Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 26 listopada 2012

Podobno w sobotę zacznie się zima. Przykre! Już myślałam, że w tym roku będą tylko trzy pory, bez zimy.

Nie jest jednak wykluczone, że mrozy umożliwią mi spokojny sen. Od czterech dni koło mojego domu odbywają się jakiś nocne zabawy, to znaczy mniej więcej o drugiej w nocy ktoś odpala bardzo głośne petardy. Może to są próby przed Sylwestrem, chociaż nie wiadomo, bo wybuchy są tak silne, że chyba słychać je na Marszałkowskiej.

     I tak prężnym krokiem weszłam w dziewiąty rok pisania bloga, chociaż gdzieś usłyszałam, że blogi już się kończą. Ciekawa jestem, co o tym sądzicie. Kończą się czy nie kończą?

Chętnie bym też przeczytała, gdyby ktoś napisał, jakiś esej na temat: Blogi dawniej i dziś. Takie refleksje nasunęły mi się wczoraj po wizycie na jednym z blogów, gdzie - jak mówi autorka - kilka lat temu pojawiało się 20000 (!?) czytelników, a teraz bywa tam zaledwie kilka osób. Ciekawe, co się zmieniło.

niedziela, 25 listopada 2012

Ze zdziwieniem zauważyłam, że dzisiaj mój blog kończy 8 lat!!!

Zaczęło się 25 listopada 2004 roku.

Zawsze interesowały mnie wszelkie nowości i kiedyś postanowiłam dowiedzieć się, na jakiej zasadzie funkcjonują blogi i dlaczego ludziom chce się je pisać. Porozglądałam się w internecie, niektóre blogi bardzo mnie zaciekawiły, inne mniej. Wieczorem powiedziałam do męża: - Wiesz, będę pisać blog, a on na to odpowiedział rozsądnie: - A po co ci to? Mało masz roboty?"

To prawda, chodziłam do pracy i miałam dużo innych zajęć. A po co? Nie wiem do dzisiaj.

Zaczęłam pisać o tym i owym, a zawsze gdzieś w tle było moje życie i coraz częściej ono zaczęło pojawiać się na pierwszym planie, chociaż nie było to moim zamiarem.

Dzisiaj, wspominając początki, zastanawiam się, gdzie są ludzie z tamtych lat? Co dzieje się z autorami, których losy śledziliśmy wtedy z wypiekami na twarzy? Wiele osób zamknęło blogi. Nie ma po nich śladu. Holi-Goli gdzieś się usunęła,  Mago chyba pojawia się pod innym nickiem, Mattkapolka prawdopodobnie już definitywnie zakończyła pisanie, Srebrnegogloba, wspaniałego popularyzatora astronomii, zagranica chyba pochłonęła całkowicie, bo jego blog też już nie istnieje. Wielka szkoda, że nie piszą. A gdzie są inni, Nostalgiart, Italiza, Jaga, Kemotalamot, Olenkowa...?

Dziękuję wszystkim. Wszystkich pozdrawiam.

piątek, 23 listopada 2012

Mimo że stoją za szkłem, trzeba je od czasu do czasu odkurzyć i uporządkować. Nie lubię tego robić. Lubię czytać.

niedziela, 18 listopada 2012

Kristofka i Ewa proszą o przepis na ciasto, o którym wspomniałam w poprzedniej notce. Podaję go tutaj, może komuś jeszcze się przyda.

                          Ciasto jabłkowe

Formę należy wysmarować masłem i dosyć grubo posypać tartą bułką. 1 kg jabłek (najlepiej kwaśnych) pokroić w grube plastry i wysypać na dno formy. 4 całe jajka utrzeć z 1 szklanką cukru, potem do tej miski z jajkami dodać 1 szklankę mąki i 2 łyżeczki proszku do pieczenia oraz aromat, jeśli lubimy. Wymieszać, a najlepiej jeszcze przez chwilę wszystko ucierać mikserem. Tym ciastem polać jabłka i wstawić formę do piecyka na ok. 40 minut w 180°.

czwartek, 15 listopada 2012

Zatrzymałam się na chwilę i zastanawiam się, jak zagospodarować resztę dnia, żeby go nie zmarnować i dobrze wykorzystać czas. Najpierw chyba upiekę ciasto, najprostsze i najszybsze, jakie może być, jabłecznik biszkoptowy. Piekła go kiedyś bardzo często moja mama. Jest smaczny i przed ubijaniem nie trzeba oddzielać białek od żółtek, a poza tym, odkryłam, że kiedy dodaję do niego jabłka o nazwie "boskoop", nie trzeba ich także obierać, gdyż po upieczeniu nie czuje się skórki. Robi się więc to ciasto błyskawicznie, a poza tym, jeszcze jedna zaleta, nie dodaje się żadnego tłuszczu.

Po południu wstąpię do serwisu od elektroniki, ponieważ nabyłam nowy telefon komórkowy i - głupio mówić - nie potrafię przełożyć karty. Szarpię go z różnych stron i nic mi się nie otwiera. Nie będę już próbować, gdyż boję się, żeby czegoś nie uszkodzić.

Na wieczór jestem umówiona z koleżanką, pójdziemy do Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki na koncert muzyki klasycznej. Bardzo się z tego cieszę, bo już mi trochę brakuje strawy duchowej.

Poza tym muszę jeszcze zadzwonić do kilku osób. Moja przyjaciółka ma rwę kulszową, strasznie cierpi, noga boli ją okropnie, na razie żaden z leków, które jej przepisano, nie pomaga. Gdzieś przeczytałam, że na tę dolegliwość dobrze robi imbir, chcę jej o tym powiedzieć, chociaż myślę, że należałoby bardzo długo ten imbir jeść, żeby taki ból uśmierzyć.

I na koniec moje zadziwienie. Pamiętacie rybę kargulenę? Dobra była, chuda. W moim domu często ją jedliśmy. Dowiedziałam się, że teraz też pojawia się w sklepach i kosztuje mniej więcej 51 zł za opakowanie (pół kilograma!!!). No comment!

wtorek, 13 listopada 2012

I znów nie pisałam dosyć długo. Nie pisałam, ponieważ nie dzieje się nic interesującego. Najpierw miałam pogrzeb w rodzinie, potem jakieś sprawy do załatwiania, a dzisiaj jest trzecia rocznica śmierci mojego męża. Rano odbyła się msza, potem pojechaliśmy na cmentarz. To już trzy lata mojego drugiego życia. Jakże innego życia...

I na tym skończę.

 PS. Iksińska, dziękuję, że pamiętałaś - wzruszyłam się.

czwartek, 01 listopada 2012

   

     "Dni człowieka są jak trawa,
     kwitnie jak kwiat na polu.
     Wystarczy, że wiatr go muśnie, już znika
     i wszelki ślad po nim ginie..."
                              Ps 103,15-16


 

             

Od śmierci Oli minęło kilkanaście lat, a wydaje się, że to było tak niedawno. Ciepła, serdeczna, bardzo wrażliwa, pomagała wielu ludziom. Bardzo ją lubiłam. Jej grób znajduje się na cmentarzu przy kościele św. Katarzyny. Teraz Ty, Heńku, dołączyłeś do Oli. Znów jesteście razem.
 
Pamiętam także o pani Lusi, kiedyś z nią pracowałam. Pochodziła ze znanej rodziny, była prawdziwą damą, kobietą z klasą, życzliwą serdeczną, o nienagannych manierach. Żyła  sprawami i problemami naszych rodzin, wtedy byliśmy młodzi,  cieszyła się, kiedy było dobrze i smuciła, gdy mieliśmy kłopoty. Kiedy przychodziła do mnie do domu, zawsze wnosiła ciepło i radosny nastrój. Odchodząc na emeryturę, na pamiątkę wyhaftowała mi serwetkę.

Pani Dominika była u nas woźną. Kiedy tam poszłam, a  zaczęłam pracę zaraz po studiach, zdaniem pani Dominiki, byłam bardzo chuda, a na dodatek nie jadałam w domu śniadań, bo zawsze się spieszyłam. Pani Dominika nie mogła się z tym pogodzić, toteż każdego ranka na moim biurku stawiała talerz kaszy manny i ugotowane na miękko jajko. Tak było przez wiele miesięcy aż do odejścia pani Dominiki na emeryturę. Bardzo się o mnie troszczyła. Była kulturalna, taktowna i zawsze  wszystkim życzliwa.

 Dzisiaj odwiedziłam też grób pani Haliny, która pracowała z moim mężem, a teraz leży na tym samym cmentarzu. Ona wychowywała wnuka, który jest w wieku naszego syna. Bywała u nas w domu, wymienialiśmy spostrzeżenia na temat dzieci, wielokrotnie korzystaliśmy z jej dobroci i serdeczności. Mąż mówił, że "takich ludzi już nie ma".
    
Leszek, z ogromnym poczuciem humoru, przegadałam z nim wiele godzin, niepodziewanie zmarł kilka lat temu, Danusia, pani Elżbietka, Krysia, moja przyjaciółka, pracowałyśmy w jednym pokoju, ona zawsze miała tysiące planów, Nina, Hania, pan Zenon, Hala i wielu innych bliskich, drogich... O nich wszystkich też pamiętam.



Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast