Lubię zaglądać do starych książek. Sięgnęłam dziś do "Encyklopedii staropolskiej" Zygmunta Glogera /1900-1903/ i czytam treść hasła "dwory wiejskie". Jest tam taki fragment: "We wsi Wroceniu istniał dworek, zbudowany w r. 1787 przez panią Anastazję Wroczeńską z gankiem piętrowym, dającym charakterystyczną próbkę dawnego podlaskiego budownictwa a wewnątrz z wyrzniętym na belce pułapowej rokiem powyższym i napisem: Boże! ci ludzie, którzy tu bywają, czego nam życzą, niech to sami mają." Już wiem, skąd pochodzi napis na krynickich tabliczkach. Pani Anastazja Wroczeńska z Podlasia nigdy nie przypuszczała, że napis widniejący w jej domu  w roku 1787 tak samo będzie witał gości w XXI wieku.

Nawiązując do przepisów kulinarnych, które wcześniej podawałam, chcę jeszcze dodać, że w swoich notatkach znalazłam dzisiaj zapis, że rok temu, w końcu listopada, ważyłam o 7 kg więcej. Nie jest to oszałamiająca różnica, ale bardzo jestem dumna ze swojego osiągnięcia. R. też mocno schudł, ale on stale narzeka, że nie odczuwa teraz żadnej przyjemności z jedzenia, bo nasza kuchnia od wielu miesięcy jest inna niż u normalnych ludzi. Nie ma przecież, co ukrywać, wybór jest tylko taki: albo zdrowo i szczupło, albo smacznie. Największy kłopot mamy podczas spotkań towarzyskich. Kiedy goście są u nas, jakoś sobie radzę, oni jedzą trochę mniej kalorycznie, a my trochę bardziej. Najgorzej jest jednak, kiedy my jesteśmy zapraszani, a na stole  mnóstwo kuszących, popisowych dań gospodyni. Trudno się  oprzeć namowom, wtedy stosujemy tylko znaczne ograniczenia ilościowe, ale jest to trudna sytuacja, zwłaszcza przy słodkościach, które R. bardzo lubi.

piątek, 26 listopada 2004
W dalszym ciągu przerzucam książkę Ćwierczakiewiczowej. Znalazłam przepis, który i teraz można wykorzystać, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem; oczywiście, jeśli ktoś lubi bardzo słodkie. Nazywa się to MAKAGIGI. "Upiec placek z mąki żytniej i wody, aż się zrumieni, utłuc go na mąkę i przesiać; do kwarty miodu wsypać pół funta wymytych i szadkowanych migdałów, parę skórek pomarańczowych, kwaterkę mąki z tego placka i smażyć na wolnym ogniu na karmel; dosypać korzeni, cynamonu, imbiru, goździków, tłuczonych i przesianych, niewiele jednak, układać na opłatki przykrywając drugiemi, a na drugi dzień pokrajać na kawałki. Zamiast migdałów można użyć orzechów, jakich kto chce". Przypominam, że jest to język z 1885 roku.

Bardzo lubię stare książki kucharskie. Znalazłam dzisiaj przepis na sok fiołkowy!!! W  ponury listopadowy wieczór zapach fiołków przyprawia o zawrót głowy. "Obrać samego czystego kwiatu świeżych fiołków funt jeden, włożyć w wazę porcelanową i nalać kwartą wrzącej wody, przykryć natychmiast białą serwetą i zostawić w chłodnem miejsu przez dni 5. Po tym przeciągu czasu odcedzić przez czystą serwetę sok, zważyć go, wziąść tyle cukru, ile sok zaważy, nalać cukier sokiem i gotować na wolnym ogniu w dobrze pobielanym rondlu do zwykłej gęstości soku. Po ostudzeniu wlać w butelki". Jest to przepis z książki "Jedyne praktyczne przepisy..." Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Warszawa 1885. Funt kwiatów fiołków!!! Czuję, czuję ten zapach!!!

Od rana czytam maile od moich Amerykanów z podziękowaniami dla mnie. Z podziękowaniami za życzenia z okazji Thanksgiving, jak również z podziękowaniami...za przyjaźń i za jakieś tam inne sprawy, które według nich są  ważne. Dziękują, bo to święto Dziękczynienia. Bardzo mi się ten zwyczaj i to ich święto podobają.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast