Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Dzisiaj znów piszę o niczym, bo nic ciekawego się nie dzieje. A może się dzieje, tylko ja nie mogę tego dostrzec. To chyba z powodu niskiego ciśnienia, które jest ostatnio bardzo uciążliwe.

Przed południem byłam u okulistki, a po południu u optyka, gdyż muszę zmienić okulary. Pan mi zaproponował wiele wzorów oprawek, miedzy innymi takie duże, okrągłe, "babulkowate", (bo "to dobra marka"), a ja wybrałam podłużne i (o zgrozo!) z czerwoną "nitką" (na szczęście cienką). Sama jestem zadowolona z własnej odwagi. Na szczęście okulary to nie  samochód, chociaż ich cenę też lepiej przemilczeć.

Wieczorem odwiedzili mnie sąsiedzi, którzy niedawno nade mną zamieszkali. Przyszli uprzedzić o remoncie, który właśnie rozpoczynają i przeprosić za hałasy.   Wyobrażam sobie, co mnie czeka, wiertarka już dzisiaj wbijała mi się w mózg, ale zniosę, wszystko im wybaczę, bo są sympatyczni i kulturalni, a ja takich ludzi lubię.

wtorek, 24 sierpnia 2010
Nie potrafię szybko myśleć siedząc. Kiedy przed południem kłębi mi się w głowie dużo różnych myśli, kiedy muszę zastanowić się nad pewnymi sprawami, chodzę. Wcześniej chodziłam po mieszkaniu, ale ostatnio doszłam do wniosku, żeby myślenie połączyć z dotlenianiem organizmu i chodzę na balkonie (mój balkon jest dosyć długi). Tam i z powrotem, wiele razy, a ponieważ polubiłam te spacery, chodzę coraz dłużej. Żeby nie dostarczać rozrywki ludziom idącym dołem do sklepu, trzymam w rękach gazetę i od czasu do czasu udaję, że czytam. Kilka dni temu zaczęłam nawet wychodzić na swój "spacernik" także wtedy, gdy zwyczajnie chcę poczytać książkę. Moim zdaniem łączę przyjemne z pożytecznym, ale może to być również traktowane jako dziwactwo.

 Ostatnio jestem bardzo hojnie wspierana słodyczami. Pan kamieniarz, który świadczy mi usługi, podarował kilogram  chałwy. Taka ilość wystarczy mi chyba na pół roku, gdyż już niewielki kawałeczek wywołuje u mnie przesłodzenie. A wiec, od pana kamieniarza - chałwa, od koleżanki męża - pudełko "Raffaello" ("zamiast kwiatka"), od pani dozorczyni - tabliczka czekolady niemieckiej (nie wiem, z jakiego powodu, ale się domyślam), od mojej koleżanki z okazji spotkania po latach - czekoladki Lindt, od pani sprzątającej - pudełko ukraińskich czekoladek o nazwie "Palitra Asorti", od syna - czerwone serce wedlowskie (chyba za całokształt). Taki jest ostatnio wysyp słodkości u mnie. Nic, tylko siąść i jeść.

Pomiędzy chodzeniem a jedzeniem słodyczy zdarza mi się od czasu do czasu robić jeszcze coś innego, na przykład, jak już wspomniałam, czytać. Dzisiaj czytałam kolejną książkę o moich ulubionych Tatrach (Jarosław Skowroński:"Tatry międzywojenne"). Jest to książka o czasach, "gdy pod Tatrami grały nie tylko góralskie kapele, ale i jazz-bandy, gdy na szosie do Morskiego Oka ścigali się wspaniali mężczyźni na jeszcze wspanialszych maszynach, gdy w piorunującym tempie powstawały kolejki na Kasprowy Wierch i Gubałówkę, a w jednej zakopiańskiej knajpie można było spotkać Witkacego, Szymanowskiego, Iwaszkiewicza, Gombrowicza, Tatarkiewicza, Ingardena i Makuszyńskiego." To były czasy!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

To także Warszawa.







niedziela, 22 sierpnia 2010
Piękny letni dzień, piękne otoczenie i piękna muzyka. Tego mi było trzeba. W Łazienkach Królewskich, pod pomnikiem Chopina w każde letnie niedzielne południe odbywają się koncerty chopinowskie (znów ten Chopin!). Dzisiaj grał Krzysztof Jabłoński.





Po wysłuchaniu koncertu można obejrzeć wystawę ponad pięćdziesięciu fotografii pt. "Pomniki Chopina w kraju i na świecie". Zdjęcia są umieszczone na ogrodzeniu Parku Łazienkowskiego. Oto niektóre z nich.

Okazuje się, że największy pomnik na świecie znajduje się w centrum Szanghaju. Jego autorką jest chińska rzeźbiarka Lu Pin.


A to pomnik Chopina w Rio de Janeiro. Projektował go August Zamoyski.


W Bukareszcie

I w Singapurze. Rzeźbiarz: Karol Badyna
 

We czwartek byłam na koncercie japońskiego chóru dziecięcego z Hamamatsu. Koncert odbył się z okazji dwudziestolecia partnerstwa między Hamamatsu a Warszawą.

Hamamatsu to miasto w Japonii nad Oceanem Spokojnym. Mają tam swoją siedziby miedzy innymi Yamaha Corporation, Suzuki i Honda. Mieszkańcy tego miasta, jak wielu Japończyków, lubią muzykę Chopina, często grywał tam Rafał Blechacz, a ciekawostką jest fakt, że w Hamamatsu jest pomnik Fryderyka Chopina, kopia naszego pomnika z Łazienek. Nic więc dziwnego, że koncert tamtejszego chóru dziecięcego odbył się w kościele św. Krzyża w Warszawie, tam, gdzie znajduje się serce naszego kompozytora.

Właściwie wystąpiły dwa chóry, jeden, Hamamatsu Lionet Children's Choir, to chór dziewcząt od 11 do 18 lat, dyrygent: pani Noriko Hatsumura i drugi, mieszany, Junior Choir Hamamatsu pod dyrekcją pana Takeshi Asano.

Ze wzruszeniem wysłuchaliśmy pieśni japońskich, a także Chopina w wykonaniu młodych Japończyków. Oba chóry są bardzo liczne, ale trzeba przyznać, że dzieci były bardzo zdyscyplinowane, chodziły parami, pięknie się kłaniały, uroczo wyglądały.

Oto kilka zdjęć. Niestety, są słabe, ponieważ w kościele było dosyć ciemno.











Tutaj jest umieszczone serce Fryderyka Chopina.

sobota, 14 sierpnia 2010
Kobieta pracująca, czyli Irena Kwiatkowska, we wrześniu skończy 98 lat - słyszę. To jedna z tych, które nigdy nie umierają. Zastanawiam się, czy teraz są artystki tej miary. Ja nie widzę.

Trafiło do mnie dzisiaj zdanie francuskiej pisarki Colette: "Jakież wspaniałe życie wiodłam! Szkoda tylko, że nie zdawałam sobie z tego sprawy wcześniej." Niestety mądrość nie przychodzi do nas sama, osiągamy ją w wyniku naszych trudnych przejść i porażek. Za tę wiedzę zwykle trzeba zapłacić dużą cenę. 
środa, 11 sierpnia 2010

Na wielu blogach można obejrzeć zdjęcia przeróżnych pięknych kwiatów z Waszych ogrodów. Postanowiłam i ja pochwalić się tym, co mam. Niestety, moja działka jest zaniedbana i w tym roku są tam tylko dwie dosyć marne różyczki. Ponieważ rozstałam się z panem Heniem, szukam teraz innej osoby, która by działkę reanimowała, ale nie jest to takie proste.





Mam jeszcze pytanie. Może ktoś wie, jak nazywają się te rośliny? Kiedyś przyniosłam je z lasu, posadziłam u siebie, a one rozrastają się w zaskakującym tempie.





wtorek, 10 sierpnia 2010

Przechodziłam obok i zrobiłam zdjęcie.



Mieści się tu "Zachęta" Narodowa Galeria Sztuki (taka jest ostatnia pełna nazwa tej instytucji). Budynek został zbudowany na przełomie XIX i XX wieku według projektu Stefana Szyllera, znanego architekta, projektanta starego gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, gmachów Politechniki i wielu innych obiektów, m.in. kościołów w Mońkach i Druskienikach. "Zachęta" znajduje się w centrum miasta, przy placu Małachowskiego.

Jest jedną z najbardziej prestiżowych galerii sztuki współczesnej. Prezentowani tu byli wybitni artyści, na przykład Pablo Picasso, Paul Cezanne, Henri de Toulouse-Lautrec i inni, organizowane były wielkie wystawy, takie jak "Paryskie Salony Jesienne", ""Klasycy XX wieku", czy "100 lat Sztuki Polskiej".
Kiedyś często tam chodziłam na wystawy, ostatnio jednak moje drogi i drogi sztuki współczesnej zdecydowanie się rozeszły (może z nielicznymi wyjątkami).

Teraz o czym innym. Dzisiaj po raz pierwszy upiekłam w mikrofalówce ciasto "w kubku", o którym wspominałam kilka dni temu. Wyszło zupełnie dobre, ale przepisu nie podam, bo wszystko wsypywałam na oko. Przygotowanie ciasta zajęło mi 4 minuty, a samo pieczenie 3 minuty.

Czytam "Fatwę" Jacky Trevane. Mimo że znam już tę książkę, znów dałam się wciągnąć. Młoda Europejka zakochuje się w przystojnym, obcym kulturowo mężczyźnie i skutki tej miłości, stary, często poruszany w literaturze ostatnich lat problem. Na pewno wiele osób "Fatwę" czytało, więc już nie będę o tym pisać.
poniedziałek, 09 sierpnia 2010

Kiedyś prowadziłam zeszyt, do którego wpisywałam różne złote myśli. Rano przeglądałam ten kajet i przypomniałam sobie taką sentencję:

"Boże, daj nam siłę, abyśmy przyjmowali z pogodą to, czego nie można zmienić, odwagę, aby zmienić to, co trzeba zmienić i mądrość, abyśmy potrafili odróżniać jedno od drugiego". Powiedział to Reinhold Niebuhr, pastor amerykański. Moim zdaniem, mądre.

     A dzisiaj przeniosłam się w wielki świat. Czytałam książkę, która tak się zaczyna: "Tego wieczoru na zamku Windsor wydawano oficjalne przyjęcie". Tytuł tej książki: "Czytelniczka znakomita", autor: Allan Bennett.

Ulubione psy królowej wracając ze spaceru, zwykle wbiegały do pałacu frontowymi schodami, tego dnia skręciły w stronę pałacowego podwórka, gdzie w tym czasie przyjechał bibliobus, czyli objazdowa biblioteka. Psy szybko tam pobiegły, czyniąc dużo hałasu. Królowa oczywiście podążyła za swoimi pupilkami, wstąpiła do biblioteki, żeby przeprosić za zamieszanie. Kiedy już weszła, nie wypadało wyjść bez książki. I zaczęło się! Zaczęła się wielka pasja czytelnicza królowej, która nawet zaniedbując swoje obowiązki monarchini, czasami symulując chorobę, pochłania kolejne lektury. Oczywiście takie hobby też musi mieć swoje skutki. Zabawna książka, dobrze się ją czyta.
niedziela, 08 sierpnia 2010

Zwykle robię dziesięć rzeczy jednocześnie, zawsze w pośpiechu i ze świadomością uciekającego czasu. Piszę na komputerze, słucham radia, oglądam telewizję, pomiędzy jednym uderzeniem w klawiaturę a drugim jem śniadanie i piję kawę, w kuchni w tym czasie coś się gotuje, więc od czasu do czasu biegnę, żeby zamieszać w garnku, a w łazience  pracuje pralka. Wszystko z obłędem w oczach. Na ogół wydaje się nam, że świat bez naszego udziału nie będzie funkcjonował, że my go nakręcamy, że się zatrzyma, kiedy my zwolnimy.

Koniec z tym! Trzeba skoncentrować się na jednej czynności i wprowadzić ład do swojego życia. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Od wczoraj jest porządek. Każda czynność ma swój czas. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast