Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 30 marca 2005

Podczas świąt musiało być tak jak "kiedyś u nas w domu było", a więc bardzo tradycyjnie i religijnie. W Wielką Sobotę odwiedzaliśmy groby, zarówno te tradycyjne jak i nowoczesne.

 Na galerii nowo zbudowanego kościoła św.Tomasza na Ursynowie oglądaliśmy bardzo ciekawą wystawę malarstwa o tematyce pasyjnej. Twórcami tej niezwykłej wystawy są bardzo znani współcześni malarze, związani z warszawską Akademią Sztuk Pięknych.

W tym ursynowskim kościele często odbywają się wystawy malarstwa, nie tylko religijnego, a proboszcz tej parafii sam jest poetą i malarzem.

A wracając do domowej tradycji, muszę powiedzieć, że moja rodzina pod tym względem jest  niereformowalna. Żadne nowinki świąteczne do nas nie przenikają, żadne nowe potrawy, żadne nowe zwyczaje nie wchłaniają się w naszą rodzinę. Nawet ulubiony przeze mnie żurek podczas świątecznego śniadania nie jest akceptowany przez wszystkich, no bo "kiedyś tego się nie jadało na Wielkanoc". Potem zwykle trochę żartujemy z tej naszej "betonowej" postawy, ale w następne święta znów zechcemy , żeby było "jak dawniej".

piątek, 25 marca 2005

Wszystkim moim blogowym przyjaciołom, a

 także osobom zaglądającycm tutaj przypadkowo,

składam najserdeczniejsze życzenia z okazji

Wielkanocy; zdrowych i  Wesołych Świąt!

środa, 23 marca 2005

Mam bardzo dużo pracy, więc na razie może tylko przytoczę krótkie rozważanie na temat uśmiechu. Ładne, ale nie moje. Nie wiem, kto jest autorem.

"Darząc uśmiechem, uszczęśliwiasz serce. Usmiech bogaci obdarzonego, nie zubożając dającego. Nie trwa dłużej niż chwila, ale jego wspomnienie zostaje na długo. Nikt nie jest tak bogaty, by mógł nim pogardzić, ani tak ubogi, by nie mógł nim darzyć. Uśmiech niesie radość rodzinie, umacnia w pracy, świadczy o przyjaźni. Uśmiech podnosi na duchu zmęczonych, leczy ze smutku. Gdy więc napotkasz kogoś o twarzy ponurej, obdarz go hojnie uśmiechem; któż bowiem bardziej go potrzebuje niż ten, co nie potrafi dawać?"

       Uśmiecham się więc do wszystkich!

poniedziałek, 21 marca 2005

Koleżanka relacjonuje mi swoją wczorajszą rozmowę z synem w czasie drogi do koscioła:

- Musimy jeszcze kupić palemkę.

- Co ty, mamo, daj spokój, po co nam palemka?

- Tak? Dzisiaj zrezygnujemy z palemki, za kilka dni z koszyczka i baranka, a za kilka miesięcy z opłatka. A co ty swoim dzieciom przekażesz?

- Jak to co? Telewizor!

palmy  

"Zbytek i nadmiar wykwintu w jakimś państwie jest niezawodną wróżbą jego upadku, gdyż wszyscy obywatele, przywiązując się do własnych interesów, obojętnieją na dobro publiczne". Tak napisał La Rochefoucauld w XVII wieku.

 Można by dyskutować, ile prawdy jest w tym zdaniu, ale chyba słuszne jest przekonanie niektórych osób, że poszczególni ludzie nie potrafią być bogaci. Jeśli ktoś zdobędzie trochę więcej pieniędzy, to zaraz -mówiąc językiem potocznym - "odbija" mu.  Bogactwo bywa "wróżbą  upadku".

piątek, 18 marca 2005

Dzisiejsza deszczowa pogoda sprzyja rozmyślaniom. Przypomniałam sobie, że kiedy ja wychodziłam za mąż, właściwie nie miałam żadnych umiejętności w sprawach kuchni i prowadzenia domu. Nie umiałam w ogóle gotować, ale kupowałam różne książki, czasopisma kobiece, czytałam, gotowałam, pytałam różnych osób i dosyć szybko się nauczyłam. Wydaje mi się, że dzisiaj radzę sobie z tym wszystkim nienajgorzej.

 Piszę to pod wpływem książki, która mi ostatnio wpadła w ręce. Są to "Porady babuni czyli o urokach życia w dworku polskim", napisane na podstawie notatek sprzed stu lat.

 Czytam, jak przygotowywano ówczesne dziewczyny do życia :"Matka szczególną wagę przywiązywała do przekazania córkom ideału wzorowej żony i Matki-Polki /pozdrawiam mattkępolkę!/, co wiązało się ze starannym i cierpliwym spełnianiem obowiazków domowych. Rozległość tych obowiązków, zapewnienie wzorowego porządku w kuchni, apteczce, bieliźniarni, ogrodzie, gospodarstwie przydomowym, nadzór nad służbą - zapełniały godziny dnia. Istniały ponadto liczne obowiązki wynikające z rozbudowanego życia towarzyskiego i parafialnego. Od dobrosąsiedzkich kontaktów i przyjaźni nawiązywanych w trakcie licznych wizyt, zależały nie tylko interesy pana domu, ale i najczęściej dobre zamążpójście panien (...) Staranne wychowanie domowe, sprawność w zawiadywaniu gospodarstwem były bowiem traktowane w sferze wartości na równi z posagiem. Co więcej - wzorowo prowadzony dom cieszył się powszechnym szacunkiem, a pani tego domu miała słuszny powód do dumy, gdy rodzinę taką wyróżniano w czasie wizyt i innych kontaktów towarzyskich".

No, ale wtedy córki na ogół nie spędzały tak dużo czasu w szkołach, nie chodziły na dodatkowe lekcje, nie miały komputera wreszcie.

środa, 16 marca 2005

Dzisiaj już zaczęłam myśleć świątecznie. Kupiłam nawet kartki, bo już niedługo trzeba będzie wysyłać życzenia. Niestety, tak jak i przed Bożym Narodzeniem, teraz też nieświadomie kupiłam kilka pocztówek "dla idiotów", to znaczy z wydrukowanym, głupawym tekstem w środku, pod którym trzeba się tylko podpisać. Wydawcy tych kartek zakładają, że nie jesteśmy w stanie sklecić kilku zdań życzeń i serwują nam te wymyślone przez siebie beznadziejne sentencje. Na kartce, którą przeznaczyłam szacownemu, mocno starszemu panu profesorowi Z., widnieją najserdeczniejsze życzenia "mokrego dyngusa". Ale by się profesor ucieszył, gdyby otrzymał ode mnie takie szczere życzenia (zwłaszcza dyngus przy tej pogodzie! Brr..!!)

Trochę się też dzisiaj zastanawiałam nad jadłospisem świątecznym. Oczywiście musi być tradycyjnie, ale z małymi zmianami w dziedzinie ciast, żeby było trochę mniej kalorycznie. Chciałabym także upiec pasztet, ale myślę, jak go "odkalorycznić". Niestety, te moje rozważania zakończyły się smutną konkluzją, że istnieje tylko jedna możliwość: albo smacznie, albo zdrowo. Nie może być inaczej.

wtorek, 15 marca 2005

Nie było mnie tutaj przez kilka chwil, ale już jestem i rozglądam się na wszystkie strony, bo bardzo jestem ciekawa, co nowego się wydarzyło.

Dzisiejsze słońce chyba już zapowiadało nadchodzącą wiosnę. Świeciło prosto w moje okna i uświadomiło mi, że już pora je umyć.

Na parapecie okiennym w doniczce wyrosło mi z pestki malutkie drzewko awokado. Kiedyś też już miałam takie roślinki, ale osiągały maksymalnie 25 cm i usychały. Nie wiem, jak z nimi postępować, żeby urosły trochę wyższe. Teraz tak wygląda:

awokado

Kilka lat temu kupiłam małe drzewko mandarynkowe, pięknie zakwitło i miało śliczne, pachnące owoce przez bardzo długi czas. Nawet w zimie było na nim dużo mandarynek. Potem wiele razy szukałam w kwiaciarniach takich drzewek, ale nigdzie ich nie mogłam znaleźć.

piątek, 11 marca 2005

                 Stoimy przed czerwoną fasadą hotelu "Old Cataract" w Asuanie. Z mojej podręcznej torby wyjmuję książkę Agaty Christie "Śmierć na Nilu".
Przywiozłam ją tutaj, do Egiptu, żeby skonfrontować z tym miejscem. To w tym miejscu była pisana, na tym tarasie, z którego widać Nil z pływającymi na nim felukami. A Nil jest najpiękniejszy o zachodzie słońca. 

 nil
 O rzut kamieniem wyspa Elefantyna, niedaleko Pierwsza Katarakta, a dalej Wielka Tama. Dla radzieckich budowniczych Tamy obok wybudowano inny hotel, jaskrawą "Nową Kataraktę", ale ten nas nie interesuje.

"Stara Katarakta" to najbardziej prestiżowy i jeden z najbardziej eleganckich hoteli w Egipcie. W czasach kolonialnych był ulubionym hotelem angielskiej arystokracji. Mieszkali tu członkowie rodzin królewskich, a także car Mikołaj II, Winston Churchill, księżna Diana, gwiazdy filmowe, premierzy i prezydenci.

 Agata Christie często przyjeżdżała do Egiptu, bo jej mąż, archeolog, Max Mallowan, brał udział w tamtejszych wykopaliskach i ona towarzyszyła mu w
tych wyjazdach.

My tu nie mieszkamy, to nie na naszą kieszeń. Ale chcemy to magiczne miejsce zobaczyć, chcemy przez chwilę poczuć jego niezwykłe klimaty. Przez szeroki,
pełen ciekawej roślinności dziedziniec, między wielkimi rozłożystymi palmami, wchodzimy do wnętrza tego hotelu-pałacu, wchodzimy do innego,
zaczarowanego, romantycznego świata.

 W hallu ciężkie ciemne meble w stylu wiktoriańskim o  czerwonym odcieniu, marmurowe podłogi. Przez piekne łuki wychodzimy na taras, na ten taras,
gdzie pisana była ta książka. Przy dźwiękach orientalnej muzyki wypijemy herbatę (oczywiście angielską) i popatrzymy jeszcze przez chwilę na
"Wielką rzekę", a potem do zmroku będziemy siedzieć w ogrodach "Starej Katarakty", nasłuchując dźwięków rababy dochodzących z pływających po Nilu feluk.

                 (Te wspomnienia napisałam pod wpływem tekstu Bigapple pt. "Chelsea Hotel")

               


czwartek, 10 marca 2005
Czasami słucham dwóch radioodbiorników jednocześnie, żeby niczego, co mi się wydaje ciekawe, nie stracić. W tym samym czasie czytam książkę, słucham radia i oglądam program telewizyjny. Denerwuję się, złoszczę się i sama pytam siebie, po co?

 Jedna z rozgłośni poinformowała dzisiaj, że premier rządu norweskiego oskarżył szwedzką firmę Ikea o dyskryminację kobiet. Ta dyskryminacja polega na tym, że na ilustracjach katalogów zawierających instruktaż składania mebli występują wyłącznie mężczyźni. Nie pokazuje się tam kobiet składających meble. To, zdaniem rządu norweskiego, jest dyskryminacja, wobec której trzeba protestować. Polskie feministki dołączają się do norweskiego ataku na Ikeę.

Nie ogarniam tego świata, nie rozumiem jego dziwactw, nie nadążam za tym wszystkim...

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast