Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 24 maja 2013

Dzisiaj znów spacerujemy. Jesteśmy w śródmieściu Warszawy. Tym razem pójdziemy krótką, ale ładną ulicą Foksal. Nazwa ulicy podobno pochodzi od nazwiska francuskiego ogrodnika Vauxa, który założył w Londynie pierwszy publiczny park (Vauxhall). "Foksal" ma być spolszczeniem angielskiej nazwy. Jedno jest pewne, że w tym miejscu Warszawy w XVIII wieku powstały piękne iluminowane ogrody, które były miejscem wypoczynku i rozrywek miejscowej arystokracji. Tu się odbywały reduty, przedstawienia teatralne, koncerty, zawody. W 1789 roku towarzystwo balujące w ogrodach obejrzało pierwszy w Polsce start balonu. Dokonał tego Francuz Blanchard, a świadkiem wydarzenia był sam król Stanisław August Poniatowski. Balon wzbił się na wysokość ponad 2 km i poleciał w stronę Białołęki, około 7 km. To był niezwykły wyczyn!

Właściciele tego terenu się zmieniali. Powstawały pałace i domy; Zamoyskich, Przeździeckich, Branickich. W czasie powstania warszawskiego w budynku przy Foksal 3 znajdował się szpital powstańczy. Niemcy zamordowali tu 80 osób. Podczas działań wojennych kilka kamienic spłonęło, ale w sumie ulica przetrwała wojnę, zachowując stosunkowo niezły stan.

 

Wychodzimy z ulicy Chmielnej.

 

Jesteśmy na Nowym Świecie.

 

 

Przecinamy Nowy Świat i wchodzimy w ulicę Foksal. Na początku niezbyt ładny letni ogródek. Dużo tu tych ogródków.


 

 

Idziemy w stronę skarpy wiślanej. Pod nr 16/18 secesyjna kamienica. Zbudował ją Ksawery Branicki.

 

 

Foksal 15. Zabytkowa kamienica z XIX wieku czeka na remont. Będzie tu luksusowy apartamentowiec.


 

Podoba mi się ta brama.

 

 

Foksal 3/5, za parkanem Dom Dziennikarza. W tym miejscu znajdował się szpital powstańczy, tamten budynek został zniszczony.


 

 Dużo tu zieleni.

 

 

Ulica zamknięta jest pałacem Zamoyskich. Obecnie mieści się w nim Stowarzyszenie Architektów Polskich.


 

W tym miejscu kończymy nasz spacer. Oczywiście nie jest to kompletny obraz ulicy. Nie udało mi się zrobić zdjęcia budynku nr 19, który od końca XIX wieku należy do Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, nie udało mi się też zrobić zdjęcia mojego ulubionego i kultowego miejsca Warszawy, to znaczy siedziby Państwowego Instytutu Wydawniczego (Foksal 17). Teraz PIW się likwiduje, może już został zlikwidowany. Każdy, kto czyta książki, wie, jak ważna to była instytucja. Do znajdującej się przy wydawnictwie księgarni PIWu chodziło się, żeby kupić, żeby pooglądać, wziąć do ręki, porozmawiać o nowym tytule, a przy okazji natknąć się na znanych autorów, którzy przychodzili tam do malutkiej kawiarni literackiej. Ale to wszystko było, minęło... Do zobaczenia na następnej wycieczce:))

 

 

poniedziałek, 13 maja 2013

Jak przyjemnie jechać do pracy w tak licznym miłym towarzystwie! To stacja metra Politechnika dzisiaj rano. Wydobywanie się, a raczej wyszarpywanie się z tej stacji, zajmowało kilkanaście minut. Dobre ćwiczenie dla osób klaustrofobicznych, a także dla młodych spieszących na egzamin maturalny. A ile się energii przy tym wyzwoliło, wystarczyło jej na cały dzień intensywnej pracy. Jutro powtórka.

A jeśli chodzi o transport publiczny, to ostatnio bezinteresownie pełnię funkcję kontrolera lotów lotniska Okęcie. Lotnisko w czasie lata remontuje się i w związku z tym ruch samolotów został skierowany nad Ursynów. Samoloty latają nad nami jeden za drugim, latają bardzo nisko, ponieważ lotnisko znajduje się niemal "za płotem", więc nie ma najmniejszych trudności z rozpoznawaniem przewoźników.

Koło czternastej z niepokojem spoglądam w niebo, bo dzisiaj Emiraty się spóźniają, za moment oddycham już z ulgą: "Emiraty nadlatują". W końcu z tego Dubaju jest trochę kilometrów do Warszawy, więc można im darować to spóźnienie, ale dlaczego wieczorny Rzym się spóźnia, tego nie rozumiem. Londyn dzisiaj jest o czasie, tak jak wczoraj. I tak dalej i tak dalej, byle do końca lata, wtedy zwolnię swoje stanowisko.

niedziela, 12 maja 2013

Puszcza Białowieska umiera! Tak się rozpoczął dzisiejszy dziennik w TVP1, więc i ja tak zaczynam swój wpis. Myślę jednak, że jeśli chodzi o Puszczę, to prawda leży blisko środka, być może ekolodzy też trochę racji mają; nie wypowiadam się, nie jestem kompetentna w sprawach leśnictwa, ale puszczy żal.

Dziennik się skończył, a ja czekam na mój jedyny, ulubiony serial "Ranczo". Tydzień temu mój syn był u znajomych, którzy mieszkają niedaleko wsi Jeruzal. Jeruzal to filmowe Wilkowyje. W Wilkowyjach oczywiście znajduje się sklep "U Więcławskiej", w którym ludzie na pamiątkę kupują "Mamroty" (a jakże!), a przed sklepem stoi słynna ławeczka, na której siadają i fotografują się licznie przyjeżdżający do Jeruzala miłośnicy serialu:)) Trochę nie dziwię się tej popularności "Rancza", bo grają w nim dobrzy aktorzy i jest to serial pełen inteligentnego humoru, nie jest prostacki i prymitywny, jak to często bywa we współczesnych filmach telewizyjnych.

I na koniec o sobie. Przyzwyczaiłam się do picia kawy każdego ranka. Przyzwyczaiłam się i polubiłam. Teraz przez półtora miesiąca kawy pić nie mogłam i bardzo było mi z tym źle, marzyłam o niej i czekałam na ten dzień, kiedy wreszcie wrócę do swojego nawyku. Ten dzień przyszedł. Podekscytowana zrobiłam sobie rano filiżankę kawy, wypiłam kilka łyków i ... więcej nie mogłam, kawa bardzo mi nie smakowała, mimo że to ten sam gatunek, którego używałam wcześniej. I z tego wypływa optymistyczny wniosek, że z wszelkich nałogów można się wyzwolić:)

piątek, 03 maja 2013

Chociaż komputer nie jest tym, co moje oczy lubią najbardziej, odzywam się. I znów dziękuję wszystkim za pamięć.

Mam nadzieję, że dobrze wypoczywacie w te dni. Przykro tylko, że pogoda okropna. W tej chwili słyszę, że w południowej Polsce padał bardzo duży grad. Straszne, tyle strat ludzie ponieśli!

Dzisiaj słuchałam nagrania książki pt. "Żona Beduina". Autorką jest Margueritte van Geldermalsen. Jest to prawdziwa historia. Pielęgniarka z Nowej Zelandii w 1978 roku wychodzi za mąż za beduińskiego  sprzedawcę pamiątek w Petrze, w Jordanii. Petra to starożytne miasto wykute w skale, znajduje się na liście tzw. nowych cudów świata. Tam w skalnej jaskini zamieszkuje bohaterka tej historii i przez 25 lat żyje jak Beduinka. Nie wiem, jak potoczą się jej późniejsze losy, wersja audio trwa prawie 12 godzin i jeszcze nie znam zakończenia. Przy okazji dużo można dowiedzieć się na temat Petry; książka ciekawa. Muszę ją zaproponować koleżance, która niedawno była w Jordanii i zwiedzała Petrę.

Teraz chcę posłuchać z Rzeszowa koncertu naszej sopranistki o światowej sławie, Aleksandry Kurzak. Co za głos!!! 

A jutro dalszy ciąg "majówki". Życzę Wam bardzo dobrego wypoczynku i żeby słońce Was nie omijało:)


Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast