Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 30 grudnia 2008

Rojarzony świątecznymi dekoracjami Nowy Świat. W tym roku ta ulica wygląda szczególnie zachwycająco. 120 tysiecy punktów świetlnych robi wrażenie jakby w górze rozpościerał się jakiś migocący, delikatny koronkowy baldachim.   

     

  

   

  

Ja czarna i zakapturzona dzisiaj wieczorem na Nowym Świecie.

      

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Czytam książkę "Gniazdo", o rodzinie Joanny Jaraczewskiej-Onyszkiewicz, wnuczki Józefa Piłsudskiego. Autorką jest Zofia Turowska. Bardzo dobrze czyta się tę książkę. Dużo ciekawych wspomnień, między innymi pani Jadwigi Jaraczewskiej, córki Marszałka, zarówno dotyczących dawniejszych czasów, jak i tych po powrocie rodziny do Polski w 1990 roku po pięćdziesięciu jeden latach przymusowej nieobecności. Joanna Onyszkiewicz pisze: "Wiem dobrze, jak bardzo trudno nieść przez życie spadek takiego dziedzictwa, chociaż raczej nie wychowywałam się w blasku wielkości Marszałka (...) Zawsze był to najzwyczajniej ojciec mojej kochanej mamy oraz ojciec mojej kochanej cioci. Jawił nam się - mnie i bratu - w dwóch postaciach: jako nasz dziadek i jako Józef Piłsudski". Kto lubi dobrze napisane książki biograficzne - na pewno z przyjemnością "Gniazdo" przeczyta.

niedziela, 28 grudnia 2008
Święta minęły bez większych wrażeń. Francuzi od razu pojechali do Zakopanego i na razie tam przebywają. Było spokojnie i cicho. O moich imieninach jak zwykle wiele osób zapomniało, bo w Wigilię nikt nie ma do takich spraw głowy. Trochę czytałam, trochę spacerowałam, obejrzałam dwa filmy nagrane wcześniej. Wczoraj wieczorem byłam w naszym kościele na koncercie kolęd z różnych krajów w wykonaniu Danuty Błażejczyk i jej zespołu. Nawet mi się podobały tak zaśpiewane kolędy, bardzo dynamicznie, żywo, głośno, niektórzy próbowali nawet podskakiwać w ich rytmie. W internecie wielka wyprzedaż nieudanych świątecznych prezentów. Ta nowa praktyka budzi moje wątpliwości. Uważam, że nie można wszystkiego przeliczać na pieniądze.Trzeba docenić czyjeś dobre chęci i robić dobrą minę do złej gry.
środa, 24 grudnia 2008

               choinka

Chwała na wysokości,
chwała na wysokości,
a pokój na ziemi...

niech radość zagości,
nadzieja zagości,
niech pokój zagości
i w nas...

      Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

        

niedziela, 21 grudnia 2008

Przypomnij mi, co u nas działo się ciekawego dzisiaj, może bym na blogu opisała - mówię do męża.

-Hmm, co było ciekawego?

- No, poszliśmy do kościoła i wrócilismy z kościoła. A potem szarpałaś się z zamrażarką.

- O, prawda! To było rzeczywiście niezmiernie ciekawe!!! Wyłamałam drzwiczki, wciskając 2 kg schabu pomiędzy indyczą pierś a paszteciki z kapustą i grzybami!!

Zresztą ta zamrażarka i tak chyba z gumy, bo ja jestem bardzo "zapasowa". Wiadomo, wyrosłam w czasach, kiedy niczego nie można było kupić. Czego ja tam nie przechowuję? Borówki amerykańskie zerwane w sierpniu, kilka pudełek zamrożonego szpinaku, tyle samo ciasta francuskiego, zupy "Hortexu", ryby, pół bochenka chleba (sama nie wiem, po co ten chleb), dwa pudełka lodów, ciasto kruche na wszelki wypadek itd., itd. Nie sprawdzam terminów ważności, nie zaglądam i najczęściej nie używam tych produktów, ponieważ gdybym cokolwiek ruszyła, na pewno bym już potem nic w zamrażarce nie zmieściła. Wolę kupić nowe. Tak było dotąd. Dzisiaj podjęłam męską decyzję i z dna zamrażarki wyrwałam 6 pudełek szpinaku ze śmietaną, 3 opakowania buraków tartych, 2 zupy pieczarkowe i lody. Od jutra do świąt mamy więc szczególny jadłospis. Do świąt, ale w wariancie pesymistycznym wygląda na to, że i o święta z tym nieszczęsnym szpinakiem możemy zawadzić.

sobota, 20 grudnia 2008
      Wreszcie nauczyłam się wstawiać You Tube, więc, żeby być w klimacie, umieszczam tu piosenki o Bożym Narodzeniu. U mnie przygotowania do świąt idą pełną parą. Najważniejsze, że prawie  wszystkie zakupy już zrobione. Będę musiała kupić jeszcze tylko chleb i makowce, bo makowców w tym roku nie piekę. Dzisiaj dogotowywałam bigos i piekłam keksy. Keksy zawsze były moim ulubionym ciastem.
     A teraz o czym innym. W mojej dzielnicy zapanowała nowoczesność. Niedawno pisałam o komputerach w bibliotekach, a teraz będzie o przychodni lekarskiej. Wczoraj musiałam prześwietlić rękę, gdyż po dawnym złamaniu mam z nią jakieś kłopoty. Jeszcze niedawno wynik prześwietlenia można było zobaczyć na wielkiej kliszy, którą dawano do ręki, zgodnie z umieszczoną w gablocie informacją o braku kopert. A wczoraj zamiast kliszy, w białej kopercie wręczono mi płytkę CD!!!  Lekarz ogląda ją w komputerze, bo cała przychodnia jest skomputeryzowana. Nie ma już mozolnej lekarskiej pisaniny długopisem w karcie pacjenta, wszystkie dane są natychmiast wstukiwane do sieci. A jeśli chodzi o prześwietlenie, gorzej jest, kiedy pacjent udaje się z tą płytką na przykład do szpitala. Tam lekarze raczej nie mają dostępu do komputerów, więc i nie są w stanie odczytać wyniku prześwietlenia. Wtedy trzeba zrobić krok do tyłu, wrócić do przychodni i tam za pewną opłatą (chyba 5 zł) przegrać zawartość płyty na kliszę, żeby było jak dawniej, po staremu. Nowoczesność w domu i zagrodzie.
wtorek, 16 grudnia 2008
PRZYGODA NA PUSTYNI

Pewien człowiek zabłądził na pustyni
i od dwóch dni wędrował wśród nie kończących się,
rozgrzanych słońcem piachów. Był już u kresu sił.

Niespodziewanie ujrzał przed sobą sprzedawcę krawatów.
Nie miał on przy sobie nic innego - jedynie mnóstwo krawatów.
I natychmiast próbował sprzedać jeden z nich
człowiekowi umierającemu z pragnienia.
Wyczerpanemu i spragnionemu wędrowcy handlarz wydał się szalony:

Czyż ktoś przy zdrowych zmysłach
próbowałby sprzedać krawat człowiekowi łaknącemu jedynie wody?

Sprzedawca wzruszył obojętnie ramionami i ruszył w dalszą drogę.
Przed zapadnięciem zmroku znużony wędrowiec,
już z wielkim trudem poruszający zbolałymi nogami, uniósł głowę i osłupiał:
znajdował się przed elegancką restauracją,
obok której stał szereg samochodów!
Budynek był okazały, a dookoła niego rozciągała się pustynia.

Z trudem dowlókł się do drzwi restauracji i prawie mdlejąc z pragnienia, wyszeptał:
- Litości, wody!
- Przykro mi, proszę pana - rzekł ze współczuciem uprzejmy szwajcar - nie przyjmujemy gości bez krawatów.

                                                         /Bruno Ferrero/

Jeszcze nie skończyły się dioksyny, a już po krótkiej przerwie wraca ptasia grypa. W Szwecji trzęsienie ziemi. To coś nowego w tamtych rejonach. Na północy Polski też podobno w nocy drżała ziemia.

U mnie w domu także trochę się zatrzęsło. Myśleliśmy z mężem, że te święta spędzimy spokojnie, leniwie, bez specjalnych przygotowań. Oczyma wyobraźni już widziałam siebie na kanapie czytającą książkę przy dźwiękach kolęd, ale wczoraj dostałam wiadomość, że troje znajomych z Francji przyjeżdża do Warszawy na święta. Żadnej rodziny tu nie mają, więc liczą na to, że ten miły czas spędzą "z drogimi przyjaciółmi", czyli niby z nami. Większosć zakupów zrobiona, teraz trzeba szybko je potroić. Pędzę więc do sklepu.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast