Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 27 czerwca 2013

 

Dzisiaj kontynuacja wycieczki po wolskich ostańcach. Wkrótce większości tych kamienic, które jeszcze niedawno tętniły życiem, ani kapliczek, już nie będzie. Na ich miejscu powstaną biurowce, hotele, banki. Dlatego warto im się przyjrzeć.

 

Kamienica przy ulicy Pańskiej 100.  Powstała w 1910 roku.

 

Tą ponurą bramą wchodzimy na wewnętrzne niewielkie podwórko.

 

Drewniane belki podtrzymują zniszczoną konstrukcję. Pod oknami kapliczka.

W Warszawie jest dużo kapliczek podwórkowych. Znajdują się tam, gdzie zachowały się przedwojenne kamienice. Widzimy je na Pradze, ale także w Śródmieściu, na Ochocie, Mokotowie oraz na Woli. Stoją na podwórkach-studniach, w bramach, niekiedy są zawieszone na ścianach domów. Większość z nich powstała podczas okupacji i w czasie Powstania Warszawskiego. Podwórka były wówczas miejscem modlitw i spotkań, a kapliczki wyrazem wiary i nadziei znękanych wojną ludzi. Przy tych kapliczkach składano wojskowe przysięgi, a nawet udzielano ślubów. Dzisiaj też otaczane są troską mieszkańców; ozdabiane kwiatami, przy niektórych palą się lampki. Warszawskie kapliczki to zjawisko szczególne. W wydanym niedawno albumie "Warszawskie kapliczki" autorki, Magdalena Stopa i Anna Beata Bohdziewicz zaprezentowały zdjęcia 200 kapliczek.

 

 

Obraz z kapliczki przy ul. Miedzianej 3. Nie udało mi się sfotografować tego miejsca, więc wklejam fotografię z netu zrobioną przez p. Annę Bohdziewicz.

 

 Żelazna 64. Kamienica wzniesiona w 1912-1913. Małe podwórko-studnia.

 

 

Kapliczka na podwórku przy Żelaznej.64

 

Chmielna 130. Kamienica Nisenszalów. Powstała w 1897 r.

 

W podwórzu wolno stojąca otwarta kapliczka z figurami Matki Boskiej.

 

 

Ulica Waliców 14. Kamienica zbudowana w XIX wieku. W czasie okupacji znalazła się w granicach getta. Mieszkał tu poeta żydowski Władysław Szlengel. Zginął podczas powstania w getcie.

 

 Róg Łuckiej i Żelaznej

 Fragment domu modlitwy słynnego cadyka Izaaka Majera Rotenberga-Altera z Góry Kalwarii przetrwał wojnę, gdyż Niemcy w czasie okupacji utworzyli tu skład drewna. Wcześniej, w okresie międzywojennym mieścił się tu cheder (elementarna szkoła dla chłopców). Teraz budowla jest przykryta szkłem. Znajduje się na terenie strzeżonego osiedla.

 Ulica Łucka 8. Tu nie ma błędu, nazwa ulicy pochodzi od miasta 'Łuck'. Najstarsza kamienica czynszowa na Woli, wybudowano ją w 1878 roku. Przetrwała wojnę. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku wpisano ją do rejestru zabytków, ale to nie uchroniło domu przed zniszczeniem. Obecnie jest w całkowitej ruinie i na pewno będzie zburzona.

 

Łucka 12. Następna kamienica kończąca swój żywot. Powstała w końcu XIX wieku, dzisiaj nikt tu nie mieszka.

 

 To już właściwie koniec naszej wycieczki, następnym razem należałoby obejrzeć pozostałe ostańce Woli. Wracając, pójdziemy trochę dalej i wstąpimy jeszcze na Ciepłą 3.  Frontowy budynek jest zbudowany w 1881 r. Kamienica przetrwała drugą wojnę światową. Tablica na fasadzie informuje, że w tym domu urodził się ks. Ignacy Skorupka, bohater bitwy warszawskiej 1920 roku. W podwórku znów spotykamy kapliczkę.

 

 

I jeszcze zdjęcie naszej wycieczkowej grupy. Jesteśmy przed Domem Słowa Polskiego, w którym od roku 1955 drukowano najbardziej znane polskie gazety. A z panem w białej koszuli chyba się skądś znamy?

wtorek, 25 czerwca 2013

Dzisiaj znów zapraszam Was na wycieczkę po Warszawie. Pójdziemy na Wolę, na tzw. Dziki Zachód. Znajduje się on tuż za Pałacem Kultury, po jego zachodniej stronie. Będziemy oglądać zabytki, które sprawiają miastu najwięcej kłopotów, wywołują najwięcej wątpliwości i pytań: zburzyć czy zostawić? Obejrzymy kamienice, które przetrwały bombardowania wojenne i walki Powstania Warszawskiego. Kiedyś piękne, przyciągające wzrok przechodniów, wspaniale wyposażone i wykończone, teraz dogorywają samotnie, opuszczone i niedoceniane przez włodarzy miasta.  Doceniany jest tylko atrakcyjny grunt, na którym one stoją, gdyż, jak już wspomniałam, jest to centrum stolicy.

O tych kamienicach często mówi się "Ostańce", bo się ostały po burzach historii. Idziemy więc na wspólną wycieczkę, aby obejrzeć wolskie ostańce, przyjrzeć się ich elewacjom, wejść na ciemne podwórka-studnie, zwiedzić zaułki, bramy, klatki schodowe, a nawet zamienić parę zdań z ludźmi, którzy jeszcze w niektórych budynkach mieszkają.
Jak tu się mieszka?
Trudno, drogo - słyszymy. Najdroższy jest prąd, bo nie ma centralnego ogrzewania, a mieszkanie bardzo wysokie, 3,80 m (!), trzeba ogrzać, nie ma też ciepłej wody ani gazu. Gaz przed wojną tutaj był, teraz nie ma - słyszymy od miłej pani mieszkającej w jednym z takich budynków. Przed tą panią rysuje się na szczęście lepsza perspektywa, niebawem stąd się wyprowadza do nowego mieszkania.

Na taką wycieczkę zorganizowaną przez pasjonatów Warszawy dwa tygodnie temu zaprosił mnie mój syn, a dzisiaj proponuję ją Wam.

 

Spotykamy się o 12.00 na rogu Żelaznej i Złotej.

Przed nami ogromna kamienica. Złota 83.

Kamienica wywodzącego się z Nalewek przedsiębiorcy budowlanego, Wolfa Krongolda, wzniesiona przed końcem XIX wieku. Kamienica potężna (6 kondygnacji, oficyny), jeden z największych budynków mieszkalnych przedwojennej Warszawy, kiedyś o imponującym wyglądzie. Piękna attyka, a wewnątrz klatka frontowa wyłożona białymi marmurami, ręcznie kute żeliwne balustrady, liczne zdobienia. Dom przetrwał wojnę z niewielkimi zniszczeniami. Po wojnie duże pokoje podzielono na kilka mniejszych, przekształcając je w mieszkania komunalne. Budynek został całkowicie zniszczony, balkony zlikwidowano, z fasady zniknęły sztukaterie, zniszczono attykę. Z powodu wielkiej ilości mieszkających tam ludzi nazwano go Pekinem. Pamiętam, że w latach osiemdziesiątych mój mąż jeździł tam po części radiowe do sklepu, który znajdował się na parterze Pekinu. Teraz nic się tam nie dzieje, nikt nie mieszka, okna są pozabijane deskami, żałosny widok, mimo że obiekt jest wpisany do rejestru zabytków.

Obecnie właścicielem kamienicy jest miasto, które kilka lat temu wystawiło ją do sprzedaży. Jednak dotąd nie znalazł się kupiec, może cena jest za wysoka (na początku żądano 15 mln zł, nie wiem, czy jest to cena nadal aktualna), chociaż położenie budynku bardzo atrakcyjne.

Kamienica jest ogromna, to tylko jej fragment.

Idziemy parę kroków na zachód i zatrzymujemy się przy Siennej 72. Kamienica wybudowana w 1913 roku. W czasie wojny była bardzo zniszczona,  w 1969 roku wyburzono oficynę, zostawiając tylko ścianę frontową. Teraz jest odbudowana.

Przy okazji warto powiedzieć, że w tym domu mieszkał znany piekarz p. Czesław  Lubaszka. W czasie okupacji pieczenie chleba było zakazane, pan Lubaszka przebudował swoją kuchnię, zrobił w niej piec piekarski i kilka razy w tygodniu nielegalnie wypiekał chleb, który jego żona sprzedawała potem na pobliskim Kiercelaku mieszkańcom Warszawy. Kiercelak - to informacja skierowana do osób, które nie są związane ze stolicą - był wielkim warszawskim targowiskiem (od połowy XIX wieku do 1944 roku). Czesław Lubaszka wcześniej zgromadziwszy mąkę, piekł chleb również podczas powstania. Jako jeden z nielicznych warszawiaków przetrwał powstanie w ruinach miasta. Należał do tzw. warszawskich robinsonów.

 

Ulica Chmielna 126. Kamienica z XIX wieku. Tynki opadły, tylko kwiaty i zdobione żeliwne balkony dodają tej kamienicy trochę urody.

 

Chmielna 128. Budynek w ruinie, grozi zawaleniem. Ten fragment muru na wprost też sprzed wojny.

 

Ostała się ładna ręcznie kuta brama.

W tym miejscu robimy przerwę w zwiedzaniu, odpoczniemy, czegoś się napijemy, pójdziemy na lody i znów tu wrócimy. Odwiedzimy inne miejsca, też godne zapamiętania, bo wkrótce po ostańcach wolskich nie będzie już śladu.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

W kulturze zachodniej, do której należymy, ciało człowieka po śmierci zawsze było otaczane szacunkiem. W naszej tradycji człowiek cywilizowany nie znieważał cmentarzy, nie znieważał zwłok ludzkich. W Polsce, na przykład, jeszcze niedawno - nie wiem, jak jest teraz - na zajęciach z anatomii studentom medycyny preparującym ludzkie ciało na ćwiczeniach nie pozwalano głośno rozmawiać, żartować, jeść, itp. Ale nie tylko u nas tak dotąd było.

W kulturze żydowskiej cmentarze są miejscem świętym, nie wolno na nich hałasować, jeść pić, spacerować, ponieważ zmarłym należy się szacunek, a ciało człowieka traktowane jest integralnie, wszystkie jego części muszą być razem pogrzebane.

W krajach muzułmańskich ciała zmarłych są otaczane takim samym szacunkiem jak ciała żywych ludzi; nie dokonuje się kremacji ani nie robi się sekcji zwłok, bo nie wolno naruszać ciała zmarłego.

Każda kultura wypracowała swoje zasady, zwyczaje, które nie pozwalają na znieważanie zwłok.

Piszę o tym w nawiązaniu do wystawy wypreparowanych zwłok ludzkich, którą zorganizowano w Krakowie, a niedawno była też chyba w Gdańsku. Dziwię się, że znajdują się ludzie, którzy na tę wystawę chodzą. Nie rozumiem, jaka jest tego motywacja. Cynizm? Obniżona wrażliwość? Zachwianie granic moralnych? Ciekawość? Czego? Medycyny na podstawie tej wystawy się nie nauczą. A niesmak zostanie (mam nadzieję).

niedziela, 16 czerwca 2013

 Żeby zamknąć temat, jeszcze napiszę parę słów o Kurpiach.

Po zwiedzeniu Muzeum uczestniczymy w "Biesiadzie Kurpiowskiej", próbując lokalnych przysmaków. Najpierw jest wiejski chleb ze smalcem, potem kapuśniak z kaszą oraz następne smakołyki czyli fafernuchy, rejbak, łagodniak z kruszonką, psiwo kozicowe, a także dla dorosłych alkohol, tzn. nalewka ziołowa.

     Fafernuchy to małe bułeczki (ciastka?) z gotowaną marchwią. Bardzo mi smakowały. Pani Laura podała przepis na fafernuchy, muszę go odszukać i potem może tu umieszczę, bo warto je upiec.

    Rejbak, natomiast, to babka ziemniaczana z surowych tartych ziemniaków, z cebulą, jakimś mięsem (może być podsmażony boczek albo kiełbasa), jajkiem i przyprawami. Teraz jest popularna i w innych regionach Polski. Kto jeszcze nie jadł takiej babki, powinien koniecznie ją sobie przygotować, bo warto.

    Łagodniak z kruszonką - delikatny, lekko słodki placek drożdżowy. Taki placek wszyscy lubią.

    Psiwo kozicowe (po kurpiowsku "psiwo", nie "piwo"). Tradycyjny napój na Kurpiach o minimalnej zawartości alkoholu przygotowany na bazie jałowca, chmielu i miodu. Smakiem przypomina kwas chlebowy. Przyjemnie się go pije. Nazwa nawiązuje do kozic, ale nie takich, jakie skaczą po górach, tylko długich pędów jałowca.

     Nalewki ziołowej nie piłam, ale moja koleżanka mówiła, że jest smaczna. Zupa z kapusty i kaszy też jej przypadła do gustu.

     Sumując, warto pojechać na Kurpie; nie tylko z powodu smacznej kuchni, ale także po to, żeby zza szyby samochodu oglądać takie widoki.

     

   


 

wtorek, 11 czerwca 2013

Niedaleko od Kadzidła (10 km), w Wachu, w wiejskiej zagrodzie, znajduje się Muzeum Kurpiowskie. Właściciele zgromadzili tam kilka tysięcy eksponatów. Są to przedmioty codziennego użytku związane z różnymi dziedzinami życia dawnych Kurpiów. Więcej o tym muzeum można przeczytać TUTAJ.

 

 

 

 

 

 W Muzeum można kupić piękne frywolitki, kwiaty, pisanki oplecione koronką, serwetki, wszystko wykonane przez sympatyczną panią Laurę, żonę właściciela. Są tutaj także wyroby z bursztynu.

 

Nie wszyscy wiedzą, że na Kurpiach znajdują się złoża bursztynu. Pan Zdzisław Bziukiewicz, właściciel muzeum, zajmuje się nie tylko wydobywaniem bursztynu, ale także jego obrabianiem.

 

środa, 05 czerwca 2013

Pamiętacie piosenkę "W Kadzidlańskim boru" śpiewaną przez zespół "Mazowsze"? Kiedy jej słuchałam, dawno temu, zastanawiałam się, gdzie się to Kadzidło znajduje. Dopiero w ostatnią sobotę udało mi się zobaczyć i Kadzidło, i bór. Bór na pewno nie jest już taki jaki był kiedyś, a wieś - wiadomo - też się zmieniła i w zwykły dzień raczej nie spotka się już na drodze gospodyni w pięknym stroju kurpiowskim ani nie usłyszy języka gwarowego, ale na szczęście dzięki mądrym, przywiązanym do swojej małej ojczyzny ludziom, w dużym stopniu udaje się tę piękną tradycję pielęgnować i zachowywać. 

Nazwa tej znanej kurpiowskiej wsi wiąże się z bursztynem, który w tych okolicach do dzisiaj jest wydobywany i obrabiany. Małe kawałki bursztynu były mieszane z ziarnami jałowca i używane jako kadzidło w kościele. Stąd nazwa. Kościół Kadzidlański, neobarokowy, zbudowany w końcu XIX wieku,  jest przestronny, zadbany, ma bardzo ładny wystrój. Jego wnętrze zdobili uczniowie Jana Matejki, Emil Lindeman i Antoni Dowmond. Uwagę między innymi zwracają także oryginalne kropielnice - wielkie muszle wydobyte z Adriatyku.

Proszę obejrzeć ten film TP. Dużo w nim wiadomości o Kurpiach, znajduje się tu także zdjęcie kościoła. Moje zdjęcie nie jest dobre.     

 

 

     Muszla - kropielnica


 

W Kadzidlańskim "boru"

 

 

    To jeszcze nie koniec o Kurpiach. Do następnego spotkania:)

wtorek, 04 czerwca 2013

Kiedy dzisiaj zaszłam do naszego Urzędu Dzielnicy, odniosłam wrażenie, że ludzie tam pracujący właśnie na mnie czekają i że się cieszą z mojego przyjścia. Moją sprawę oczywiście błyskawicznie załatwiono, rozstaliśmy się z uśmiechami i podziękowaniami, a nawet zostałam przez pana urzędnika odprowadzona do schodów. W urzędzie jest grzecznie, miło i sprawnie.

Młodzi pewnie nie zrozumieją tego mojego zachwytu, bo przecież to oczywiste, że powinno być grzecznie, ale ponieważ ja pamiętam czasy, kiedy często do urzędów strach było wchodzić, bo człowiek spotykał się z niechęcią i agresją, teraz z przyjemnością dostrzegam te zmiany zachowań.

W sobotę byłam na Kurpiach. Wreszcie, bo od dawna chciałam tam pojechać. Byłam w Kadzidle, w Myszyńcu, w Wachu, a także w samej puszczy wśród cudnej przyrody i ... chmar komarów. Jadłam tamtejsze regionalne przysmaki, które mi bardzo smakowały, zwiedziłam muzeum kurpiowskie, oglądałam ładne kościoły. Do domu wróciłam z miłymi wrażeniami. Kiedy będę miała trochę więcej czasu, pokażę zdjęcia stamtąd.


Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast