Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 31 sierpnia 2005

Jeszcze parę słów o chlebie. Babeczkaa pisze dzisiaj o chlebie orkiszowym.  W mojej piekarni też sprzedają chleb orkiszowy. Można kupić sobie kilka kromek, na wagę. Nigdy go nie kupowałam i nie wiem, jak smakuje. To będzie cel mojego jutrzejszego spaceru do piekarni. Inne chleby, zwłaszcza z ziarnami, także sprzedają tam na wagę.

Przy okazji, przypomniałam sobie, że u nas też używano słowa "skibka"? "Skibka chleba" - to wyrażenie u mojej babci znaczyło to samo, co "kromka chleba" (ale nie "piętka" jak u Good news"). Bardzo mi się "skibka" podoba. Kojarzy się z ziemią, z rolą, z korzeniami wszystkiego.

Niedaleko od mojego domu jest piekarnia. Piekarnia-pokusa. Kusi mnie, żeby tam od czasu do czasu chodzić, niezależnie od tego jakie konsekwencje ponoszą potem moje biodra. Chleby z ziarenkami, bez ziarenek, jasne, ciemne, rumiane, pachnące, bułki, rogaliki, takie, inne i jeszcze inne i ciasta przeróżne, makowce, keksy, drożdzowe, z lukrem i z kruszonką, babki piaskowe, drobne ciasteczka i moje ulubione bezy, chrupiące i rozpływające się w ustach. I jak tu się oprzeć takim pokusom?
W ciągu roku, kiedy pracuję, staram się tam nie zaglądać, ale podczas urlopu trochę się rozgrzeszam (może za bardzo).

Dzisiaj ciepło, piękne włoskie niebo, szłam do mojej piekarni i na moment myślami przeniosłam się do Rzymu, gdzie na Piazza di Porta Maggiore znajduje się grobowiec bogatego piekarza Eurysacesa i jego żony. Ten grobowiec pochodzi z 30 roku p.n.e. i ma kształt pieca chlebowego.

Niestety, trzeba szybko wyjeżdżać z Rzymu. Trochę różnych spraw "urzędowych" zebrało mi się dzisiaj do załatwienia.

wtorek, 30 sierpnia 2005

Takie piękne słońce dzisiaj, ale te kwiaty wokół już wprowadzają jesień. Moje ulubione astry, liliowe, purpurowe, białe, granatowe... I nagietki pomarańczowe, złociste, żółte... Pełno ich wszędzie. I cynie, i lwie paszcze...

"Rumianki, bratki, nagietki, czerwone portki, żółte skarpetki, zielone włosy, błękitne nosy, czy jeszcze liczyć, czy będzie dosyć?" To chyba Sztaudynger.


 

 "Fachowiec" wziął zaliczkę od mojej sąsiadki na zabudowę przedpokoju i zniknął. Ślad po nim zaginął. Ona znalazła wyśjcie z tej sytuacji: "nie denerwuję się, nie szukam na siłę z nim kontaktu, wytłumaczyłam sobie, że mogłam być okradziona w drodze z banku do domu". I takie myślenie jest chyba najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji.

Włączyłam na chwilę telewizor. Prowadząca program mówi, że teraz po śmierci JP II jest u nas "moda na wartości". Czyżby? Może ten "fachowiec" nie słyszał o takiej modzie. Albo nie oglada telewizji.

poniedziałek, 29 sierpnia 2005

"Przeznaczenie nie zawsze leży na końcu drogi, często leży całkiem gdzie indziej". Tak powiedziała wczoraj w audycji radiowej moja ulubiona dziennikarka-podróżniczka, Beata Pawlikowska. Jakże często ta sentencja się potwierdza.

Lubię tu zaglądać: http://www.beatapawlikowska.com/

 

Posypały się ostatnio wesela. Znów dostałam zaproszenie od bardzo miłych młodych ludzi. Dzisiejsze brzmi trochę nietypowo.

 Po informacjach formalnych następuje taki tekst: "W sprawie kwiatków (nie oszukujmy się, pewnie planujecie przyjść z różyczką). Zwykle lubimy dostawać kwiaty, ale tego dnia ich ilość mogłaby nas przytłoczyć. Dlatego proponujemy, żeby zamiast kwiatka przynieść nam drobny prezencik, który ucieszy nas bardziej niż wanna pełna kwiatów, a kieszeni nie obciąży bardziej niż wspomniana różyczka. Nasze propozycje (potrzeby):

 czysta płyta CD, paczka gwoździ, żarówka, trochę śrubek z nakrętkami, klej, szpulka nici, folia aluminiowa (do kanapek), przedłużacz, drewniana łopatka do smażenia, chochla, dzbanek na kompot, flakonik na kwiaty, słoik typu wek /taki ze szklaną pokrywką, gumką i sprężynką/, podstawka pod gorące naczynia."

Ojej, gdzie tu kupić ten słoik wek z gumką i sprężynką. Na szczęście gwoździe i śrubki z nakrętkami dostanę na pewno:)

  

Przy okazji pobytu w Szklarskiej Porębie jeżdzę do Karpacza, a tam, w Karpaczu, znajduje się Muzeum Zabawek. Utworzył je, przekazując swoje bogate zbiory, aktor, tancerz, choreograf, założyciel Wrocławskiej Pantomimy, Henryk Tomaszewski. W muzeum można zobaczyć  zabawki z całego świata, różne; dawne i te bliższe nam, także lalki Barbie /przy okazji, podobno na Tajwanie, w Taishanie, znajduje sie muzeum lalki Barbie/.

Tak już jest, że wszelkie ekspozycje zabawek najchętniej oglądają dorośli, może dlatego, że w środku wszyscy zawsze jesteśmy dziećmi, chociaż "czas nie oszczędza nikogo" , jak  przypominają wiecznie aktualni The Rolling Stones w "Time Waits for No One".

To może jeszcze jedna półka z moimi lalkami.  Skanować to ja już się chyba nie nauczę! 

niedziela, 28 sierpnia 2005

 

Wróciłam z urlopu. Byłam w Szklarskiej Porębie. Chodziłam na długie wędrówki po lesie (ach, jakie tam są przepiękne lasy!), zwiedzałam okoliczne miejscowości, w których wcześniej nie byłam, długo spałam, czytałam, dużo rozmawiałam z miłymi ludźmi i bardzo mi tam było dobrze. Mimo że w tym roku byłam tam trzeci raz, już myślę o następnym wyjeździe.

Tylko daleko od nas do Szklarskiej Poręby i do tego jeszcze te remonty szoszy na całej długości powodują wydłużenie podróży. Jechaliśmy ponad siedem godzin z godzinnym postojem w oberży albo - jak ja to nazywam - w gospodzie ludowej, czyli w MacDonaldzie, w Kępnie, 80 kilometrów przed Wrocławiem. Ja lubię w czasie podróży jeść w MacDonaldzie, wolę tam niż w innych zajazdach czy motelach. Mąż się śmieje z tych moich dziecinnych upodobań.

Przy okazji postanowiłam zobaczyć Kępno, dosyć duże, interesujace miasto, którego początki sięgają średniowiecza.

A teraz już w domu ... i dobrze.

wtorek, 16 sierpnia 2005

I jeszcze jedna półka:

Para z Peru. Pomiędzy nimi stoi tykwa, z której piją yerba-mate. W tykwie znajduje się bombilla, czyli rodzaj łyżeczki, której trzonek stanowi metalowa rurka. Bombilla służy do picia yerba-mate (można przeczytać ciekawe informacje na ten temat: http://hyperreal.info/drugs/go.to/art/327  )

Na temat yerba-mate pisze także Beata Pawlikowska na swojej stronie: http://www.beatapawlikowska.com/

"Do przygotowania yerba mate potrzebne są: drewniany paragwajski kubek albo argentyńska tykwa oraz bombilla, czyli specjalna metalowa rurka zakończona łyżeczką z sitkiem.

  Aby przygotować yerba mate na sposób południowoamerykański, należy:

  1. Drewniany kubek lub tykwę wyparzyć wrzątkiem.

  2. Nasypać do niego suchej yerby .

  3. Dodać ulubionych ziół, np. rumianku, mięty, anyżku itd. (tak, żeby w sumie kubek był wypełniony w 2/3 wysokości).

  4. Zatykając koniec rurki kciukiem, wkręcić ją w suchą yerbę i umieścić w kubku tak, żeby sitko znajdowało się tuż nad dnem po przeciwnej stronie, a rurka przy wylocie z kubka opierała się o jego brzeg.

  5. Przygotować gorącą wodę o temperaturze ok. 80° (taką, jakiej się używa do zaparzania kawy rozpuszczalnej). Wlać wodę do termosu i go zamknąć.

  6. Do kubka lub tykwy z suchą yerba mate nalać prawie do pełna wody z termosu i zostawić na tak długo, aż woda wsiąknie. To pierwsze zalanie nazywa się para Santo Tomas, czyli dla Świętego Tomasza. Sucha yerba tak wciąga w siebie wodę, jakby naprawdę wypijał ją niewidzialny Święty.

  7. Kiedy św. Tomasz wypije swoje, dolewamy z termosu dwa-trzy łyki wody i pijemy. Ostrożnie, bo będzie gorące. Kiedy w rurce zabulgocze powietrze, znów dolewamy kilka łyków wody i pijemy.  A potem znów dolewamy i pijemy.

  8. Tradycja obowiązująca w Ameryce Południowej mówi, że yerba mate pije się wspólnie, w grupie osób, przy czym kubek z rurką jest tylko jeden – i krąży on z rąk do rąk. Jedna osoba trzyma termos i dolewa wody. W praktyce wygląda to więc tak, że kubek wraca zawsze do tej samej osoby trzymającej pieczę nad termosem i gorącą wodą, a ta osoba, po każdorazowym dopełnieniu kubka z yerba mate wodą, podaje go następnej osobie.

  9. Co nie znaczy, że nie można yerba mate pić samemu – ja tak robię codziennie rano od kilku lat.

  Smacznego :))"

 
1 , 2 , 3
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast