Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 24 czerwca 2012

Wakacje, najdłuższe dni lata, przydałoby się gdzieś wyjechać, ale nie mogę się zdecydować dokąd i kiedy. Wcześniej planowałam pojechać do Gdyni, ale zmieniłam plany z powodu Euro. Teraz myślę o Ciechocinku, bo stosunkowo blisko i pensjonat jest ładny, ale szczególnej ochoty na pobyt tam nie mam, ponieważ w Ciechocinku byłam w ubiegłym roku i trochę się nudziłam. Muszę to jeszcze przemyśleć.

Zastanawiam się, dlaczego od pewnego czasu nie dzieje się nic radosnego, wesołego, tylko same smutki dookoła. Wczoraj zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka i z płaczem opowiadała o tym, że jej synowa w dwa lata po ślubie właśnie odeszła od syna i nieodwołalnie zapowiedziała wystąpienie o rozwód. Oboje są młodzi, bez szczególnych kłopotów materialnych, wydawało się, że będzie to szczęśliwe życie. Oczywiście nikt nie wie, dlaczego im się nie układało, dlaczego tak się stało. Moja przyjaciółka płacze także z tego powodu, że przywiązała się do tej dziewczyny i lubi ją. Poza tym jest to dla niej dramat ze względów religijnych, gdyż młodzi mieli ślub kościelny. Nie potrafię jej pocieszyć, ale rozumiem, co może czuć matka w takiej sytuacji.

Dzisiaj znów dostałam kolejny "kluczyk", to znaczy uprawnienia do czytania bloga zamkniętego. Coraz więcej osób piszących blog przechodzi do "podziemia". Na pewno pisanie w drugim obiegu pozwala na bardziej otwarte wypowiadanie się o sprawach prywatnych, osobistych. Dziękuję wszystkim za zaufanie, mam już tych "kluczyków" zupełnie sporą półkę.

 

sobota, 16 czerwca 2012

Siedzę, słuchając relacji z meczu. Od czasu do czasu, kiedy natężenie hałasu się zwiększa, spoglądam na telewizor.

Nic ciekawego się nie dzieje. W ostatnią niedzielę znów byłam z  przyjaciółką w Łazienkach na koncercie chopinowskim, być może jutro też pójdziemy. We wtorek byłyśmy w osiedlowym domu kultury na występach zespołu, w którym brała udział nasza wspólna koleżanka. Kiedyś już o tym zespole pisałam. Była to bardzo udana impreza, świetne, inteligentne teksty, przyjemna muzyka, a nasza Basia ładnie wyglądała, ładnie tańczyła i recytowała. Potem wszystkie przyszłyśmy do mnie na kolację, ponieważ dom kultury znajduje się w pobliżu mojego domu. Kolacja była bardzo prosta, nie miałam czasu, żeby zrobić coś ciekawszego. Przygotowałam tylko zapiekankę, sałatkę caprese i zieloną sałatę oraz ciasto. Wypiłyśmy także piwo czekające w lodówce na sąsiada, który miał przyjść naprawić szufladę w mojej szafce.

Teraz jest przerwa w meczu, a bramki nie ma!

Dodaję kilka zdjęć.

Aleje Ujazdowskie, w drodze na koncert chopinowski.

 

W Łazienkach przed koncertem.

 

I kilka zdjęć z Ursynowa. Zielono tu u nas.

 

 

Ojej! Czesi strzelili nam bramkę!!!

piątek, 08 czerwca 2012

Na Ursynowie też mieszkają kibice. Ten z drugiego piętra nawet sobie transparent wywiesił, tylko czy piłkarze go dojrzą?

Pamiętam 1973 rok, kiedy miał się odbyć mecz na Wembley. Mój mąż stwierdził, że chce ten mecz oglądać razem z kolegami i że w związku z tym pojedziemy do Zygmunta i Franka, którzy mieszkali w akademiku na Kickiego. Pojechaliśmy więc na Grochów, na Kickiego. Tam w wielkiej sali ustawiono telewizor i jakieś ławki, zgromadził się tłum ludzi, chyba z całej dzielnicy i wszyscy oglądaliśmy ten mecz, co parę chwil zrywając się z miejsc i wykrzykując: "strzelaj", "na co czekasz?", "podawaj", itp.  Ja na grze w piłkę wcale się nie znałam, niewiele mnie ona interesowała, mąż mi wcześniej tłumaczył zasady, kiedy jest faul, kiedy spalony, kiedy wolny, jednak do dzisiaj tego nie przyswoiłam, ale krzyczałam razem ze wszystkimi. A kiedy nadszedł ten historyczny moment, gdy Tomaszewski obronił rzut karny, na sali zapanowało powszechne szczęście i euforia. Ludzie klaskali,  śpiewali, obejmowali się. I w tej euforii wyszliśmy na ulicę w jesienną noc, bo był to chyba późny październik, a my byliśmy wtedy bardzo młodzi i wydawało się, że życie już zawsze będzie tak radosne jak tego dnia. Ciekawe, czy dzisiaj ludzie będą wychodzić ze stadionu w podobnym nastroju.

 

wtorek, 05 czerwca 2012

 

Przed południem musiałam pójść do apteki. Ponieważ akurat nadjechał autobus, a mnie się spieszyło, mimo że to niedaleko, wsiadłam, żeby przejechać dwa przystanki. Ludzi nie było dużo, parę osób, ale uwaga wszystkich pasażerów była skupiona na dżentelmenie w stanie wskazującym, który najpierw wydawał mało zrozumiałe dźwięki, a w pewnym momencie wstał i gromkim głosem oświadczył: "Zabiję jedną kobietę, zaraz pokażę którą" i zaczął się nam uważnie przyglądać. Nie wiem dlaczego, ale to ja zostałam wyróżniona i usłyszałam: "ciebie zabiję!"  W tym momencie autobus zatrzymał się na przystanku i do środka weszło dwóch młodych kontrolerów, od razu podeszli w stronę mężczyzny, którego wybranką zostałam, zrobiło się lekkie zamieszanie, bo oczywiście dżentelmen biletu nie miał, więc skorzystałam z tego i szybko wyszłam z autobusu. I to już koniec kryminału!

W domu, robiąc herbatę, poparzyłam sobie rękę gorącą parą z czajnika . Przyłożyłam lód, posmarowałam balsamem z nagietka i zobaczymy, co będzie, ale ręka jest czerwona i boli. 

Kupiłam dzisiaj suszarkę do włosów, bo stara właśnie mi się przepaliła. W instrukcji obsługi tego urządzenia jest dużo różnych ostrzeżeń. Miedzy innymi można przeczytać: "Nie używać suszarki w pobliżu wody!" (a w łazience woda w pobliżu, trzeba uważać), a także jest takie zalecenie: "Wskazane jest zainstalowanie w obwodzie elektrycznym zasilającym łazienkę urządzenia różnicowoprądowego (RDC) o znamionowym prądzie różnicowym zadziałania nie przekraczającym 30mA." Czyli już wiecie, co będę robić dzisiaj wieczorem. Będę instalować urządzenie różnicowoprądowe (RDC) o znamionowym prądzie zadziałania nie przekraczającym 30mA, żeby wreszcie wysuszyć swoje włosy.

Tak było dzisiaj.

 

 

niedziela, 03 czerwca 2012

Goście pojechali, najpierw Belgowie, bo im się spieszyło do domu, a potem Francuzi. Trochę zwiedzali, jeździli po Polsce, trochę spacerowaliśmy po Warszawie, siedzieliśmy, rozmawialiśmy, razem słuchaliśmy muzyki klezmerskiej, w niedzielę byłam z nimi w Parku Łazienkowskim na koncercie chopinowskim, akurat grała Lidia Grychtołówna. Te koncerty poza walorami muzycznymi mają dużo uroku, bo odbywają się na świeżym powietrzu, pod pomnikiem Chopina. Kto był w Łazienkach, wie, jaki to jest piękny pomnik. Dużo słońca, wspaniała przyroda, piękna muzyka, moja przyjaciółka aż się tam popłakała na koncercie ze wzruszenia.

Wczoraj też miałam gości. Od czasu do czasu spotykamy się z moimi sąsiadami "na herbacie", raz u nich, raz u mnie. Akurat była moja kolej. To są bardzo życzliwi ludzie i ogromnie dużo mi pomagają w różnych domowych (i nie tylko) kłopotach, zawsze mogę na nich liczyć. Przed południem pojechałam więc do mojej ulubionej cukierni, kupiłam tort owocowy z bitą śmietaną, szarlotkę i kruche herbatniki. Wszystkie ciasta stamtąd zawsze są bardzo świeże i moim zdaniem znakomite, ale najbardziej chyba smakują mi kruche ciasteczka. Oni natomiast bardzo chwalili tort, mnie w torcie trochę przeszkadzały orzechy, którymi były obsypane boki. Nie przepadam za orzechami, a poza tym jakoś nie bardzo mi one tam pasowały.

Kiedy już jestem przy tych ciastkach, przypomniała mi się popularna przedwojenna piosenka:

   "Wszak każda wie istota,
    Że Paryż słynie z mód,
    Polesie słynie z błota,
    A Druskieniki z wód.
    Wenecja ma gondole,
    Warszawa słynie z ciast,
    Zgadnijcie, które wolę
    Z tych najpiękniejszych miast..."    

Ojej, ale o czym ja piszę???!!!

Jednym okiem spoglądam na telewizor. Imponująca ta parada na Tamizie, płynie ponad tysiąc współczesnych i historycznych łodzi, gondoli i kutrów! Ludzie szczęśliwi, radośni z entuzjazmem mówią o swoim przywiązaniu do Królowej. Ładnie! A to przecież dopiero początek obchodów jubileuszu Elżbiety II!

Pozdrawiam wszystkich i życzę spokojnego przetrwania Euro:)


 

 

 

 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast