Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2007

Postanowiliśmy, że w tym roku na długi weekend nigdzie dalej nie będziemy wyjeżdżać. W ubiegłym roku w tym czasie byliśmy w Bieszczadach i w Nałęczowie. W pensjonacie, gdzie mieszkaliśmy w Nałęczowie, było bardzo zimno, żeby się umyć w łazience, najpierw trzeba było założyć gruby polar, bo inaczej nie dało się tam wytrzymać. A w domu jest ciepło, jeszcze grzeją kaloryfery, ludzi w mieście mniej, zupełnie przyjemnie.

   Wczoraj, jak zwykle w niedzielę, z rana poszliśmy do kościoła. Po powrocie gotowałam obiad, o trzynastej na krótko wpadł syn. Po południu pojechaliśmy z mężem do szpitala na Stępińską, żeby odwiedzić jednego z naszych przyjaciół. Ponieważ bardzo lubimy się ruszać, a dzień był słoneczny, postanowiliśmy pojechać autobusem, a w drodze powrotnej pewną część trasy przemierzyć na piechotę. W szpitalu po wymianie pierwszych zdań z chorym i jego rodziną, padło pytanie:

- A gdzie stoicie?

- Przyjechaliśmy autobusem - odpowiadamy.

- Autobuusem? Jaak tooo? - wszyscy otworzyli szeroko oczy ze zdziwienia.

- A jak dostaliście się od przystanku (czyli od Chełmskiej)?

- Przyszliśmy piechotą, przecież to tylko kilkaset metrów.

Wszyscy popatrzyli na nas ze współczuciem, jakbyśmy to my byli chorzy i potrzebowali pomocy.

- Krzysiu, odwieziesz ich do domu - zapadła szybka decyzja. Niestety, Krzyś ochoczo się zgodził i żadne tłumaczenie, że lubimy spacery, że ładna pogoda, nie skutkowało, a moje plany dotyczące przechadzki po słonecznej, pustej Warszawie diabli wzięli. Zostaliśmy odwiezieni pod same drzwi domu. A potem poszliśmy na długi spacer.

czwartek, 26 kwietnia 2007

Czytając książkę, poskubuję suszone żurawiny (bardzo dobre i podobno zdrowe!).  Autorem książki , która czytam ("Syberia. Wyprawa na biegun zimna"),  jest znany podróżnik i odkrywca Jacek Pałkiewicz. Pochłaniam te żurawiny bez opamiętania, bo książka mnie wciagnęla, ciekawa, bardzo dobrze się ją czyta,  ładnie wydana, z ciekawymi zdjęciami.  Początek jest taki: "Syberia! Zakątek ziemi przeklętej przez Boga, symbol cierpień, niesprawiedliwości i przygody. Jej tajemnicze piekno i nieprzebrane bogactwa od dawna rozpalają wyobraźnię i przyciągają smiałków".  Okutana więc w skóry, w walonkach na nogach jadę właśnie saniami przez mroźną Jakucję. Przede mną tylko śnieg i śnieg.

Na chwilę przerwałam swoją wyprawę i spojrzałam na włączony telewizor. Dwóch rozmówców, dziennikarz i polityk, mają identyczne różowe krawaty. Dziwię się, że telewizja nie pożyczyła ze swoich zapasów jednemu z nich jakiegoś innego krawata, tylko wypuściła ich na wizję takich identycznie różowiutkich.

   Kiedyś w Finlandii byłam w banku ze swoją przyjaciółką. W pewnym momencie obok niej stanęla dziewczyna w takiej samej sukience i trochę to zabawnie wyglądało, bo obie miały też podobne sylwetki. Ja byłam lekko skonsternowana, mimo że to nie mnie dotyczyło. A one spojrzały na siebie i zaczęły się śmiać z tej sytuacji i żartować. Po załatwieniu naszej sprawy poczekałyśmy nawet na tę drugą "bliźniaczkę" i wyszłyśmy z banku już zupełnie zaprzyjaźnione. 
U nas teraz przy bogatym zaopatrzeniu sklepów takie przypadki zdarzają się rzadko, kiedyś można było częściej zetknąć się z osobą ubraną w taki sam płaszcz jak nasz.  Przyznam, że ja  raczej nienajlepiej się czuję w takich sytuacjach i szybko staram się oddalić z miejsca, w którym się znalazłam. A należałoby zareagować z humorem i nie przejmować się zabawnym zbiegiem okoliczności. A co Wy czujecie, siedząc na przykład w teatrze obok osoby, która ma identyczną sukienkę jak Wasza?

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

Kiedyś, pisząc na tym blogu o moim pobycie w Hiszpanii, umieściłam tam reprodukcje obrazów Goi "Maja naga" i "Maja ubrana" znajdujących się w Muzeum Prado w Madrycie. "Mają ubraną" nikt się nie interesuje, "Maja naga" natomiast jest oglądana wiele razy dziennie. Domyślam się, że wabikiem jest tu nagość owej Mai, ale przypuszczam, że wchodzący na stronę czują się  bardzo zawiedzeni, kiedy zobaczą nie to, czego się spodziewali.

    W wyborach we Francji wzięło udział 85% ludności. Oszałamiająca liczba! Zastanawiam się, dlaczego oni są mądrzejsi od nas i prawie wszyscy chodzą do wyborów, a my tylko narzekać umiemy.

    Taka jestem zgorzkniała dzisiaj, ale trochę milej mi sie zrobiło, kiedy przeczytałam, że koło SGGW na Ursynowie ma miejsce wielkie sadzenie drzew. Koło mojego domu natomiast wycięto dwie wielkie wierzby, nie wiem z jakiego powodu. Szkoda mi każdego drzewa.

sobota, 21 kwietnia 2007

Rano:

- Czy to mieszkanie pństwa X?  - pyta głos w telefonie.
- Tak - odpowiadam.
- Mówi Takaataka z firmy Takiejatakiej. Czy możemy przysłać państwu zaproszenie na spotkanie dotyczące chorób zwyrodnieniowych kręgosłupa i reumatyzmu? 
- Dziękuję, nie skorzystamy, nie cierpimy na żadną z tych dolegliwości.

Po południu:

- Czy ja rozmwiam z panią Ewą X.?
- Tak.
- Mówi Takaataka z firmy Takiejatakiej. Czy można pani przysłać zaproszenie do Sheratonu (ten Sheraton jest na początku, że niby jak usłyszę gdzie, to od razu się skuszę) na promocję pościeli wełnianej?
 - Nie, dziękuję. Na brak pościeli nie narzekam.

I tak prawie codziennie. Denerwują mnie te propozycje, a z drugiej strony żal mi ludzi, których praca polega na telefonowaniu, między innymi do mnie. Czy znajdą chętnych, którzy pójdą na te spotkania?

Ciekawa jestem, kogo Francuzi jutro wybiorą. Jakoś nie spodziewam się z ich strony żadnych pozytywnych zmian. Moja przyjciółka - Amerykanka - postanowiła, że nigdy do Francji nie pojedzie ani nie będzie kupować francuskich towarów, ponieważ jest obrażona  za brak poparcia w wojnie z Irakiem.

Skończyłam dzisiaj czytać ksiażkę o Wenecji, której sam tytuł brzmi zachęcająco: "Miasto spadających aniołów". Powspominałam trochę nasz pobyt w Wenecji wiele lat temu. Pamiętam, że największe wrażenie zrobiły na mnie wtedy nie dzieła sztuki, nie woda, ale sklepy pełne przepięknego szkła i wyrobów ze złota, a także przejażdżka vaporetto 82. Wtedy byłam jeszcze młoda i głupia, a u nas było szaro i nędznie.

piątek, 20 kwietnia 2007

W kraju euforia z powodu przyznania nam organizacji mistrzostw świata, w telewizji szum z powodu tworzenia nowej partii przez marszałka Jurka (od kiedy zaczął tę partię tworzyć, stał się ulubieńcem mediów!), na moim balkonie zaczynają kwitnąć clematisy, a ja leżę, bo jestem chora.  Dosyć - powiedziałam dzisiaj. Wkraczam znów w świat zdrowych! Ale najpierw ogarniam okiem stan domu. Lustracja wypada niekorzystnie.

Prosto z łóżka, z nieumytą głową, podkrążonymi oczami i twarzą wyglądającą jak szara ziemia przyprószona pierwszym śniegiem w jesieni, biegnę do najbliższego sklepu. Wrzucam do wózka głównie owoce i warzywa, bo na nic innego nie mam ochoty. Stoję w kolejce do kasy. Patrząc na opakowanie naciowego selera wystającego spod innych zakupów, kobieta stojąca za mną, pyta:

- A do czego pani używa tego selera? - pyta.

- Do surówki - odpowiadam.

- A co jeszcze pani dodaje?- pada pytanie.

- Różnie - mówię - może być papryka, ananas, jabłko.

- Aaaa! - tu chwila zadumy - To dlatego pani tak PIĘKNIE wygląda! - stwierdza moja rozmówczyni, wnikliwie obrzucając mnie wzrokiem.

- Słuuchaam? I w tym momencie poczułam coś ciężkiego na plecach. To skrzydła mi wyrosły! 

wtorek, 17 kwietnia 2007

Złapałam jakiegoś wirusa, nic nie mogę napisać, bo moja głowa zupełnie odmawia ze mną  współpracy. Po raz pierwszy od kilkunastu lat dwa dni spędziłam, leżąc w łóżku. Nawet czytać nie mogę. Leżenie w taką pogodę to podwójna udręka. Nie zbliżajcie się więc do mnie, żebyście też nie złapali  jakiegoś świństwa.

piątek, 13 kwietnia 2007

"Jaka szkoda, że już nie jestem młodą dziewczyną" - do takich refleksji doszłam dzisiaj, odwiedzając niektóre sklepy. Piękne, zwiewne, kolorowe sukienki na ramiączkach, bluzki z koronkami i falbankami, z błyszczącymi aplikacjami z przodu, śliczne topy, modne teraz spódnice z falbankami. Lubię patrzeć  na takie ciuchy. A kiedy zobaczyłam dzisiaj barwną cud-torebkę "Louis Vuitton", z kolorowymi zdobieniami i okuciami, oczy mi się do niej wyrywały. To nic, że podróbka, ale jak wspaniale zrobiona!! Gdyby tych lat było trochę mniej, od razu bym sobie kupiła.

Zresztą, nie tylko z powodu mody żal młodości.

A jeśli chodzi o modę, to w tym sezonie podobno kobiety mają być kolorowe i błyszczące.  Wreszcie! Może już latem znikną z ulic dziewczyny jak żałobnice, całe ubrane w czernie i szarości.  

Tutaj można spojrzeć na oryginalnego Luisa Vuittona, ale tej torebki, o której wspomniałam, nie ma:   http://www.thebaglady.tv/2005/04/spring_summer_l.html 

środa, 11 kwietnia 2007

Mam wielki sentyment do wszelkich pamiątek, a w rezultacie w moim mieszkaniu jest mnóstwo różnego rodzaju drobiazgów, które od kogoś dostałam albo przywiozłam z ciekawych miejsc. Tych bibelotów jest za dużo i są one siedliskiem kurzu. Dzisiaj szukałam czegoś na jednej z półek i pomyślałam sobie, że ten duży talerz mógłby się wreszcie potłuc i wtedy bym go wyrzuciła ze spokojnym sumieniem. Sama przecież nie wyrzucę porcelanowego talerza, na którym moja przyjaciółka, Norweżka, wiele lat temu własnoręcznie namalowała specjalnie dla mnie widok swojego miasta, które się nazywa Sarpsborg. Była to bardzo miła osoba i chciała mi zrobić przyjemność, nie mogę więc tego talerza wyrzucić, mimo że jest dosyć duży i stale się przewraca na półce. Gdyby tak zechciał sam się potłuc... 

 Zajrzałam właśnie do bocianiego gniazda w Przygodzicach, o którym pisałam w poprzednim wpisie i okazało się, że jest tam już jedno jajko! Bociany są coraz aktywniejsze. Kręcą się po gnieździe bardzo z siebie zadowolone.

wtorek, 10 kwietnia 2007

    Kiedy jadę przez Polskę, zawsze mnie wzrusza widok bocianich gniazd na wsiach. Że też tym biednym bocianom chce się tu do nas lecieć każdego roku z Afryki, około 6 tys. km. Skąd ta ich wierność? To takie polskie ptaki. Podobno co czwarty bocian na świecie jest "Polakiem". Są zwiastunami wiosny, a także, mówi się, że przynoszą szczęście tym gospodarstwom, przy których zakładają swoje gniazda.  No i podobno przynoszą dzieci, bociany białe roznoszą dzieci w Europie, a bociany czarne - w Afryce. Ostatnio te białe są trochę leniwe, ale wszystko wskazuje na to, że i one zabiorą sie do roboty.

 Piszę o bocianach,  ponieważ od kilku dni obserwuję bociany na gnieździe w Przygodzicach:  http://www.bociany.ec.pl/
 Tam jest zainstalowana kamera i dzięki transmisji można  na bieżąco obserwować życie tych pięknych ptaków. Teraz czekamy na pierwsze jajka, a potem trzeba będzie uzbroić sie w cierpliwość na około 34 dni, aż się wylęgną małe bocianki.

Święta spędziłam rodzinnie. Śniadanie wielkanocne jadło nas dwanaście osób. Teraz już codzienność i dojadanie świątecznych wiktuałów. Chcę to zrobić jak najszybciej i z przyjemnością  wrócić do żywności mniej kalorycznej. Tak już jest, że mimo corocznych postanowień, jakoś tracimy miarę w ilości przygotowywanego jedzenia na święta.

 Nie sprawdziły się marzenia o słonecznej, pogodnej Wielkanocy, więc i ruchu na powietrzu też nie było wiele, ale w Wielką Sobotę na groby trzeba było pójść opowiązkowo.
Tutaj  
http://www.przegubowiec.com/pkp/wcz/G/  można popatrzeć na najciekawsze warszawskie groby wielkanocne.

Mnie podobał się także grób znajdujcy się w kościele św. Tomasza Ap. na Ursynowie, zaprojektowany przez artystę plastyka Jerzego Derkacza. Można ten grób zobaczyć tutaj: http://www.e-ursynow.pl/   W kościele św. Tomasza bardzo często są organizowane ciekawe wydarzenia artystyczne /wystawy, koncerty/, a  proboszcz tej parafi, ks. Tomasz Król, sam jest artystą - malarzem i poetą.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast