Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 25 czerwca 2006

Nie mam czasu zajmować się tym, co lubię. Miotam się po domu już drugi dzień, najczęściej wokół spraw jedzeniowo-porządkowych. Wczoraj przywieziono nam ze sklepu nową pralkę i byłam trochę zestresowana, że muszę rozstać się ze starą, moją ukochaną pralką "Polar", do której się przywiązałam. Moja pralka "Polar" miała lat  27!!!! I nigdy się nie psuła, wspaniale opierała moją rodzinę przez tyle lat. Teraz też się nie zepsuła, tylko wszyscy mnie przekonywali, że nie można przywiązywać się do przedmiotów, że teraz są nowoczesne, ciche, energooszczędne i najwyższa pora mojej praleczki się pozbyć. Zmuszono mnie do kupna nowej. Nowa ma  mnóstwo bajerów, znaków, pokrętł i zanim się do niej dotknę, chyba będę musiała poświęcić cały dzień na studiowanie instrukcji. I na pewno nie będzie tak długowieczna jak moja wierna pralka "Polar". "Dobre, bo polskie" - to hasło mi się całkowicie sprawdziło!!!

Wczoraj też dostaliśmy zaproszenie na bardzo uroczystą kolację za dwa tygodnie w "Bristolu". Od razu popędziłam do szafy, wyrzucając całą jej zawartość na kanapę, przetrząsnęłam wszystkie moje dyżurne przyodziewki i oczywiście stwierdziłam:"Nie mam w czym iść". Ostatnio schudłam i ten na pozór optymistyczny fakt uczynił moją sytuację w zakresie garderoby jeszcze bardziej beznadziejną. Od poniedziałku zatem rozpoczynam chodzenie po sklepach w ramach akcji "Bristol".

Tak było wczoraj. Dzisiejszy dzień zapowiada się spokojniej.

piątek, 23 czerwca 2006

Do mojego domu właśnie wprowadzili się nowi lokatorzy, mocno starsi państwo. Zamieszkali na parterze. Wczoraj przed południem, wychodząc z domu, spotkałam sąsiada idącego do sklepu. Chciałam mu coś miłego powiedzieć, ale akurat nic sensownego nie przychodziło mi do głowy, więc mówię, że ładnie teraz wygląda ich ogródek, od kiedy kilka dni temu wstawili tam kilka kwiatów w skrzynkach. Sąsiad był wyraźnie zadowolony, że zwróciłam na to uwagę.

Kiedy wychodziłam z domu wieczorem, zauważyłam, że w ogródku tychże sąsiadów pojawiło się mnóstwo nowych kwiatów, zarówno pelargonii jak i zawieszonych w doniczkach surfinii. Ich ogródek wyróżnia sie teraz urodą spośród wielu innych. Kiedy ponownie spotkam sąsiada, znów się zachwycę, bardzo szczerze.

czwartek, 22 czerwca 2006

      W ostatnich dniach pisałam o ziołach, a teraz przypomniało mi się, że dzisiaj jest dzień robienia wianków, czyli oktawa Bożego Ciała. Kiedy byłam dzieckiem, moja babcia i moja mama robiły w tym dniu malutkie wianuszki, które wieczorem niosłyśmy do kościoła, żeby je poświęcić. Robiłyśmy je z macierzanki, kocanki, koniczyny, z rozchodnika, niezapominajek, mięty. Te śliczne wianuszki nanizane na wstążkę, wysuszone, wisiały potem w domu przez cały rok. Były suche, ale nadal pięknie pachniały i wyglądały "jak żywe", bo macierzanka, mięta, kocanka, rozchodnik nigdy nie tracą swojej urody. 

Według tradycji ludowej te poświęcone małe wianuszki mają chronić mieszkańców domu przed kataklizmami, chorobą i wszelkimi nieszczęściami. Uważam, że jest to piękny, letni zwyczaj, tylko skąd ja teraz wezmę koniczynę czy macierzankę?

środa, 21 czerwca 2006

    Było truskawkowo i bazyliowo, dzisiaj będzie lawendowo. Lawenda bardzo ładnie wygląda w dużej skrzynce na balkonie. Trzeba ją tylko postawić w mocno nasłonecznionym miejscu i rzadko podlewać. A kiedy się rozrośnie i cała jest obsypana liliowymi kwiatuszkami, kiedy pięknie pachnie, można się poczuć jak na polach Prowansji, które przecież przyprawiają o zawrót głowy.

Podobno na świecie uprawia się 30 gatunków lawendy. Ma ona zastosowanie w medycynie, w kosmetyce, a nawet w kuchni. W sklepie widziałam ozdobne butelki z wodą lawendową do napełniania żelazek do prasowania. Pościel skropiona wodą lawendową to już jest  odrobina luksusu, tak jak i kąpiel z dodatkiem olejku lawendowego. Gdzieś czytałam, że do wytworzenia jednego litra olejku lawendowego trzeba zużyć 250 kilogramów lawendy.

W ubiegłym roku swoją lawendę ścięłam i wysuszoną rozłożyłam w szafach oraz na półkach z bielizną. Był ładny zapach przez całą zimę.

wtorek, 20 czerwca 2006

        Bardzo lubię zapach bazylii. Zwykle doniczki z bazylią stoją w mojej kuchni i od czasu do czasu potrącam gałązkami, żeby wyzwolić z niej ten zapach, który kojarzy mi się z błękitnym niebem, cudnym morzem i białymi domami w greckich wioskach. Kiedyś na czarno ubrana Greczynka wyrwała ze swojego ogródka wielkie gałęzie bazylii (tam rośnie wysoka) i obdarowała mnie takim bukietem. W Grecji bazylia traktowana jest jako święte ziele, które przynosi szczęście. Chodziłam z nim przez kilka godzin odurzona obłędnym zapachem, potem gałązki zasuszyłam i przywiozłam do domu.

Ważniejszy jest dla mnie zapach niż zastosowanie bazylii w kuchni, chociaż od czasu do czasu używam jej do pesto, czasami do sera albo do jakichś sałatek z pomidorami.

Bazylia przynosi szczęście i pomnaża pieniądze. Ponieważ szczęścia nigdy nie za wiele, przezornie posadziłam dzisiaj kilka krzaków w skrzynkach na balkonie.

poniedziałek, 19 czerwca 2006

     Truskawki wszędzie, pachnące, nagrzane słońcem, duże i małe (małe chyba są słodsze), przeróżne odmiany o dziwnych nazwach: Senga Sengana, Dukat, Maria, Królowa Luiza i pewnie jeszcze tysiąc innych. Kiedyś najbardziej lubiłam jeść na słodko z jogurtem, z makaronem albo  z mlekiem, teraz chętnie jadam z żółtym serem albo z sałatą, a nawet z pomidorami. Moja mama robiła bardzo dużo dżemów i konfitur truskawkowych, ja nie robię, bo raczej nie jadamy. Szkoda, że tak szybko czas truskawek mija.

niedziela, 18 czerwca 2006

Nie było mnie tutaj przez pewien czas. Jeszcze kilkanaście godzin temu byłam w Krakowie.

Wczoraj wieczorem poszliśmy na Rynek z nadzieją, że  wsłuchani w dźwięki hejnału wypijemy kawę, spokojnie porozmawiamy, obserwując Sukiennice, gołębie i całe to niezwykłe miejsce.

Nic z tego nie wyszło. Na Rynku odbywała się jakaś wielka impreza, akurat śpiewała Monika Brodka. (Monika Brodka? - czy ja wiem, kto to jest?) Hałas był taki, że myśli nie można było pozbierać, nie mówiąc o usłyszeniu hejnału, a Sukiennice przysłonięto wielkimi billboardami.

Nie mam nic przeciwko takim imprezom, ale zastanawiam się, dlaczego muszą one odbywać się w takim miejscu jak Rynek Główny w Krakowie.

czwartek, 08 czerwca 2006

Jak ja przetrzymam ten mundial - nie wiem. Podobno Szwajcaria zaprasza do siebie na czas mistrzostw kobiety, których mężczyźni zajęci są meczami. Może należałoby się tam wybrać? Tylko, co tam robić?

Ale cóż tam mundial! Najpierw muszę przetrzymać jutrzejszy dzień. Przed południem idę do pani Iwonki, mojej cud-fryzjerki, potem trzeba przygotować obiad i pójść ze swoją ręką na rehabilitację. Po południu przyjeżdża do nas na weekend gość, który dopiero wczoraj się zapowiedział. Zapowiedzieli się także na jutro fachowcy, którzy będą wymieniać drzwi w mieszkaniu i którzy w żaden sposób nie mogli wskazać innego terminu i jeszcze jutro przywożą nam ze sklepu zamówioną wcześniej kanapę. Żeby tę kanapę wstawić, trzeba najpierw usunąć starą i dokonać różnych przesunięć mebli w pokojach.

 Może ja rzeczywiście powinnam wybrać się do tej Szwajcarii?

środa, 07 czerwca 2006

Podsłuchane:

- Synku, "W pustyni i w puszczy" to bardzo piękna książka. A "Katarynka" Prusa jaka jest ciekawa!

- Nie ściemniaj mamo, ja swoje wiem - zasepleniło rozgarnięte dziecię.

Z samego rana zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Ponarzekałyśmy na rzeczywistość, bo to i pogoda nie taka, jak by się chciało, i mężowie mają okropnie dużo pracy, i coś tam jeszcze, i jeszcze.
 Ponarzekałyśmy, ale zakończyć rozmowę musimy optymistycznie - zgodnie stwierdzamy.
- Tylko co tu powiedzieć? Jakoś w ten ponury ranek nic optymistycznego nie chce przyjść do głowy.
- Wiesz, dostałam mnóstwo ogromnych, kolorowych peonii i mam je porozstawiane w całym mieszkaniu - mówi ona.
Oczami wyobraźni zobaczyłam jej piękne stumetrowe mieszkanie całe w peoniach. No, niestety, ja niczym podobnym nie mogę się pochwalić, zeschłe resztki kwiatów z wazonu wczoraj wyrzuciłam, na balkonie też jakoś nędznie w tym roku, nic nie chce rosnąć.
- A ja jadę do Powsina - spróbowałam przebić stawkę mojej przyjaciółki. Powsin ..., no dobrze, ale czy to brzmi optymistycznie?

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast