Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 30 marca 2008

Tych, którzy tu zaglądają, przepraszam, że nie piszę. Mam pewne kłopoty i na razie trudno mi pisać, bo inne sprawy zaprzątają moje myśli.

piątek, 21 marca 2008
  Wszystkim moim blogowym przyjaciołom, a także tym osobom, które tu zajrzą przypadkowo, życzę zdrowych, pogodnych, spokojnych Świąt Wielkanocnych.
czwartek, 13 marca 2008

Dzisiaj postanowiłam kupić kartki świąteczne. Oczywiście koło mnie znów można było dostać tylko takie z wydrukowanymi tekstami życzeń. Bardzo ich nie lubię. Już kiedyś tutaj o tym pisałam. Ktoś  zakłada, że ludzie nie są w stanie samodzielnie sklecić paru prostych zdań i raczą nas gotowymi, często idiotycznymi tekstami. Nie znoszę też życzeń "mokrego dyngusa", bo jak takie życzenia posłać na przykład starej cioci albo innej szacownej osobie? Jeśli się spełnią, zapalenie płuc ciocia ma jak w banku.

   A poza tym te zmiany pogody źle wpływają na moje samopoczucie. U nas pada i wieje silny wiatr. W sobotę przyjeżdżają do Polski nasi zaprzyjaźnieni Amerykanie. Najpierw będą w Gdańsku, w poniedziałek przyjeżdżają do Warszawy, we wtorek będą u nas na kolacji, a w środę oni zaprosili nas na obiad. W czwartek z samego rana jadą do Krakowa, a potem do Zakopanego. Będę musiała wkrótce trochę pomyśleć o tej kolacji, a tymczasem zaraz wychodzę i przy okazji muszę zanieść męża kurtkę do pralni. Pogoda w dalszym ciągu nieciekawa.

środa, 12 marca 2008

Po południu, kiedy wracałam do domu, dwie dziewczynki grały na podwórku "w klasy". Już od bardzo dawna nie widziałam dzieci grających w tę grę. Myślałam, że współczesne dzieci już jej nie znają. Przy okazji przypomniały mi się moje inne dziecięce zabawy.

Jedną z najwcześniejszych i chyba najbardziej popularną była ta ze starym niedźwiedziem: 
 "Stary niedżwiedź mocno śpi,
stary niedźwiedź mocno śpi.
My się go boimy, cichutko chodzimy,
bo jak sie zbudzi, to nas zje". 


Pamiętam także zabawę, podczas której jedno dziecko stało w środku koła, a pozostałe śpiewały:
     "Lata ptaszek po ulicy,
      szuka sobie ziarn pszenicy,
      a ja sobie stoję w kole i wybieram, kogo wolę".
 Wtedy do środka koła wchodziło inne dziecko i rozpoczynano zabawę od początku. 

W tamtych latach bawiono się także w "Kotka i myszkę", śpiewając: "Do dziury myszko, do dziury, bo ciebie złapie kot bury", itd., a także w "Ojca Wergiliusza" ("Ojciec Wergiliusz uczył dzieci swoje, a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje. Hejże dzieci, hejże ha, róbcie to, co i ja"). Na boisku szkolnym wraz z kolezankami bawiłyśmy się też w "chusteczkę haftowaną". Jedna dziewczynka z chusteczką w rękach chodziła po zewnętrznej stronie koła utworzonego przez dzieci, a wszyscy w tym czasie śpiewali:
     "Mam chusteczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi,
     kogo kocham, kogo lubię, rzucę mu pod nogi.
     Ciebie, kocham, ciebie lubię, ciebie uszanuję,
     a chusteczkę haftowaną tobie podaruję".
Wówczas chusteczka padała koło nóg wybranej osoby i ta kontynuowała zabawę, nosząc chusteczkę.

Takie to były zabawy w one lata.

niedziela, 09 marca 2008

        duży bocian

Podobno przyleciały już kormorany i żurawie. Teraz czekamy na bociany. Ja szczególnie czekam na swoje zaprzyjaźnione bociany z Przygodzic, których życie od trzech lat obserwuję za pośrednictwem kamery internetowej. Widzę, że gniazdo już przygotowane, panuje pełna gotowość do powitania bocianiej rodziny. Podobno na Lubelszczyźnie pojawił się już bocian zwiadowca, więc nie jest wykluczone, że i do Przygodzic boćki niedługo przylecą. Tutaj można oczekiwać na przylot Przygody i Dziedzica: http://www.bociany.ec.pl/

      Wczoraj ogłosiłam początek wiosny na mojej działce. Pięknie kwitną przebiśniegi, krokusy, a także żółte kwiatki podobne do kaczeńców. Według moich ustaleń są to ranniki zimowe. Dobra nazwa.


              

W moim kościele dzisiaj zaczęły się rekolekcje wielkanocne. Ponieważ ksiądz jest człowiekiem nowoczesnym i nietuzinkowym, w tym roku do prowadzenia rekolekcji zaprosił nie jakiegoś siwobrodego mnicha, ale  młodego księdza wraz z grupą młodych ludzi, którzy bardzo ładnie śpiewali, klaskali i grali na instrumentach, a także mówili o swoich poszukiwaniach Boga. Dotąd nie miałam zastrzeżeń. Potem, podczas jednego ze śpiewów, polecono wszystkim wziąć się za ręce i podnieść je do góry. Kiedy zobaczyłam opory swojego męża przed wzięciem za rękę stojącego po jego prawej stronie pana, to wybuchnęłam śmiechem i już do końca nie mogłam się powstrzymać. Podczas następnych śpiewów też należało wznosić ręce do nieba i w ogóle było nietypowo, co mi raczej nie odpowiadało, bo ja jestem w tych sprawach stary beton.

        

piątek, 07 marca 2008

Wiosna jest już bardzo przeze mnie pożądana. Dzisiaj zakupiłam przeróżne nasiona kwiatów na swoją działkę. Te kwiaty mają przedziwne nazwy, większość z nich słyszę po raz pierwszy. Kiedyś moja babcia miała w swoim ogrodzie floksy, nagietki, stokrotki, konwalie, lwie paszcze, piwonie i te kwiatki znam.

A ja kupiłam dzisiaj platykodon wielkokwiatowy. 
Kliknij aby powiększyć! Sprawdzam w internecie i dowiaduję się, że pochodzi z Azji (jak wiele towarów teraz) i jest to najpiękniejsza bylina świata. No, dobrze byłoby mieć coś najpiękniejszego na świecie. Prawda? Taka świadomość na pewno poprawiłaby samopoczucie. Ale piszą też, żeby wysiewać go w kwietniu, maju do rozsadnika, a we wrześniu wsadzać do gruntu. Nie mam rozsadnika i na ogrodnictwie się nie znam.  Nie można właściwie nasion tego platykodona od razu posiać na stałe do ziemi? Nie wyrośnie?

Z innych kwiatów o dziwnych nazwach kupiłam też nasiona onętka.  Na szczęście onętek (lepiej byłoby"ponętek") nie wymaga rozsadnika.

 Ładne, moim zdaniem, kwiaty ma też naparstnica. Niestety, przeczytałam właśnie, że jest to roślina trująca i żeby nie sadzić w ogrodach, w których mogą być dzieci. Nigdy nie wiadomo, czy jakieś dzieci w ogrodzie się nie pojawią, więc na wszelki wypadek z naparstnicy rezygnujemy.

Nabyłam również nasiona balsaminy, która też, jak czytam, wymaga rozsadnika, mydlnicę bazyliowatą, ostróżkę letnią, orlika, a także roślinę o oryginalnej nazwie "eszolcja". Nie znam tych kwiatów zupełnie, więc już się nie mogę doczekać, kiedy je posieję i kiedy wyrosną, żeby zobaczyć, jak wyglądają. Przyjdź wiosno, przyjdź już, bo cała szuflada nasion czeka na ciebie! 

czwartek, 06 marca 2008

Dzieci w szkole na lekcjach techniki uczą się robić szaliki na szydełku, dziergać serwetki, robić sałatki jarzynowe, a nie są uczone umiejętności, które rzeczywiście są potrzebne człowiekowi XXI wieku. Taka była wymowa  artykułu, który czytałam w jakimś piśmie kilka tygodni temu. Znajdowała się tam także ankieta: "Nie potrafię, a przydałoby mi się". Najwięcej osób twierdziło, że nie potrafi zarejestrować działalności gospodarczej, trochę mniej narzekało, że nie umieją uprawiać modnych sportów, a dobrze byłoby umieć, innej grupie ludzi brakowało znajomości co najmniej dwóch języków obcych, umiejętności prowadzenia samochodu, dobierania wina do posiłków itp.

Mnie brakuje wielu umiejętności, na przykład kiedyś żałowałam, że w ogóle nie umiem szyć, potem, kiedy zaczęliśmy wyjeżdżać nad morze, brakowało mi umiejętności pływania, później żałowałam, że zaniechałam chodzenia na kurs malowania obrazów i nie nauczyłam się tego, nie umiem też przemawiać publicznie bez stresu, a czasami przydałoby się. O umiejętności rejestrowania działalności gospodarczej to już nawet nie wspominam. 

wtorek, 04 marca 2008

Która z nas nie wzruszała sie losami rudowłosej Ani Shirley? Jest ktoś taki? Ja jeszcze teraz zawsze mam "Anię" pod ręką i z przyjemnością do niej zawsze zaglądam, tak jak kiedyś.

 Najukochańsza bohaterka naszego dzieciństwa obchodzi w tym roku setne urodziny. Powieść "Ania z Zielonego Wzgórza" ukazała się w czerwcu 1908 roku. Uroczystości urodzinowe z tej okazji będą odbywać się na całym świecie, przede wszystkim na Wyspie Księcia Edwarda, skąd Ania pochodzi, a także u nas, w Krakowie, gdzie na czerwcowym pikniku sokiem marchewkowym ma być wzniesiony toast za zdrowie Ani.

 

 http://www.edu.pe.ca/lmmontgomery/

Wyspa Księcia Edwarda, dom należący do rodziny Lucy Maud Montgomery

   groups.myspace.com

A czy Wasze córki/wnuczki chętnie teraz czytają powieść o losach Ani z Zielonego Wzgórza?

poniedziałek, 03 marca 2008

Kiedyś, gdy było sprzątanie na okragło, gotowanie, wyprawianie do szkoły, robienie kanapek, chodzenie na wywiadówki, a do tego jeszcze dochodziły różne ambicje zawodowe i tysiąc innych spraw, następowały takie dni, kiedy myślałam, "żeby już wreszcie nikt ode mnie niczego nie chciał".

 A teraz, gdy już nie ma wyprawiania do szkoły, gdy nie trzeba robić dwustu kanapek, gdy nie ma komu piec ciasta, bo nikt nie jada słodyczy, gdy nikomu nie są niezbędne ugotowane przeze mnie obiady, bo "się zje na mieście", gdy nie trzeba stać w oknie wieczorem i wyglądać powrotów, dobrze byłoby, żeby czasami ktoś czegoś chciał.

niedziela, 02 marca 2008

Dzisiaj przypadkowo do moich rąk wpadła książka o losach fikcyjnego obrazu holenderskiego malarza Jana Vermeera.  Autorką jest Susan Vreeland, tytuł książki: "Dziewczyna w hiacyntowym błękicie". Czytam więc teraz tę książkę o wpływie sztuki na człowieka i o ludziach, na których losy oddziaływał obraz Vermeera. Czytam, bo zaczęłam, więc chcę skończyć, ale trochę mnie to nudzi. Zobaczymy, jak będzie dalej, a malarstwo Vermeera, siedemnastowiecznego malarza, bardzo lubię.

         Jan Vermeer: Head of a Girl in a Turban  /"Dziewczyna z perłą"/

            Allegory of the Art of Painting /"W pracowni artysty"/

           Chrystus w domu Marty i Marii ok. 1654-56  /"Chrystus w domu Marii i Marty"

          Uliczka ok. 1661 /"Uliczka"/

Lewym okiem zerkam teraz na telewizor, oczywiście jak zwykle jest w nim pani Pitera, a ponieważ tej damy mam już w nadmiarze, więc szybko wykorzystuję czerwony przycisk mojego pilota. Nie ma to jak błogi spokój.

A jeśli już mowa o telewizji, to któregoś dnia mignął mi serial z lat sześćdziesiątych "Wojna domowa". Akurat Alina Janowska dawała młodemu Janczarowi sznurkową siatkę na zakupy. Pamiętacie takie siatki? Były kiedyś w powszechnym użyciu, najpierw ze sznurka, a potem "elegantsze" z żyłki nylonowej. Te siatki zostały w naszej świadomości do dzisiaj, sama zauważam, że czasami, wkładając zakupy do reklamówki, zdarza mi się mówić, że wkładam je do "siatki".

          

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast