Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 31 maja 2005

Miałam dzisiaj w rękach interesujacą i pięknie wydaną książkę: "Saga Puszczy Białowieskiej". Autorką jest Simona Kossak, wnuczka malarza Wojcecha Kossaka i bratanica poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Od trzydziestu lat mieszka ona w Puszczy Białowieskiej, gdzie prowadzi badania nad zachowaniami dzikich zwierząt.

Pierwsze zdanie książki przytłacza swoją wymową: "Puszcza Białowieska umiera". Zdaniem autorki przyczyną tego stanu jest działalność człowieka, jego wysiłki mające na celu zagospodarowanie  puszczy. Wraz z pielęgnacją lasu giną owady, zwierzęta, puszcza traci swoje życie. Traci je tym szybciej, im bardziej leśnicy przykładają się do swojej pracy, a las sadzony i pielęgnowany przez człowieka, tak się ma do puszczy - pisze Kossak - jak tombak do złota. Zastanawiam się, co na to powiedzą leśnicy.

W latach 1947-1951 w Szklarskiej Porębie mieszkał znany satyryk i poeta Jan Sztaudynger. Oto kilka z jego fraszek:

  • Łatwo ci zachować twarz, gdy kilka na zmianę masz.
  • Rzekła lilia do motyla: - nikt nie patrzy, niech pan zapyla!
  • I kobieta, i kwiat mają dni swoje. Nie mają lat.
  • Ma własne zdanie na zawołanie.  
  • Na stare lata, na młode lata.
  • Niejeden by nie zaczynał, gdyby mógł przewidzieć finał.
  • O łotrze stary, stary łotrze, im młodsza się o ciebie otrze, tym do niej robisz oczy słodsze. 
  • Szumi las, ma czas.

 

  Bardzo jestem ciekawa, jak rododendrony w Szklarskiej Porębie przetrwały wczorajszą straszną burzę. Podobno w sąsiadującym ze Szklarską Porębą uzdrowisku w Świeradowie rośnie najwięcej rododendronów w Polsce. Wykazał to spis powszechny tych kwiatów. Niektóre z tamtejszych rododendronów mają po kilkadziesiąt lat. Każdego roku w Świeradowie odbywa sie nawet  specjalna impreza: Dni Kwitnących Rododendronów.   

poniedziałek, 30 maja 2005

Już wróciłam. Byłam w Szklarskiej Porębie, 520 kilometrów w jedną stronę, ale warto było. 

Dom w lesie, w którym mieszkaliśmy, otoczony rododendronami i azaliami. Mnóstwo tam wszędzie tych rododendronów. Ludzie przemili, urocze miejsca do chodzenia, cudowne kolory i powalające zapachy. Okropnie nie chciało się nam wracać do pracy, ale wkrótce na pewno znów tam pojadę. Szkoda tylko, że to tak daleko od Warszawy.

środa, 25 maja 2005

Wpisy okolicznościowe dokonane. Teraz pora powiedzieć coś mniej patetycznie. Jutro znów wyjeżdżam na kilka dni w Karkonosze. Chcielibyśmy wyjechać z samego rana, a ja jeszcze nie jestem spakowana, więc trochę już zaczynam wpadać w panikę. Mam dużo zaległości w czytaniu Waszych blogów, nadrobię je po powrocie i już się na to cieszę. Życzę wszystkim dobrego wypoczynku w czasie tych najbliższych dni.

Podobno ma być upalna pogoda, więc zabieram same letnie rzeczy. Zawsze tak mam, że w podróż zabieram tylko ubrania odpowiednie na pogodę, jaka jest w dniu wyjazdu. Już się nieraz na tym  zawiodłam i nawet musiałam kiedyś dokupić sobie coś ciepłego. Do zobaczenia(?), do usłyszenia(?), chyba do przeczytania za kilka dni.

Przytaczam dwie pierwsze zwrotki pieśni Franciszka Karpińskiego, znanego poety Oświecenia, napisanej na  okoliczność tego święta. 

"Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba

Pod przymiotami ukryty chleba,

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I jak się Jego dzieciom powodzi.

Otocz Go wkoło, rzeszo wybrana,

Przed Twoim Bogiem zginaj kolana.

Pieśń chwały Jego śpiewaj z weselem,

On twoim Ojcem, On przyjacielem! (...) "

Jutro Dzień Matki. Wszystkich matek. Niezależnie od miejsca zamieszkania, niezależnie od czasu, w którym przyszło im żyć, jednakowo kochają, cierpią, drżą, martwią się, cieszą się każdym uśmiechem swoich dzieci, każdym, najdrobniejszym ich sukcesem.

Wspomnieć trzeba o tej Najważniejszej, która zbolała stała pod krzyżem swojego Syna. Można przypomnieć sobie także wiele matek znanych z literatury, począwszy od mitologicznej Niobe, która skamieniała z bólu po stracie swoich dzieci, o kochającej  i cierpiącej Demeter, a także o wielu matkach opisywanych przez naszych pisarzy. "Do matki Polki" Mickiewicza, Słowackiego "Do matki", "Rozłączenie", listy - to utwory poświęcone matkom. Można wspomnieć o dobrej, czułej matce, pani Stawskiej, bohaterce "Lalki" Prusa, o troskliwej matce, jaką była Hanka z "Chłopów" Reymonta, czy nadopiekuńczej Barbarze Niechcicowej, głównej postaci z "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej, a wreszcie o tej, "co piersza pokazała księżyc i pierwszy śnieg na świerkach", jak pisał Gałczyński.

Warto także pomyśleć o tych wszystkich matkach, które wysyłały synów na wojny, do powstań narodowych, o tych, których dzieci szły ginąć w powstaniu warszawskim. Warto pomyśleć o naszych matkach.

niedziela, 22 maja 2005

Ta nalepka była przyklejona do tytułowej strony przedwojennej książki. Ciekawe, co ta dama czyta?

sobota, 21 maja 2005
Ktoś mi powiedział, że lato dzisiaj było. Nie zauważyłam, bo ciężko pracowałam w domu. Odkurzałam, prałam, prasowałam, przecierałam, polerowałam, czyściłam, układałam , obierałam, ucierałam, gotowałam, mełłam, piekłam, a na koniec usmażyłam 45 naleśników. A kiedy wieczorem zadzwoniła koleżanka i zapytała, co dzisiaj robiłam, odpowiedziałam: "nic". Bo właściwie o czym tu mówić?
piątek, 20 maja 2005

Kiedy napisałam w poprzednim wpisie o patrzeniu w tę samą stronę, przypomniałam mi się pewna scena z "Siekierezady" Edwarda Stachury i właśnie odnalazłam ten fragment.

 Bohater, Jan Pradera, patrzy w tym samym kierunku co występujaca tam bibliotekarka, ale oboje widzą co innego.

"Ona widziała widoki, których ja nie widziałem, a ja widziałem widoki, których ona nie widziała. Ona na przykład widziała góry i pensjonat pośród marcowych gór, a ja widziałem sierpniowe ogródki podmiejskie pośród wielkich szarych kamienic. Ona widziała mężczyznę w czerwonym swetrze wybiegającego z pensjonatu na jej powitanie, a ja widziałem dziewczynę w ciemnoniebieskim fartuszku w białe groszki, biegnącą do mnie na moje powitanie, między płotami działkowych ogródków. Ona słyszała szum morza, ja słyszałam deszczu plusk, który nas przyłapał wtedy wśród ruin tego piastowskiego zamku i staliśmy pod murem pod jednym nieprzemakalnym płaszczem. Ona widziała jego twarz pochylajacą się nad nią: czarne włosy, piwne oczy, wąskie usta, a ja widziałem jej twarz, nad którą się pochylałem, jej oczy wielkie bursztynowe, jej włosy, jej usta." 

 
1 , 2 , 3
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast