Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 21 maja 2012

Przyjechali nasi przyjaciele, Francuzi, a z nimi jeszcze dwie osoby z Belgii. Goście z Francji byli już u nas kilka lat temu, wtedy mąż pokazywał im Warszawę,  teraz ja staram się też trochę z nimi pospacerować, żeby i Belgowie mieli jakiś obraz naszego miasta. Wszyscy są serdeczni i mili, bardzo się lubimy. Dzisiaj pojechali zwiedzić Treblinkę, a po południu spotykamy się w centrum.

Na początku czerwca miałam zamiar jechać na krótki pobyt do Gdyni, bo ostatni raz w Gdańsku i w Gdyni byłam chyba ze dwadzieścia lat temu, ale kiedy słyszę o utrudnieniach, jakie mogą wystąpić podczas euro, to mi się odechciewa nawet wychodzić z domu w tym czasie.

Dzisiaj także jest piękne słońce. Dookoła, jak wszędzie, zielono i kolorowo, tylko na skwerze pod moimi oknami przekwitły już kasztany i teraz nie wyglądają ładnie. Cóż, wszystko przemija... I tą nostalgiczną sentencją kończę, ciepło Was, Drodzy, pozdrawiam i idę do kuchni robić sałatkę z pieczarek.

sobota, 05 maja 2012

     Przeczytałam w komentarzach do mojego ostatniego wpisu, że lubicie, kiedy piszę "o niczym", niech więc dzisiaj też będzie "o niczym".

Rano zrobiłam zakupy w pobliskim markecie, kupiłam wszystkiego po trochu i jak zwykle, za dużo. Zauważyłam, że młoda kobieta obok mnie wkłada do koszyka kilka bochenków ładnie wyglądającego chleba. Akurat tego chleba nigdy dotąd nie kupowałam, więc spytałam ją, czy on jest rzeczywiście taki smaczny, jeśli go tyle  kupuje. Odpowiedziała mi: "przepyszny" i zaczęła rozpływać się nad jego zaletami, że chrupiący, pachnący i długo zachowuje świeżość. Pewnie zawiera dużo polepszaczy - pomyślałam, ale zachętom uległam i włożyłam do wózka dwa długie bochenki. Teraz będę go jadła chyba przez dwa tygodnie! Zaaferowana nowym gatunkiem chleba zapomniałam kupić wody mineralnej, czyli tego, co w tak upalny dzień jest najważniejsze. Szybko wróciłam do domu, zjadłam śniadanie (chleb "może być" - jak mawiał mój mąż, kiedy mu coś smakowało) i zaraz pojechałam na działkę, po raz pierwszy w tym roku. Działka zaniedbana, że aż wstyd. Dziwię się, tym roślinom, że im jeszcze chce się rosnąć i trochę kwitnąć. Mnie natomiast nie chce się tam samej jeździć i jestem w trakcie podejmowania decyzji dotyczącej działkowej przyszłości. Pokręciłam się  trochę, dokonałam przeglądu tego, co zostało po zimie, opłaciłam, kogo trzeba było opłacić i wróciłam do domu.

      Wracając, wstąpiłam do mojej ulubionej cukierni i zaopatrzyłam się w ciasto. Sprzedają tam bardzo smaczne ciasto orkiszowe ze śliwkami, naprawdę dobre. A jakie babki drożdżowe!!!

      O siedemnastej miałam konwersację z anglistką na Skypie. Nasze spotkania polegają na tym, że wcześniej ja wysłuchuję jakiegoś artykułu angielskiego, a potem z panią Agnieszką rozmawiamy o jego treści. Jestem już ekspertką od turystyki w Brazylii, wiem wszystko na temat życia i podróży Ferdynanda Ossendowskiego, a dzisiaj zgłębiałam problem żywności organicznej, co to jest żywność organiczna i czy rzeczywiście jest lepsza od tej wytwarzanej metodą konwencjonalną. Muszę powiedzieć, że te spotkania sprawiają mi dużo przyjemności, odświeżam sobie to, co kiedyś umiałam.

       Potem poszłam na "majówkę" do kościoła, tam spotkałam koleżankę i po wyjściu z kościoła trochę pospacerowałyśmy. Najpierw ja odprowadziłam ją do domu, a potem ona mnie. Zdążyłyśmy omówić swoje problemy i powspierać się wzajemnie. Ona ma kłopot z żywieniem męża, który na większość produktów reaguje okropną alergią. Właściwie nie wie, co ma gotować, bo wszystko mu szkodzi.

       I tak minął mój dzień. Chciałyście, żebym pisała o niczym, to było o niczym:))

piątek, 04 maja 2012

Nie piszę, ponieważ nie dzieje się nic ciekawego, co byłoby warte publicznego odnotowania. Nie będę Was przecież informować o tym, że:

    - Gdzieś w pobliżu mojego mieszkania zagnieździły się szerszenie albo jakieś inne ogromne, głośno buczące owady. Jednego zauważyłam rano w pokoju na firance, a potem drugi przeleciał przez dwa pokoje, żeby mnie dopaść. Stoczyłam zawziętą walkę, wyprowadzając przeciwnika tą samą drogą do otwartego okna balkonowego.

   - Nadmierna czystość w domu się nie opłaca. Kiedy próbowałam wytrzeć z kurzu tylną ściankę telewizora, coś tam się poruszyło i teraz na górze ekranu i na dole są szerokie pasy, a sam obraz jest w wersji minimum. Biorąc jednak pod uwagę jakość programu telewizyjnego, problem ten znajduje się na samym dole mojej hierarchii kłopotów.

   - Udało mi się w końcu kupić żakiet, ale nie taki jak chciałam.

   - Córka sąsiadów jest dziennikarką telewizyjną i mówi w tej telewizji różne głupoty (przepraszam, nie mogę znaleźć eufemizmu!). Kiedy spytałam wspólną znajomą, jak ona może takie rzeczy mówić, usłyszałam: "Musi, ma kredyt".

   - Do mnie też przyszła wiosna, ale nic z tego nie wynika. Wszystkie dni spędziłam sama w domu.

   - Podobno w internecie ludzie naśmiewają się z tej piosenki "Koko, koko, euro spoko". Teraz jest w dobrym tonie kpić z kultury ludowej. Ja jednak zdecydowanie wolę piosenki oparte na tradycji ludowej, z muzyką łatwo wpadającą w ucho, od tych "utworów" ambitnych, "miastowych" z prymitywnymi, chamskimi tekstami i melodią, którą od razu się zapomina.

     Przecież nie będę o tym wszystkim pisać, bo kogo mogą interesować moje szerszenie czy moje zgorzknienie?

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast