Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
piątek, 29 lipca 2005

Ciężki, upalny dzień, chyba najbardziej gorący tego lata. Po południu ogromna burza, zrobiło się zupełnie ciemno, a potem bardzo lało, wiało i grzmiało. Doprowadzanie mieszkania do porządku po remoncie idzie nam bardzo powoli. Tym bardziej, że mąż od wczoraj źle się czuje i dzisiaj poszedł do pracy z gorączką, a tam - aż się wierzyć nie chce -  bardzo zimno z powodu jakichś usterek systemu klimatyzacyjnego.

Przed rocznicą powstania Profesor Norman Davies otrzymał tytuł honorowego powstańca warszwskiego. Warto bliżej poznać tę ciekawą osobę: http://www.davies.pl/zyciorys.php

czwartek, 28 lipca 2005

Chodziła dzisiaj za mną zupa "nic". Pamiętacie z dzieciństwa zupę "nic" ? Słodkie, wychłodzone mleko z wanilią i z utartymi żółtkami, z piankami z białek na wierzchu.

Już miałam ją przygotować na dzisiejszy upalny dzień, kiedy przyszła moja przyjaciółka zobaczyć, jak przebiega remont naszego mieszkania. Nie widziałam jej od kilku miesięcy, rozmawiałyśmy tylko przez telefon. Właściwie dzisiaj przyszła tylko ta zgrabniejsza połowa mojej przyjaciółki. Smukła jak trzcinka,  chuda jak palec, szczupła jak modelka, chuda jak szparag (!) W każdym razie ja zazgrzytałam zębami z zazdrości. 

O, nie! - powiedziałam. Precz zupo "nic"!! Precz z marzeniami o pysznej zupie owocowej, wiśniowej albo jagodowej z kluseczkami! Precz ze wszystkimi słodyczami! Szczuplejemy!!!

środa, 27 lipca 2005

Nieustająco pytam mojego sąsiada, dziewięćdziesięcioletniego profesora, o którym wcześniej  pisałam, czy nie potrzebuje jakiejś pomocy. Mieszka sam, jest chory, niedołężny.

 Profesor dziękuje: "Ja nie mam żadnych potrzeb, wystarcza mi tego, co mam, ze wszystkim sobie radzę. Ja mam bardzo szczęśliwe życie, codziennie dziękuję Bogu, że mi dał tak szczęśliwe, udane życie."

Milknę z pokorą wobec takiej postawy, bo dookoła słyszy się tylko: "mało, mało, należy się ..."

Jednym uchem słucham właśnie jakiejś audycji ekologicznej. Przypomniała mi się instalacja (tak to się teraz dziwnie nazywa), jaką widziałam w lesie przy brzegu szosy koło miejscowości Zambrów. Na drzewie duży napis :"Czy chcesz mieć taki las?" A obok, na gałęziach sąsiedniego wielkiego drzewa zawieszone "rekwizyty": stare opony, dziurawe garnki, jakieś szmaty, drzwi od lodówki, butelki po płynach, stare miski, itp. rzeczy. Robi to rzeczywiście duże wrażenie, ale kilkadziesiąt metrów dalej przy szosie już jest mnóstwo rozrzuconych śmieci.

Tak jest wszędzie, nie można pochodzić po lesie, bo jest on wielkim wysypiskiem śmieci. "Czy chcesz mieć taki las?" Nie, nie chcę, ale, co z tego?

wtorek, 26 lipca 2005
Po wielu latach przerwy znów działają ruchome schody przy trasie W-Z. To były pierwsze ruchome schody, jakimi kiedykolwiek jechałam. One miały swój szczególny klimat. W czasie studiów chodziłam na spacer na Mariensztat, a stamtąd jeździło się ruchomymi schodami w górę na Starówkę, na Plac Zamkowy, czy do akademickiego kościoła św. Anny. Ile spotkań, ile wrażeń, ile wspomnień z tamtych miejsc zostało!Każdy gość przyjeżdżający do Warszawy obowiązkowo wieziony był na przejażdżkę tymi schodami. Wydaje mi się, że przez wiele lat były to najdłuższe ruchome schody w Warszawie, te następne w centralnym domu towarowym (późniejszym "Smyku") w Alejach Jerozolimskich  też budziły zainteresowanie, ale były znacznie krotsze. Muszę niebawem znów przejechać się tymi schodami i przywołać wspomnienia z młodości. 

Robię sobie króciutką przerwę w trakcie moich rozlicznych robót. Ostatnio prawie zupełnie nie wychodzę z domu, nie mogę już doczekać się końca moich prac remontowych. Na szczęście mam dobrych sąsiadów, którzy cierpliwie znoszą wszystkie te okropne hałasy wydobywające się z mojego mieszkania. Zresztą wielu z nich wyjechało na urlop. Został  profesor, który mieszka obok mnie, przemiły dziewięćdziesiecioletni pan. Pisałam już o nim kiedyś.

- Nie wyjeżdża pan na wakacje? Dobrze by panu zrobił wyjazd z Warszawy - zagadnęłam go chyba tydzień temu.

- Tak, już bardzo chciałbym wyjechać, ale, nie, teraz nie mogę - odpowiedział.

- Nie może pan? - pytam z zaciekawieniem.

- Nie, muszę zostać w Warszawie. Zbliża sie rocznica powstania warszawskiego, 1 sierpnia muszę być tutaj na mszy i na Powązkach.

A ja kolejny raz zaczęłam się zastanawiać nad tamtym pokoleniem i naszym, a nad tym najmłodszym szczególnie.

poniedziałek, 25 lipca 2005
Jestem na chwilę. Jestem i jęczę, bo remont jeszcze trwa. Na razie mamy za sobą malowanie ścian i wymianę podłóg w całym mieszkaniu, a czekają następne prace do wykonania; wymiana drzwi, wymiana szaf wnękowych, sanitariatów, etc., a potem "wyjście" z worków i pudeł. Przez kilka dni miałam odłączony komputer, z przyjemnościa więc będę później nadrabiać zaległości w czytaniu.
sobota, 16 lipca 2005

Nie istnieję, nie widać mnie, nie mogę wysadzić głowy zza mebli, zza stosów książek, półek, pudeł, wszystkiego, co mam w domu, a co teraz staramy się zebrać w jednym miejscu. Właśnie padłam, żeby wreszcie odpocząć. 

Do południa biłam się z myślami, co zrobić z biurkiem, starym, przedwojennym, ładnie zdobionym, ale zajmujacym pół pokoju. Zostawić czy wynieść do piwnicy i kupić sobie mniejsze? Zwyciężyła druga opcja. Biurko zostało zwiezione do piwnicy, a to jest zwykle u mnie tylko etap postojowy w drodze do śmietnika. Trochę mi go szkoda (sentymenty rodzinne), ale, kiedy zobaczyłam, ile było za nim kurzu, do którego nie można było się dostać, bo biurko jest okropnie ciężkie, od razu poczułam zadowolenie, że  się go pozbyłam.

Mam nadzieję, że jeszcze niejedną rzecz wyrzucę i to jest niezwykle dobra strona wszelkich remontów.

wtorek, 12 lipca 2005

Po południu znów jeździłam do sklepów w związku ze zbliżającym się terminem rozpoczęcia remontu mojego mieszkania. Stwierdziłam, że więcej przyjemności sprawiały mi zakupy dawniej, kiedy wszystko było proste. Nie było żadnego wyboru i trzeba było kupić to, co akurat można było dostać w sklepie. Teraz przechodzę katusze, nie mogąc się zdecydować: glazura jasna czy ciemna, takiej firmy czy innej, z wzorkiem czy bez wzorku, a drzwi jasne czy ciemne, farba taka czy owaka, itp. itp. Okropne!

Po tym stresie związanym z remontem dla poprawienia nastroju zażyczyłam sobie kupić pomadkę do ust. Okazało się jednak, że to również nie jest prosta sprawa.  Pomadka tylko tej firmy (nieważne jakiej) i tylko ten numer (nieważne jaki). Odwiedziłam chyba osiem sklepów kosmetycznych i w każdym usłyszałam: "Tej firmy nie mamy, ale możemy pani
dobrać kolor". A ja się uparłam, żeby to była szminka właśnie TEJ firmy i żadnej innej. W dziewiątym sklepie powiało optymizmem, usłyszałam, że będzie w piątek, w dziesiątym natomiast był już prawie sukces: będzie jutro!

I już jest powód do poprawy nastroju!


Przygotowujemy się do dużego remontu w mieszkaniu. Remont w mieszkaniu zamieszkałym jest koszmarem. Czy ja to przetrwam?

Dzisiaj pojechaliśmy na Kłobucką (to takie centrum handlowe ze wszystkimi materiałami remontowo-budowlanymi), żeby kupić wszystko, co nam będzie
potrzebne. Miałam ogromne trudności z podejmowaniem decyzji, tyle tego
wszystkiego jest. Ale zdziwiło mnie co innego. Po tym wielkim placu chodziliśmy prawie sami. Sezon remontów, a zupełnie nie było tam innych
ludzi. Zastanawiałam się, czy wszyscy już wszystko kupili, a może jest jakaś inna przyczyna braku klientów?

Na Kłobuckiej, obok tego centrum, znajduje sie więzienie. Przy wejściu do więzienia kłębił sie tłum ludzi. Czyżby  dzisiaj odbywał się szczególny
nabór do tej instytucji? A może z tego powodu w centrum handlowym było pusto?

Potem pojechaliśmy do wielkiego salonu meblowego. Tam z kolei było dużo ludzi, ale poza krzesłami, kilkoma kanapami i jakimiś trzema komodami nie
było żadnych innych mebli.

Zdziwienia mnie dzisiaj nie opuszczały. Oj, ciężkie czasy przede mną!

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast