Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 27 kwietnia 2008

Sobotę spędziliśmy na działce. Było piękne słońce. Mąż malował drzwi i okna domku. Do pomalowania zostały jeszcze ściany kuchni, a także weranda. Obiecałam, że podczas wolnych dni będę mu w tym pomagać. Pięknie kwitną tulipany, zwłaszcza takie różowo-liliowe, które w ostatniej chwili jesienią posadziłam. Są tak ładne, że żal mi było ścinać je do wazonu, więc do domu przywiozłam tylko trochę żółtych, takich bez wyrazu.

Pięknie natomiast już rozkwitły brzoskwinie. Dla samych kwiatów warto, żeby te drzewka były na działce, bo owoców na pewno nie będzie, gdyż ich niczym nie pryskałam, a podobno trzeba. Cóż, bardzo niedoświadczona ze mnie ogrodniczka, a ogrom wiedzy, którą nagle trzeba przyswoić (co, gdzie i kiedy sadzić, jak nawozić, jak i kiedy podcinać krzewy itp.) przekracza moje możliwości. 

Niedziela minęła zwyczajnie. W południe byli syn z synową. Chociaż mieszkają niedaleko, ostatnio przychodzą rzadko i jak zawsze, spieszą się ogromnie, tak że porozmawiać spokojnie oczywiście nie było szans. Po południu na chwilę wstąpili do nas znajomi, wracając ze spaceru ze swoim wnukiem. Maluszek przeuroczy, a dziadkowie szczęśliwi.

I tyle. Może jutro będzie lepiej.

środa, 23 kwietnia 2008

Zwiedziłam dzisiaj Wirtualne Muzeum Powstania Warszawskiego: http://www.1944.wp.pl/  Uważam, że dyrekcja Muzeum podjęła się bardzo ciekawej inicjatywy, prezentując swoje zbiory w internecie. Świetna okazja, żeby z tym muzeum zapoznali się ludzie mieszkający dalej od stolicy, żeby zwiedzili je także ci powstańcy, którym zdrowie nie pozwala przyjechać do Warszawy.

Słońce pięknie świeciło przez cały dzień, dookoła wszystko kwitnie. Byłoby mi bardzo przykro, gdybym z powodu swojej chorej nogi nie zobaczyła w tym roku kwitnących tulipanów. Mój mąż też nie czuje się najlepiej, czym się martwię, jest przemęczony, za dużo pracuje. Cieszę się, że już wkrótce weekend majowy, będzie trochę wolnych dni na odpoczynek.

niedziela, 20 kwietnia 2008

Niedzielę spędzam z nogą w górze, to znaczy ponad poziomem reszty ciała, bo taka pozycja przy zapaleniu żył jest najbardziej wskazana. Trochę próbuję czytać, a może raczej przeglądać wszystko, co mam pod ręką. W starym "Wprost" (13/08) temat wiosenny. Duński producent Normann Copenhagen zdobył nagrodę za design w kategorii "najbardziej wiosenny produkt roku". Nagrodzony został Grass, czyli ten wazon przypominający kępę zielonych traw. Kiedy na tę fotografię spojrzałam, nie skojarzyłam tego z trawą, tylko ze szparagami. Wszystko jedno, trawy czy szparagi - nie bardzo mi się ten nagrodzony wazon podoba.

      

Bardziej mnie natomiast zainteresowały wiosenne buty - żółte, różowe, limonkowe, czerwone i niebieskie. Do tego ozdobione kwiatami. Lubię kolorowe ubranie. Żeby tylko nie te dwie pierwsze cyfry w PESEL-u! - jęknęłam.

   Przy okazji przypomniała mi się pończochowa rewolucja, jaka za moich szkolnych lat miała miejsce w szkołach. Dziewczyny zaczęły wtedy nosić kolorowe pończochy, najpierw nieśmiało, czarne, a potem pojawiła się na nogach cała paleta barw. Te najśmielsze dziewczyny nosiły czerwone pończochy i bardzo im zazdrościłam, ponieważ mnie nie wolno było wyjść poza czerń na nogach. W moim szacownym liceum, starym, z tradycjmi, te nowinki i tak były wtedy traktowane wręcz jako przejaw rozpusty. Ciekawe, co by powiedzieli moi dawni profesorowie, obserwując dzisiejszą modę.

czwartek, 17 kwietnia 2008

Dzisiaj nie narzekamy, chociaż od rana pada deszcz. Miło słyszeć, że tego dnia Warszawa należy do najcieplejszych miast w Polsce. Dobrze, będzie jeszcze bardziej zielono. Chciałabym już pojechać na działkę i zobaczyć, czy zakwitły tulipany. Kiedy byłam tam w sobotę, pięknie kwitły pierwiosnki, ale po krokusach nie było już śladu.

    Z rana trochę poczytałam książkę "Srebrna Natalia" Kiry Gałczyńskiej, córki mojego ulubionego poety. Jest to wspomnienie o żonie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Lubię proste, bezpretensjonalne pisanie tej autorki, tym bardziej że kiedyś, dawno, poznałam ją osobiście.     

"O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio!
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią;
wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą,
broda siwa, lecz dobrze splamiona musztardą,
widać, podjadł, a wyście przejedli i fanty -
o, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty!"

1934

środa, 16 kwietnia 2008

Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot. Niby są dorosłe i rodzice powinni zachować dystans do ich spraw, ale łatwo powiedzieć, trudniej się nie martwić.

    Poza tym jestem w złej formie, ponieważ mam zapalenie żyły w prawej nodze i nie dość, że nie mogę chodzić, to jeszcze boli okrutnie. A tu wiosna za oknem i chciałoby się iść, cieszyć oko kwitnącymi drzewami i wąchać do upojenia.

    Jutro mam pogrzeb w rodzinie i bardzo bym chciała pójść do kościoła mimo tej bolącej nogi. Jakoś tak się składa, że kłopoty lubią chodzić parami i w tym samym czasie.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast