Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 31 marca 2009

Kiedyś uczono, kiedy ci ktoś coś daje, zawsze podziękuj.

Stoję przed wejściem do metra, czekając na kogoś. Obok mężczyzna rozdaje bezpłatne gazety. Podchodzą z miną hrabiego, wyciągają rękę, starzy, młodzi, biorą gazetę bez słowa, nikt nawet głową nie kiwnie. Dziwny obrazek.

Dołączam kilka zdjęć. Warszawa, wczoraj rano.

      
       

      


      

       Ogród Saski

      
       
      
      
      

niedziela, 29 marca 2009

Na co mi przyszło? Kiedyś denerwowałam się stopniami w szkole, potem  imprezami z kolegami, egzaminami na studiach, itp. Wreszcie pomyśląłam, że już dosyć, więcej się martwić nie będę! 

Jednak los matek nie jest taki prosty. One zawsze muszą mieć powód do zmartwień, a jeśli go nie mają, to zaraz sobie stworzą.

Ostatnio martwię się maratonami i półmaratonami (!) Dzisiaj do południa z lękiem spoglądałam w niebo, zastanawiając się, będzie padać czy nie będzie. Na szczęście nie padało. Bardzo mnie to interesowało, bo przecież dzisiaj odbywał się półmaraton warszawski. Nie, nie ja biegłam, tylko mój syn. Cztery tysiące ludzi biegło na dystansie prawie 22 km! Po dobiegnięciu do mety syn przysłał zdjęcie, które zrobił przy pomocy telefonu, ale ja nie potrafiłam go tutaj wstawić (z komórki jeszcze nie wstawiałam), więc niech będzie takie, które wzięłam z sieci.

        
                 

        Moje lęki o pogodę, o nogi, o stawy i w ogóle o wszystko zostały zrekompensowane tą ekologiczną reklamówką:

               

             

 Wczoraj znalazłam zdjęcie swojej wychowawczyni z liceum i oczywiście zaraz potoczyły się wspomnienia. Uczyła mnie języka polskiego. Kiedy przyszłam do tej szkoły, ona była młoda, bardzo zgrabna i elegancko się ubierała. Była to osoba pełna wdzięku, zawsze uprzejma i serdeczna wobec uczniów. Z domu wyniosła kulturę i bardzo dobre wychowanie. Uczyła nas może trochę zbyt tradycyjnie, na lekcjach raczej nie było burzy mózgów i szalonych dyskusji, ale dała nam solidne podstawy, musieliśmy bardzo dużo  czytać i pisać długie wypracowania. Dopełnieniem tego obrazu był niezwykle przystojny mąż, znany adwokat. Stanowili piękną parę. Kiedy w niedzielę wracali z kościoła, cała ulica się za nimi oglądała.
        Ostatni raz spotkałam się z nią kilka lat temu, a niedawno ktoś mi powiedział, że umarła. Zdjęcie, które znalazłam, spowodowało, że przed  oczami znów pojawił się obraz mojej przeuroczej profesorki.

W Warszawie uroczystości związane z 66. rocznicą Akcji pod Arsenałem, kiedy to członkowie Szarych Szeregów odbili "Rudego" z rąk Gestapo. Odbywają się rajdy i różne imprezy nawiązujące do tamtych wydarzeń sprzed lat. W Śródmieściu na ulicach mnóstwo harcerzy. Kiedyś należałam do harcerstwa i wiem, że dobre harcerstwo to duża szansa dla młodych ludzi.

    

wtorek, 24 marca 2009

Free Clipart

*** Przed południem pogoda zniechęcająca do wyjścia z domu zmusiła mnie, żebym wsiadła na na rower stacjonarny i popracowała nad własnym HDL. "Dobry" cholesterol rośnie podobno tylko pod wpływem wysiłku fizycznego. Przejechałam 7 km przy tętnie od 100 do 115.

*** Moi amerykańscy przyjaciele chcą słuchać polskiej muzyki. Posłałam im namiary na Turnaua. Bardzo im się podoba, ale chcieliby rozumieć teksty piosenek. Dzisiaj wysłałam "Walc Barbary" z "Nocy i dni", ale wcześniej próbowałam tłumaczyć na angielski słowa Osieckiej. Namęczyłam się przy tym trochę, bo poetka ze mnie żadna. Nie wiem, jakie piosenki im jeszcze posłać.

*** Przeczytałam książkę "Katedra w Barcelonie". Autorem jest Ildefonso Falcones. Rzecz dzieje się w XIV wieku, jest to historia zbiegłego chłopa pańszczyźnianego - a później jego syna - który się schronił w Barcelonie przed swoim panem. Książka reklamowana na billboardach, ale...

*** Z drugiego pokoju co chwila dolatuje do mnie energiczny damski głos: "skręć w prawo", "skręć w lewo". Trochę już tych skrętów mam w nadmiarze. To mąż sprawdza swój GPS, bo wydaje mu się, że nie działa tak jak trzeba.
Mam nadzieję, że do Szczecina nie jedzie, bo dłużej bym chyba tych komend nie zniosła.

*** W radiowej jedynce przed południem audycja o dobrych uczynkach. Słuchacze byli proszeni o pochwalenie się swoimi dobrymi uczynkami. Ktoś na przykład komuś wypełnił PIT, a jakaś wnuczka kupiła swojej babci mieszkanie. Zastanawiałam się, co ja dzisiaj dobrego zrobiłam. Niestety, niewiele tego było. W każdym razie nic spektakularnego. Bo czy dobrym uczynkiem można nazwać wypranie męża koszul albo ugotowanie obiadu? Doszłam do wniosku, że dobre uczynki wykonane w stosunku do bliskich mają mimo wszystko mniejszą wartość.

piątek, 20 marca 2009

Mój mąż od lat nie jada ryb, pod żadną postacią. Mówi, że nie lubi. Wyczerpałam wszystkie sposoby, żeby go do tego zachęcić. Jak można nie lubić ryb?

Dzisiaj rano zrobiłam sałatkę z ulubionych przez nas awokado.

- Spróbuj - mówię, ma trochę inny smak niż te, które dotąd robiłam. Powiedz, czy smaczna.

Mąż, próbuje raz, drugi - oj, dobra! - mówi. Bardzo smaczna! A co tam dodałaś? - pyta.

- Tuńczyka - mówię.

- Brr, okropna jest! Okropna! Nie bedę jadł!

   I nie jadł.
   Ręce opadają!

środa, 18 marca 2009

Moje biurko, o którym już wspominałam, kryje jeszcze wiele pamiątek. Dzisiaj wyjęłam z szuflady książkę pięknie ilustrowaną, w twardej oprawie, "Na jagody" Marii Konopnickiej. 

            

Nie jest to książka zwyczajna. Dostałam ją jako nagrodę "za bardzo dobre postępy w nauce i wzorowe zachowanie" po ukończeniu pierwszej klasy szkoły podstawowej. Pamiętam bardzo dobrze ten czerwcowy dzień. Ubrana w granatową plisowaną spódniczkę i białą bluzkę, w warkoczach wielkie wplecione przez mamę granatowe kokardy, z ogromnym bukietem kwiatów z naszego ogrodu w rękach, drżę ze strachu przed wejściem na scenę po odbiór tej nagrody. Oczywiście wolałabym jej nigdy nie dostać. Byłam dzieckiem nieśmiałym i strasznie nie lubiłam być wyróżniana. Jednak na tę scenę jakoś poszłam, ładnie dygnęłam przed panem kierownikiem i po powrocie do mamy od razu zaczęłam czytać o zaczarowanym zielonym borze znad Bugu. Jak już wspomniałam, książka jest pięknie ilustrowana. Autorką tych ilustracji jest Zofia Fijałkowska, znana malarka i graficzka, uczennica Władysława Skoczylasa.

           

Potem po ukończeniu każdej klasy otrzymywałam książki w nagrodę za dobre stopnie, ale ta miała szczególne znaczenie, bo dostałam ją na początku moich nauk. I dlatego pieczołowicie ją przechowuję.

wtorek, 17 marca 2009

Czy nie doszliśmy już do granic absurdu?  Czytam (tutaj), że Unia Europejska zabroniła używania zwrotów "pan",  "pani", ponieważ zdaniem unijnych działaczy są to sformułowania za bardzo seksistowskie i ze względu na poprawność polityczną należy zwracać się do siebie po imieniu (dzieci w szkołach do nauczycieli też!). O kobietach pracujących w policji nie można już mówić "policjantka", tylko, tak jak o mężczyznach, "funkcjonariusz policji", a zamiast "stewardessa" musimy mówić "opiekun lotu", itd., bo język musi być "płciowo neutralny".

    Czy to nie jest jakieś szaleństwo?

poniedziałek, 16 marca 2009

Wczoraj wreszcie pojechaliśmy na działkę, po raz pierwszy od listopada.  Szosa nie była zatłoczona, mąż miał okazję sprawdzić swój nowo kupiony samochód, a ja rozglądałam się po bezbarwnym jeszcze świecie.  Dzięki tym pierwszym kwiatkom na działce już nie było tak szaro. 
              
 
         
Teraz już wiem, że to rannik zimowy. Pierwszy kwiatek, podobno dosyć rzadki, który kwitnie tylko wtedy, kiedy jest zimno. Gdy temperatura nieco się podniesie, rannik
przekwita.

               Zakwitły także przebiśniegi:
               
              

              "Wiosno, ach, to ty?"

               

piątek, 13 marca 2009

 Podobno na mojej działce zakwitły już jakieś żółte kwiatki. Nie wiem, jak się nazywają, ale one są zawsze pierwsze. Na działce nie byłam od listopada, muszę tam wkrótce pojechać. Kupiłam już nasiona bazylii i lubczyku, bo lubię te zioła. Lubczyk często dodaję do zupy zamiast "rosołków", zdecydowanie poprawia smak.

A jeśli już jestem przy kulinariach, to gdzieś czytałam, że cukiernicy warszawscy zastanawiają się nad ciastkiem, które będzie kojarzyć się wyłącznie z Warszawą. Ogłosili konkurs na jego recepturę, a o nazwie tego wyrobu mają zdecydować warszawiacy w  plebiscycie internetowym. Dotąd wuzetka kojarzyła się z Warszawą, ale chyba nie jest to już ciastko, o którym można by powiedzieć, że jest symbolem miasta.

Jaka to miałaby być nazwa? Nie wiem. "Syrenka" - chyba zbyt banalne. Ja bym  zaproponowała: "ursynek" ("poproszę dwa ursynki z kremem"), chociaż na tej zasadzie mógłby też być na przykład "żoliborek". Trudna sprawa!

środa, 11 marca 2009

                                                  logo

 Justyna  i Kocurkowata  nominowały mój blog do Kreativ Blogger Award. Bardzo dziękuję. Jestem mile zaskoczona.

Teraz ja powinnam wytypować następne blogi do tego wyróżnienia. Ogromnie to trudne zadanie.  Proponuję następujące nominacje:

Aneta z Syracuse
Bombolada
Hjuston
Holly23
Kocurkowata
Lusia
Nostalgia
Sawicka


         
  Zasady nominacji:  

 1. umieszczamy logo na swoim blogu,
2. wrzucamy namiar na blog osoby, od której otrzymaliśmy nagrodę,
3. nominujemy co najmniej 7 innych blogów,
4. podajemy linki do tych blogów,
5. nominowanym osobom zostawiamy komentarze z informacją o nominacji


    
         Oj, napracowałam się przy tym wpisie! Mam nadzieję, że to docenicie:) Najpierw był kłopot z wyborem nominatów (chciałoby sie wszystkich z zakładek), a potem wynikł jakiś galimatias z linkami.

                                                                                                

 

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast