Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 29 marca 2012

W pobliskim kiosku kupiłam pocztówki świąteczne i znaczki pocztowe. Byłam bardzo rada, że akurat są znaczki, bo ostatnio można je zdobyć tylko na poczcie, w kioskach trafiają się jedynie przed świętami. W domu powpisywałam życzenia i wkładając kartki do kopert, spojrzałam na te znaczki.  Nie ma na nich wydrukowanej ceny, są oznaczone literami, w ten sposób poczta wydawała je w czasach, kiedy nie mogła nadążyć za inflacją, teraz widać, że znów się do tego wraca.  Na znaczkach znajduje się czerwone serce i napis: "kocham cię". No, to już nadmiar dobrego!!! Taka deklaracja przy pomocy znaczków nie jest mi niezbędna! Pomaszerowałam więc na pocztę i kupiłam "neutralne", z jakimś zamkiem w górach. A mówiąc nieco poważniej, dziwię się, że przy tak bogatej naszej tradycji filatelistycznej nie ma już ładnych polskich znaczków. Wiem, co mówię, bo przed laty jednym z moich rozlicznych hobby było właśnie zbieranie znaczków, wtedy projektowali je najznakomitsi polscy graficy. Ja przede wszystkim zbierałam serie z ilustracjami bajek. Miałam ich dużo, różnych, ładnych, znanych i mniej znanych.  Może pokażę jedną z nich. Chociaż zdjęcie chyba nie będzie chyba zbyt wyraźne, bohaterów bajek można rozpoznać.

     

        Na świecie też wydawano ładne serie z bajkami. Ta poniższa pochodzi z byłego Związku Radzieckiego.  

   

    

     

wtorek, 27 marca 2012

    Tak mi przykro, kiedy widzę, że tu zaglądacie, a ja nic nie piszę. Każdego ranka obiecuję sobie, że tego dnia już na pewno znajdę trochę czasu, który będę mogła poświęcić blogowi, ale potem pojawia się tyle różnych zajęć i spraw do załatwienia, że wieczorem jestem już bardzo zmęczona.

     Ostatnio stale mi się coś psuje w domu, wcześniej komputer, potem lodówka, a teraz coś się dzieje z moją kuchenką. Dotąd funkcjonowała dobrze, ale w niedzielę próbowałam zmienić czas i wtedy zegar zupełnie zniknął i nie można było go przywrócić. Zegar może jest mniej ważny, ale wraz z nim zniknęła także możliwość ustawienia temperatury piekarnika. Po wielu wysiłkach udało mi się jakoś ten zegar ustawić, ale teraz śpieszy się o 25 minut, a piec można tylko w 180 stopniach, nie inaczej. Inaczej nie można ustawić.

Właściwie to powinnam zrobić tak jak jeden z moich sąsiadów. Ma dwa zegarki, jeden jest ustawiony na czas letni, a drugi na czas zimowy i nie musi przesuwać wskazówek. Ja powinnam mieć dwie kuchenki , wtedy nie byłoby kłopotu.

      Przeczytałam te głośne listy Osieckiej i Przybory. Muszę powiedzieć, że trochę mnie ta lektura znudziła, listy monotonne, podobne jeden do drugiego, a poza tym trochę niekomfortowo się czułam, czytając intymne wyznania ludzi, którzy jeszcze niedawno żyli, byli osobami publicznymi i chyba nie przypuszczali, że ich zwierzenia zostaną upublicznione. Prawdę powiedziawszy, dziwię się, że rodziny zgodziły się na wydanie tej lektury już teraz. Kiedyś na wydanie dzienników Marii Dąbrowskiej czekano chyba czterdzieści lat od śmierci pisarski. No, ale teraz są inne obyczaje.

      I znów zimno i ten okropny wiatr, podobno w sobotę ma nawet padać śnieg, a ja już pochowałam wszystkie ciepłe ubrania.

wtorek, 20 marca 2012

     Pamiętam lata, kiedy w pierwszy dzień wiosny na ulicach można było spotkać kobiety sprzedające bukieciki fiołków. W tym roku na fiołki, zawilce i przylaszczki trochę jeszcze musimy poczekać.

     W niedzielę byłam w prywatnym muzeum, to znaczy może niezupełnie w muzeum, ale tych zbiorów, które tam się znajdują, przeciętne muzeum etnograficzne na pewno by się nie powstydziło. Byłam w domu rodziców mojej przyjaciółki, jej ojciec był dziennikarzem, jeździł po całym świecie i z każdej podróży przywoził jakieś eksponaty. Są tam przedmioty codziennego użytku, maski, piękne naczynia, kostiumy, drzeworyty, rzeźby, figury zwierząt, obrazy, itp. Każdy centymetr mieszkania jest wykorzystany na ekspozycję. Niestety, mali wnukowie, których chęci do bawienia się tymi przedmiotami trudno ujarzmić, trochę te zbiory naruszyły.

     A teraz jeszcze parę zdjęć ze spaceru po mieście. Niestety, jakoś mi te zdjęcia ostatnio się nie udają. Nie wiem dlaczego.

 



Ulica Marszałkowska przy skrzyżowaniu z Królewską.



Krakowskie Przedmieście, w głębi widać Plac Zamkowy i kolumnę Zygmunta.

 

 

Barokowy kościół sióstr wizytek. Przed nim pomnik Prymasa Wyszyńskiego, wewnątrz znajdują się organy, na których grał Fryderyk Chopin.

 

Ogród Saski. Widać fontannę, koło tej fontanny "jakiś się chłopiec przysiadł do panny".

 

Grób Nieznanego Żołnierza, obok skrzydło Teatru Wielkiego.     

        

 

 

 

 

poniedziałek, 12 marca 2012

Wracam do Dnia Kobiet. Akurat to święto nie jest dla mnie ważne i raczej w tym dniu nie dostaję żadnych kwiatów. W tym roku jednak przyniesiono mi te czerwone tulipany, które są mi szczególnie miłe. Podarował mi je Pan Profesor, mój sąsiad, który ma 98 lat (!!!) i jest w tak świetnej kondycji umysłowej, że wielu znacznie młodszych ludzi mogłoby Mu pozazdrościć. Ma doskonałą pamięć. Pamięta każdy szczegół z historii Polski, wszystkie wydarzenia z wojny, w której brał czynny udział, wszystkie wydarzenia z powstania warszawskiego, w którym walczył wraz z żoną od pierwszego do ostatniego dnia i potrafi bardzo interesująco i barwnie opowiadać o całym swoim długim, trudnym i niezmiernie ciekawym życiu.
O Panu Profesorze już pisałam
, ale o Nim można nieskończenie! Jest to poza tym uroczy, bardzo dowcipny człowiek.

Na zdjęciu obok tulipanów mój zielony ogródek, bazylia i szczypiorek.

środa, 07 marca 2012

Dawno już miałam ochotę wprowadzić jakieś zmiany w moim mieszkaniu. Dzisiaj w przypływie energii postanowiłam poprzestawiać meble, oczywiście tylko te, które sama byłam w stanie przesunąć. Najpierw stół poszedł pod okno, za chwilę zastanowiłam się, że jednak do okna musi być dostęp, może będzie lepiej, kiedy stół stanie prostopadle do grzejników. Nie, nie jest lepiej, bo przy tym ustawieniu stół zajmuje jedną czwartą pokoju. Wróciłam więc do sytuacji wyjściowej. Podobnie było z szafką, podobnie z komódką. Muszą stać tam, gdzie stoją. Zmęczyłam się okropnie, ale teraz mam pewność, że jest to układ optymalny i wiem, że w moim mieszkaniu nic już się nie da zmienić. Niestety!

Przed południem Anna Maria Jopek pięknie śpiewała "Okularników", bo dzisiaj rocznica śmierci Agnieszki Osieckiej. Kiedy słucham tej piosenki, zawsze się wzruszam, bo przypomina mi się moja młodość i lata studiów. I żal mi młodych ludzi, którzy teraz studiują, i zastanawiam się, jakie wspomnienia zostaną im z tych studiów. W restauracjach, przy kebabach, w marketach, a w najlepszym razie w butikach - wszędzie studenci. A kiedy czas na wspólne wyjazdy, kluby dyskusyjne, wycieczki, obozy naukowe, spacery, chodzenie razem na koncerty, do kina, wielogodzinne rozmowy przy winie?
Większość młodych teraz w czasie studiów pracuje. I chyba nawet nie wiedzą, co tracą. Szkoda!

A może jeszcze przytoczę tutaj ten tekst Osieckiej, bo - moim zdaniem - jest wzruszający.

            Okularnicy

             Między nami po ulicy,
pojedynczo i grupkami,
snują się okularnicy ze skryptami.
I z książkami,
z notatkami,
z papierami, kompleksami.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Uszy mają odmrożone,
nosy w szalik otulone,
spodnie mają zeszłoroczne, miny mroczne.
Taki dzieckiem się nie zajmie,
tylko myśli o Einsteinie.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Gnieżdżą się w akademiku,
mają każdy po czajniku.
I nie dla nich dewolaje,
i Paryże, i Szanghaje.
I nie dla nich bal i ubaw,
ani Lala, ani Buba.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Tylko czasem przy tablicy,
wiosną jakiś okularnik,
skradnie swej okularnicy pocałunek.
Wtem okular zajdzie mgłą,
przemarznięte dłonie drżą.
Potem razem w bibliotece,
i w stołówce, i w kolejce.
Itp., itd.,
itd.

Wymęczeni, wychudzeni,
z dyplomami już w kieszeni,
odpływają pociągami,
potem żenią się z żonami.
Potem wiążą koniec z końcem
za te polskie dwa tysiące.
Itp., itd.,
itd. 

niedziela, 04 marca 2012

 Ta straszna katastrofa! A dotąd wydawało się, że podróż pociągiem należy do najbezpieczniejszych. I w ogóle same smutki dookoła, choroby, zmartwienia, trudno już nawet to wszystko myślami ogarnąć.

Syn ma dzisiaj urodziny. Wpadł do mnie wieczorem, bo w ciągu dnia był bardzo zapracowany, przygotowywał jakieś dokumenty na jutro rano do pracy. Przyszedł do mnie, ale nawet nie mogliśmy dłużej porozmawiać, tylko złożyłam mu życzenia i od razu usiadł przy moim komputerze, żeby coś tam jeszcze uzupełnić, ale najważniejsze, że był. Kupiłam mu na urodziny kolejny krawat, ponieważ poprzednio dostawał ode mnie czerwone, ten jest w kolorze błękitno-turkusowym, zapewniano mnie w sklepie, że jest modny:)

Wieczorem z przyjemnością obejrzałam pierwszy odcinek drugiej serii mojego ulubionego "Rancza". Ciekawa jestem, czy ta seria będzie tak dobra jak poprzednia, bo różnie to bywa z dokrętkami.

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego tygodnia:)

 

 



Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast