Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 28 lipca 2013

 Wiem, że jest bardzo gorąco i na pewno nie macie ochoty na spacer po Warszawie. Może jednak znajdzie się ktoś, kogo ta wycieczka zainteresuje i pójdzie ze mną. Zapraszam.

Dzisiaj obejrzymy ulicę Chocimską, to prawie centrum miasta. Spotykamy się przy Placu Unii Lubelskiej. Plac Unii należy jeszcze do dzielnicy Śródmieście, ale za nim rozpoczyna się już Mokotów.

Rzućmy okiem dookoła. Na wprost ładna kamienica, która przetrwała wojnę. 

Tutaj w czasie okupacji była dzielnica niemiecka, toteż te kamienice wojnę przetrwały. Po obu stronach Puławskiej widzimy dwie rogatki, w późnym stylu klasycystycznym, powstały na początku XIX wieku i pełniły funkcje bram wjazdowych do miasta. Oto jedna z nich, zachodnia.

 

 

Kiedy na początku lat pięćdziesiątych XX wieku zastanawiano się nad budową Pałacu Kultury i Nauki, Plac Unii był brany pod uwagę jako jedna z lokalizacji. Gdyby tutaj wybudowano Pałac Kultury, na pewno centrum miasta przesunęłoby się mocno na południe. Jak wyglądałaby wówczas Warszawa, można porozważać.

 

Na Placu Unii w 1962 roku powstał pierwszy polski supersam. Rozebrano go chyba w 2009 roku i na jego miejscu wybudowano to gmaszysko, które moim zdaniem, nie bardzo pasuje do historycznej zabudowy placu.

 

Kamienica Kasperskich, ta wysoka, wąska, mówi się, że ma kształt żelazka, powstała na początku XX wieku. Przed pierwszą wojną był to najwyższy budynek w Warszawie, bardzo dobrze wyposażony; trzy kryształowe windy, centralne ogrzewanie, kuchenki gazowe,  w mieszkaniach centralne odkurzacze.

 

 

Z Placu Unii skręcamy na wschód, w ulicę Chocimską. Jesteśmy na Starym Mokotowie. Do roku 1919 Chocimska nosiła nazwę: Langnerowska, od nazwiska jednego z właścicieli ziemskich. Jest to ulica o ładnej zabudowie, elegancka, pełna zieleni, mieści się tu kilka ważnych instytucji, mieszkało wielu znanych ludzi. Ja idę Chocimską ze szczególnym uczuciem, ponieważ przy tej ulicy przez kilka lat pracował mój mąż.

Mijamy kamienicę, w której po wojnie, w latach 1945-1952, mieściło się Biuro Odbudowy Stolicy, nieopodal znajduje się prokuratura okręgowa, ale my zatrzymujemy się przy Chocimskiej 35. Na elewacji tego domu, który przetrwał wojnę,  widnieją tablice poświęcone sławnym ludziom, którzy tu mieszkali.

 

 

 

 

Po drodze spoglądamy na pomnik ukraińskiego poety Tarasa Szewczenki.

 

Chocimska 24. Zabytkowy budynek, przetrwał wojnę, mieści się w nim Państwowy Zakład Higieny.

 

Po przeciwnej stronie budynki centrum finansowego o nowoczesnych fasadach.

 

Ulica Chocimska 7, ciekawa willa zbudowana w roku 1930 dla przedsiębiorcy  Władysława Płachcińskiego, zaprojektowana przez architekta Jana Koszczyca-Witkiewicza. Mieści się w niej luksusowa restauracja Różana. Na tyłach willi znajduje się okazały ogród.

 

Na Chocimskiej także, po przeciwnej stronie ulicy, znajduje się Dom Weletów. Welecja jest jedną z najstarszych polskich korporacji akademickich. Powstała w Rydze w 1883 roku, po odzyskaniu niepodległości przeniosła się do Warszawy. W 2002 roku została reaktywowana. Jest organizacją studentów i absolwentów warszawskich uczelni. Teraz budynek  znajduje się w rękach prywatnych.

 

 

 I na tym kończymy ten krótki spacer. Opuszczamy Chocimską, możemy wrócić ładną trasą, ulicą Willową, w dół do parku Morskie Oko, a tam jest też dużo ciekawych miejsc do obejrzenia. Jednak chyba rzeczywiście jest trochę za gorąco na takie chodzenie.

 

 

 

wtorek, 23 lipca 2013

Świat szaleje, ekscytuje się księciem-niemowlęciem. Wodospad Niagara świeci na niebiesko! Każde słowo dolatujące spod drzwi szpitala, w którym przebywa Royal Baby, wstrząsa posadami planety.

I czymże są moje problemy w tej sytuacji?

* Pisałam już o niesamowitym hałasie samolotów latających nad naszymi głowami. Wczoraj w Urzędzie Dzielnicy zorganizowano spotkanie z ekspertami lotniska. Tematem było ewentualne wykonanie izolacji akustycznych w naszych mieszkaniach. Nie bardzo wiem, na czym ta izolacja miałaby polegać, w każdym razie w trybie pilnym trzeba wypełniać wnioski, ale nie wydaje mi się, żeby z tego coś miało wyniknąć. Na szczęście podobno remont lotniska już się zbliża do końca, więc mamy nadzieję, że i bez izolacji będzie ciszej. Na to spotkanie przyszło chyba pół Ursynowa, bo tłok był straszny i niewiele było słychać. Stałam w tłumie przez dwie godziny i wróciłam do domu nieżywa.

* Nowoczesność zawitała do mojego domu. Wymieniane są stare windy na inne, bardziej "światowe". Dotychczasowe windy były z okienkiem, dobrze działały, a szyba dawała osobie klaustrofobicznej, takiej jak ja, minimalny komfort jazdy. Były to jedyne windy, którymi jeździłam. Te nowe mają podwójne, metalowe zasuwane drzwi i przypominają bunkier. Jednak nie mam wyboru, będę musiała nimi jeździć, ale na razie przeżywam udręki i próbuję oswajać windy z zewnątrz.

* Czytam książkę Grażyny Jagielskiej "Miłość z kamienia". Pani Jagielska jest żoną Wojciecha Jagielskiego, korespondenta wojennego, naocznego świadka pięćdziesięciu trzech wojen. "Od dwudziestu lat przygotowuję się na śmierć swojego męża, jestem prawie gotowa" - pisze. Ten stres, paniczny lęk o męża spowodował, że trzy miesiące spędziła w klinice psychiatrycznej z objawami stresu bojowego. Przejmująca, ładnie napisana książka.

piątek, 19 lipca 2013

 

 Lato w Warszawie na Ursynowie.

 Dokąd by tu polecieć? Wybór jest ogromny! Samolot na wyciągnięcie ręki.



                                                                                               /Zdjęcie z "Passy"/      

Muszę uzupełnić.

To nie jest wcale szokujący fotomontaż. Tak od kwietnia latają samoloty nad Ursynowem. Latają bez przerwy co parę minut, a nawet może częściej. Czasami nam się wydaje, że podwoziem ocierają się o dachy domów, tak się zniżają. Okęcie obiecuje, że wkrótce remont się skończy i samoloty będą podchodzić do lądowania na swoim dawnym pasie, ale na razie nie słyszymy własnego głosu w mieszkaniach.                                 

                                                     

sobota, 06 lipca 2013

 * Słońce jak we Włoszech, w ostatnich dniach było u nas tak samo gorąco jak w Rzymie. Siedzę przy otwartym oknie i jem sałatkę caprese. Okno z powodu przeciągu stale się zamyka. Szukam czegoś ciężkiego, co mogłoby mi pomóc w kontakcie ze świeżym powietrzem. Ta pamiątka z Rzymu doskonale się do tego nadaje, jest solidnej wagi. Słońce, sałatka, wilczyca, Romulus i Remus, a do tego gdzieś w zasięgu wzroku na balkonie sąsiadów bielizna susząca się na sznurze... I w tym momencie uświadomiłam sobie, że mam rzymskie wakacje; bez wydatków i większego zachodu:)

    

 

* Parę dni temu byłam na występach zespołu amatorskiego, w którym między innymi śpiewała moja koleżanka. Piosenki o Warszawie, wśród nich popularny kiedyś utwór "Kiedy rano jadę osiemnastką...", ale z nieco zmienionym refrenem, teraz treść jest bardziej zgodna z duchem czasu i chyba z rzeczywistością.

    "Na prawo bank, na lewo bank, a dołem Wisła płynie.

     Tu rośnie bank, tam rośnie bank z godziny na godzinę..."

        

     I tyle na dzisiaj. Wszystkim, którzy tu zajrzą, życzę dobrej niedzieli:)

 

 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast