Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2007

Wczoraj byłam na tej pięknej łące. Kto dostrzeże tu bociana?

niedziela, 29 lipca 2007

Warszawa znalazła się na ósmym miejscu wśród miast uznanych jako uczciwe.

   Reader's Digest przeprowadził test. W różnych miejscach 32 miast pozostawiono telefony komórkowe i sprawdzano, ile z nich udało się odzyskać. Okazało się, że Warszawa wypadła w tej próbie nawet nieźle, zwrócono 23 telefony, co ulokowało naszą stolicę na ósmym miejscu pod względem uczciwości. Na pierwszym miejscu tego zestawu znajduje się Ljubljana, dalej Toronto, Seul i Sztokholm, a na końcu Hong Kong i Kuala Lumpur, gdzie oddano tylko po 13 telefonów.

Myślę, że ten test to bardziej zabawa niż poważny pomiar uczciwości, ale i tak lepiej być na ósmym miejscu niż na ostatnim.

piątek, 27 lipca 2007

Spędziliśmy dzisiaj pół dnia na działce znajomych, to znaczy nie bardzo znajomych, bo znamy się tylko z widzenia i dotąd mówiliśmy sobie tylko "dzień dobry". Nawet miałam lekkie obiekcje, kiedy nas zaprosili, ale na miejscu było bardzo miło, działka piękna, pięknie położona, a oni okazali się bardzo serdeczni i chyba się zaprzyjaźnimy.

Mąż z synem i z synową poszli wieczorem do Multikina na "Harry`ego Pottera".  Miałam nadzieję, że odrobię domowe zaległości w tym czasie, ale - nie wiem dlaczego - mi się to nie udało. Właściwie to wiem, bo mi się po prostu nie chciało nic robić.

Wczoraj po raz pierwszy byłam w Złotych Tarasach.  Złote Tarsy to największy kompleks handlowo-rozrywkowo-biurowy w samym centrum Warszawy, obok Pałacu Kultury i Dworca Centralnego.  W skład tego zespołu wchodzi kilka ogromnych budynków połączonych wspólnym, bardzo efektownym, pofalowanym dachem, który składa się z prawie pięciu tysięcy szklanych trójkątów o  trzymetrowych bokach. W kompleksie tym mieszczą się galerie handlowe, restauracje, multikino, centra rekreacyjne itp.  Mnie Złote Tarasy bardzo się podobały, a i ceny tam jakieś nawet trochę przyjaźniejsze niż gdzie indziej.

Jutro udajemy się na imieniny Krzysztofa, zaległe ze środy. Przyjęcie będzie oczywiście (bo jakże mogłoby być inaczej?) na powietrzu, przy grillu. Żeby tylko deszcz nie padał.

czwartek, 26 lipca 2007

   

Wszystkim Aniom, które tu zaglądają ( a jest Ich trochę!), z okazji dzisiejszych Imienin życzę wszystkiego, co najlepsze. Dużo zdrowia, radości, pogody ducha, żeby życie płynęło Wam szczęśliwie i ciekawie.

środa, 25 lipca 2007

Na terenie Wyścigów na Służewcu odbywa się teraz koncert "The Rolling Stones". Mimo że mieszkam daleko od Służewca, dolatują mnie dźwięki muzyki stamtąd. Wyobrażam sobie, jaki hałas mają w domach ludzie, którzy mieszkają w pobliżu Wyścigów.

Usłyszałam dzisiaj strzępy jakiejś radiowej rozmowy na temat pieszej pielgrzymki, która z Kaszub wyruszyła właśnie na Jasną Górę. Osoba, która brała udział w tym wywiadzie, wspominała o tabace, którą mogą zażywać uczestnicy pielgrzymki. Co z tą tabaką? Zaczęło mnie to ciekawić.

Okazuje się, że tabaka, czyli starty na proszek tytoń, jest bardzo cenioną, ukochaną używką Kaszubów, a zwyczaj jej zażywania jest bardzo stary. Podczas spotkań towarzyskich zażywanie tabaki należało do stałego rytuału i było traktowane jak palenie fajki pokoju. Najpierw zaciągała się osoba najważniejsza, ciesząca się ogólnym szacunkiem, a potem przekazywano tabakierę z rąk do rąk pozostałym gościom. W kościele także podczas nabożeństw zażywano tabakę, a często księża zarządzali przerwę na dokonanie tego rytuału.

Każdy szanujący się mężczyzna na Kaszubach podobno nosi przy sobie tabakierkę. Kiedyś zawsze wykonywano tabakierki z rogów bydlęcych, teraz najczęściej ze sztucznego tworzywa. "Chłop, co nie zażywa, baba się nazywa" - głosi lokalna mądrość ludowa. Kichnięcie po zażyciu tabaki podobno poprawia samopoczucie i rozjaśnia myśli (oj, gdzie tabaka? Bardzo potrzebuję!)

Jak ważna to na Kaszubach tradycja, niech świadczy fakt, że każdego roku w Chmielnie odbywają się mistrzostwa Polski w zażywaniu tabaki. W tej miejscowości można podobno także nabyć piękne tabakiery z bydlęcych rogów, wykonane przez ludowego artystę. Nic więc dziwnego, że pielgrzymi także zabierają tabakę ze sobą w drogę.

 A ja już wiem, dokad pojadę w sierpniu. Oczywiście na Kaszuby.


wtorek, 24 lipca 2007

Od czasu do czasu zerkam na angielski program telewizyjny, w którym jakaś doświadczona pani domu uczy wszystkie flejtuchy, jak należy własny dom odchlewiać.

  Już się tłumaczę, patrzę na te programy nie dlatego, że uważam się za jakiegoś domowego niechluja, ale dlatego że lubię programy na wszelakie tematy domowe (wiadomo, takie są kur upodobania). Od czasu do czasu po takiej audycji wyrzucam na kanapę całą zawartość moich szaf i ponownie w nich wszystko układam. I ta inspiracja do kontroli własnego domu jest podstawowym pożytkiem z mojego oglądania telewizji w ogóle.

Ostatnio mój zapał do patrzenia na te programy znacznie ostygł, kiedy po raz chyba pięćsetny, jako że są one nieustająco powtarzane, wysłuchałam cudownej porady owej doświadczonej pani domu, jak wykorzystać plastikową butelkę po wodzie mineralnej. Należy butelkę przeciąć na pół i dół wykorzystać jako pojemnik na ołówki i flamastry do postawienia na biurku. Można jeszcze zrobić inaczej - górną część butelki odwrócić szyjką do dołu, wstawić ją do dolnej połówki i będziemy mieć (jak znalazł!) wspaniały zbiornik na wodę podczas malowania obrazków pędzelkiem. Jakie to pomysłowe i jakie estetyczne! Walory artystyczne tego wynalazku jak najbardziej kwalifikują go do postawieniu na biurku w gabinecie wiktoriańskiego domu. 

Ja muszę też trochę o swoim domu pomyśleć, ponieważ wkrótce na dwa tygodnie przyjeżdżają do nas goście, cztery osoby, małżeństwo Francuzów oraz małżeństwo Amerykanów. Francuzi będą mieszkać w hotelu i z nimi nie będzie kłopotu, natomiast Amerykanie są bardzo skłonni mieszkać z nami, żeby - jak mówią - "poznać codzienne życie drogiej Ewy".

Pojemników z plastikowych butelek robić nie będę, ale o stronie kulinarnej tej wizyty muszę pomysleć, a to jest to, co najmniej lubię.

poniedziałek, 23 lipca 2007

Już jestem znowu po krótkiej wakacyjnej przerwie.

Smutek dookoła, tyle nieszczęść. Uświadamiamy sobie, jak bardzo krucha jest ta chwila naszego przebywania tutaj.

poniedziałek, 16 lipca 2007

W Gietrzwałdzie znajduje się słynne sanktuarium Maryjne. Tutaj można o nim poczytać: http://www.gietrzwald.3c.pl/ 

Wnętrze kościoła z bardzo pięknym obrazem Matki Boskiej.

Karczma Warmińska, restauracja połączona ze skansenem. Obsługa oczywiście w strojach regionalnych.

niedziela, 15 lipca 2007

W piątek rano postanowiłam pójść do fryzjerki. Zwykle trzeba się z nią umawiać z trzydniowym wyprzedzeniem. Pomyślałam jednak, że teraz kobiety powyjeżdżały na wakacje, więc na pewno przyjmie mnie tego samego dnia. Pełna nadziei na rychłą zmianę obrazu mojej głowy zadzwoniłam, ale pani Iwonka oświadczyła mi, że w ostatnich dniach przychodzi tak dużo kobiet, że trzeba umawiać się tydzień wcześniej. Zastanawiam się, jaki błąd popełniłam w swoim rozumowaniu.

W sobotę rano zdecydowaliśmy się pojechać na Warmię, rano pojechać, wieczorem wrócić. Ustaliliśmy, że wyjedziemy wczesnym rankiem, będzie więc dużo czasu na odwiedzenie naszych ulubionych miejsc. Rano na pewno nie będzie tłoku na trasie - myślałam - szybko zajedziemy. Jednak korki na siódemce zaczęły się już w Łomiankach. Przez cały czas jechaliśmy zderzak przy zderzaku. Roboty drogowe, wypadki, mnóstwo samochodów jadących na pola Grunwaldu z okazji rocznicy bitwy, a poza tym dobra prognoza pogody - wszystko to spowodowało, że szosa gdańska była niemiłosiernie zatłoczona. W rezultacie na miejsce zajechaliśmy koło pierwszej. I znów moje myślenie okazało się błędne.  Czy wszyscy muszą chodzić do mojej fryzjerki i jechać tą samą szosą, którą ja jadę - myślałam.

Nasz pobyt znacznie się więc skrócił. Jutro włączę tu kilka zdjęć ze skansenu, który znajduje się przy Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie. W Karczmie można zjeść obiad w otoczeniu starych wiejskich przedmiotów. W sobotę odbywały się tam także warsztaty sztuki ludowej wraz z kiermaszem. Dużo ładnych rzeczy, kilka  mi się szczególnie podobało, kupiłam sobie dwa obrazy kwiatów malowanych na szkle.

A potem powrót, znów zderzak przy zderzaku. 

środa, 11 lipca 2007

I znów nad Morskim Okiem.

Można i tak. Kto chce, nad Morskie Oko może jechać konnym wozem.

Na szczycie Nosala można odpocząć.

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast