Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 24 listopada 2010
Wczoraj byłam na wernisażu wystawy pt. "Ikona domowa". Wystawa mieści się w pięknych kamieniczkach Muzeum Literatury na Rynku Starego Miasta i powstała z inicjatywy Stowarzyszenia Współpracy Polska-Wschód, Muzeum Literatury i Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych pod patronatem Ambasadora Republiki Mołdowy w Polsce, p. Jurie Bodruga, który zresztą był obecny podczas uroczystości.

Ikony powstawały od końca XVII w. do początków XX na terenie Ukrainy, Mołdawii i innych terenów byłego Związku Radzieckiego. Pochodzą ze zbiorów Petro i Andrieja Costinów z Mołdowy.

Petro Costin wychował się w wierzącej rodzinie prawosławnej w Besarabii. Jego matka śpiewała w chórze cerkiewnym, a ojciec także był związany z cerkwią w ich rodzinnej wsi, gdzie Petro Costin wzrastał. Kolekcja Petro Costina liczy ponad 150 ikon. Swoją pasją zaraził on także syna Andreja. Ich ikony pochodzą z różnych rodzin, różnych domów i co ciekawe, nie były też poddawane konserwacji. Niosą więc w sobie autentyczność,  wiarę rozmodlonych pokoleń i wszystkie ich modlitwy.

Pan Costin - jak sam wczoraj powiedział - kolekcjonuje przede wszystkim ikony domowe (ta wystawa pierwotnie miała nosić tytuł "Madonny z domowego zacisza"), ikony cerkiewne starał się przekazywać tam, gdzie jest ich właściwe miejsce, czyli do cerkwi.

 „Zawsze marzyłem o pokazaniu w świetle dnia skrytych w mroku relikwii, które okazują się świadkami naszej tożsamości. To rezultat długich lat poszukiwań, wysiłku, radości i rozczarowań i jestem szczęśliwy, że mogę pokazać i innym ludziom płody swoich poszukiwań” – mówi Petro Costin.


Był to bardzo ciekawy wernisaż. W czarowny świat ikon wprowadzał chór duchownych, na koniec były występy zespołu ludowego i oczywiście mołdawski poczęstunek (miedzy innymi wspaniale wino!)

Zrobiłam kilka zdjęć ikon. Zapraszam do obejrzenia.



 
Święty Simion, początek XX w., olej, drewno, Rosja



Jezus Chrystus Wszechmogący, tempera, drewno, XIX w., Rosja



Ikona Świętych Archaniołów Michała i Gabriela, XIX w., drewno, tempera, Rosja-Besarabia



Święty Julian i ... . XIX w., tempera, drewno, Rosja-Besarabia



Matka Boska Poszukiwanie Zaginionych, XIX w., drewno, tempera, Rosja






Zwiastowanie, początek XX w., drewno, olej, Rosja
Tryptyk cerkiewny, środkowy obraz lekko okopcony płomieniem świeczki ofiarnej. Nad tryptykiem ikona Boga Ojca.



Święty Archanioł Michaił, początek XX w., drewno, olej, Rosja



Matka Boska, koniec XVIII w. drewno, tempera, Rosja
Rzadka, "czerwona" ikona.



Święty Mikołaj, ulubiona ikona pana Costina



Trzech Hierarchów: Wasilij, Grigorij i Joann, początek XX w., olej, drewno, Rosja






Święta Trójca, XVIII w., tempera, drewno, Rosja



Zmartwychwstanie, początek XX w., olej, drewno, Rumunia


Zwiastowanie, XIX w., olej, drewno, Rosja



Święto Matki Boskiej, XIX w., tempera, drewno, Rosja



wtorek, 23 listopada 2010
Od_jutra_ideal napisała (dziękuję!), że książki, których słucham, to nie są e-booki. Teraz już wiem, że e-booki to książki do czytania w komputerze, natomiast ja korzystam z audiobooków (do słuchania). Dotąd byłam przekonana, że obie te formy noszą nazwę e-booków.

Teraz o czym innym. Na tej stronie    można obejrzeć bardzo ciekawy plan Warszawy z XIX wieku. Jest to plan Lindleyów, opracowany w związku z budową warszawskich wodociągów. Można tu zobaczyć, jak przebiegały wtedy linie kolejowe, jak się nazywały ulice, gdzie były kamienice, parki, cmentarze, itp. Plan jest sporządzony w języku rosyjskim. Może kogoś zainteresuje, zwłaszcza miłośników Starej Warszawy.

Zwykle piszę tu późnym wieczorem, ale dzisiaj wstałam wcześnie, ponieważ rano mój synek mówił w telewizji i matka oczywiście musiała znaleźć się na posterunku czyli przed telewizorem. Stąd ten poranny wpis.

A teraz kończę. Szybko! Natychmiast! I tak już się spóźniłam!
poniedziałek, 22 listopada 2010
Wspominałam niedawno, że zaczynam korzystać z e-booków. Jedną książkę w ten sposób wydaną już przetestowałam. Wysłuchałam biografii znanej modelki Waris Dirie "Kwiat pustyni". Oczywiście podstawową zaletą takiej literatury jest możliwość śledzenia akcji w połączeniu z innymi czynnościami, na przykład ze sprzątaniem pokoju. Przyjemne z pożytecznym. Jutro wypożyczę sobie z biblioteki następne powieści na płytkach, co naturalnie nie znaczy wcale, że rezygnuję z czytania książek tradycyjnych. Tych nic ich nie jest w stanie zastąpić.

 Wczoraj po południu uczestniczyłam w bardzo miłym spotkaniu rodzinnym. Było ciepło, smacznie i serdecznie, i tego mi było trzeba.

Dzisiaj smutno, szaro i deszczowo (znów leje!).


środa, 17 listopada 2010

W Świdniku koło Lublina zorganizowano wystawę "Zabawki z epoki PRL". Eksponatów dostarczyli mieszkańcy tamtego regionu. Przyniesiono klocki, samochodziki, bierki i pchełki, lalki i misie, a także karty do gry w "czarnego  Piotrusia", piłkarzyki, gry planszowe, itp.

Kiedy o tym czytałam, przypomniały mi się zabawki z mojego dzieciństwa i z dzieciństwa moich braci. Brat miał klocki drewniane (nie "Lego"!), z których można było zbudować duży zamek z wieżą, ja pamiętam swoje lalki oraz kuchenkę z małymi garnkami, którą mi mama kupiła, kiedy byłam chora, a także śliczne kolorowe dzbanuszki ceramiczne.  W domu był także duży koń na biegunach, "jak żywy", bo miał prawdziwą skórę, tylko jeśli dobrze pamiętam, chyba mu czegoś brakowało, głowy czy nogi. W każdym razie jakiś defekt na pewno miał. Kiedyś mama przyniosła mi od kogoś małą maszynę do szycia, która szyła, kiedy się kręciło korbką. Bardzo się z niej ucieszyłam, ale szczytem moich osiągnięć krawieckich było obrębienie jednego brzegu chusteczki dla lalki. Poza tym graliśmy w gry planszowe, najchętniej w chińczyka i grzybobranie, chłopcy robili sobie łuki, łódki z kory, kleili modele samolotów i samochodów. "Takie były zabawy, spory w one lata..." - jak mówił poeta.


Dzisiaj z rana, czekając w galerii na koleżankę, z nudów zrobiłam dwa zdjęcia.


Tyle zegarków w jednym miejscu!


Tyle ciastek w jednym miejscu! Więcej chętnych jest na ciastka niż na zegarki.



poniedziałek, 15 listopada 2010
 

Cieszę się z zakazu palenia w miejscach publicznych. Ciekawe tylko, czy ten zakaz  będzie przestrzegany. Mnie bardzo przeszkadza dym papierosowy, nawet po krótkim pobycie w zadymionym pomieszczeniu od razu czuję ból głowy.
Kiedy byłam na studiach, bardzo chciałam palić papierosy, bo wszystkie  koleżanki paliły. Od czasu do czasu kupowałam Carmeny, nosiłam je ze sobą w torebce, czasami próbowałam się zaciągać, ale na szczęście nic z tego palenia nie wyszło.

Teraz siedzę przy komputerze, radio włączone, słucham jakiejś beznadziejnej dyskusji politycznej (sama nie wiem, po co słucham) i jednocześnie jem śniadanie. Prawie każdego dnia na śniadanie mam to samo: kawa rozpuszczalna z mlekiem, do tego kanapki z pastą (rozgniecione miękkie awokado lekko pokropione cytryną+trochę białego sera+kawałki pomidora+odrobina posiekanego  szczypioru, sól, pieprz+parę kropli oliwy). Dzisiaj do tego będzie także deser, ponieważ został mi jeszcze kawałek tortu i muszę go dojeść (głupio wyrzucać!).
   Prawym okiem zerkam w okno. Ale  ciepło! U nas od rana świeci piękne słońce. Znów zapowiada się ładny dzień. Wszystkim życzę słońca.

sobota, 13 listopada 2010
Rok temu, 13 listopada, zmarł mój mąż. Zakończyło się moje drugie życie.
Przed południem byłam na cmentarzu, wieczorem msza, a po niej odwiedzili mnie męża współpracownicy i nasi niezawodni przyjaciele. Wspomnienia, smutek, listopad, deszcz, szarość. Co za dzień! Co za czas!
czwartek, 11 listopada 2010
W południe transmisja z uroczystości na Placu Piłsudskiego. Dziennikarz rozmawia z grupą uczniów ze znanego społecznego  liceum w Warszawie. Pyta młodą osobę o znaczenie dzisiejszego święta. Dziewczę rezolutnie odpowiada, że to ważny dzień, bo o tej porze w 1918 roku podjęto decyzje prawne o niekaraniu homoseksualistów. Potem  swoją wiedzę prezentuje jej kolega, który informuje nas, że Piłsudski "był przeciwnikiem polskości". W rozmowie brał także udział nauczyciel historii, który z dumą dodał, że sam się dużo od swoich uczniów uczy (!).

Pomyślałam sobie, że już się nie powinnam dziwić, dlaczego moi znajomi ciągają te swoje wnuki po muzeach, jeżdżą z nimi na cmentarz wojskowy i katują książkami historycznymi. Nie ma wyjścia, nauczanie historii spada na rodziców i dziadków. Szkoła uczy tak jak uczy.

A z rana w Jedynce radiowej wystąpiła pani Barbara Wachowicz. Jak Ona pięknie potrafi mówić! Szkoda, że trochę późno włączyłam radio. Teraz weszłam na stronę radiową z nadzieją, że może znajdę gdzieś tę wypowiedź, ale niestety, nie ma.
wtorek, 09 listopada 2010


Dzisiaj przed południem zwiedzałam świat z Google Street View. Bardzo mnie to wciągnęło. Obrazy z ulic są tak wyraźne, że mogłam nawet odczytać numer na drzwiach domu mojej przyjaciółki z Finlandii. Widziałam też domy moich rozlicznych znajomych w Stanach, zwiedziłam Portugalię, a potem pochodziłam ulicami Rio de Janeiro. Szkoda, że nie ma jeszcze obrazów z polskich ulic. Podobno Główny Inspektor  Ochrony Danych Osobowych (a jakże!) nie zgadza się na pokazywanie polskich ulic światu, bo niby zagraża to naszej prywatności. Nie bardzo wiem, na czym to zagrożenie polega, bowiem twarze ludzi i numery rejestracyjne samochodów celowo są pozacierane. Bardzo mi się te wycieczki podobają, na pewno to znacie.


Poza tym po raz pierwszy wypożyczyłam sobie trzy powieści do słuchania. Mam nadzieję, że będę mogła słuchać i jednocześnie na przykład robić porządek na półkach w szafie. Zaoszczędzę trochę czasu, gdyż ostatnio stale mi go brakuje.















sobota, 06 listopada 2010
Słyszę, że Papież, który jest teraz w Hiszpanii, jutro ma konsekrować bazylikę Sagrada Familia w Barcelonie.

Kilka lat temu jadąc w podróż po Hiszpanii, wiedziałam, że muszę być w Barcelonie, żeby koniecznie zobaczyć dzieła Gaudiego, gdyż wiele o nich wcześniej słyszałam. Oczywiście głównie miałam na myśli słynny kościół Sagrada Familia, symbol Barcelony, który jest zresztą jedną z większych atrakcji turystycznych Hiszpanii, ale inne budowle Gaudiego też zasługują na wielką uwagę.
 
Wybitny architekt, katalończyk Antonio Gaudi, prace nad kościołem rozpoczął jeszcze w XIX wieku. Przez wiele lat pracował z wielkim poświęceniem, nie brał za swoją pracę wynagrodzenia, mieszkał na budowie, ale i tak jego dzieło nie zostało zakończone, przede wszystkim dlatego, że Gaudi zginął w wypadku ulicznym w 1926 roku, a następcom nie było łatwo kontynuować to zadanie.
Sagrada Familia (kościół św. Rodziny) robi wielkie wrażenie. Jeśli chodzi o styl, jest to bardzo zmodernizowany gotyk, konstrukcja  pełna spokoju i harmonii. Nad budowlą unoszą się smukłe, strzeliste wieże, ma ich być osiemnaście. Każda z nich symbolizuje inną postać biblijną. Ta najwyższa (172 m) - Jezusa Chrystusa.
            
          

Zakończenie budowy bazyliki już dawno przewidziano na 2026 rok, ale jeśli konsekracja jest teraz, być może prace uległy przyspieszeniu. Warto znów pojechać do Barcelony i w upalny dzień posiedzieć na kamiennej najdłuższej ławce świata w parku Guell zaprojektowanym przez Gaudiego, przyjrzeć się rzeźbom, ornamentom i dekoracjom. Warto pójść pod dom mieszkalny Casa Mila także zaprojektowany przez Gaudiego. Budynek nie ma żadnego kąta prostego, wydaje się, że faluje, a kraty balkonów wiją się jak rośliny na wietrze. Ach, ten Gaudi! Dla niego samego warto polecieć do Barcelony!
piątek, 05 listopada 2010

Nie piszę, ponieważ o kłopotach pisać nie warto, a radosnych wydarzeń jakoś mi ostatnio brakuje. 
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast