Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 31 grudnia 2010
Wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku i na nadchodzący czas dedykuję Wam (i sobie) utwór Pabla Nerudy, laureata nagrody Nobla. Prawda, że warto te myśli wziąć pod uwagę?

Powolnie umiera
 
ten, kto nie podróżuje,
ten, kto nie czyta,
ten, kto nie słucha muzyki,
ten, kto nie obserwuje,
 
powolnie umiera
 
ten, kto niszczy swą miłość własną,
ten, kto znikąd nie chce przyjąć pomocy,
 
powolnie umiera
 
ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
ten, kto odtwarza codziennie te same ścieżki,
ten, kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia,
ten, kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru,
ten, kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym,
 
powolnie umiera
 
ten, kto unika pasji i wiru emocji,
które przywracają oczom blask
i serca naprawiają
 
powolnie umiera
 
ten, kto nie opuszcza swojego przylądka
gdy jest nieszczęśliwy w miłości lub pracy,
ten, kto nie podejmuje ryzyka spełnienia
swoich marzeń
ten, kto choć raz w życiu nie odłożył na bok
racjonalności.
 
Więc od dzisiaj zacznij żyć!
Zaryzykuj siebie od dzisiaj!
Zacznij działać od zaraz!
 
Nie pozwól sobie na powolne umieranie!
Nie zabraniaj sobie być SZCZĘŚLIWYM!
środa, 29 grudnia 2010
Kończy się dzień, mroźny i nieciekawy. Mimo że byłam odpowiednio ubrana, zmarzłam dzisiaj bardzo, idąc do syna na Kabaty. Teraz jestem sama w domu, od czasu do czasu ciszę przerywa tylko dzwonek telefonu. Jutro po południu odwiedzi mnie przyjaciółka, z którą ostatnio rzadko się spotykamy, więc zastanawiam się, czym ją podejmę, bo nie chciałabym, żeby to były tylko resztki świąteczne. Muszę coś do rana wymyślić.

Święta upłynęły mi bardzo spokojnie, a syn wprowadzał ciepłą i miłą atmosferę. Wszystko w zasadzie się udało, może poza pasztetem, któremu według mnie czegoś brakowało, ale dotąd nie jestem w stanie stwierdzić czego. Szczególnie smaczne były makowce, które zamówiłam w cukierni. Niestety, odebrać można je było tylko w Wigilię i pojechał po nie mąż przyjaciółki, bo oni też zamawiali, ale po odbiór ciast trzeba było stać ponad dwie godziny w kolejce. Kiedy wrócił, zdesperowany zapowiedział, że w przyszłości woli nie jeść i nie stać. To jego oświadczenie trochę mnie zmartwiło, gdyż już liczyłam na powtórzenie akcji przed Wielkanocą, ale do tego czasu może jeszcze zmieni zdanie, tym bardziej że ciasta też mu bardzo smakowały.

I tak mija czas. Teraz pozostało mi tylko przetrwać Sylwestra i Nowy Rok i aby do wiosny...
środa, 22 grudnia 2010
 "Święta już
to przyszedł już na święta czas
kolejny raz spotkamy się
gdy zaświeci pierwsza z gwiazd
święta już
to przyszedł już na święta czas
tutaj ciepło nam a na dworze śnieg
przykrył dachy wszystkich miast ..."

Nie będę oryginalna, jeśli napiszę, że przygotowuję się do  Świąt. Choinka już ubrana, wprawdzie niewielka, ale cieszy oko, mieszkanie lśni, w oknach nowe firanki cieniutkie jak mgiełki, które mi kupiła przyjaciółka, a wczoraj zawiesiła przemiła Irenka spod Lwowa, keks upieczony, śledzie zrobione (z kolendrą i śliwkami), karp w lodówce czeka na swoją kolej. Za oknem bajkowe widoki, książki do czytania przygotowane, życzenia nadchodzą. To mógłby być piękny czas. Mógłby...

Mam nadzieję, że Wasze Święta będą bardzo udane. Składam najlepsze życzenia.
Smutnym życzę, aby Boże Narodzenie przyniosło im pociechę i nadzieję, a wszystkim moim blogowym Przyjaciołom z okazji Świąt życzę zdrowia, spokoju, miłości i dużo optymizmu.
 
 
 


środa, 15 grudnia 2010
Nie wiem, dlaczego w tym roku nie widać jeszcze punktów sprzedaży choinek, przynajmniej koło mnie ich nie ma. W poprzednich latach były  już na początku grudnia. Być może z powodu ośnieżonych dróg dostawcy  nie mogą wyjechać z lasu . A jeśli w ogóle nie przyjadą? Czy można sobie wyobrazić święta bez choinki?

Wczoraj w radiowej Jedynce też rozmawiano o choinkach. Okazuje się, że teraz znów są modne drzewka ubrane tradycyjnymi zabawkami, a w Muzeum Etnograficznym przed świętami prowadzone są nawet specjalne warsztaty, podczas których artyści ludowi uczą, jak takie zabawki zrobić. Domowe choinki powinny być wielobarwne, nie takie jak stoją w galeriach handlowych, wyłącznie złote czy granatowe i przystrojone tylko bombkami. Musi być rozmaitość, ruch i kolory. Pamiętam, że w moim domu rodzinnym obok zabawek przez nas robionych na choince wieszaliśmy także czerwone jabłuszka, cukierki w kolorowych papierkach i drobne kruche ciastka (gwiazdki), które oczywiście mama sama piekła. Kiedy byłam małym dzieckiem, na wierzchołku choinki wisiał u nas Mikołaj (później zastąpił go szklany "czub"). Wczoraj dowiedziałam się z radia (wcześniej nad tym się nie zastanawiałam), że to typowo wschodni zwyczaj, podkreślający związek obu tradycji, katolickiej i prawosławnej. Oczywiście musiały być także łańcuchy i "anielskie włosy". A teraz po tym wszystkim zostały tylko wspomnienia...
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Przed południem jeździłam do cukierni zamówić makowce na święta. Przy okazji zamówiłam też makowce i serniki swojej przyjaciółce. Ja sernik mam zamiar upiec sama, ale z makowcami nie mam dobrych doświadczeń, to znaczy mak w puszkach nie bardzo mi odpowiada, bo jak na mój gust, jest zbyt mocno "naperfumowany" i za słodki, natomiast mielenie maku nie należy do moich ulubionych czynności. Kiedyś angażowałam męża do tego zadania, ale pamiętam, że cała kuchnia była wtedy zasypana makiem i od tego czasu już makowców nie piekłam.

Ponieważ bardzo lubię aktorkę Jadwigę Barańską, kilka dni temu wypożyczyłam sobie z biblioteki książkę Jerzego Antczaka "Noce i dnie mojego życia". Niestety, na temat Jadwigi Barańskiej jest tam niewiele. Książka ta to właściwie historia polskiego filmu, oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem "Nocy i dni". Trochę ciekawych zdjęć rodzinnych i filmowych, wspomnienia o ludziach, o czasach. Można przeczytać, przekartkować, a potem włączyć sobie ten cudny walc Barbary, odurzyć się zapachem nenufarów i przenieść się w świat, gdzie "będziemy snem, zorzą zórz, morskim dnem i gwiazdą".


niedziela, 12 grudnia 2010
W Warszawie na Ursynowie, na emporach kościoła przy ul. Dereniowej, otwarto wystawę pt. Anioły. Na wystawie prezentowane są prace dwudziestu dziewięciu artystów. Oto niektóre z tych prac.


         "Anioł gajowego"









"Anioł pocieszenia" /aut.: ks. Tomasz Król/







       Wnętrze kościoła






sobota, 11 grudnia 2010
Rano kupiłam słoninę, żeby zawiesić na balkonie sikorkom. Niestety, sikorki albo nie są głodne, albo nie ma ich w pobliżu mojego domu, albo mnie nie lubią i nie chcą korzystać z mojej gościnności. Dotąd żadna nie przyleciała, a słoniny kupiłam tyle, że mogłabym wyżywić ptaki z całej Warszawy. Trudno, ich strata!

W "Rzeczpospolitej" natknęłam się dziś na recenzję książki pt. "O sztuce konwersacji. Jak przerwać niezręczną ciszę". Temat chyba jest dosyć ważny, bo ostatnio, jak można zauważyć, tę ciszę w kontaktach między ludźmi wypełniają głównie agresywne monologi polityczne (spokojnie dyskutować nie umiemy). Kiedyś obowiązywały kanony konwersacji, pewnych tematów nie należało poruszać wśród osób nie najbliższych sobie i polityka była jednym z nich. Ale to było dawno!
Tyle na marginesie recenzji książki, której nie czytałam.

Znów sypnęło śniegiem. Za oknem wśród białych drzew płoną latarnie. Świat jak z bajki.
           
środa, 08 grudnia 2010
Usiadłam przy biurku, żeby trochę poczytać, ale jakoś nie mogę się za to zabrać, stale mnie coś rozprasza. Najpierw ogarnęła mnie nostalgia. Wyjrzałam za okno, drzewa tak pięknie wyglądają pod śniegiem. Jak cudownie musi być teraz w górach! Przypomniałam sobie nasz ostatni pobyt w Zakopanem. Po raz pierwszy mieszkaliśmy na Cyrhli, nie bardzo chciałam tam się zatrzymywać, bo dosyć daleko do szlaków, ale mąż nalegał, ponieważ on zawsze lubił nowe wrażenia. Jednak przepiękne widoki z okien naszego pensjonatu sprawiły, że i ja w końcu byłam bardzo zadowolona z tego miejsca. Pamiętam moment naszego wyjazdu. Kiedy przez szyby samochodu spojrzałam jeszcze raz na ośnieżone góry i dech mi zaparło w piersiach z wrażenia, nie wiem dlaczego, zadałam wtedy retoryczne pytanie "czy ja tu jeszcze wrócę?" Dzisiaj wiem, że nie było to pytanie pozbawione podstaw.

Wieczorem moją uwagę zaabsorbowała informacja telewizyjna o tym, że 2/3 Polaków nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki. Taka jest prawda, ludzie odzwyczaili się od czytania. Cóż - jak pisała poetka - widać można żyć bez powietrza.
wtorek, 07 grudnia 2010

Chociaż odgrażałam się, że książki Domosławskiego o Kapuścińskim do rąk nie wezmę, przez kilka dni trochę ją czytałam. Czyta się dobrze, owszem, jest ciekawie i sprawnie napisana. Kiedy ją wydawano, było o niej głośno, głównie z powodu ujawnienia spraw obyczajowych, a także rodzinnych. Wydaje mi się jednak, że o wiele ciekawsze tutaj jest obnażenie drogi ideologicznej pisarza i jego stosunku do polskiej rzeczywistości. Obserwacja tej postawy w rezultacie prowadzi do podważenia wiarygodności i - jak ktoś napisał - zagłady autorytetu tej ikony dwudziestowiecznego reportażu. Aż trudno uwierzyć, jak wielka może być rozbieżność pomiędzy wizerunkiem człowieka przeznaczonym na pokaz i rzeczywistym, zakładając, oczywiście, że ten prawdziwy obraz  też nie jest ubarwiony.
Jeśli ktoś ma dostęp do tej książki, w bibliotekach nadal jest trudno osiągalna, warto do niej zajrzeć. Szybko się czyta.




poniedziałek, 06 grudnia 2010
Dzisiaj rozpoczęłam akcję "Święta". Przed południem zrobiłam zakupy, a potem przygotowywałam pasztet. Zajęło mi to dużo czasu, ale już pięć foremek pasztetu w zamrażarce czeka na upieczenie. Ta ilość wystarczy mi chyba do Wielkanocy, jednak, kiedy już się za coś zabieram, zawsze wolę od razu zrobić dużo.

Kartki świąteczne też już kupione, jutro je powypisuję. Oczywiście, jak każdego roku, irytują mnie teksty życzeń wydrukowane na pocztówkach. Niestety, kartek bez gotowych życzeń koło mnie nie ma.

I to chyba wszystko na dzisiaj. Poza zakupami, kręceniem się w kuchni i kilkoma rozmowami telefonicznymi na nic więcej nie miałam czasu. Aha! Przeczytałam jeszcze parę stron książki Domosławskiego o Kapuścińskim. Może jutro o niej trochę więcej napiszę.


 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast