Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 29 grudnia 2006

Błogosławiony spokój wreszcie nastał. Bardzo lubię ten poświąteczny czas. Nie trzeba za dużo stać w kuchni, nie trzeba nigdzie wychodzić, nawet rozmawiać za bardzo nie trzeba. Syn z synową kupili nam na gwiazdkę odtwarzacz DVD, a od męża na imieniny dostałam radio (chyba to już pięćdziesiąte radio w domu), w którym kanały zmienia się za pomocą pilota. Nawet mi to odpowiada, chociaż gdzieś czytałam, że korzystanie z pilota, czyli nieruszanie się z kanapy, powoduje, że rocznie przybywa nam 2 kg wagi. A niech tam! Ujmę sobie te 2 kg w inny sposób. A dzięki świętom potrzeby medialne mam zaspokojone w całej pełni.

sobota, 23 grudnia 2006

  Miałam zamiar napisać tu piękne życzenia wśród świątecznych dekoracji, ale widzę, że już nie zdążę, więc tylko w towarzystwie tych aniołków życzę Wam wszystkiego, co najlepsze. Tradycyjnie: Wesołych Świąt.

środa, 20 grudnia 2006

"Mówiono mi, że istnieją tacy, którzy przez całe życie nigdy nie widzieli krasnoludka. Współczuję im głęboko, gdyż wiele stracili. Sądzę, że są chyba krótkowzroczni (...). A może dzieje się to dlatego, że dzieci wyglądają dziś tak poważnie i są przemądrzałe, a wyrastają bez myśli i marzeń na zgorzkniałych ludzi nie mających ani spokoju w duszy, ani uczucia w sercach, ani chęci do życia, ani odwagi śmierci". /Axel Munthe: "Księga z San Michele"/. 

A wy? Czy widzieliście krasnoludka?  Czy w dobie wyścigu szczurów, pogoni za mamoną i sukcesem można zobaczyć krasnoludka?
              

poniedziałek, 18 grudnia 2006

Dosyć dawno mnie tu nie było. Mam bowiem takie wrażenie, że pisząc bloga przez dwa lata, wszystko już powiedziałam. Wszystko i jeszcze wiecej. Tak sobie o tym myślałam dzisiaj, robiąc rano mężowi kanapki do pracy.

Z tymi kanapkami to długa tradycja. Mój mąż pracuje w gmachu, gdzie bez kłopotów, nie opuszczając budynku, można zjeść dowolny posiłek. Ale mąż jest tradycyjny i jak zaczął brać kanapki do pracy trzydzieści lat temu, tak bierze je nadal. Dziergam więc te kanapki każdego ranka o tej samej porze, wkładam do nich, co mi tylko przyjdzie do głowy, a przede wszystkim - jak mówię - wkładam w nie serce i jest to jeden z tych moich obowiązków, na który nie narzekam. Toteż tylko moje kanapki się liczą. Kanapki własnoręcznie zrobione przez męża są "bez wyrazu" i tylko bardzo wyjątkowe okoliczności sprawiają, że w ogóle mogą się czasami znaleźć w mężowskiej teczce.

A jeśli chodzi o ten tydzień, to nie ulegam przedświątecznemu szaleństwu, nie oglądam ulotek reklamowych z supermarketów, nie biegam do sklepów z obłędem w oczach, spisuję na kartce to, co jest mi potrzebne, i ani jednej rzeczy więcej nie kupuję. Ale mnie łatwo zachować taką dyscyplinę, bo już nie mam małych dzieci, przypuszczam, że gdybym je teraz miała, sprawie przedświątecznych zakupów poświęcałabym więcej czasu.

A w ogóle to aby do Świąt! 

wtorek, 12 grudnia 2006

Moja koleżanka relacjonowała swoją wczorajszą rozmowę z lekarzem.

   - Panie doktorze, wydaje mi się, że lek X, który mi pan od trzech lat zapisuje, zaczyna mi szkodzić na wątrobę.

    - No, jeśli pani po nim źle się czuje, to proszę go nie brać.

    - Nie brać w ogóle?

    - Może pani nie brać on i tak nikomu nie pomaga!

poniedziałek, 11 grudnia 2006

Dzisiaj szłam obok Pałacu Kultury. Co ja zrobię, że lubię ten pałac i bardzo nie podobają mi się propozycje niektórych osób zmierzajace do zburzenia tego obiektu. Teraz, kiedy na pałacowej wieży znalazły się zegary, wieczorem ładnie podswietlone, to miejsce stało się trochę magiczne. Jest to też bardzo wygodny punkt w mieście. Można na przykład  zawsze umówić się z kimś przyjezdnym "pod pałacem" i wiadomo, że na pewno do takiego spotkania dojdzie, bo każdy tam trafi.

Bardzo mi się teraz nie podoba to dążenie do przytłumienia dominacji Pałacu w panoramie miasta. Wokół stawia się ogromne, nowoczesne wieżowce, które mają Pałac przysłonić. Obok powstał wielki biurowiec, Elektrim, a nieopodal także budynek, w którym mieści się hotel Marriott. Wyrosło jeszcze kilka innych drapaczy chmur zaprojektowanych przez najlepsze firmy architektoniczne świata. Teraz pod adresem Złota 44 ma powstać największy budynek mieszkalny w Polsce. Autorem projektu jest najsławniejszy architekt świata, Daniel Libeskind, a budynek ma mieć wysokość 192 m. Można sobie pospekulować, jakie bedą ceny apartamentów w takim domu. O ile dobrze pamiętam, Pałac Kultury ma 234 m wysokości, wiec jeszcze go trochę będzie wystawać sponad tych wieżowców, ale to już nie będzie to samo. 

sobota, 09 grudnia 2006
Sobota. Ciepły, słoneczny poranek. Kręcąc się w kuchni, jak zwykle słucham radia. W studio jest Michał Wiśniewski. "Ich Troje" śpiewa piosenkę "Bóg jest miłością mą", czy jakoś podobnie. W każdym razie słowa są takie: "że to Bóg jest miłością Twą, mój Bóg jest miłością, kocha mnie, prowadzi mądrością swą, On i tylko On..." Piosenka brzmi dobrze, jest melodyjna, można by jej nawet słuchać w kościele. Wiśniewski długo się tłumaczy z zarzutów, że wiara w Boga do niego nie pasuje, no bo rozwody i te rzeczy. (Ale czy wiara jest tylko dla aniołów?) A potem zaczął coś bredzić na temat polityki, więc wyłączyłam radio. Właściwie, co mnie ten Wiśniewski obchodzi? Ja jestem wychowana na piosenkach Jerzego Połomskiego, Ireny Santor, Haliny Kunickiej i oczywiście Maryli Rodowicz, a w tle pobrzmiewał gdzieś jeszcze Mieczysław Fogg. Ale prawdę powiedziawszy, to lubię czasami tego Wiśniewskiego posłuchać.
środa, 06 grudnia 2006
Dziękuję wszystkim, którzy cierpliwie tutaj zaglądają. Przepraszam, że niczego nowego ostatnio nie napisałam. Stale brakuje mi czasu, ale obiecuję poprawę.
piątek, 01 grudnia 2006
Piątkowy wieczór. Szklanka mocnej, pachnącej herbaty i zaległe czasopisma przede mną. Po trudach tygodnia można się porelaksować.  Biorę do ręki stary "Przekrój" i rzucam okiem na stronę poświęconą kulinariom. Dowiaduję się, że w Szwajcarii jest dwadzieścia fabryk czekolady, a każdy Szwajcar zjada jej każdego roku 11,5 kilograma! To bardzo dużo! Nie wiem, jak ta statystyka wygląda w Polsce. Ja w każdym razie jej nie poprawiam, bo czekolady nie jem w ogóle, ani żadnych innych słodyczy też nie używam. Dobrze to robi na samopoczucie jak i na sylwetkę. Wszystkim polecam!
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast