Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 29 marca 2007
Zgłaszam się tylko po to, żeby wszystkim, którzy tu zajrzą, powiedzieć "dzień dobry" albo raczej "dobranoc". Dobrych wiosennych snów!
wtorek, 27 marca 2007

Kilku nastolatków ukradło spod supermarketu w Jankach autokar osobowy i sprzedali go w składnicy złomu za 2600 zł.  Co dalej? Co jutro przeczytamy w gazetach?

Wczoraj wieczorem byłam w Teatrze Polskim na "Księżniczce czardasza" Kalmana. Przedstawienie poprzedzone było występem Ewy Błaszczyk i wiązało się ze zbiórką pieniędzy na rzecz jej fundacji, której celem jest budowa szpitala dla dzieci ze schorzeniami neurologicznymi. Jeśli chodzi o samo przedstawienie - nie mogło być inaczej - było barwne, pełne werwy, oczywiście z piękną muzyką i ze świetna grą Grażyny Szapołowskiej (jak ona się napracowała!), Jana Nowickiego, Bogdana Łazuki i innych aktorów. 
Ja przy okazji trochę też - mówiąc kolokwialnie - robiłam za gwiazdę.  Jako że siedziałam w pobliżu pani Iwony Schymalli, wbrew własnym chęciom zostałam obfotografowana ze wszystkich możliwych profili.

A teraz już zaczynam myśleć o świętach. Dzisiaj przyszły dwie pierwsze kartki świąteczne od amerykańskich znajomych. Oni są bardzo solidni w wysyłaniu życzeń na każde święta, zawsze też do koperty wkładają aktualne zdjecia swoich rodzin. Ja nie jestem tak sumienna, jeszcze żadnych pocztówek nie kupiłam.

niedziela, 25 marca 2007

Z Beskidów będzie dzisiaj można zobaczyć Tatry, takie ma być przejrzyste powietrze. Chętnie bym na Tatry popatrzyła, chociaż może niekoniecznie aż z Beskidów. Na szczęście weekend majowy wkrótce i można będzie gdzieś dalej wyjechać. Wczorajszą sobotę też spędzilismy za miastem, pojechaliśmy ładną, nieznaną nam dotąd drogą aż za Radom, zwiodło nas piękne słońce, ale wyjazd nie był zbyt przyjemny z powodu okropnego, zimnego wiatru.

Na dzisiaj też planowałam długi pobyt na powietrzu, ale okazało się, że nic z tego nie będzie, "bo Małysz". Dobrze, niech będzie i niech wygra. Lubię patrzyć, jak lata. A poza tym poczytam sobie. Przyniosłam nowe książki z biblioteki, ale gdybym mieszkała w Stanach, może bym je sobie sama wydrukowała. W księgarniach Nowego Jorku podobno niebawem mają stanąć automaty służące do drukowania książek na żądanie. Czytelnik wybiera z katalogu ksiażkę dla siebie w takim jezyku, jaki mu odpowiada, a maszyna zabiera się do roboty. Drukuje, skleja, zszywa kartki i oprawia książkę. Cały ten proces ma trwać siedem minut. Dla mnie rewelacja! Można sobie o tym poczytać tutaj: www.ondemandbooks.com  i tutaj:  http://www.technologyreview.com/Infotech/14064/

A poza tym życzę dobrej niedzieli!

piątek, 23 marca 2007

Czytam sobie w gazecie zapis rozmowy Oleksego z Gudzowatym i stwierdzam, że dawno tak się nie uśmiałam, jak czytając ich wynurzenia na temat wyglądu trzech pań (wymienionych po nazwiskach) z wielkiego świata. Według wiedzy panów O. i G. owe trzy panie korzystają z tej samej kliniki szwajcarskiej wykonującej lifting. W rezultacie po zabiegach mają podobne "naciągnięcia", bo technologia liftingu jest identyczna i skóra jest naciągana w danej klinice u wszystkich tak samo.

 Czytając, zmieniam kanały telewizora, żeby już tak całkowicie nie tracić czasu. Z któregoś programu dolatuje do mnie informacja, że ludzie chodzą po recepty do aktora, który gra rolę lekarza w serialu "M jak miłość". Pytam męża:

- Jak myślisz, naprawdę jesteśmy tacy głupi?
Mąż dzisiaj jest wyjatkowo pozytywnie do życia nastawiony, bo  kategorycznie stwierdza:
- Nie, nie myślę, to niemożliwe.
Jednak dalej ciagnę temat głupoty:
- A wiesz, kilka dni temu w jedynce radiowej była audycja o ludziach, którzy chodzą do wróżek, chodzą i wierzą w to, co usłyszą.  
- No, to chyba rzeczywiście masz rację - pada odpowiedź.

środa, 21 marca 2007

Nawiązując do mojej notki na temat podróży po Podlasiu, jeden z moich przemiłych czytelników, turek123, w swoim komentarzu napisał o słynnej atrakcji Węgrowa z XVI wieku, o magicznym lustrze alchemika Twardowskiego, które znajduje się w zakrystii miejscowej bazyliki. Można o tym lustrze, o Węgrowie, jak i o najbliższej okolicy przeczytać tutaj:  http://www.powiatwegrowski.pl/kartki/kartki.php?kategoria=wegrow 

Według legendy owo lustro służyło alchemikom do wykonywania różnych sztuk magicznych, mistrz Twardowski wywołał nim ducha Barbary Radziwiłłówny, żony króla Zygmunta Augusta, za co ich obu niebawem spotkała śmierć, a  - jak pisze turek - Napoleon, idąc na wojnę z Rosją, też się w nim przejrzał i upuścił lustro na ziemię, które pękło na trzy części. Na ramie lustra znajduje się zdanie napisane po łacinie: "Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu". Jak głosi legenda, zwierciadło przynosi nieszczęście i lepiej w nim się nie przeglądać.

Otrzymałam właśnie e-maila od przyjaciół w Arizonie, którzy obowiazkowo w każdym liście nadają mi komunikat o pogodzie. Takie okrucieństwo z ich strony! W ostatnią  sobotę było u nich +37C, a wczoraj +29! Życzyłabym sobie podobnej pogody, +29C, u nas, bo bardzo lubię ciepło. Jednak wszystko ma dwie strony. Nie chciałabym na przykład zobaczyć koło siebie skorpiona albo węża, jak to u nich jest możliwe.

Dzisiaj mamy pierwszy dzień wiosny, ale jakiś taki mizerny i nieciekawy, za bardzo ponury i szary. A kiedyś tego dnia bywało piękne słońce, a na ulicach kobiety sprzedawały bukieciki fiołków! Sława Przybylska śpiewała jakoś tak: "Słodkie fijołki, słodsze niż wszystkie róże. Calutkie wzgórze od stóp do głów, zmieniło się w słodki bukiecik - ach, ach". Gdzie tamte czasy, gdzie tamto słońce, gdzie tamte fijołki? 

poniedziałek, 19 marca 2007

Dzisiaj byłam na Podlasiu. Jechałam przez kilka niedużych, ale dosyć ciekawych miast: Węgrów, Sokołów, bardzo stary i historyczny Drohiczyn, byłam w Siemiatyczach i jeszcze nieco dalej. Wszędzie tam wzdłuż szosy ciągną się ładne lasy, które niestety, są strasznie zanieczyszczone.

Przy okazji sporów związanych z dolina Rospudy okazało się, że w Polsce istnieje silny i głośny ruch ekologiczny. Dziwię się, że ekolodzy nie zwracają uwagi na zjawiska mniej spektakularne, właśnie takie jak totalne zanieczyszczenie lasów. Jedna akcja sprzątania świata w roku nie wystarczy. Teraz te śmieci są może jeszcze mniej widoczne, ale kiedy zrobi się ciepło i zielono, lepiej będzie nie rozglądać się na boki, jadąc samochodem.

Koło Drohiczyna malowniczo płynie i wije się Bug. Jeśli dobrze pamiętam, tam kręcono sceny do filmu "Nad Niemnem". Do Drohiczyna muszę koniecznie pojechać, kiedy będzie ciepło, bo to miasto z tradycjami, spokojne, ciche i mieszkają tam mili ludzie. Potem krótko byłam w Siemiatyczach i w ładnej, dużej wsi Dziadkowice, gdzie trochę się porozglądałam i w miejscowym barze zjadłam obiad.
A ludzie w tych miejscowościach są rzeczywiscie sympatyczni i serdeczni. Z dala od dużych miast żyją tutaj swoim rytmem, pielęgnują tradycję i podtrzymują bardzo silne więzy rodzinne.

sobota, 17 marca 2007

W sobotę rano dowiaduję się z radia, że dzisiaj jest dzień św. Patryka. Wielkie szaleństwo rozrywkowo-patriotyczne w Irlandii, ale w Polsce też będzie tego święta echo. Mój mąż, nieprzemakalny na światowe trendy, słysząc o polskich imprezach dotyczących dnia Patryka, mówi:

- No, pewnie, bo my zawsze musimy małpować wszystko co zachodnie, a swoich świętych to nie mamy?

- Mamy, a którego byś widział jako patrona podobnych rozrywek?

I tu zaczął się kłopot, żadnego świętego nie wytypowaliśmy, bo nasi na tego typu imprezy są jakoś chyba za poważni.

- A poza tym - mówię - nie czepiaj się Irlandii, bo to teraz nasza kolonia.

W piątki późnym wieczorem zazwyczaj oglądam program dla Polonii "Porozmawiajmy". Wczoraj gościem pani Małgosi była Barbara Wachowicz. Jak zwykle mówiła na tematy patriotyczne. Dzisiaj na targach książki w Pałacu Kultury pani Wachowicz miała podpisywać swoją nową książkę o Kościuszce. Nawiasem mówiąc, nie wiedziałam, że w Waszyngtonie, przy samym Białym Domu, znajduje się piękny pomnik Tadeusza Kościuszki.
Myślą przewodnią wszystkich osób dzwoniących do programu było: "Kocham panią, pani Basiu". Swoją drogą, jaka to ciekawa postać, ta liliowa pani Basia, wspaniała gawędziarka, tyle lat.  Któż teraz potrafi jeszcze mówić taką polszczyzną?

czwartek, 15 marca 2007

Dzisiaj szukając czegoś w Internecie, natknęłam się na zdjęcie swojej dawnej koleżanki, Marty. Z Martą byłam bardzo zaprzyjaźniona, razem studiowałyśmy, razem snułyśmy plany na przyszłosć. Po studiach jej życie uległo dużemu zawirowaniu i wtedy nasze drogi się rozeszły. Dotąd nie wiedziałam, co się z nią dzieje. Dzisiaj zauważyłam jej nazwisko w spisie pracowników jednego z zagranicznych uniwersytetów, sprawdziłam dane, wszystko się zgadza. To moja Marta! Na drugiej stronie było umieszczone jej zdjęcie. Jednak niezupełnie wszystko się zgadza! O, nie! Nic się nie zgadza! Marta była piękną, szczupłą, jasnowłosą dziewczyną, a to jest zupełnie inna osoba. Żadnego podobieństwa, może tylko oczy zostały takie same. Zrobiło mi się bardzo smutno, mam chandrę przez cały dzień.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast