Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Dzisiaj na Ursynowie było pogodnie i przyjemnie, nie za gorąco nie za zimno. Miałam do załatwienia kilka spraw.



Dużo chodziłam, a potem nawet nie chciało mi się wracać do domu, więc obiad zjadłam na KENie i chwilę jeszcze posiedziałam w parku, czytając książkę.

Aleja KEN. Wejście do metra Kabaty




Wszędzie dużo zieleni. Nowo utworzony deptak.
Coraz ładniej tu u nas. Lubię Ursynów. W tej części Warszawy mieszkam już 31 lat.


Reklama dźwignią handlu! Już starożytni o tym wiedzieli. Najpierw była to głównie reklama ustna, a potem zmieniała się ona wraz z rozwojem środków przekazu aż do reklamy komputerowej włącznie. Na zdjęciach przedwojenne ulotki reklamowe.




Powyższa reklama dołączona była do przedwojennej powieści.


Tak! Grunt to dobre konserwanty! Zdrowo i smacznie! To już komentarz ode mnie.


"...Ceny są najniższe, a towar pierwszorzędny". Ta reklama dotycząca pończoch jest przyklejona do przedtytułowej strony starej książki mojego dziadka.


Ja w ten sposób piekę ciasto, zawsze muszę mieć przepis w rękach, nawet jeśli to samo ciasto przygotowuję pięćsetny raz.

niedziela, 28 sierpnia 2011
W ciągu dwóch godzin wizyty mojej koleżanki i jej męża u mnie on wbił kołek w ścianę i zawiesił mi kinkiet, który niedawno spadł, umocował opadającą półkę w szafie i naprawił niedomykającą się klapę od sekretarzyka. Próbował też naprawić telefon stacjonarny, z którym ostatnio coś się złego dzieje, ale uznał, że sprawa wymaga większego skupienia i zabrał go do domu, żeby tam w spokoju telefon reanimować. Oczywiście kolację też zdążyliśmy zjeść i na degustowanie nalewek mojego męża też znalazł się czas. A jeśli chodzi o te nalewki, niestety zapasy są już bliskie wyczerpania.

Teraz o czym innym. Ostatniej nocy śniło mi się, że idziemy gdzieś z mężem w otoczeniu jakiegoś przepięknego krajobrazu, a dookoła rozlega się muzyka i ta piosenka Piwnicy pod Baranami:
   "Ta nasza młodość z kości i krwi
Ta nasza młodość co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest potem drugą
Ta nasza młodość ten szczęsny czas
Ta para skrzydeł zwiniętych w nas..."

Lubię tę piosenkę. Ponieważ jednak nigdy nie analizuję snów i nie zastanawiam się nad nimi, i nad tym przechodzę do porządku dziennego, mimo że melodia przez cały dzień kołacze się po mojej głowie.
piątek, 26 sierpnia 2011
Wczoraj wieczorem, kiedy wracałam do domu,  zauważyłam na schodach małego jeża. Niczego się nie bał, śmiało sobie po tych schodach chodził. Podobno na Ursynowie w tym roku jest bardzo dużo jeży, ciekawe dlaczego im się to miejsce spodobało. To jest w ogóle jakaś dziwna sprawa z tymi zwierzętami. Łosie i dziki  chodzą po ulicach, a przed chwilą w tv pokazywano zające, które zagnieździły się na rondzie w Olsztynie. Nie przeszkadza im ruch dużego miasta, na nic nie zważają, bardzo swobodnie się czują. To jest chyba jakaś anomalia przyrodnicza, coś się tym dzikim zwierzętom poprzestawiało w głowach. Tylko ciekawe dlaczego.

Jutro przychodzi do mnie przyjaciółka z mężem. Zastanawiam się nad stroną kulinarną tego spotkania, co przygotować, żeby nie poświęcić na to całego dnia.  Chyba wymyślę coś bardzo prostego, ostatecznie zawsze można poratować się sałatkami, a ciasto kupię w mojej sprawdzonej cukierni.

Na zakończenie jeszcze kilka butów projektanta Kobi Levi. Ładne?        








  
    


poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Na zakupy Dziewczyny! 

Buty projektanta Kobi Levi.

    









 
niedziela, 21 sierpnia 2011
 Kiedyś synowie całowali matki w rękę zmęczoną tkaniem płótna albo szyciem odzieży, a dzisiaj syn całuje matkę w rękę utrudzoną trzymaniem myszki komputerowej - powiedział mój syn, całując mnie w rękę na pożegnanie.
 
Dostałam dzisiaj z Arizony piękne zdjęcia Wielkiego Kanionu. Usiłowałam je tu umieścić, ale link nie chciał być aktywny. Myślę, że niektórzy spośród moich czytelników widzieli te cuda na żywo. Zazdroszczę.

Może tylko przypomnę, że Wielki Kanion jest 443 km długi. 200m-30 km szeroki, a maksymalna głębokość - 1,6 km.

Rano wysłuchałam w radiowej trójce audycji o Meksyku. Audycja mogła być ciekawsza, ale mnie znów zaczął kusić daleki świat. Może pojadę do Ciechocinka:)


czwartek, 18 sierpnia 2011

Jestem trochę niepodobny do mamy, chyba mnie podmienili.

Przydałyby mi się takie krowy, gdyż bardzo lubię mleko. Kupuję zwykle od razu dużo kartonów, ponieważ boję się, żeby mi któregoś dnia nie zabrakło, bo jak wypiłabym poranną kawę. Bez mleka? To niemożliwe.
Ostatnio moje mleko jest sprzedawane w nowym opakowaniu, tak szczelnie zamkniętym, że aby je otworzyć, muszę posługiwać się kombinerkami. Inaczej nakrętka nie daje się ruszyć.
Na szczęście, mój mąż był bardzo dobrze zaopatrzony we wszelakie wiertarki, młotki i przeróżne inne narzędzia, których nazw nawet nie znam. Tymi narzędziami można by chyba zapełnić cały warsztat, tyle ich jest. Prawdę mówiąc, bardzo rzadko były używane, czasami tylko młotek czy wiertarka, a teraz u mnie zastosowanie znalazły także kombinerki.

A jeśli już jestem przy temacie "mlecznym", chcę powiedzieć, że ostatnio koleżanka dała mi grzybek tybetański. Nie wiem, czy on rzeczywiście jest z Tybetu, myślę, że nie. Wygląda jak ugotowany ryż. Kiedy się zaleje go mlekiem, powstaje bardzo smaczny kefir, a grzybek rozmnaża się i zwiększa swoje rozmiary. Podobno "pomaga na wszystko". Mnie jeszcze "na wszystko" nie pomógł i jako że należę do osób sceptycznych pod tym względem, pewnie bym go nie używała, ale ten kefir jest tak smaczny, że pije się go z przyjemnością.

Wreszcie dzisiaj była ładna pogoda, ciekawe na jak długo. Słonecznie Was pozdrawiam.



poniedziałek, 15 sierpnia 2011
W piątek kupiłam sobie pomadkę. Za kosmetyki trzeba w tym sklepie płacić oddzielnie, więc zapłaciłam, wzięłam paragon i poszłam robić dalsze zakupy. Potem stanęłam przy kasie, oczywiście moją pomadkę podałam kasjerce do rozkodowania i zapłaciłam za pozostałe rzeczy. Pomadkę włożyłam do plecaczka i usiłuję wyjść, kiedy nagle rozległ się przeraźliwy dźwięk i zaczęło migać czerwone światło. Cofnęłam się, jeszcze raz próbuję przejść na drugą stronę i znów ten sam ostry dźwięk. Z przerażeniem stwierdziłam, że to mój plecak wywołuje alarm. Od razu pojawiła się kobieta z ochrony, kazała mi pokazać zawartość plecaka, a ja w tym momencie chciałam się zapaść pod ziemię. Okazało się, że ta pomadka jednak nie dała się rozkodować i stąd taki sygnał. Na szczęście po zapłaceniu nie wyrzuciłam paragonu, więc sprawa od razu się wyjaśniła, jednak słowa "przepraszam" nie usłyszałam, chociaż w charakterze podejrzanej czułam się strasznie.  
niedziela, 14 sierpnia 2011
Dzisiaj znów dodaję zdjęcia sprzed kilku tygodni. Wracając ostatnio z Milanówka, zajechaliśmy do Karolina, gdzie w ładnym parku znajduje się pałac, który jest siedzibą Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca "Mazowsze" im. Tadeusza Sygietyńskiego.


 Znana przedwojenna aktorka, Mira Zimińska-Sygietyńska oraz profesor Tadeusz Sygietyński, kompozytor, miłośnik folkloru, podczas wojennych bombardowań Warszawy obiecali sobie, że po wojnie założą zespół, którego celem będzie uchronienie od zapomnienia polskiej muzyki, pieśni i tańców ludowych. Sygietyńscy zaczęli jeździć do małych miejscowości, zaglądali do starych wiejskich chałup, obserwowali tamtejsze obyczaje, słuchali melodii i przyśpiewek regionalnych i przywozili do Karolina uzdolnioną młodzież wraz z ich muzyką, barwnymi strojami, ale przede wszystkim z ich entuzjazmem i młodością. Tak powstał Zespół "Mazowsze". 6 listopada 1950 roku odbył się w Warszawie pierwszy koncert tego zespołu.


W parku, przed pałacem, ułożone są kamienie, na których wyryto nazwy państw i daty upamiętniające występy "Mazowsza".


W ciągu wielu lat swojego istnienia "Mazowsze" podbiło świat, koncertując w 51 krajach i wzbudzając zachwyt wykonywanymi melodiami, tańcami, a przede wszystkim barwnymi, oryginalnymi kostiumami /to zdjęcie nie moje, z sieci/.


Po śmierci profesora Sygietyńskiego w 1955 roku, zespołem kierowała Mira Zimińska-Sygietyńska.

          
W 1962 roku byli wychowankowie "Mazowsza" upamiętnili Tadeusza Sygietyńskiego tym pomnikiem dłuta artysty Bohdana Chmielewskiego.
 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast