Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
sobota, 25 lipca 2009

Na razie zawieszam pisanie bloga. Mam wielkie zmartwienie. Mój mąż jest ciężko chory. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

sobota, 18 lipca 2009

Bardzo upalna sobota. Na moim działkowym termometrze było 38 stopni w cieniu. Cały dzień przeleżałam na leżaku, nie robiąc absolutnie nic. Może niezupełnie nic, bo przeczytałam książkę o Toskanii, to znaczy o małżeństwie, które zdecydowało się przemienić opuszczoną ruinę, trzynastowieczny klasztor, w dom swoich marzeń, a obok stworzyć przepiękną winnicę. Taki wakacyjny temat.

Nie wiem, jak to się stało, mój leżak był ustawiony w głębokim cieniu, pod rozłożystym drzewem, a ja mimo to mam teraz czerwoną skórę poparzoną słońcem. Pamiętam, że podobnie było kiedyś w Egipcie, mój mąż zupełnie tam się nie opalał, a miał okropne porażenie słoneczne. Ja właśnie smaruję się różnymi kremami i maściami, ale i tak chyba skóra ze mnie będzie schodzić.

Na szczęście w te maści jestem dobrze zaopatrzona. Kiedyś udało mi się kupić kilka dużych słoików bardzo przyjemnych "smarowideł": balsam z nagietka, maść z wyciągiem z arniki, balsam na bazie oliwy z oliwek, a także balsam z wyciągiem z rokitnika. Wszystkie one są skuteczne przy oparzeniach i żeby nie było kłopotów z wyborem, na moją biedną skórę powinnam chyba zrobić mieszankę arnikowo-rokitnikowo-oliwkowo-nagietkową.

środa, 08 lipca 2009
 

Jak rzucić palenie? - pytano wczoraj w audycji radiowej. Ktoś odpowiedział: "To trudne. Trzeba cierpliwie czekać na zawał. Po nim jest łatwo".

A teraz o czymś innym. Przed wojną wydawano serię książek zatytułowaną "Cuda Polski". W ramach tej serii ukazały się między innymi takie tytuły jak: "Polesie", "Warszawa", "Karpaty i Podkarpacie", "Huculszczyzna", itp.

  Karpaty i Podkarpacie. Cuda Polski F. Antoni Ossendowski książka

  Polskie Radio, właśnie dzięki decyzjom decydentów dogorywające, dzisiaj próbowało stworzyć listę siedmiu polskich cudów natury. Przez wiele godzin słuchacze zgłaszali swoje najładniejsze miejsca, ich zdaniem pretendujące do miana cudu. Proponowano oczywiście Puszczę Białowieską, Kotlinę Kłodzką, Bieszczady, a także bardziej szczegółowo: dolinę Biebrzy, przełom Dunajca, czy Szumy na Tanwi.

Ja gdybym miała głosować, chyba optowałabym za Morskim Okiem, chociaż nie jestem pewna, bo cudnych miejsc jest wiele i na Podlasiu, i na Roztoczu, i oczywiście w Tatrach. A jakie są Wasze cuda natury?

wtorek, 07 lipca 2009
No to głosujemy! Oczywiście na Mazury-cud natury. Tutaj należy kliknąć i wypełnić odpowiednie rubryki, żeby Mazury znalazły się wśród nowych Siedmiu Cudów Natury. To już ostatnie godziny, plebiscyt się kończy, więc należy się pospieszyć. Ja swój głos już oddałam.
poniedziałek, 06 lipca 2009

Już wielokrotnie pisałam, że od lat jestem wielbicielką Polskiego Radia. Radio przetrwało wojnę, przetrwało trudne lata powojenne, a teraz w związku z akcją znoszenia abonamentu skazane jest na upadek. W środę w proteście przeciwko tej sytuacji program II wyłącza na 24 godziny swoje nadajniki. 

Znana reżyserka Agnieszka Holland napisała list otwarty w sprawie mediów publicznych. Oto jego fragmenty:

"Zastanawiam się, komu zależy na likwidacji, marginalizacji, deprecjonowaniu mediów publicznych? Kto wbił do głowy ważnym politykom wiodącej partii i niektórym publicystom, że społeczeństwo polskie w przeciwieństwie do brytyjskiego, francuskiego, skandynawskiego, niemieckiego i innych poradzi sobie bez mediów, których głównym celem nie jest szybkie zarabianie szmalu, ale wszechstronna informacja, edukacja, wyjaśnianie złożoności tego świata, przedstawianie konsekwencji różnych wyborów, produkcja programów dla dzieci, filmów dokumentalnych, programów kultury wyższej i wartościowej rozrywki, propagowanie tychże, aktualizowanie historii i tradycji narodowej, tradycji europejskiej, pobudzanie inicjatyw społecznych, obywatelskich itd., itp. ?
Twierdzenie, że wszystkie te zadania wypełniają media komercyjne z TVN 24 na czele, świadczy bądź o naiwności, bądź o złej woli i niezrozumieniu, na czym polega społeczna edukacja i sposób funkcjonowania mediów we współczesnym świecie.
Kto wmówił części polityków i niektórym publicystom, że kultura to zbędny luksus, kwiatek do kożucha, że Polska obejdzie się bez niej, że wystarczą telenowele, tańce z gwiazdami, amerykańskie filmy klasy B z lektorem, muppet show z Nelly Rokitą, Kurskim, Palikotem czy Cymańskim (ulubieni goście TVN 24) i transmisje sportowe? Kto im wmówił, że ludzie kultury, w tym kilkaset wybitnych osób, które podpisały list otwarty w sprawie mediów publicznych, to banda darmozjadów, harpaśnych lobbystów, którzy w nosie mają dobro społeczne, chodzi im bowiem wyłącznie o własne kabzy i posady, i wakacje na Majorce.

Piszę te oczywiste oczywistości, ponieważ śledząc aktualną debatę wokół dogorywających za sprawą polityków mediów publicznych, ze smutkiem i niesmakiem przeczytałam wywiad z panią poseł Śledzińską-Katarasińską, która jako przewodnicząca komisji kultury w Sejmie jest odpowiedzialna za tworzenie kolejnych wersji żałośnie nieudanych ustaw medialnych. Widać z tego wywiadu, że Platforma zabetonowała się w uporze, że idzie w zaparte, że jej politycy nie chcą się dać przekonać i gotowi są stąpać po gruzach, byle tylko osiągnąć szczytny cel: zniszczyć w Polsce możliwości istnienia silnych mediów publicznych. Czy powodem tej determinacji jest brak wrażliwości na społeczne skutki zaniedbań w sferze kultury i edukacji, czy doktrynalny liberalizm rynkowy, czy jeszcze coś innego, skutek jest jeden: pani poseł otwarcie przyznaje, że los, rozwój, siła mediów publicznych jej kompletnie nie obchodzą, a czyni to w tak aroganckiej i pełnej pogardy formie, że przypominają mi się odlegle czasy komuny (...)

A już zupełnie horrendalne w wywiadzie pani poseł było wyzywanie zwracających uwagę na fakt, że nowa ustawa nie tylko nie likwiduje upolitycznienia mediów, ale przeciwnie, jeszcze to zagrożenie pogłębia, od chamów i kłamców. Jakby nie udowodnił tego upolitycznienia przed kilku dniami premier Tusk, jednym ruchem odbierając mediom publicznym jakiekolwiek gwarancje stałego finansowania! Pokazał jak na dłoni, na czym ma polegać finansowanie mediów publicznych według nowej recepty polityków: koniunkturalny interes partyjny czy polityczny może je błyskawicznie zakneblować, jeśli taka będzie potrzeba czy wola rządzących. Kto więc jest tu łgarzem, pani poseł, i kto ściemnia?

A może jednak jest tak, że wyższa kultura, nauka, edukacja, czytelnictwo mogą grać ważną rolę w zwalczaniu głodu, wykluczenia, analfabetyzmu i pomóc nam lepiej radzić sobie również z kryzysami służby zdrowia?

Może jednak media publiczne z prawdziwego zdarzenia są potrzebne Polakom również po to, by nauczyli się oceniać krętactwa i demagogię polityków?
Może zamiast puszyć się, że ma się władzę i można z nią zrobić, co się żywnie spodoba, lepiej by było przypomnieć sobie, że ma się przede wszystkim odpowiedzialność?" 

Tak pisze Agnieszka Holland. Trudno jej nie przyznać racji. 

niedziela, 05 lipca 2009

Ponieważ ja nigdy nie byłam w Olsztynie, więc wczoraj, w sobotę, postanowiliśmy z przyjaciółmi tam się wybrać. Jechaliśmy około czterech godzin, długo, ponieważ na dziewięćdziesiątym kilometrze był wypadek i długo staliśmy w korku. A tak na marginesie, przed nami stał tam niebieski ford, którego właściciel miał poczucie humoru i na tablicy rejestracyjnej napisał "Nie płacz, kiedy odjadę...". Nie płakaliśmy, przeciwnie, ogarnęła nas radosna euforia, gdy po godzinie wreszcie się od nas oddalił.

Olsztyn bardzo mi się podobał. Większość czasu spędziliśmy na Starym Mieście. Był piękny słoneczny dzień, nie za gorący, w sam raz na spacery. Przeszliśmy przez Wysoką Bramę, obejrzeliśmy zamek, zwiedziliśmy katedrę, pochodziliśmy uroczymi uliczkami, posiedzieliśmy, porozmawialiśmy i miło spędziliśmy czas. Po drodze zajechaliśmy także do Gietrzwałdu, ale o Gietrzwałdzie już tu pisałam. Niestety, nie mogłam robić żadnych zdjęć, gdyż okazało się, że w aparacie wyczerpały się baterie. W drodze powrotnej złapała nas wielka ulewa. Musieliśmy zatrzymać się na poboczu, ponieważ widoczność była zerowa. Wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. 

Na mojej (zaniedbanej) działce. Działka znajduje się 23 kilometry od mojego domu, niby niedaleko, ale jeżdżę tam raczej rzadko, zwykle w soboty i to nie zawsze. Dlatego chwastów tam mnóstwo i wszystkie rośliny rosną sobie, jak same chcą.  Widać to na tych zdjęciach.

Jak się nazywają te różowe kwiatki?

Moje wiesiołki

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast