Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 31 lipca 2006

Sanitariuszka Małgorzatka

Przed akcją była skromną panną,
Mieszkała gdzieś w Alei Róż,
Miała mieszkanko z dużą wanną,
Pieska pinczerka, no i już.

I pantofelki na koturnach
I to, i owo, względnie, lub,
Trochę przekorna i czupurna
I tylko "Mewa" albo "Klub"

Na plażę biegła wczesnym rankiem,
Aby opalić wierzch i spód,
Dzisiaj opala się junakiem
I razem z nami wcina miód.

Sanitariuszka "Małgorzatka"
To najpiękniejsza jaką znam,
Na pierwszej linii do ostatka
Promienny uśmiech niesie nam.
A gdy nadarzy ci się gratka,
Że cię postrzelą w prawy but,
To cię opatrzy "Małgorzatka"
Słodsza niż przydziałowy miód.

Ta "Małgorzatka" to unikat;
Gdym na Pilicką dzisiaj wpadł
Czytała głośno komunikat,
A w dali głucho walił piat.

Tak jakoś dziwnie się złożyło,
Że choć nie miałem żadnych szans,
Niespodziewanie przyszła miłość,
Jak amunicja do pe-panc.

Idylla trwałaby do końca,
Lecz jeden szczegół zgubił mnie,
Dziś z innym chodzi po Odyńca,
Bo on ma stena, a ja nie.

Sanitariuszko "Małgorzatko",
Jakże twe serce zdobyć mam,
Choć sprawa wcale nie jest gładka,
Już jeden sposób dobry znam:
Od "Wróbla" dziś pożyczę visa
I gdy zapadnie ciemny mrok,
Pójdę na szosę po "tygrysa" -
W ręce Małgosi oddam go!

(słowa: "Karnisz" Krzysztof Jezierski, muzyka: "Krzysztof" Jan Markowski)

Kazimierz Marcinkiewicz zaczął pisać bloga. Włączyłam go do swoich zakładek. Zobaczymy, czy będzie ciekawy. A do męża powiedziałam: "Zacznij i ty pisać". A mój dystyngowany mąż na to: "A po cholerę?" (!!!)

W sobotę byłam na grillowych imieninach. Było mnóstwo osób, wesoło i na szczęście nie za gorąco. Wcześniej nie bardzo sobie wyobrażałam, jak można siedzieć przy grillu w taki upał, ale pogoda okazała się łaskawa i w pewnym momencie wieczorem nawet było trochę chłodno.

Urszula Dudziak w weekendowej gazecie porównuje życie w Ameryce i w Warszawie i mówi: "Ale tam [w Stanach] za to wszyscy są uśmiechnięci". To prawda. My jesteśmy strasznie wrogo do siebie nastawieni. Takiej agresji wśród kierowców, pukania się w głowę, pokrzykiwań na siebie jak u nas, nie można chyba spotkać w żadnym innym normalnym kraju. Zero luzu, tylko niechęć i warczenie na siebie.

W ramach wakacyjnych lektur pożyczyłam z biblioteki przewodnik Pascala po Chinach i trochę go sobie poczytuję. Do Pekinu można się dostać samolotami Areofłotu (ok. 2300zł), KLM (ok. 3400zł) i liniami SAS - trochę drożej. Ale najciekawsza jest podróż Koleją Transsyberyjską. Pociągi są podobno wygodne i czyste, a na przystankach można zaopatrzyć się w żywność i odpocząć. Podróż w zależności od trasy trwa 5 albo 6 dni. Jedzie się w pobliżu Bajkału, przez Syberię, Mongolię, kilkakrotnie pociąg ociera się o Wielki Mur. Gdybym miała jechać, na pewno wybrałabym kolej.

piątek, 28 lipca 2006

A to Szkoła Handlowa w Białymstoku. Widokówka bardzo stara, sprzed 1914 roku. Wysłał ją żołnierz 1920 roku z "miejsca postoju" do swojego kolegi. Mimo że był ranny, jak pisze na odwrotnej stronie, nadal jest na służbie, a jego kolega J. podobno "jest na posadzie, a nie w wojsku". "Dziwię się temu patriocie" - stwierdza z przekąsem nadawca kartki.

Wtedy jeszcze ludzie znali znaczenie słowa "patriotyzm".

Stara widokówka sprzed wojny. Przedstawia rynek w Łowiczu. Garnki, talerze, dzbanki obok chłopskich furmanek. Wszystko to już przeminęło.

czwartek, 27 lipca 2006

Wczoraj i dzisiaj przed południem nie było u nas prądu przez trzy godziny. Podobno nie ma to związku z upałami, tylko jakiś doroczny remont sieci. Windy nieczynne, lody w lodówce się rozpuszczają, mięso mięknie, klimatyzatory - u tych, którzy je mają - nie działają, wiatraki tak samo, komputerki dają czas na wypoczynek dla oczu, ale najgorsza sprawa to radio. Radio nie działa! Jak można funkcjonować w domu, nie słuchając radia??

Przytłoczona tą sytuacją postanowiłam wykorzystać czas i zanieść do szewca pantofle, żeby mi nabił fleki. Na jesień będą jak znalazł. Włożyłam moje czółenka do reklamówki i poszłam najkrótszą drogą, czyli chodnikiem, który prowadzi obok śmietnika. Przechodząc, wrzuciłam moją reklamówkę z całą jej zawartością do śmietnika, jak to zwykle w tym miejscu czynię, i pomaszerowałam dalej. W pewnym momencie zastanowiłam się, dokąd ja właściwie idę i gdzie są moje buty???  Szybko zawróciłam do mojego śmietnika i panowie, którzy tam zazwyczaj rezydują, a z którymi ja od czasu do czasu konwersuję, pogrzebali w zawartosci wózków i zadowoleni, że mogą mi się przysłużyć, z minami zwycięzców wręczyli mi moje pantofle.

Skończyło się dobrze, znacznie lepiej niż kilka miesięcy temu, kiedy to wynosiłam torbę ze śmieciami, mając w drugiej ręce klucze od mieszkania, a na ramieniu torebkę. W pewnym momencie, chcąc zapiąć torebkę, zamyślona wsunęłam klucze do worka ze śmieciami i wszystko razem wrzuciłam do śmietnika. Trzeba było wymieniać zamki.

Tak już mam, że kiedy przechodzę koło śmietnika, pozbywam sie wszystkiego, co mam w rękach.

wtorek, 25 lipca 2006

Podobno jakiś hotel w Niemczech ustalił szczególny cennik opłat za pobyt w tym hotelu. Płaci się za pokój po 50 centów za każdy kilogram masy ciała. Hotel promuje odchudzanie. Właściciel hotelu uważa, że osoby szczupłe są zdrowsze i dłużej żyją, a więc będą częściej jego hotel odwiedzać.

Podoba mi się to!

Dzisiaj imieniny Krzysztofa. Krzysztof to najpopularniejsze imię męskie w mojej rodzinie. Imię jest pochodzenia greckiego, Christophoros znaczy "niosący Chrytusa".

Święty Krzysztof urodził się na początku III wieku. Jest patronem podróżnych i wszystkich zawodów zwiazanych z komunikacją. Dużo jest znanych osób o tym imieniu:  Krzysztof Kolumb, Krzysztof Kamil Baczyński, Krzysztof Penderecki i wielu innych.

A jeśli tu zajrzy jakiś Krzyś, to wszystkiego najlepszego!

poniedziałek, 24 lipca 2006

       
Ugłaskałam mój stary dom
wymiotłam wszystkie
padłe muchy i szerszenie

sprawdziłam ilość sęków
poklepałam go po belkach
życząc mu dalszych lat

pożegnałam go jak bliskiego
ale bez żalu

zamknęłam okiennice
niech nic z niego
nie ucieknie na zewnątrz

niech nowi ludzie czują
jak wiele dla mnie znaczył
bo będą w nim żyć
z moją przeszłością
w zanadrzu

            /Maria Antonina/
           

 

czwartek, 20 lipca 2006
Jeśli ktoś zobaczy kobietę idącą nasłonecznioną stroną ulicy, kiedy wszyscy idą w cieniu, to na pewno jestem ja.
   Uwielbiam te upały, lubię chodzić na spacery w samo południe, oczywiście bez nakrycia głowy, lubię czuć przypiekanie słońca. Boję się tylko do tego przyznawać, bo wszyscy strasznie na upały narzekają i mój zachwyt wywołuje niemal agresję u ludzi niezadowolonych z tak wysokich temperatur.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast