Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
sobota, 30 maja 2009

"Wojna domowa
Od wielu wieków trwa:
Wojna na gesty, wojna na słowa-
To każdy z domu na wyrywki zna."

Pamiętacie "Wojnę domową"? To podobno najlepszy serial w historii naszej telewizji. Przypomniałam sobie o nim teraz, czytając biografię Aliny Janowskiej, która grała w nim rolę ciotki nastolatki Anuli. Książkę, o której mówię, "Jam jest Alina czyli Janowska story", napisał Dariusz Michalski. Z przyjemnością ją przeczytałam, bo zawsze lubiłam oglądać Alinę Janowską i słuchać, kiedy śpiewała też. A tak na marginesie, okazuje się, że aktorka, Elżbieta Góralczyk, która grała Anulę, już nie żyje. Smutne.

Ponieważ od dawna nie byłam na działce, zdecydowałam się dzisiaj tam pojechać. Po moim wyjściu z domu od razu zaczął padać deszcz, potem już lało przez cały czas, na działce przemokłam do suchej nitki. Kiedy wróciłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi, deszcz natychmiast przestał padać i zaświeciło słońce. Potem już więcej nie padało. To się nazywa mieć pecha!
Ale chyba dobrze, że pada. Na działce trawa wyrosła prawie do kolan, gdzieniegdzie tylko spośród chwastów wyłaniają się pięknie kwitnące żółte irysy oraz peonie. Mniejsze kwiaty całkowicie toną w zielsku. Ucieszył mnie bardzo widok kwitnącej kaliny, którą posadziłam w ubiegłym roku, ciekawe, czy w jesieni będą na niej czerwone korale. Potem przez cały dzień snuł mi się po głowie wiersz Lenartowicza:
  "Rosła kalina z liściem szerokiem,
  Nad modrym w gaju rosła potokiem,
  Drobny deszcz piła, rosę zbierała,
  W majowym słońcu liście kąpała.
  W lipcu korale miała czerwone
  W cienkie z gałązek włosy wplecione.
  Tak się stroiła jak dziewczę młode
  l jak w lusterko patrzyła w wodę" itd...  
Zobacz obraz w pełnych rozmiarach

  
      

czwartek, 28 maja 2009
Czy słyszeliście o różowych konwaliach? Dzisiaj dowiedziałam się, że taka odmiana istnieje. Rosną na Wyspie Konwaliowej, która znajduje się na Jeziorze Radomierskim w Wielkopolsce, niedaleko Wolsztyna, a ściślej, koło miejscowości Przemęt. Wyspa jest rezerwatem przyrody. Obok niej przechodzi kajakowy szlak konwaliowy. Jak głosi legenda, konwalie te są różowe, ponieważ wyrosły na ziemi przesiąkniętej krwią partyzantów poległych w walce ze Szwedami.
     Przemęt to stara miejscowość. Pierwsze wzmianki o niej wywodzą się z XII wieku. Nigdy w Przemęcie nie byłam, a już mi się podoba. Bardzo. Szczególnie ta Wyspa Konwaliowa.
sobota, 23 maja 2009

Kiedy w czwartek mój mąż wyszedł z pracy bardzo późnym wieczorem, tuż przy swojej instytucji, w samym centrum Warszawy, zobaczył nieduże zwierzątko, które biegało po ulicy. W pierwszej chwili myślał, że to szczur. Zwierzę pobiegło do przodu, ale potem zawróciło i stanęło tuż przed mężem, bacznie mu się przyglądając. Okazało się, że to był jeż. Zawsze myślałam, że jeże są nieśmiałe w stosunku do człowieka, a poza tym wydawało mi się, że ich środowiskiem są wiejskie zarośla, a nie ruchliwa warszawska ulica. Coraz więcej rzeczy mnie zadziwia, nawet taki jeż, który - jak przeczytałam - nosi na sobie około 5 000 kolców. 

W Pałacu Kultury rozpoczęły się kolejne Międzynarodowe Targi Książki, podobno kolejka do wejścia była gigantyczna. Nie jest chyba z nami tak źle, jeśli ludzie gotowi są stać w tak długiej kolejce, żeby przez chwilę spotkać się ze swoimi ulubionymi książkami. A ja znów wracam do czasów swojej młodości, kiedy z ogromnym przejęciem chodziłam do Pałacu na targi, które wtedy wprowadzały do nas błysk wielkiego, kolorowego świata, stwarzały możliwość zetknięcia się z zagraniczną literaturą, wówczas dla przeciętnego śmiertelnika nieosiągalną. Teraz książki zagraniczne można kupić bez większych kłopotów, ale w dalszym ciągu Targi Książki cieszą się wielkim zainteresowaniem i to jest wspaniałe!

wtorek, 19 maja 2009

W pięknym Pałacu Chojnata 16 maja 2009 roku celebrowano prezydencję Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej. 

             

Pan Krzysztof Malerecki, właściciel pałacu, a także ambasador Republiki Czeskiej w Polsce pan Jan Sechter oraz pan Józef Matysiak, starosta rawski, witają gości z balkonu pałacu.

Nasz pobyt w Pałacu Chojnata rozpoczęliśmy od obejrzenia ciekawej wystawy Czeskie Naj- prezentującej produkty, które powstały w Republice Czeskiej i które są charakterystyczne dla tego kraju, a z których Czesi są dumni.

Potem wysłuchaliśmy koncertu zespołu "Zelowskie Dzwonki". Warto o nim parę słów napisać. Zelów to miasto w województwie łódzkim, do którego na początku XIX wieku przybyli koloniści czescy, członkowie kościoła braci czeskich. Jest to najsilniejszy ośrodek mniejszości czeskiej w Polsce. "Zelowskie Dzwonki" to jedyny w Polsce zespół grający na dzwonkach. Kieruje nim żona tamtejszego pastora, Wiera Jelinek.

Atrakcji było dużo. Można było obejrzeć filmowe koprodukcje polsko-czeskie, a także popatrzeć na piękne widoki i poznać turystyczne walory tego pięknego kraju. Przede wszystkim jednak w ramach Majówki Polsko-Czeskiej odbywały się spotkania biznesowe, wymiany kontaktów, prezentacje różnych firm.  

               
Dużym zainteresowaniem cieszył się nowy model Skody Superb.


Bardzo ważnym punktem programu celebracji był "Festiwal smaków", czyli bardzo dużo bardzo dobrego polsko-czeskiego jedzenia - i picia też (czeskie piwo, wino z Moraw, itp.).

Celebracja - modne słowo teraz - była bardzo udana. Spędziliśmy miły i interesujący wieczór.

poniedziałek, 18 maja 2009

Mój sobotni wieczór był bardzo udany. Mimo padającego deszczu skorzystałam z miłego zaproszenia i wraz z mężem pojechałam do Pałacu Chojnata na uroczystość Celebracji Prezydencji Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej organizowaną przez Ambasadę Republiki Czeskiej, Starostwo Powiatowe w Rawie Mazowieckiej oraz Stowarzyszenie Pałac Chojnata. 

         
        

        Droga wiodła wśród zielonych sadów. To znane zagłębie sadownicze.

A deszcz był coraz większy, akurat teraz musiał się rozpadać! Docieramy parę minut przed wyznaczonym czasem, na parkingu jest już mnóstwo samochodów. 
Ten wspaniały neorenesansowy pałac znajduje się na Mazowszu, koło Białej Rawskiej, 60 km od Warszawy, w połowie drogi do Łodzi. Zbudowany był w połowie XIX wieku według projektu Henryka Marconiego, tego architekta, który projektował między innymi hotel Europejski, pałac Paca, Branickich, kościół Wszystkich Świętych w Warszawie i wiele innych obiektów.       

            
        
       
Pałac jest pięknie położony wśród zieleni, otoczony rozległym, malowniczym parkiem, z którego teraz, wiosną, dochodzą śpiewy ptaków.

Właścicielem Pałacu Chojnata jest pan Krzysztof Malarecki. Jak mówi tradycja, pałac został wzniesiony przez żołnierza napoleońskiego, Marka Wóycickiego. Był darem dla obiektu jego uczuć, aktorki paryskich teatrów, która tutaj zamieszkała. Jednak kapryśnej, chimerycznej żonie szybko znudziło się spokojne, monotonne życie na Mazowszu i pewnego dnia podczas nieobecności męża uciekła do wielkiego świata, do Paryża.  Rozżalony mąż podobno szukał ukojenia w alkoholu, pałac zmieniał właścicieli i popadł w ruinę.
Po wojnie pałac należał do Skarbu Państwa, a w 1997 roku został własnością pana Krzysztofa Malareckiego, który poddając go renowacji, przywrócił dawną świetność. Teraz pałac jest prawdziwą perłą, urządzony z wielkim smakiem i elegancją. Każdy szczegół w nim przyciąga oko.

       

W roku 2005 pałac został uhonorowany nagrodą Ministra Kultury i Sztuki oraz Głównego Konserwatora Zabytków jako najlepiej odrestaurowany zabytek w Polsce. Obecnie jest unikalnym obiektem hotelowo-szkoleniowym.

Jutro napiszę o samej uroczystości Celebracji Prezydencji Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej.  

            
         

 
   

 

niedziela, 17 maja 2009

Kiedy siadam przy swoim komputerze, włączam stojący obok telewizor, żeby maksymalnie wykorzystać czas. Niekiedy jeszcze gra radio, ponieważ, jak już wielokrotnie tutaj pisałam, z radiem jestem zaprzyjaźniona od zawsze. Kiedy byłam dzieckiem, z zapartym tchem o 15.30 każdego dnia słuchałam powieści radiowej w odcinkach. Pamiętam np. "Bankructwo małego Dżeka" Janusza Korczaka, powieść pięknie czytaną przez Juliana Składanka, później "Anię z Zielonego Wzgórza", "Plastusiowy pamiętnik" w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej, a znacznie później z połową Polski przeżywałam ogromne wzruszenia, słuchając "Trędowatej" (tak! tak!), też wspaniale czytanej przez cudowną Irenę Kwiatkowską. "Trędowata" cieszyła się wówczas szczególnym zainteresowaniem czytelników i słuchaczy, ponieważ był to renesans tej książki. Jako powieść z wyższych sfer w czasach jedynie słusznego ustroju nie była wydawana.

Ale to była dygresja. Zmierzam do tego, że siedząc przy komputerze, zerkam na telewizor. Teraz akurat popatruję na program "Milionerzy". Padło  pytanie o melodię, jaka jest wygrywana w południe w radiowej Jedynce. To szczególne pytanie wprawiło w wielkie zakłopotanie młodego człowieka, chyba prawnika. Także publiczność nie była całkowicie pewna odpowiedzi. Kilka procent z obecnych na sali odpowiedziało, że to na pewno "Bogurodzica" jest grana o dwunastej, tyle samo osób postawiło na "Warszawiankę". Kiedy śledzi się pytania tego programu i widzi trudności, jakie one sprawiają grającym,  można rozumieć tych pracowników wyższych uczelni, którzy narzekają na brak podstawowej wiedzy u absolwentów szkół średnich.

piątek, 15 maja 2009

Wszystkim bloxowym Zosiom najlepsze życzenia. Dobrze być Zosią. W takim pięknym czasie wypadają imieniny. Ewy mogą tylko pozazdrościć tych kwiatów, tych zapachów i tego, że wszyscy o Zosiach pamiętają. Ach...

Trochę rzadziej teraz piszę. Zajęć różnych się nagromadziło, a czasu jakby mniej. Ostatnio jeżdżę też do cioci do szpitala. Ciocia leży w Szpitalu Bielańskim i żeby tam dotrzeć, muszę przejechać całą Warszawę z południa na północ. Biorąc pod uwagę korki w Warszawie, podróż tam i z powrotem zajmuje mi mniej więcej tyle czasu, ile trzeba na przykład na dojazd niezatłoczoną szosą z Warszawy do Łodzi, a nawet do Białegostoku czy Kielc. Można by oczywiście na Bielany pojechać metrem, można, ale z powodów klaustrofobicznych ja w metrze nie gustuję.

Życzę udanej soboty. Moja zapowiada się nieźle, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy jutro wieczorem. 

wtorek, 12 maja 2009

Niech będzie trochę inaczej niż zwykle. Dzisiaj temat kulinarny.  

Jak się przygotowuje wędliny w domu?

Szynki naciera się solą, cukrem, pieprzem i układa się w beczkach. Kiedy wydzieli się sok, trzeba je przewracać. Leżą w tym sosie około sześciu, ośmiu tygodni. Po upływie tego czasu należy je wędzić w dymie jałowcowym,  bardzo wolno, najlepiej przez kilkanaście dni. Kiedy szynki obeschną, wkłada się je do worków nasączonych roztworem soli i wyłożonych sianem. Tak zabezpieczone mogą wisieć w przewiewnym miejscu nawet rok albo dłużej. Zawsze będą dobre i smaczne.

Natomiast kiełbasy, polędwice i balerony, gdy obeschną, trzeba włożyć do skrzynek i przysypać suchym żytem, plewami lub sieczką. Mogą tam leżeć bardzo długo.

Nie, to nie ja jestem taką dobrą gospodynią. Te rady przeczytałam w książce, o której ostatnio pisałam, Heleny z Jaczynowskich Roth "Czasy, miejsca i ludzie. Wspomnienia z kresów wschodnich". Takie przysmaki robiono w domu rodzinnym autorki na początku XX wieku.

niedziela, 10 maja 2009

Jedni zaczynają dzień od porannej kawy, inni od porannej gimnastyki, porannego pacierza, od spojrzenia na zaokienny termometr, od telefonu do mamy - dużo jest możliwości. Pierwszą czynnością po wstaniu z łóżka męża mojej koleżanki jest zapoznawanie się z aktualnym kursem franka. Idzie więc do internetu. A kiedy już posiądzie odpowiednią wiedzę, ustawia się przy łóżku drzemiącej jeszcze żony i dramatycznym głosem przekazuje jej ostatnie notowania. Od treści tej informacji zależy, czy kobieta wstanie śpiewajaco, czy rozpocznie dzień jak chmura gradowa. I tak codziennie! Dzień w dzień! Wiadomo! Kredyt na mieszkania dla dwojga dzieci wzięty! 

Sobotę spędziłam na działce. Było ciepło i przyjemnie. Wszystko kwitnie pięknie. Okazało się, że moje róże, które uznałam za przemarznięte, wypuszczają zielone gałązki. Zmuszona jestem dać im szansę na przeżycie, chociaż znów mam przez nie podrapane ręce.

Dzisiaj, w niedzielę, czytałam książkę. "Czasy, miejsca ludzie. Wspomnienia z kresów wschodnich". Autorką jest Helena z Jaczynowskich Roth. Tego typu lektury są szczególnie lubiane przez starsze panie, ale mnie trochę ta książka znużyła. Nic dziwnego, przede wszystkim jest skierowana do rodziny, do dzieci i wnuków. Ciekawe są informacje o życiu codziennym w tamtych czasach (początek XX w.), o tradycji, o podróżach do wód.

Książka kończy się przesłaniem: "Fortuna kołem się toczy, wszystko co materialne w proch się obraca. Jedynym dobrem, o którego zachowanie trzeba walczyć, to dobre imię, kultura wewnętrzna i zewnętrzna przekazywana przez pokolenia". Ładnie i mądrze powiedziane. Czy aktualne dzisiaj? Ha! Lepiej już nic nie mówić!

wtorek, 05 maja 2009

Wczoraj zaczęły być u nas zimne kaloryfery, wyłączono ogrzewanie, a dzisiaj pogoda się ochłodziła. Jak widać, życie jest pełne paradoksów. 

Rano, robiąc śniadanie w kuchni, jak zwykle słuchałam radiowej Jedynki. Akurat rozmawiano z profesorem, chyba prezesem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, jeśli dobrze zapamiętałam. Zwróciłam uwagę na jedno zdanie profesora. Mówił on, że astma jest chorobą ludzi o wysokim poziomie inteligencji, a jedną z przyczyn jej powstawania jest "zachodni" (tzn. zbyt sterylny) tryb życia. Poza tym chorzy na astmę moga być usatysfakcjonowani, ponieważ od niedawna na rynku jest absolutnie bezpieczny steryd leczący astmę. Jego zaletą jest to, że zdolny do działania staje się dopiero w oskrzelach po zetknięciu się z odpowiednimi enzymami. Niestety, jak dodał profesor, nie wszyscy lekarze już wiedzą o tym leku. No, ale dosyć  medycyny!

Krakowscy poloniści uważają, że tegoroczne matury są skandalicznie łatwe i że jest to psucie państwa. Okazuje się, że nie trzeba już czytać lektur, na podstawie podanego fragmentu "Pana Tadeusza" należało scharakteryzować Zosię i Telimenę. Moim skromnym zdaniem tak obniżony poziom wymagań jest przede wszystkim psuciem młodzieży. Niedawno jeden z pracowników wyższej uczelni mówił, że nikt z jego studentów nie wiedział, kto to był Wańkowicz. Cóż, okazuje się, że bez takiej wiedzy można żyć, ale co to za życie?

Jeśli chodzi o chorobę, wyprzedziłam męża w dochodzeniu do zdrowia. Ja odzyskuję formę, on kwęka w dalszym ciągu, chociaż dzisiaj się zmobilizował, żeby pójść do pracy, ponieważ uważa, że bez niego instytucja jutro zakończy swoje istnienie. Kupuję mu więc owoce, robię soczki, a jutro ugotuję cud-rosół, który - mam nadzieję - ostatecznie postawi go na nogi.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast