Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 26 lipca 2015

 Place, mosty, fontanny, a także schody. Rzym leży na wzgórzach, stąd te kilometry schodów. Ile kilometrów schodów ja pokonałam, zanurzając się się w przeróżne urokliwe boczne uliczki i zaułki, nie wiem, ale na pewno bardzo dużo. Żałuję, że na początku ich nie fotografowałam. Teraz przedstawiam przedeptane przeze mnie schody, ale te bardziej reprezentacyjne.



Schody Hiszpańskie, chyba najbardziej znane schody na świecie, największe i drugie pod względem szerokości. Każdy turysta musi tu być, spotykają się tu także rzymianie, przychodzą na plotki, a także tutaj najczęściej się zaręczają. W okresie Bożego Narodzenia na szczycie Schodów ustawiana jest szopka, na wiosnę odbywa się festiwal kwiatów, Festa della Primavera, a dotąd każdego roku miały tu miejsce pokazy największych światowych domów mody. Nie wiem, czy jeszcze się odbywają, ponieważ ostatnio były z tym jakieś zawirowania.

W celu uzupełnienia jeszcze tylko dodam, że Schody Hiszpańskie powstały w XVII wieku.
 

Panuje przesąd, że na Schodach Hiszpańskich nie wolno niczego jeść, a każdy turysta musi tu posiedzieć. Ja nie siedziałam, ale schodziłam z samej góry, 138 stopni, wiec chyba to też się liczy, chociaż w żadne przesądy nie wierzę:)

 

Reprezentacyjne schody, Cordonata, zaprojektowane przez Michała Anioła w połowie XVI wieku. Wejścia na Kapitol strzegą figury Dioskurów (Kastora i Polluksa) z końmi.

 



Schody na Kapitol (124 stopnie!). Prowadzą wprost do bazyliki Santa Maria in Aracoeli (Bazylika Matki Bożej Ołtarza Niebiańskiego), pochodzą z połowy XIV wieku, zostały wybudowane w 1348 roku jako dziękczynienie za ocalenie miasta przed dżumą.

 

 

Salita dei Borgia. Fragment schodów prowadzących na via Cavour.

 



 A jakie to schody? Dokąd prowadzą? Dokąd ja tędy szłam? Niestety, nie pamiętam. Będę jeszcze próbowała jakoś tego dociec.

 

 

Schody Borgiów. BAAARDZO długie i strome schody pomiędzy Via Cavour a Piazza di San Pietro in Vincoli. Ciekawe przejście.

Wejście do tych samych schodów przy Piazza di San Pietro in Vincoli

 

 Święte Schody (Scala Santa) przy Piazza San Giovanni in Laterano. Znajdują się one na wprost Bazyliki i prowadzą do kaplicy w starym pałacu papieskim z XVI wieku. 

Zgodnie z przekazem tradycji 28 stopni tych schodów w 326 roku przywiozła z Jerozolimy matka cesarza Konstantyna, święta Helena. Pochodzą one z pałacu Poncjusza Piłata, przed którym stanął Jezus przed ukrzyżowaniem. Panuje przeświadczenie, że po tych schodach szedł, by stanąć przed Piłatem, i że są one skropione Jego krwią. Po Świętych Schodach wchodzi się wyłącznie na kolanach, tak jest od wieków. Obecnie schody są chronione drewnianą obudową. To zdjęcie zrobiłam podczas wrześniowego pobytu w Rzymie, tym razem tam nie byłam.



niedziela, 19 lipca 2015

Dziewiętnastego dnia pobytu w Rzymie (licząc moje poprzednie pobyty), poczułam przygnębienie. Uświadomiłam sobie, że mimo mojej determinacji i dużego wysiłku fizycznego (intensywne zwiedzanie w upale!), nigdy nie poznam w tym mieście wszystkiego i nigdy nie będę mogła mieć przekonania, że Rzym znam. Przypomniała mi się też rozmowa, o której gdzieś słyszałam, pewnej turystki pytającej mieszkankę Rzymu o drogę:
- Niestety, ja nie znam dobrze Rzymu, mieszkam tu niedługo, tylko piętnaście lat - padła odpowiedź.

Jakie jest wyjście? Może popatrzeć na wiele zabytków jednocześnie.

Najpierw z tarasu na wzgórzu Pincio obejrzymy Piazza del Poppolo. Bardzo znany plac, większość turystów go odwiedza, głównie ze względu na kościół Santa Maria del Poppolo, w którym znajdują się obrazy Caravaggia i Rafaela. Niestety, ja byłam tu trzy razy i zawsze ten kościół był zamknięty. Na środku placu stoi jeden z obelisków przywiezionych z Egiptu, jest z XIII wieku p.n.e. Są tutaj także dwie fontanny i w ogóle otoczenie jest bardzo ciekawe, nie można tego placu pominąć. 

 

Widok Rzymu ze wzgórza Pincio. Bardzo dużo schodów musiałam pokonać, żeby tu się wdrapać.

 

   
 

 

 

W Rzymie jest kilka wspaniałych punktów widokowych.  Tutaj widok z tarasu Monte Gianicolo na Zatybrzu.

 

A to panorama miasta z Ogrodu Pomarańczowego na Awentynie.

 

I ze Schodów Hiszpańskich. Pode mną 138 stopni do zejścia na dół.

 

Jest jeszcze kilka innych atrakcyjnych miejsc, z których można obejrzeć panoramę Wiecznego Miasta. Przede wszystkim kopuła na Bazylice św. Piotra. Niestety, nigdy nie próbowałam tam dotrzeć, podobnie jak i na Zamek Anioła.

Lubię oglądać panoramy, zawsze staram się wyławiać wzrokiem znajome miejsca. Czasami myślę sobie, że dobrze by było, gdyby do wypatrzonego obiektu dało się przeskoczyć nad dachami. Albo być Ikarem, ale w taki upał?

 

niedziela, 12 lipca 2015

 

Dzisiaj znów zapraszam Was na spacer po mieście. Gorąco, leniwie, powałęsamy się więc trochę po Rzymie bez żadnego konkretnego planu.

 

 

 

 

 

Antyczny Rzym jest ściśle związany ze współczesnym. Zaglądamy na Forum Romanum. To miejsce jest symbolem potęgi Wiecznego Miasta.

 Wkrótce będzie więcej zdjęć z Forum Romanum i Kapitolu.

 

 
A tu już bijąca po oczach współczesność. Może w tym sklepie kupię sobie plecak?


 

 

 Tutaj na pewno plecaka nie kupię.


 

  

Bardzo lubię purpurowe bougenwille wśród zieleni.

 

 

 Jeszcze jedna fontanna. Ta znajduje się na Piazzetta di San Simeone.

 

Za rogiem jest lodziarnia, wstąpimy na chwilę.                             




/int./
                                                                                                                                   

 

środa, 08 lipca 2015

Kartka z podróży

Przy śniadaniu ciekawa rozmowa z panią profesor ze Stanów i jej asystentami. Tematem oczywiście jest Rzym. Oni prowadzą tutaj wykopaliska. Dzisiaj już wyjeżdżają, żegnając się, mówimy o następnym spotkaniu za rok.

Śniadanie się przeciągnęło. Jadę do miasta dosyć późno, trochę po dziesiątej. Dzisiaj mam bardzo konkretny cel, chcę kupić sobie plecak, ponieważ w tym, który noszę teraz, wczoraj zerwał się pasek. Przyszyłam go grubą nitką, ale boję się, że to może być nietrwałe. Mały plecaczek podczas zwiedzania jest mi niezbędny, muszę mieć wolne ręce. 

Postanowiłam pojechać na via Nazionale. To ładna duża ulica w centrum Rzymu, mnóstwo tu sklepów, także - wydaje mi się - tych, w których ceny są do zniesienia. Jadę tam autobusem "64". "64" jedzie do Dworca Termini, przez całe miasto, głównymi ulicami.


Od zawsze ten autobus ma bardzo złą opinię. Wszyscy mnie przed nim przestrzegają. Kiedy do niego weszłam, był bardzo zatłoczony. Młoda Włoszka radzi mi, żebym plecak trzymała w rękach przed sobą, będzie bezpieczniej - dodaje. Widzę, że wiele kobiet w ten sposób przyciska do siebie swoje torebki.

Via Nazionale. Szukam plecaka, ale bez powodzenia. W końcu w jednej witrynie dostrzegam skórzany o pięknym miętowym kolorze, ale to nie dla mnie, jest za duży i za ciężki, innych nie ma. Na pocieszenie kupuję sobie szal. Szale, szaliki lubię i mam ich dużo, ale ten bardzo mi się podoba.

Jest bardzo gorąco, na pewno ponad 30 stopni, jestem trochę zmęczona, ale idę piechotą w stronę Placu Weneckiego. Po drodze wchodzę do małego lokaliku i kupuję sobie lody o smakach jogurtu, mango i tiramisu. O rzymskich lodach mówi się, że są szczególnie smaczne. Te, które ja w Rzymie jadłam, były dobre, ale "nic nadzwyczajnego" - jak mawiał mój mąż.

Dochodzę do "serca" Rzymu, do Placu Weneckiego. Siadam wśród innych turystów na stopniach pod kolumną Trajana. Siedzę dosłownie jak na rozżarzonych węglach, bo kamień jest tak nagrzany słońcem, że trudno wytrzymać. Przyglądam się kolumnie, a głównie opasującemu ją reliefowi, na którym wyrzeźbiono bitwę z Dakamii, myślę o historii, tyle lat, tyle pokoleń minęło. Kolumnę wzniesiono w 113 roku (dla upamiętnienia zwycięstwa cesarza w tej bitwie!)

              

Siedząc, myślałam nie tylko o kolumnie, moje myśli przez cały czas zaprzątał także ten nieszczęsny plecak. Postanowiłam pójść jeszcze na via del Corso, chociaż wiedziałam, że tam na pewno niczego nie kupię. Jest to prestiżowa ulica, ceny są bardzo wysokie, dużo turystów z Ameryki, z Emiratów, itp.

I teraz będzie historii z plecakiem ciąg dalszy. Idę, rozglądam się, robię zdjęcia i w pewnej chwili czuję, że ktoś z tyłu otwiera suwak w moim PLECAKU. Na szczęście zachowałam przytomność, szybko zdjęłam go z ramion i w tym momencie odskoczyły od niego trzy młode Rumunki z minami wyraźnie niezadowolonymi z mojej szybkiej reakcji. Okazało się, że nie tylko w autobusie "64" trzeba uważać na plecaki.

Postanowiłam już zakończyć moje spacery po ulicach handlowych i zajęłam się zwiedzaniem, co sprawiło mi znacznie więcej przyjemności niż chodzenie od sklepu do sklepu.

niedziela, 05 lipca 2015

Jadąc do Rzymu, raczej nie planowałam zwiedzania tej bazyliki, niewiele o niej wiedziałam, nie wiem dlaczego. Właściwie poszłam tam, żeby tylko zobaczyć drzwi, które wykonał niedawno zmarły polski rzeźbiarz, Igor Mitoraj. Jego rzeźby oglądałam wcześniej na drzwiach kościoła jezuitów na Starym Mieście w Warszawie. Tutaj o tym pisałam.

Bazylika Matki Bożej Anielskiej i Męczenników (Santa Maria degli Angeli e dei Martiri), przy Placu Republiki, niedaleko dworca Termini.  

Niektórzy mówią (że jest to najpiękniejszy kościół w Rzymie, ale tam prawie o każdym kościele można powiedzieć, że jest najpiękniejszy. Zaprojektowany przez Michała Anioła i zbudowany na ruinach starożytnych rzymskich łaźni, Term Dioklecjana, a ściślej mówiąc, na ich centralnym miejscu, tepidarium. Bazylika poświęcona jest Matce Boskiej, aniołom, a także męczennikom chrześcijańskim, którzy zginęli przy budowie Term w III wieku. Patrząc z zewnątrz, kościół wydaje się niepozorny, nieduży, ale w środku oszołamia swoją urodą i ogromem. Nic dziwnego, że w bazylice tej odbywają się włoskie ceremonie państwowe i pogrzeby znanych osób.

 

 

Powyższe trzy zdjęcia przedstawiają wrota ze złoconego brązu wykonane przez Igora Mitoraja. Przy okazji, tutaj można zobaczyć inne prace Mitoraja.

 

Niestety, nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć.

 

Anioły są wszędzie - nazwisko projektanta też zobowiązuje:))

 

 


 To jest Anioł Światła.

 

 

 

Zegar słoneczny (meridiana) z początków XVIII wieku. Kiedy słońce jest nad południkiem lokalnym, mała plamka światła wpada przez otwór w ścianie na skałę z brązu i marmuru i dzięki temu można odczytać dzień oraz położenie Słońca. Przez lata był to najdokładniejszy rzymski zegar.

 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast