Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
sobota, 31 grudnia 2011

Życzę  wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku 2012.

czwartek, 22 grudnia 2011

Wszystkim Wam, Drodzy,  życzę dobrych, spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

 

niedziela, 18 grudnia 2011

Zepsuł mi się komputer. Byłam bardzo zmartwiona, bo jak tu żyć bez komputera? I nie wiem, czy w ogóle jest to możliwe :))  Myślałam o kupnie nowego, ale syn podejrzanie bardzo mi to odradzał, namawiał, żeby jeszcze poczekać. Kiedy któregoś dnia zdesperowana oświadczyłam, że jednak muszę wreszcie ten komputer kupić, za dwie godziny syn przyjechał z nowym laptopem. Okazało się, że już wcześniej kupił mi go na gwiazdkę, ale liczył na to, że jakoś wytrwam do Świąt w tej izolacji od świata. Ponieważ jednak istniała możliwość, że mogę sobie komputer sama kupić, zmuszony był dać mi prezent gwiazdkowy wcześniej, aby uniknąć zdublowania.

Ostatnie dni spędziłam więc na pracy przy nowym laptopie. Trzeba było zainstalować neostradę, powgrywać programy, poustawiać wszystko, co trzeba. Robiłam to własnymi rękami, stale przy Skypie, słuchając instrukcji mojego nieocenionego brata. Jeszcze zostało trochę do zrobienia, ale najważniejsze już jest za nami. Najgorsze tylko to, że na razie nie odzyskałam bardzo bogatej zawartości mojego starego komputera. Zostały w nim adresy moich rozlicznych znajomych, a przede wszystkim mnóstwo zdjęć, w tym ostatnich zdjęć z moim mężem w górach. Mam jednak nadzieję, że mój brat i ten problem rozwiąże.

A poza tym - wiadomo - akcja "święta" rozpoczęta. Pasztet już gotowy w zamrażarce, wystarczy tylko upiec, karp też przygotowany i zamrożony, krokiety są, suszone owoce na kompot kupione. W najbliższych dniach dalszy ciąg.

sobota, 10 grudnia 2011

Powinnam sobie kupić nowy fotel do siedzenia przy komputerze, ponieważ w tym, którego dotąd używałam, odpadło oparcie. Być może dałoby się to jeszcze naprawić, ale ja sama tego nie zrobię, więc po świętach muszę gdzieś tego fotela poszukać. Może w Ikei, ale muszę się dowiedzieć, czy tam w ogóle bywają takie fotele obrotowe, na kółkach.

Muszę też w końcu kupić nową drukarkę, ponieważ ta, którą mam teraz w tzw. urządzeniu wielofunkcyjnym, drukuje nie to, co jej zlecam albo zupełnie nie reaguje na moje zaklęcia. Fachowiec z serwisu komputerowego, który ją oglądał, kliknął gdzieś kilka razy i przez parę dni urządzenie działało prawidłowo, a potem znów zaczęło się to samo.

Telefony stacjonarne też odmówiły współpracy ze mną. Kiedy przez nie rozmawiam, albo nic nie słychać, albo słychać burzę z piorunami.

Niestety, te przedmioty zdecydowanie wypowiedziały mi przyjaźń.

Oj, jak ciemno zrobiło się teraz za oknem! Może śnieg będzie padać.  Dzisiaj rano chyba po raz pierwszy od lat wyszłam z domu bez śniadania. Chciałam wcześnie zrobić zakupy, zanim inni ludzie wstaną, żeby później nie tracić zbyt wiele czasu. Strasznie mi było zimno i źle się czułam. Jednak śniadanie to podstawa dobrego samopoczucia! Wiem, że to truizm, niby wszyscy wiedzą, że śniadanie jest ważne, ale wiele osób nie je. I błądzą:))

Na śniadanie często robię sobie pastę z awokado. Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię te owoce.  Twarde, zielone, nie budzą zbyt dużego zainteresowania i kiedy je kupuję, zwykle ktoś mnie pyta, jak to się je. Jest dużo różnych przepisów, ja lubię rozgniecione z małą ilością twarogu, oliwą (albo majonezem), z cebulą, solą, pieprzem. Lubię także same kawałki awokado z suszonymi pomidorami albo z jakaś ostrą pastą rybną na wierzchu, na przykład z tuńczyka. Czasami używam awokado zamiast masła, do smarowania chleba. Na ogół w sklepach są one twarde. Muszą poleżeć ze dwa dni w kuchni, najlepiej zawinięte w papier, żeby zmiękły. Teraz jest chyba sezon na te owoce, gdyż pełno ich w sklepach.

Powoli zaczynam przygotowania do Świąt. Wczoraj zajrzałam do suszonych grzybów, które od dawna przechowuję w pojemniku. Grzyby pięknie wyglądają i tak samo pachną, ale ja do tych grzybów zaglądałam już wiele razy i nigdy nie mam odwagi ich użyć, ponieważ mam jakąś grzybową fobię. Mimo że grzyby dostałam od dwóch różnych osób, zapalonych grzybiarzy, boję się, że tam mógł się zaplątać jakiś muchomor sromotnikowy, który tylko czyha na moja wątrobę. Oj, skomplikowane jest życie sceptyka!

poniedziałek, 05 grudnia 2011

Zapomniałam wcześniej napisać, że w końcu listopada minęło siedem lat od dnia, kiedy rozpoczęłam blogowanie. Samej nie chce mi się wierzyć, że jestem tak wytrwała w tym pisaniu. A ile się w tym czasie w moim życiu wydarzyło!

Jedno jest pewne, nie pisałabym tego bloga, gdyby nie było Was, moich najmilszych Czytelników! Dziękuję!

niedziela, 04 grudnia 2011

Trudno! Dzisiejszy mój wpis przede wszystkim będzie z serii "Gdzie byłam, co robiłam". .

Dosyć szybko minął mi ten weekend. W sobotę przed południem  pojechałam do Złotych Tarasów (popularna galeria tuż obok Dworca Centralnego), tam się spotkałam ze swoim synem, który zaprosił mnie na kawę. Spędziliśmy razem godzinę i szybko wróciłam do domu, ponieważ byłam umówiona z przyjaciółką. Zdążyłyśmy razem omówić jej kłopoty, moje kłopoty, kiedy niespodziewanie dołączył do nas jej mąż z malutką wnuczką. Dziewczynka przez cały czas była bardzo spokojna, najchętniej bawiła się ze swoim odbiciem w lustrzanych drzwiach mojej szafy w przedpokoju, więc mogliśmy swobodnie rozmawiać i zjeść to, co podałam, to znaczy krokiety, barszcz czerwony i ciasto do herbaty.

Dzisiaj natomiast składałam telefoniczne życzenia moim trzem Basiom. Porozmawiałyśmy i umówiłyśmy się na "po świętach". Przy okazji najlepsze życzenia blogowym Barbarom!

Po południu trochę czytałam. A jeśli chodzi o czytanie, to w piątek dostałam z biblioteki maila, żeby odebrać książkę "Historia idealistki". Zupełnie zapomniałam o tym moim zamówieniu sprzed kilku miesięcy, czekałam w kolejce, gdyż kilka osób chciało tę książkę przeczytać przede mną. Jest to historia życia Sandry E. Roelofs, Pierwszej Damy Gruzji, żony prezydenta Saakaszwilego.

Zmarł Adam Hanuszkiewicz. Nie wszystkie z jego teatralnych pomysłów mi się podobały, ale jest przykro, bo był to jeden z wielkich ludzi teatru. Ostatnio było o nim cicho, ale kiedyś na Hanuszkiewicza się chodziło, o nim się mówiło. A jaki był przystojny! Połowa moich koleżanek w nim się podkochiwała...

Na koniec jeszcze parę zdjęć ze Starego Miasta.

 

    

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast