Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 31 marca 2010

 Na drzewach koło mego domu pojawiają się zielone listki. Niebawem zieloność wybuchnie wszędzie. Wielkanoc, męża imieniny, urodziny. Jak to przetrwać? Nieustająco szukam sposobu.

niedziela, 28 marca 2010

Na Ursynowie gmina zorganizowała sobotnio-niedzielne chodzenie po Lesie Kabackim z kijkami nordic walking. Kiedy się o tym dowiedziałam, od razu postanowiłam się zapisać. Niestety, w żadnej grupie nie było już miejsc. Trudno - pomyślałam sobie - i dzisiaj sama poszłam na spacer z kijkami. Przyjemniej byłoby chodzić z kimś, ale akurat chętnych do towarzystwa nie znalazłam. Wszyscy w domach zajęci myśleniem o świętach, a syn, który chętnie by ze mną poszedł, przed południem biegał w półmaratonie warszawskim i 22 km na dzisiaj mu wystarczyło. Tak więc samotnie przemierzałam ursynowskie szlaki przy pomocy kijków i w pewnym momencie zaczęłam zauważać, że coraz bardziej mi taka forma spaceru odpowiada. W sieci można znaleźć dokładne instrukcje, nawet filmy, mówiące o tym, jak należy się kijkami posługiwać. Nordic walking doskonale odciąża kręgosłup, oszczędza stawy i w ogóle przysparza dobrego samopoczucia. Jeśli więc teraz zobaczycie krążącą po Warszawie kobietę z kijkami, pomachajcie, bo to na pewno jestem ja, a potem będziemy sobie machać wzajemnie, gdyż mam nadzieję, że i Was zachęcę do chodzenia.

sobota, 27 marca 2010
Dzisiaj w nocy zmiana czasu, bardzo tego nie lubię. Po pierwsze dlatego, że przez kilka dni muszę do nowego czasu się przyzwyczajać, a po drugie, trzeba przestawić w domu dużo zegarów. Żeby zmienić czas na zegarze w kuchni, muszę najpierw odsunąć szafkę i wyłączyć kuchenkę z gniazdka, a to nie jest prosta sprawa.

    Dzisiaj po dzienniku telewizyjnym film "Niania w Nowym Jorku". 25 listopada 2004 roku uwagami na temat książki o tym tytule, którą wtedy właśnie przeczytałam, rozpoczęłam pisanie tego bloga. Muszę rzucić okiem na film, bo pamiętam, że książkę nieźle mi się wtedy czytało.

Syneczek umył mi dzisiaj okna. Rano kupiłam szynkę, którą niebawem zamarynuję, kupiłam bakalie, a wczoraj  wysłałam kartki świąteczne. Z górnej półki w szafie wyjęłam ozdobną palmę, która leży tam od kilku lat. Kiedyś miałam nowe palmy każdego roku, ale zawsze potem był z nimi kłopot, ponieważ - jak mi zawsze mówiono w moim domu rodzinnym - poświęconych rzeczy wyrzucać do śmietnika nie można, najlepiej je spalić, a ja spalić nie mam  w czym. Dlatego teraz używam tej samej palmy każdego roku. Jeśli więc chodzi o stronę organizacyjno-kulinarną jestem w pełnej gotowości do świąt.

           


czwartek, 25 marca 2010

Wczoraj wierne bociany z Przygodzic wróciły z zamorskich krajów do swojego gniazda i już można TUTAJ obserwować ich życie, czyli wiosna w pełni. Ja dzisiaj, korzystając z pięknego słońca, doprowadzałam do porządku swój balkon po zimie. Balkon mam duży, więc i roboty z tym trochę było, ale ponieważ termometr wskazywał 24 stopnie, wcale się nie spieszyłam z pracą. Wkrótce należałoby pomyśleć o jakichś kwiatkach na balkon, ale chyba już dam sobie spokój z nimi, ponieważ ciężko by mi było przydźwigać ziemię. Nie chcę nikogo prosić o tę przysługę, ponieważ ostatnio i tak w dużej mierze funkcjonuję dzięki dobrym ludziom. Wczoraj na przykład jeden z tych dobrych ludzi pochylił się nad moim zeznaniem podatkowym, które dotąd spędzało mi sen z powiek i na szczęście już mam z tym spokój, bo PIT od razu znalazł się w urzędzie skarbowym. Odetchnęłam.

Martwi mnie tylko to, że wszyscy mi pomagają, wiele korzystam, a sama w moim drugim życiu mam tak mało okazji, żeby zrobić coś dobrego. Chociaż dzisiaj nawet trafiła mi się okazja. Zadzwoniłam do firmy zawiadującej moją komórka w sprawie faktury, która miała być opłacona przez "polecenie zapłaty", a nie była. Chciałam to wyjaśnić i chyba mi się  udało. Za parę minut zadzwoniono do mnie z prośbą, żebym oceniła swój kontakt z operatorem. Automat zadawał  pytania, a ja miałam oceniać w skali 1-5  wykonanie usługi. Oczywiście wystawiłam same piątki, chociaż mogłabym mieć pewne drobne zastrzeżenia, ale pomyślałam sobie, że może ta moja wysoka punktacja uchroni dziewczynę przed redukcją albo przyczyni się do otrzymania przez nią premii. I taki był mój dobry uczynek w dzisiejszy wieczór.

Dzisiaj zdenerwowałam się z samego rana. W jakiejś audycji radiowej usłyszałam wypowiedź minister zdrowia, Ewy Kopacz, na temat ustawy antynikotynowej. Minister, która sama jest namiętną palaczką (!), domaga się zwiększenia swobód dla palaczy. Jej zdaniem, należy ludziom pozwolić na palenie w szkołach, w restauracjach, w szpitalach, wszędzie, gdzie chcą. Temat szkodliwości palenia papierosów już nie istnieje. O tym, że z powodu palenia każdego roku umiera 70 tysięcy ludzi też się nie wspomina.

 Pomysł dopuszczenia możliwości palenia w szpitalach uważam za szczególnie skandaliczny! Człowiek obłożnie chory, z trudem oddychający, będzie leżał w oparach papierosowego dymu!

I jeszcze jedno. Szpitale goniąc za zarobkiem, zainstalowały w swoich salach telewizory, które po wrzuceniu do nich odpowiedniej ilości monet katują ciężko chorych nawet do rana. Oczywiście wszystko zależy od poziomu kultury pacjentów w danym pokoju, z tym bywa różnie, a - jak wiadomo - naród często bez telewizji życia sobie nie wyobraża, toteż głośne dźwięki telewizora wydobywają się ze szpitalnych pomieszczeń całymi godzinami. Czy takie warunki (papierosy, głośny telewizor) będą sprzyjać leczeniu i dochodzeniu do zdrowia? Pytanie oczywiście retoryczne.

Gdyby postulaty dopuszczające palenie papierosów w miejscach publicznych wypowiadał minister przemysłu czy na przykład komunikacji, nie zdziwiłabym się, ale w ustach ministra zdrowia brzmią kuriozalnie. Tylko że tak naprawdę, to już nic nie jest w stanie mnie zdziwić.
poniedziałek, 22 marca 2010
Przepis będzie niżej, a najpierw zabawny obrazek (żeby nie zawsze było smutno).



Przepis na czekoladę:

3 łyżki kakao,
1/2 szklanki mleka,
1/2 szklanki cukru,
1 cukier waniliowy,
 250 g mleka w proszku,
1/2 kostki masła
   Do garnka wlewamy mleko, dodajemy kakao, cukier, cukier waniliowy i mieszając, gotujemy około 10 minut. Zdejmujemy z gazu, dodajemy mleko w proszku i masło. Krótko zagotowujemy (uważamy, żeby się nie przypaliło) i wlewamy do formy. Po ostudzeniu należy wstawić do lodówki. Oczywiście do masy czekoladowej można dodać orzechy, rodzynki i co kto lubi.


czwartek, 18 marca 2010
Chodziłam dzisiaj po mieście, ponieważ miałam trochę spraw do załatwienia. Ostatnio sprawy urzędowe to moja specjalność. Było ciepło i przyjemnie. Przemierzyłam pół Warszawy na piechotę. Kiedyś byłaby to okazja do odwiedzania śródmiejskich sklepów. Teraz nie mam żadnych potrzeb, niczego nie pragnę, o niczym nie marzę. Niczego poza żywnością i niezbędnymi środkami toaletowymi nie kupuję, nie wchodzę do sklepów, nie oglądam wystaw, nie chcę też dostawać żadnych prezentów. Tak naprawdę dopiero teraz wiem, co jest w życiu ważne.
piątek, 12 marca 2010
Ostatnio mam dużo kłopotów i różnych problemów. Jeszcze niedawno wszystkie zmartwienia były dzielone na dwoje i łatwiej było je znosić. Kiedy zaś z trudnościami życiowymi musi się zmagać jedna osoba, wszystko staje się podwójnie trudne. Ale cóż, nigdzie nie jest powiedziane, że ma być łatwo.

Teraz o czym innym. Kiedyś, wspominałam na blogu o cmentarzu na Monte Cassino i o książce Wańkowicza, do  której dołączona jest lista poległych. Od tego czasu wiele osób pisze do mnie z prośbą o sprawdzenie, czy w tym wykazie znajduje się nazwisko ich krewnego. Robię to z przyjemnością (oczywiście bezinteresownie, żeby nie było niedomówień!) i czasami udaje mi się komuś pomóc. Kiedy nie znajduję nazwiska danego żołnierza wśród poległych pod Monte Cassino, szukam gdzie indziej, bo we Włoszech są cztery polskie cmentarze wojenne 2 Korpusu: na Monte Cassino, w Loreto, w Bolonii i w Canassima. Ostatnio znalazłam pewne nazwisko na cmentarzu w Loreto, chociaż rodzina była przekonana, że grób ich krewnego znajduje się na Monte Cassino i nawet miała zamiar jechać tam w tym roku.
 Przy okazji poczytałam sobie o Loreto, bo to przecież sławne sanktuarium, miejsce kultu Maryjnego. Każdego roku odwiedza je kilka milionów ludzi. Zgodnie z tym co mówi tradycja, w Loreto znajduje się przeniesiony z Nazaretu Domek Matki Boskiej. "Oprawę" Domku stanowi bazylika z XV wieku, podobno przepiękna, jedna z największych we Włoszech. Jej kopuła jest bogato zdobiona freskami, takimi jak ten, którego twórcą jest włoski malarz renesansowy Melozzo da Forli.


   
Bardzo żałuję, że będąc we Włoszech, nie pojechaliśmy do Loreto.
środa, 03 marca 2010
Widzę, że mój poprzedni wpis raczej chyba został źle zrozumiany. Protestującym nie chodzi o przypadki patologiczne, skrajne (bo to oczywiste, że trzeba interweniować), tylko o nadmierną ingerencję państwa w życie normalnie funkcjonujących rodzin.

Zwracam uwagę na komentarz Ani pod moją ostatnią notką. Ania od wielu lat mieszka w Stanach, jest matką trojga dzieci. Wklejam to, co napisała:
"W szkolach ucza dzieci co to przemoc w rodzinie (klapsy) i namawiaja dzieci do dzwonienia na rodzicow do sluzb socjalnych. Dzieci szantazuja tym czasem przestraszona matke lub ojca i robia w domu co chca. Pachnie to troche Orwellem "1984" ale niestety takie sa tendencje nie tylko w Polsce. W Stanach tez. Czasem mysle, ze jest to czyjes celowe dzialanie, zeby zniszczyc rodzine jako podstawowa komorke spoleczna."

Moim zdaniem w tym proteście chodzi też o uniknięcie takich sytuacji, jakie opisała Ania.
wtorek, 02 marca 2010
Niedawno, kiedy byłam u sąsiadki, ona stale uciszała swoje głośno bawiące się, czasami krzyczące  dzieci.
- Dlaczego pani je tak stale ucisza - pytam - przecież jest dzień?
- No, boję się, żeby ich nie zabrali! Nie słyszała pani, o czym się mówi?
Prawda, nie słyszałam, ale już wiem, o co chodzi. Nawet dzisiaj oglądałam w telewizji reportaż o jedenastoletnim (jeśli dobrze zapamiętałam) chłopcu, którego wyrwano z rodziny, ponieważ w domu jest bieda. Bieda, ale nie patologia! Pracownicy socjalni weszli z nakazem sądowym do szkoły i zabrali dziecko z lekcji. Rodzice chłopca są bezradni, matka cichutkim głosem tłumaczyła się: "Ale bieda to nie przestępstwo".

W Sejmie jutro miało się odbyć drugie czytanie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Według tej ustawy pracownik socjalny będzie mógł bez wyroku sądu odebrać dziecko rodzinie, w której występuje przemoc lub tylko zagrożenie przemocą. Okazuje się, że bardzo łatwo można rodziców oskarżyć o przemoc. Według "Poradnika pracownika socjalnego" przemocą jest dawanie klapsów, zawstydzanie, krytykowanie, itp.
Protest przeciwko uchwaleniu tej ustawy podpisało już prawie 20 000 osób. TUTAJ można do nich dołączyć.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast