Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
sobota, 28 grudnia 2013

* Przed Świętami byłam podpytywana, co chciałabym dostać na gwiazdkę, oczekiwano, że się zdradzę z jakimiś swoimi marzeniami i potrzebami. Nawet przez chwilę się nad tym zastanowiłam i trochę przykro mi było, kiedy uświadomiłam sobie, że ja niczego nie oczekuję i o niczym nie marzę. Wszystko, co mi jest potrzebne, już mam, a tego, co by mi się naprawdę przydało, nie kupi się w sklepie. Jednak kilka prezentów dostałam i było mi miło.

* Mój syn poleciał na 3 tygodnie do Kambodży. Dostałam już relację ze stolicy Kataru, Dohy, gdzie miał przerwę w podróży, a teraz zatrzymał się w Tajlandii, w Bangkoku i właśnie stamtąd przysłał mi z hotelu e-maila. W telewizji mówią o jakichś demonstracjach w Bangkoku. Ta wiadomość nie poprawia mi nastroju.

* Według starej polskiej tradycji po Bożym Narodzeniu zaczynają się tzw. "święte wieczory". Kiedyś po zachodzie słońca nie można było prząść, szyć i wykonywać innych podobnych prac. Nasi przodkowie ten czas spędzali na śpiewaniu kolęd i wesołych rozmowach. "Święte wieczory" trwały do Trzech Króli. Życzę więc wszystkim wiele wesołości i pamiętajcie, żebyście nie przędli wieczorami:)

niedziela, 22 grudnia 2013

Wszystkim Wam, moi Czytelnicy, jak również tym osobom, które tu wejdą przypadkowo, życzę jak najlepszych Świąt Bożego Narodzenia, dużo zdrowia, radości, miłości... i samych dobrych rzeczy.

Na zdjęciu jest moja szopka, która zawsze stoi obok choinki. Kiedyś, wracając z pracy w Wigilię, kupił ją mój mąż, a było to chyba ponad trzydzieści lat temu. Szopka w rzeczywistości jest ładniejsza niż to widać tutaj, ponieważ zdjęcia robione w domu nigdy mi nie wychodzą, są za ciemne i nic nie daje się z nimi zrobić.

I jeszcze sobie życzę, żeby taka ładna jesienna pogoda trwała jak najdłużej. Pozdrawiam wszystkich ciepło:)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Zapisałam sobie wszystko, co należy kupić, co na święta przygotować, o czym pomyśleć. W tym roku niewiele będę robić sama, w dużym stopniu skorzystam z gotowych wyrobów (pierogi, ciasta). Biorę antybiotyk, który jest skutkiem mojego spotkania z kleszczem ponad trzy miesiące temu i w związku z tym jestem w nie najlepszej kondycji fizycznej.

A teraz siedzę, prawym okiem czytam książkę o "kobiecie, która wymyśliła piękno" czyli o Helenie Rubinstein, a lewym spoglądam na ekran telewizora, gdzie po raz dwudziesty chyba powtarzany jest jedyny serial, na który mi nie szkoda czasu, to znaczy "Ranczo". Prawdę mówiąc, tak szczegółowe biografie - mówię o książce - przestają już mnie chyba interesować i jutro odniosę ją do biblioteki, bo nie chce mi się tego dalej czytać.

Na Bliskim Wschodzie śnieg. Widziałam ładne zdjęcie centrum Jerozolimy, samochody ugrzęzły na ulicach w śniegu, palmy też przybielone. Jak napisali izraelscy meteorolodzy, u nich jest to wydarzenie historyczne. Pod największym wrażeniem są jednak mieszkańcy Egiptu, którzy podczas swojego życia w ogóle nie widzieli śniegu, bo ostatni raz spadł w Kairze w 1901 roku(!).

 A u nas podobno do świąt pogoda będzie taka jak dotąd. Bardzo mnie to cieszy.

niedziela, 15 grudnia 2013

Moja przyjaciółka Krysieńka upiekła siedem foremek pasztetu, po dwie dla każdej z córek i jedną sobie.

Wieczorem, kiedy ten pasztet przygotowywała, to się strasznie zmęczyła i po zmieleniu mięsa nie mogła się wyprostować, poczuła okropny ból w plecach. Uznała, że to są korzonki i gdy ból nie ustępował, wlała gorącej wody do termoforu, szybko położyła go na bolących miejscach, okręciła się szalem i ruszyła do dalszej pracy przy pasztetach. W pewnym momencie stwierdziła, że zapomniała kupić wątróbkę. Jak może być pasztet bez wątróbki? Ponieważ market jest w pobliżu, Krysia narzuciła na siebie kurtkę i z tym termoforem na plecach poszła do sklepu.

- Oj, to pewnie bulgotałaś, stojąc po tę wątróbkę - powiedziałam, myśląc o przelewającej się wodzie na Krysinych plecach.

- Gorzej!!! - mówi Krysia z płomieniem w oczach - w pewnym momencie poczułam, że woda zaczyna z worka wyciekać! Rozumiesz, gorąca woda na moich plecach, a ja w sklepie! Na szczęście za wątróbkę już zapłaciłam, więc szybko wyskoczyłam na ulicę. Okazało się, że niedokładnie zakręciłam korek w termoforze - relacjonuje Krysia i, jak każdego roku, zapowiada, że już nigdy więcej nie będzie piekła pasztetu.

 

niedziela, 08 grudnia 2013

 

Na zdjęciu, które zrobiłam tydzień temu i które tu umieszczam, znajduje się klamka z drzwi wejściowych do kościoła Jezuitów na Starym Mieście w Warszawie. Jest to dzieło rzeźbiarza Igora Mitoraja, polskiego artysty znanego na świecie, obecnie pracującego we Włoszech. Jednym z elementów charakterystycznych jego rzeźb (na pewno nie najważniejszym, ale ciekawym) są usta występujących postaci będące zawsze kopią ust samego twórcy i pełniące rolę sygnatury danej rzeźby.

 

A niżej zdjęcie (już nie moje, z Internetu) całych trzytonowych drzwi wykonanych w brązie. Umieszczona jest na nich postać Maryi oraz dwóch aniołów. Te warszawskie drzwi są drugą tego typu pracą Igora Mitoraja. Pierwsze drzwi wykonał dla jednej z bazylik w Rzymie.

Kiedy będziecie szli Świętojańską od Rynku Starego Miasta w stronę Placu Zamkowego, to spójrzcie w lewą stronę na te piękne drzwi.

piątek, 06 grudnia 2013

 

Robin, autorka bloga "365 dni szczęśliwego życia" ( http://uwazne366dni.blogspot.com/) przyznała mi nominację do Liebster Award.

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cie nominował".

 
 Za tę nominację bardzo dziękuję. Postaram się krótko odpowiedzieć na pytania.

1. Kto znacząco wpłynął na Twoje życie?

Rodzice, mąż

2. Jak wg Ciebie wyglądałby świat, gdyby nie było w nim pieniędzy?

Może byłyby jakieś inne środki płatnicze albo handel wymienny.

3. Jak wyobrażasz sobie swoje życie za 10 lat?

Nie zastanawiam się nad tym.

4. Ulubiony film?

Nie mam takich. Lubię wszystkie, które mnie wzruszają albo czegoś uczą.

5. Ulubiony autor?

Dużo czytam, ale trudno mi wytypować jednego pisarza. Na pewno zawsze Sienkiewicz i to się już nie zmieni.

6. Najlepszy napisany post na Twoim blogu ( podaj link).

 Nie potrafię wskazać. Nie analizowałam swojego blogu pod tym kątem.

7. Jedno zdanie, które opisuje jakieś wspomnienie z Twojego dzieciństwa.

Miałam szczęśliwe dzieciństwo i ze wzruszeniem wspominam swój dom rodzinny.

8. Czego się ostatnio nauczyłaś?

Nauczyłam się rozróżniać rodzaje baterii i wkładać je do sprzętów domowych, poznałam przeznaczenie płynu WD40, a także posiadłam nieosiągalną dla mnie dotąd umiejętność, to znaczy ustawianie kanałów w telewizorze.

9. Ulubiona pora roku?

Lato, lato.

10. Co chciałabyś powiedzieć sobie w wieku lat 18?

Powiedziałabym: Nie marnuj czasu!

11. Co w sobie cenisz najbardziej?

Nic. Patrzę na siebie krytycznie.

      A teraz moje pytania:

1. Co Cię najbardziej wzruszyło w ostatnim czasie?
2. Dokończ zdanie: Czuję się szczęśliwa, gdy...
3. Książka czy telewizja?
4. Jaki kraj (jakie miejsce) najchętniej byś odwiedziła?
 5. Miejsce, które stale mam w pamięci to...
 6. Jaka cecha charakteru najbardziej przeszkadza Ci w życiu?
 7. O czym nie lubisz rozmawiać?
 8.
Czego się najbardziej boisz?
 9. Jaki smak z dzieciństwa szczególnie zapamiętałaś?
 10. Czego najbardziej Ci brakuje?
 11.
Dokończ zdanie: Piszę blog, ponieważ...

Będzie mi miło, jeśli ktoś zechce odpowiedzieć na te pytania albo przynajmniej na niektóre z nich. Nie nominuję żadnych osób, ponieważ spośród tak wielu wspaniałych blogów trudno by mi było wyróżnić jedenaście.

poniedziałek, 02 grudnia 2013

Adwent zaczęłam różnymi postanowieniami. Ciekawe, ile z nich uda mi się zrealizować. Przede wszystkim chciałabym mniej czasu marnować na sprawy błahe, niepotrzebne. W tym celu powinnam ograniczyć oglądanie telewizji do jednego dziennika na dobę i to chyba będzie dosyć trudne, bo zawsze jestem bardzo ciekawa świata, może nawet zbyt ciekawa. Ale chyba takie postanowienia nie mogą być zbyt łatwe!

Dostałam już dwie kartki świąteczne z życzeniami. Prawdę mówiąc, obie kartki z zagranicy, oni zawsze przysyłają wcześnie, ale tak czy inaczej, trzeba już poważnie o świętach pomyśleć, niedobrze tylko, że jakoś energii trochę mało.

W moim domu ogólny remont. Niedawno wymieniono nam windy, "bo unia kazała", teraz są przyjemne, ciche, ale trochę mniejsze od tych starych i sąsiedzi narzekają, że na przykład z przewiezieniem mebli czy dużych rowerów będą kłopoty. Zaletą nowych wind jest bezpośrednia łączność głosowa z konserwatorami. W razie jakiegoś zagrożenia czy postoju  między piętrami (nie!!!) można od razu wezwać pomoc. Niestety,  nawet te udogodnienia nie pozbawiają mnie moich klaustrofobicznych lęków, ale nie mam wyboru i jeździć muszę.

Na dole wymieniono już drzwi, założono jasną glazurę na ścianach, przywieziona jest terakota na podłogę, a rano robotnicy zakładali konstrukcję do podwieszanego sufitu. Bałagan jest straszny, po wyjściu na zewnątrz trzeba się długo oklepywać, żeby zrzucić z ubrania warstwy jasnego pyłu, którego wszędzie pełno, ale dobrze, że będzie schludnie.

W piwnicach hydraulicy montują nowe wodomierze, w związku z tym w piątek nie było wody przez godzinę, chociaż uprzedzano, że nie będzie jej aż przez pięć godzin. Dzisiaj natomiast nie uprzedzano, ja załadowałam pralkę i okazało się, że znów nie ma wody. Pranie musi poczekać.  Dobrze, że czajnik mam napełniony, a w butelkach trochę mineralnej zostało. Rozgrzeszam się więc z tego, że nic nie robię (bo cóż można robić w kuchni bez wody?), piję zieloną herbatę i spoglądając za okno na nieśmiało świecące słońce, znad swojego biurka serdecznie Was pozdrawiam.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast