Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 30 marca 2014

 

Po prawej stronie ulicy Górnośląskiej (numery nieparzyste), znajdują się malowniczo położone wille, których projektantami i właścicielami byli architekci, profesorowie Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Domy profesorskie znajdują się także przy sąsiednich ulicach na zboczu skarpy. Jest to tzw. Kolonia Profesorska, unikatowe miejsce w Warszawie. Kolonia Profesorska (osiemnaście domów, ulica oraz plac ) obejmująca trójkąt terenu pomiędzy ulicami Górnośląską, Hoene-Wrońskiego i Myśliwiecką, powstawała od roku 1923 do 1928. W zamierzeniach miało to być miasto-ogród. Architekci projektowali sami dla siebie, więc każda willa ma charakter indywidualny, tylko jedna cecha jest wspólna; ich bryły są inspirowane formą dworku polskiego i miały stanowić dla Polaków wzór budownictwa po okresie zaborów.

Wojnę domy przetrwały w dosyć dobrym stanie. Cała Kolonia wraz z ogrodami i ulicą Profesorską została wpisana do rejestru zabytków.


                                         ulica Profesorska biegnie przez środek Kolonii

 


                                              Widok na Kolonię Profesorską od strony ulicy Myśliwieckiej


Niestety, przez pomyłkę usunęłam z komputera większość zdjęć poszczególnych domów Kolonii Profesorskiej. Zostało mi tylko zdjęcie fragmentu willi Profesora Zygmunta Kamińskiego (Myśliwiecka 10). W tym domu byłam kilka razy z mężem na spotkaniu ze znaną rzeźbiarką, Panią Zofią Trzcińską-Kamińską, żoną Prof. Kamińskiego. O tych spotkaniach pisałam TUTAJ:

Uwagę zwraca alegoria rzeźby i malarstwa. Sgraffito wykonane przez samego Profesora Kamińskiego.

 


Nad bramą płaskorzeźba Matki Boskiej.


Na ścianie przedwojenna tabliczka z numerem domu.

Profesor Kamiński to między innymi twórca wzoru godła Polski, projektant banknotów, medali, pieczęci, znaczków pocztowych, ilustrator powieści, współtwórca (wraz z żoną) pomnika Tadeusza Kościuszki, pomnika Bolesława Chrobrego, Stefana Czarnieckiego.
Sumując wszystko, muszę powiedzieć, że Kolonia Profesorska to miejsce ciekawe, magiczne i warto tam pójść od czasu do czasu na spacer. Zachęcam do tego i Was.

W tę piękną pogodę znów pójdziemy na krótki spacer.

Górnośląska 14. Dom Akademiczek fundacji barona Maurycego Hirscha czyli akademik dla dziewcząt z różnych miejscowości Polski studiujących na uczelniach Warszawy. Tutaj, na Powiślu, przy Górnośląskiej, te dziewczyny przez kilka lat mieszkały. Wówczas, w latach dwudziestych, studiowało jeszcze niewiele kobiet, były to przecież pierwsze lata po odzyskaniu państwa polskiego.
Ten dom wybudowano w latach 1924-26 według projektu architekta Konstantego Jakimowicza. Wnętrze budynku było bardzo przestronne, jasne, czyste. Na dole znajdowała się duża stołówka i to pomieszczenie po rozsunięciu sąsiednich szklanych drzwi mogło pełnić różne funkcje reprezentacyjne, a także odbywały się tam bale, na które, pomimo dużych rygorów obyczajowych, pozwalano pannom zapraszać chłopców.

 Dom w czasie powstania był mało zniszczony, ponieważ tak jak wiele innych gmachów w tej okolicy, w 1942 roku zajęli go Niemcy. To spowodowało, że te budynki przetrwały powstanie warszawskie bez większych strat.

    
                         /To zdjęcie jest zaczerpnięte z internetu, niestety, moje usunęłam przez pomyłkę z komputera/

 Warto pamiętać, że odzyskanie przez Polskę niepodległości wzbudziło w artystach, architektach dążenie do podkreślania tożsamości narodowej. Attyka wieńcząca ten gmach także nawiązuje do renesansu, do polskiego Odrodzenia, attyka uważana była wtedy za element budownictwa narodowego. Kiedy się na ten budynek spojrzy, zaraz po głowie kołaczą się na przykład Sukiennice, Baranów Sandomierski, czy jakiś inne renesansowe zabytki.

Trzeba powiedzieć, że w XXI wieku tradycja jest podtrzymywana, nie wiem przypadkowo czy celowo, ale w tym domu obecnie mieści się Dom Studenta Politechniki Warszawskiej. Myślę jednak, że niewiele osób pamięta o akademiczkach, o dziewczynach, które kiedyś spędzały tu lata swojej młodości, bo, jak powiedział rzymski poeta, Horacy, odważyły się być mądre.

 

 

 

 

niedziela, 23 marca 2014

Dzisiaj zapraszam Was na krótką, ale ładną wycieczkę. Spotykamy się w Śródmieściu, przy Placu na Rozdrożu, koło wejścia do Parku Ujazdowskiego, nie musimy iść ruchliwą ulicą. Ptaki śpiewają, słońce świeci, park jest piękny. Kto idzie ze mną?     

 

 

Idąc, popatrzymy na pomnik Ignacego Paderewskiego, którego - jak widać - bardzo sobie upodobały ptaki.

 

 

Dochodzimy do ulicy Pięknej, skręcamy w prawo, mijamy ambasady francuską i kanadyjską. Kiedyś już szliśmy razem tą trasą. Dochodzimy do ulicy Górnośląskiej. W głębi po lewej stronie widać budynki Sejmu.

 

 Górnośląska 22, zwracamy uwagę na kamienicę o bogato zdobionej elementami fauny i flory elewacji. Ta kamienica jest  jednym z nielicznych już przykładów warszawskiej secesji. Wojna, upływający czas, brak troski spowodowały, że secesyjnych zabytków zostało  tutaj już tylko kilka.

Powstała w 1904 roku, należała do Leona Breslauera. Znajdowały się w niej piękne duże mieszkania, kiedyś był to jeden z najelegantszych domów w Warszawie. Dzisiaj stwarza przygnębiające wrażenie.

                                                                                            /fotopolska/

 

Zniszczonej bramy do tej kamienicy bronią dwa żeliwne skrzaty. Na postaciach widnieje napis: Rok 1896.

 

 

 

Idziemy dalej. Dochodzimy do schodków, tutaj już nie można przejechać samochodem.

 

 Przed nami po lewej stronie, pod numerem 16, okazała kamienica zwana Reymontówką. Dom składa się z trzech części; głównej, w głębi i dwóch bocznych skrzydeł. Fasada kamienicy jest zdobiona charakterystycznymi dla klasycyzmu kolumnami i pilastrami zakończonymi głowicami (kapitelami).

 

Nad drzwiami, w części środkowej, znajduje się tablica informująca, że w tym domu w 1925 roku mieszkał Władysław Reymont. Było to jedyne własne mieszkanie Reymonta. Spędził tu dwa ostatnie miesiące swojego życia.

 

 

Na sąsiedniej ścianie tablica, która mówi, że tutaj mieszkał także Wacław Sieroszewski. Sieroszewski to autor licznych książek o krajach Dalekiego Wschodu, zesłaniec na Sybir, działacz niepodległościowy, etnograf Syberii. Dobrze, że jest ta tablica, bo o Sieroszewskim nie wszyscy pamiętają.

 

I tu przerwiemy nasz spacer. Będzie to bowiem wycieczka kilkudniowa. Pochodzimy jeszcze po Górnośląskiej, obejrzymy Kolonię Profesorską, pójdziemy na ulicę Myśliwiecką i przyjrzymy się legendarnemu Liceum im. Stefana Batorego, znanemu między innymi z tego, że uczyli się w nim bohaterowie "Kamieni na Szaniec". Do zobaczenia.

 

 

niedziela, 16 marca 2014

 

                                   
              

Jeszcze parę zdań o pomniku Praskiej Kapeli Podwórkowej.

Ja nie byłam przy nim w nocy, ale mówiono mi, że migające światła, którymi pomnik jest podświetlony, w ciemności wywołują wrażenie, jakby występujący tam muzycy rytmicznie tańczyli. Na zdjęciu pomnik nocą w obiektywie Tadeusza Kurpiela.

     


 

poniedziałek, 10 marca 2014

Kilka tygodni temu (kiedy jeszcze był śnieg), pojechałam na Pragę Północ. Lubię Pragę, bo to najbardziej "warszawska" dzielnica, najmniej zniszczona podczas wojny. W dużym stopniu zachowało się tam jeszcze dawne budownictwo, a także przedwojenne klimaty i folklor warszawski (szczególnie w okolicach Bazaru Różyckiego). Po wojnie, niestety, ta dzielnica była bardzo zaniedbywana i w związku z tym uchodziła za niebezpieczną, nikt rozsądny wieczorem po Pradze nie chodził - takie były opinie, ale dużo chyba było w nich przesady. W każdym razie ja będąc na studiach, o różnych porach dnia jeździłam do koleżanki, która mieszkała niedaleko bazaru i nigdy nic przykrego na Pradze mnie nie spotkało.

Dużo pięknych starych praskich kamienic popadło w ruinę i nikt się o nie nie martwi, ale niektóre zostały ładnie odbudowane i w wielu z nich mieszczą się teraz pracownie znanych artystów. 

Chodząc po Pradze, przy skrzyżowaniu ulic Ks. Kłopotowskiego i Floriańskiej natknęłam się na Pomnik Praskiej Kapeli Podwórkowej. Zupełnie o tym pomniku nie pamiętałam, a bardzo go lubię.

 

         

Podtrzymuje on tradycję warszawskiej piosenki ulicznej. Praskie kapele podwórkowe, tak kiedyś powszechne, dziś zanikające, popularyzują folklor miasta, dodają mu wdzięku i urody. Dobrze, że zostały uwiecznione. Na tym bębnie (na kolanach siedzącego muzyka) znajduje się lista stu piosenek związanych z Warszawą (szkoda, że nie udało mi się pokazać jej na zdjęciu) i po wysłaniu smsa na nr 7141 o treści: "Kapela nr piosenki..." można wysłuchać jednej z nich. Wpisujemy na przykład nr 83 i słuchamy.

         

         

Dookoła znajdują się ławeczki, można przysiąść, popatrzeć sobie w oczy, wręczyć goździk swojej France ("Ach, Franka Frania..."), a nawet - jak w tym miejscu często bywa - zatańczyć przy dźwiękach starych melodii. W nocy pomnik jest pięknie podświetlany kolorowymi światłami. Romantycznie, nastrojowo i sentymentalnie.

Pomnik wykonany z mosiądzu odsłonięto 17 września 2007 roku. Jego autorem jest rzeźbiarz Andrzej Renes, a inicjatorem tego przedsięwzięcia był Ks. Abp L.S. Głódź.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast