Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 27 listopada 2006

Zerkam na telewizor, akurat mówią to, co ja głoszę od lat: jak bardzo niezdrowe jest wychodzenie z domu bez śniadania. Niezjedzenie śniadania powoduje miedzy innymi, że przez kilka godzin człowiek nie jest w stanie sprawnie myśleć, właściwie skupić się na tym, co robi, a i dla zdrowia fizycznego jest to katastrofa, która kiedyś da znać o sobie. A Wy jadacie śniadania?

Jedząc śniadanie, jeszcze raz zajrzałam do przewodnika po Toskanii, o którym wspominałam kilka dni temu. Moja uwagę zwrócił cytat z ksiażki Lityńskiego (1906 rok): "Podróż w towarzystwie kobiecem jest zawsze stosunkowo o wiele droższa, gdyż rachunki w hotelach znacznie się wzmagają, napiwki muszą być większe, w teatrach trzeba kupować bilety na droższe miejsca, a nadto Włoch wychodzi z tego (poniekąd słusznego) założenia, że kto podróżuje w towarzystwie damskim, jest hojny i nie liczy się z pieniędzmi". No, cóż, dobre towarzystwo zobowiązuje.

A wracając do Toskanii, warto pamiętać, żeby starać się robić zakupy, w miejscach oddalonych od szlaków turystycznych. To samo wino we Florencji czy Sienie będzie droższe od kupionego gdzieś w  trattoriach czy enotekach oddalonych od tras turystycznych. Jakim winem warto zainteresować się w Toskanii? Znawca win, Tomasz Prange-Barczyński proponuje wina sklasyfikowane jako DOCG, czyli najwyższej klasy (Denominazione di Origine Controllata e Garantita):

 DOCG Chianti  Classico: Castello di Fonterutoli, Castello di Volpaia, Castello di Ama, Badia a Passignano, Isole&Olena, Felsina

 DOCG Brunello di Montalcino: Salvioni, Talenti, Lisini, Poggio Antico, Silvio Nardi, Siro Pacenti

DOCG Vino Nobile di Montepulciano: Poliziano, Innocenti, Villa S. Anna, Canetto, Avignonesi

DOCG Vernaccia di San Gimignano, Panizzi, Strozzi, Teruzzi&Puthod 

Nasze Zdrowie!

W sobotę przed południem usłyszałam fragment audycji w radiowej jedynce. Bardzo żałowałam, że nie słuchałam od początku, bo program chyba był ciekawy. Występowała tam moja ulubiona pisarka i gawędziarka, pani Barbara Wachowicz. Jak zwykle mówiła o pamięci, o tradycji, o tym co przemija. "Spieszmy się kochać stare domy, stare drzewa" - mówiła. A w ogóle to lubię pierwszy program radia.

niedziela, 26 listopada 2006

Rozpoczynam więc trzeci rok swojego blogowania. Dzień, słoneczny, piękny, zupełnie nielistopadowy. Do kościoła poszliśmy na mszę dla dzieci. Ostatnio te msze najbardziej mi odpowiadają. Mąż się ze mnie śmieje, że w pewnym wieku człowiek już dziecinnieje i stąd takie moje upodobania. W naszym kościele msze dla dzieci są dobrze zorganizowane, dzieci bardzo czynnie uczestniczą, śpiewają, czytają, a kiedy jest homilia, podchodzą do księdza, a ksiądz prowadzi z nimi dialog. Czasami udzielają przezabawnych odpowiedzi, a ze śmiechu trzęsie się wtedy cały kościół. Tak jak dzisiaj, kiedy na pytanie: "Co było w życiu Pana Jezusa najtrudniejsze" (ksiądz miał na myśli ukrzyżowanie), pięcioletnia Madzia odpowiedziała: "To, ze musiał robić tak duzo dobrych ucynkóf." Pewnie, niełatwo jest robić dobre uczynki.

Po kościele oczywiście głosowanie, a przed obiadem jeszcze spacer. Trochę więc kolejność była inna niż ta, jaka obowiazuje w dobrej mieszczańskiej rodzinie (najpierw obiad, potem spacer). Na obiad też nie było rosołu, tylko jakiś makaron z zielonym badziewiem. 

 Teraz czekamy na wyniki głosowania, a mąż już rozpoczął cotygodniowe niedzielne narzekanie: "Ojej, jutro znów do pracy..."

sobota, 25 listopada 2006
Dzisiaj jest tutaj mała uroczystość. Dwa lata temu, 25 XI 2004 roku zaczęłam pisać tego bloga. Że też mi się chciało tak długo pisać! Sama się dziwię! Pozdrawiam wszystkich, którzy tu kiedykolwiek zajrzeli.
czwartek, 23 listopada 2006

Dzisiaj w Stanach Thanksgiving, czyli Święto Dziękczynienia. Moje amerykańskie przyjaciółki już od kilku dni donoszą o swoich ogromnych, wypasionych indykach, które leżą upchnięte w lodówkach, do tego żurawiny, przeróżne sałatki i oczywiście Pumpkin Pie, czyli placek z dynią. Jak zrobić Pumpkin Pie, pokazuje ta strona:  http://www.jacquielawson.com/viewcard.asp?code=GM26534313

Ja do swoich posiłków (znacznie skromniejszych) poczytuję książeczkę o Toskanii (Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg: "Toskania i okolice. Przewodnik subiektywny.") Dużo praktycznych porad dla wybierających się do Włoch. Niemal wszystkie rozdziały tego przewodnika zaczynają się cytatami z książki wydanej w 1906 roku (Michał Lityński: "Cztery tygodnie we Włoszech. Przewodnik podróży") Na wstępie czytamy: "Najmniej zamożny człowiek powinien tyle sobie zaoszczędzić, aby choć raz w życiu odbyć wycieczkę do Włoch, jako do kolebki naszej cywilizacji chrześcijańskiej"- a mnie się przypomniało zdanie z Sienkiewicza: "...Każdy człowiek ma dwie ojczyzny: jedną, swoją najbliższą, a drugą: Włochy...". 

niedziela, 19 listopada 2006

 

Dzisiaj wielka mgła była u nas. Ja uwierzyłam prognozom pogody, które zapowiadały, że w dalszym ciągu będzie słonecznie, i wyjechałam na weekend poza Warszawę. Okazało się, że było ponuro, wilgotno i mgliście. Wróciłam wcześniej, niż zamierzałam. Z przyjemnością siedzę teraz w ciepłym mieszkaniu, siedzę i czytam przypadkową książkę, która znajdowała się na półce na wysokości moich oczu, to znaczy mam ochotę powzruszać się losami panien Bennett (Jane Austen: "Duma i uprzedzenie"). Jak na razie przeczytałam siedemdziesiąt stron i okropnie jestem znudzona, a na wzruszenia wcale się nie zanosi. Ciekawe, czy film był bardziej wciągający, czy nie.

W piątek byliśmy z mężem na wernisażu wystawy malarstwa syna naszych znajomych. Młody chłopak, student, jest bardzo uzdolniony. To już kolejna jego wystawa. Tym razem były to przede wszystkim pejzaże, niektóre z nich bardzo mi się podobały. Zazdroszczę wszystkim, którzy potrafią ładnie malować. Kiedyś sama się uczyłam malowania, ale po skomplikowanym złamaniu prawej ręki, realizacja moich artystycznych marzeń stała się już mniej możliwa.

wtorek, 14 listopada 2006

Zobaczyłam dzisiaj w sklepie kalendarzyk na następny rok, taki, jakiego zawsze używam i postanowiłam go kupić. Przede mną mężczyzna też chciał kupić kalendarz.
- Nie ten - mówi do ekspedientki - bo tu nie ma pełni.
Ekspedientka idzie po następny.
- Ale czy w tym jest pełnia?
- Nie ma pełni? Bez pełni nie biorę - powiedział. I poszedł.

A ja się teraz zastanawiam, do czego mu ta "pełnia" potrzebna. Dlaczego to takie ważne, czy kalendarz jest z pełnią, czy bez pełni.

   A potem wstąpiłam jeszcze do innego sklepu, ponieważ potrzebuję kupić sobie kurtkę. Przymierzyłam tych kurtek ogromną ilość, ale żadnej nie kupiłam. Wyszłam niezadowolona ze sklepu, idę sobie ulicą, a ponieważ zaczął padać deszcz, siegnęłam po parasolkę i zauważam, że jest mi jakoś z nią niewygodnie. Okazało się, że maszeruję przez miasto, trzymając w ręce wieszak, na którym wisiała jedna z przymierzanych przeze mnie kurtek. Musiałam z tym nieszczęsnym wieszakiem wrócić do sklepu, a potem przez cały czas byłam wściekła na siebie, bo uświadomiłam sobie jak bardzo jestem roztargniona. I tyle handlowych opowiastek na dzień dzisiejszy.

niedziela, 12 listopada 2006
Wieczorem oglądałam w telewizji program geneaologiczny pt. "Sekrety rodzinne". Jest to pierwszy odcinek z tego cyklu, dotyczył rodowodu piosenkarza Krzysztofa Cugowskiego. Sam piosenkarz niewiele mnie interesuje, ale audycja była ciekawa, genealodzy odnaleźli dwie osoby z jego rodziny, odwiedzali miejsca związane z przodkami. Nie wiem, kogo będzie dotyczył następny odcinek, za dwa tygodnie, ale osoby, które są zainteresowane genealogią, mogą ten program obejrzeć.

Wybory już dokonane. Obowiązek spełniony. Teraz czas na spełnianie obowiązków rodzinnych. Nic podobno nie cementuje tak rodziny jak niedzielny rosół z kury. Chociaż uważam, że moja rodzina jest już dostatecznie scementowana, rosół z kury pyrkocze w kuchni na gazie. Wiadomo, lepiej dmuchać na zimne.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast