Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 27 marca 2011
    
  Pani Wiosna na Nowym Świecie. Prawda, że piękna?

Bardzo słoneczna była ta niedziela, chociaż trochę chłodna. Mój syn brał dziś udział w Półmaratonie Warszawskim (21 km). Ukończył bieg w bardzo dobrym czasie i jestem z niego dumna. Byłam wtedy w mieście i widziałam, jak biegacze z wielkim hartem ducha i ciała biegli do mety na Krakowskim Przedmieściu, kilka tysięcy ludzi z całej Polski, mężczyźni i kobiety, młodzi i bardzo dojrzali (mówiąc eufemistycznie), szczupli i tędzy. Patrzyłam na nich z podziwem, bo imponują mi ludzie, którzy mają w życiu pasje.

    
        Atmosfera na mecie    

    
     Niedziela na Placu Zamkowym

     
W oddali widać budujący się  Stadion Narodowy   
    
    
          Kwiaty na Chmielnej   

    

sobota, 26 marca 2011
Centrum Warszawy w piątkowe południe.
Na ulicach mało ludzi, może dlatego, że było bardzo zimno i okropnie wiało.


Ulica Emilii Plater. Jeśli pójdziemy prosto, dojdziemy do Dworca Centralnego.


Świętokrzyska. Brzydkie są te bloki. Na jednym z nich (na tym dalszym) przed wielu laty wisiał wielki neon "Zwiedzajcie Ziemię Sądecką". Przechodząc tamtędy, zawsze zastanawiałam się, jak ta Ziemia Sądecka wygląda i czy ją kiedyś zwiedzę. Nie przypuszczałam, że już niebawem zacznę jeździć w te piękne okolice każdego lata.


Nic na to nie poradzę, że lubię Pałac.



poniedziałek, 21 marca 2011
Wiosna niby przyszła, ale przed południem było bardzo zimno, zmarzłam niesamowicie, szczególnie w głowę, bo czapki już schowałam głęboko w szafie, a wiatr był bardzo ostry. Wcześniej nawet planowałam pójść rano do fryzjera, ale z powodu tego zimna zrezygnowałam, ja się jeszcze wiosną nie cieszę.

Dzisiaj dostałam list od mojej angielskiej koleżanki. Jest to osoba, która uznaje tylko pisanie tradycyjnych listów, mimo że w domu ma komputer i posługuje się nim zupełnie swobodnie. Ja już odwykłam od pisania listów, wolę wymieniać e-maile, bo szybciej i sprawniej, poza tym nie chce mi się chodzić na pocztę, a tylko tam można teraz kupić znaczki, kiedyś były w każdym kiosku. Pisze więc ta moja koleżanka do mnie kilka razy w roku sążniste listy, a ja muszę na nie odpisywać, oczywiście ręcznie, na papierze. Niezłomny konserwatyzm Anglików!

Donoszę, że plecaczek wietrzył się na balkonie przez noc i dzień, potem włożyłam do niego saszetkę zapachową z Rossmana i teraz czuję się jakbym była w gaju pomarańczowym albo przynajmniej w oranżerii, takie obłędne zapachy się roznoszą.

Kończę, idę spać. Poprzedniej nocy śnił mi się dom Iksińskiej. Był piękny i ogromny.


sobota, 19 marca 2011
Kiedyś bardzo lubiłam oglądać programy, w których występował Wiesław Gołas, znakomity komik, wspaniały aktor. Czytam właśnie o nim książkę zatytułowaną "Na Gol(ł)asa". Autorką jest córka: Agnieszka Gołas-Ners. Dużo zdjęć, dużo ciepłych, wzruszających wspomnień pana Golasa, a także wypowiedzi innych aktorów o nim. "Mimo że, jak przystało na książkę o aktorze komicznym, jest tu dużo historii śmiesznych, wspomnienia te są w gruncie rzeczy smutne, bo traktują o czymś, co odeszło i nigdy nie wróci" - pisze autorka. Niestety, wielka szkoda, że nie wróci, a Wiesław Gołas to jeden z ostatnich, "co tak poloneza wodzi", świetny, bardzo utalentowany aktor.

Dobra wiadomość z telewizora: od jutra ma być już wiosenna pogoda. Bardzo ucieszyła mnie ta prognoza, bo oczywiście zima mi nie na rękę. "Ta praca mi dzisiaj nie na rękę" -  tak powtarzała prawie każdego dnia moja koleżanka, z którą kiedyś razem pracowałam. Mając na uwadze wiosenne spacery, kupiłam sobie dzisiaj mały plecak, właściwie plecaczek. W domu stwierdziłam, że wewnątrz ten plecak bardzo cuchnie jakimś, klejem, czy czymś podobnym. Położyłam go na balkonie, ale świeże powietrze też nie pomogło. Wpadłam więc na pomysł, że może ocet będzie skuteczny (właściwie nie wiem, dlaczego pomyślałam o tym occie), wlałam do słoika trochę octu, otwarty słoik wstawiłam do plecaka i zasunęłam suwak. Zobaczymy jutro, co z tego wyniknie. Jeśli nic, będę szukać innych sposobów. Ostatecznie mogłabym go zwrócić do sklepu, ale trochę mi szkoda, bo plecak bardzo mi się podoba.
   I to wszystko na dzisiaj. Życzę dobrej niedzieli.




środa, 16 marca 2011
Bardzo nie lubię wszelkich zmian, przyzwyczajam się do ludzi, do rzeczy, do miejsc i chciałabym, żeby wszystko zawsze trwało niezmiennie, toteż okropnie byłam oburzona na siebie, kiedy niechcący zniszczyłam dotychczasowy wystrój bloga. Musiałam go zmienić na inny, ten, który jest teraz, chociaż, moim zdaniem, te książki wyglądają trochę pretensjonalnie, ale trudno! Oby nie było większych zmartwień!

W plebiscycie Muzeum Historii Polski oraz czasopisma "Mówią Wieki" na Polkę wszech czasów pierwsze miejsce zajęła Maria Skłodowska-Curie, drugie - gen. Elżbieta Zawacka "Zo" (bohaterka II wojny światowej) i trzecie - Irena Sendlerowa. Zastanawiam się, jakie jeszcze kobiety można by dopisać do tej listy, ale w tej chwili nie mogę przypomnieć sobie żadnej osoby, która zasługiwałaby na takie wyróżnienie. Może  Konopnicka, Modrzejewska? Nie wiem. Warto się zastanowić.

Wiosna dokonała odwrotu, dzisiaj było u nas dosyć zimno. W pobliżu mojej działki ludzie wypalali trawy, ogień się rozprzestrzenił i zapaliły się dwa budynki gospodarcze sąsiadów. Na szczęście straż opanowała sytuację.
 I na tym chyba skończę, za piętnaście minut północ.



sobota, 12 marca 2011
  Ładny, wiosenny dzień. Pierwszy tak ciepły dzień tego roku. Zmobilizowałam się do domowych porządków. Przed południem przeglądałam teczki z dokumentami, usuwałam stare, wkładałam nowe. Strasznie tych papierów jest dużo. Przydałaby się sekretarka do prowadzenia domowego biura. Potem zabrałam się za półki z odzieżą. Na szczęście obok mnie, w sąsiednim domu ma swoją siedzibę stowarzyszenie społeczne, które prowadzi działalność charytatywną i między innymi prowadzi zbiórkę odzieży. Posegregowałam więc to, czego chcę się pozbyć. Rzeczy, które są w dobrym stanie, a których nie noszę, w poniedziałek oddam do stowarzyszenia, a pozostałe pójdą do kontenerów na podwórku. I od razu zrobiło się luźniej na półkach, a jednocześnie większy ład zapanował w głowie, bo jedno z drugim się wiąże. Kiedyś powtarzałam swoim domownikom, że bałagan w domu oznacza także bałagan w głowie.

 Po południu pojechałam do Muzeum Etnograficznego przy Kredytowej. Wstyd się przyznać, ale ostatni raz byłam tam chyba ze dwadzieścia lat temu, a jest to bardzo ładne i ciekawe muzeum. Jego zbiory liczą ponad 76 tysięcy obiektów. Obok Galerii Polskiej Sztuki Ludowej prezentowane są tam wystawy dotyczące życia mieszkańców Azji, Afryki oraz Australii i Oceanii. Ja zdążyłam zwiedzić tylko galerię polską i to niedokładnie, wystawę rzemiosła i rękodzieła ludowego obejrzałam bardzo pobieżnie, będę musiała tam pójść jeszcze raz. Muszę powiedzieć, że wszystko oglądałam z wielkim zainteresowaniem, wzruszeniem i refleksją nad minionymi czasami. Zrobiłam tam kilka zdjęć.


Galeria Polskiej Sztuki Ludowej. Malarstwo ludowe i rzeźba wiążą się przede wszystkim z kultem świętych.




Polskie obrzędy doroczne
Ta ekspozycja ukazuje tradycyjne zwyczaje i obrzędy świąteczne związane z porami roku.


Na wystawie zaaranżowana jest też XIX-wieczna wiejska izba przygotowana do wieczerzy wigilijnej.


Ekspozycję zimową zamykają kolędnicy-przebierańcy.


Polskie stroje ludowe z okresu od końca XIX wieku do II wojny światowej. Wystawa przedstawia 40 oryginalnych strojów chłopskich z 27 regionów Polski.










wtorek, 08 marca 2011
Tak, to mój blog, gdyby ktoś miał wątpliwości! Chciałam trochę wzmocnić kolor napisów w prawej szpalcie, coś tam ruszyłam i wszystko zniknęło!!! Z tego wniosek, że już nadeszła pora, żeby zmienić wygląd bloga. 
poniedziałek, 07 marca 2011
Nie będę chyba oryginalna, jeśli powiem, że przykro mi z powodu śmierci Ireny Kwiatkowskiej. Wszyscy Jej żałują. Wydawało się, że Kwiatkowska też należy do tych osób, które nigdy nie umrą.

A u mnie szara i smętna codzienność. Oczywiście bardzo czekam na wiosnę (któż nie czeka?). Może będzie trochę radośniej. Dzisiaj chciałam sobie kupić jakąś nową odzież na cieplejsze dni, pojechałam w tym celu do Galerii Mokotów, nachodziłam się, ale niczego tam dla siebie nie widziałam. Większość ofert skierowana jest do młodzieży, a w niektórych stoiskach nawet proponuje się specjalne zniżki dla studentów. Niestety, będę musiała jeszcze trochę pochodzić, zanim coś znajdę.

Wczoraj późnym wieczorem zaczął mi mocno przeciekać kran kuchenny, usiłowałam zamknąć zawór z zimną wodą, ale to było ponad moje siły i trochę wpadłam w panikę. Na szczęście sąsiedzi wstali z łóżek i pospieszyli mi z pomocą, ale doszłam do wniosku, że najwyższa już pora wymienić całą armaturę w kuchni i w łazience, dzisiaj więc kupiłam baterie, a jutro przyjdzie hydraulik.

W telewizji właśnie trwa dyskusja na temat: "Jak się bawi polska młodzież i co wie". Jak się bawi, pomińmy, lepiej nikogo nie przerażać, a co wie? Nic nie wie! Młodzież po studiach nic nie wie na temat podstawowych faktów historycznych, nie zna nazwisk przywódców państwowych, nie rozumie znaczenia wyrazów. Ktoś z dyskutantów tłumaczy taki stan rzeczy: "bo Polskę ominęła epoka Gutenberga". Ominęła, na szczęście nie wszystkich. Na pewno nie ominęła tych młodych ludzi, nad którymi pracowali rodzice. Ale to temat na inną okazję.

wtorek, 01 marca 2011
W mojej kuchni najważniejszym sprzętem jest radio, kiedyś już o tym pisałam.
W sobotę przed południem Jedynka nadawała program z Krynicy-Zdroju. Słuchałam z wielkim zainteresowaniem, bo bardzo dobrze znam Krynicę. Kiedyś przez wiele lat jeździłam tam z mężem, często nawet po kilka razy w roku. Mieliśmy bardzo dobry pensjonat,  zaprzyjaźnionych ludzi, to były piękne czasy. Chodziliśmy szlakami, opalaliśmy się, prawie każdego dnia w celu poprawienia kondycji wdrapywaliśmy się na Górę Parkową, oczywiście wstępowaliśmy do pijalni, do nowej, do Starego Domu Zdrojowego, do Słotwinki. Najczęściej piliśmy wodę Jana albo Słotwinkę, bo najsmaczniejsze, czasami dodawaliśmy do nich trochę Zubera, który jest bardzo niesmaczny. Często spacerowaliśmy po deptaku, oglądaliśmy piękne stare wille, obrazy sądeckich malarzy, a na przełomie lipca i sierpnia słuchaliśmy koncertów organizowanych przez Bogusława Kaczyńskiego w ramach festiwalu imienia Jana Kiepury.
W Krynicy odwiedzaliśmy także Muzeum Nikifora mieszczące się w willi "Romanówka" znajdującej się w centrum uzdrowiska, nad potokiem o nazwie Kryniczanka. Nawet bilet mi się jeszcze stamtąd zachował.
                                          

 Przypomnę tylko, że Nikifor to malarz prymitywista urodzony w Krynicy w końcu XIX wieku, zmarł w 1968 roku. Był człowiekiem biednym, upośledzonym psychicznie. Malował na skrawkach papieru, na kartkach ze starych zeszytów, na tekturze. W ten sposób powstało podobno ponad 80 000 obrazków. Kiedyś jego malarstwo było niedoceniane, wiele osób powyrzucało te "malunki" (a teraz żałują!), sama pamiętam obrazek Nikifora, który jeszcze kilka lat po jego śmierci można było kupić za grosze.
W Krynicy, w miejscu, w którym malarz najczęściej siadywał, wzniesiono pomnik Nikifora. Obok jest jego pies, a przy ławeczce walizka z farbami.

               
             

Zostały wspomnienia. Ach, Krynica...
                
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast