Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozmawiam przez telefon z moją koleżanką, Krysią, która akurat opiekuje się swoimi wnukami. Przez cały czas w tle słychać krzyki dzieci. Krysia rozmawia coraz bardziej niespokojnie, a w pewnym momencie woła nerwowym głosem:

- Piotruś, nie skacz, bo zrzuciłeś z półki mój telefon, który leżał koło zegarka!

- Gdzie jest mój telefon, spadł z półki i nigdzie go nie widać - woła.

- Piotrusiu, rozejrzyj się, zajrzyj pod fotel, może tam wpadł!

- No, popatrz - mówi do mnie - tak biegają, że coś zrobili z moim telefonem. Rozglądam się wszędzie, ale nigdzie go nie widzę, a zaraz muszę zadzwonić do mamy.

- No, nie ma! Pod stołem też go nie ma! Gdzie jest ten telefon?

- Jak to gdzie? Przecież masz go w ręce, bo rozmawiamy - mówię przytomnie.

 Ojeeej! Przy dzieciach sama dziecinnieję, a od tego ich krzyku już głowę tracę - konkluduje.

- To prawda - żartuję - ale mnie należy się dziesięć procent znaleźnego:)

niedziela, 26 sierpnia 2012

 O Ursynowie nigdy nie za wiele. Sądząc po ilości moich wpisów na ten temat, powinnam już chyba zostać kandydatką do odznaczenia "Zasłużona dla Ursynowa", oczywiście gdyby takie istniało:)) 

Dzisiaj przejdziemy się główną ulicą tej dzielnicy czyli Aleją Komisji Edukacji Narodowej. Zaczyna się ona na Kabatach, przy Lesie Kabackim, a kończy się na Mokotowie. Jest to przyjemna ulica, domy są ładne, jasne, na parterach mieści się wiele sklepów, lokali gastronomicznych, wszędzie dużo kwiatów, dużo zieleni, ale najważniejsze jest to, że pod KENem jeździ metro, które rozwiązało problem komunikacyjny Ursynowa, łącząc tę dzielnicę z resztą Warszawy. Znajdujemy się w północnej części KENu, porozglądajmy się na boki.

Na Ursynowie koło fontanny... W ciepłe dni pełno tu dzieci.

 

Przez bramę

 

 Wejście do stacji metra Stokłosy

 

Obok kościoła

 

 Ursynowskie pasaże

 

 

 

wtorek, 21 sierpnia 2012

"PETYCJA NIE!!! Dla ograniczenia czasu leczenia osób ze stwardnieniem rozsianym"

  Proszę Was o poparcie tej petycji. Dotyczy ona chorych na stwardnienie rozsiane. Jest to protest przeciwko "administracyjnemu wyznaczeniu czasu trwania refundacji leczenia immunomodulacyjnego (w tym leczenia pierwszego rzutu czyli interferonem i octanem glatirameru) na 60 miesięcy, niezależnie od skuteczności tego leczenia!"

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=8857

sobota, 18 sierpnia 2012

Dzisiaj jadłam smaczną zupę. Podano mi przepis, więc go tutaj umieszczam. Mam nadzieję, że żadnego ważnego szczegółu nie zapomniałam. Przygotowanie zupy jest bardzo proste.

Zupa z cukinii

Cukinię pokroić i podsmażyć na maśle, posolić, dodać pieprzu i jeśli lubimy, gałkę muszkatołową (nie za dużo). Do cukinii wlać wodę, też lepiej mniej niż za dużo, bo potem można dodać. Gotować to około 20 minut.  Po tym czasie zupę miksujemy, wsypujemy do niej trochę (ze 3-4 łyżki) utartego ostrego sera żółtego, takiego, który łatwo się topi, a najlepiej parmezanu. Mieszamy i dodajemy trochę dobrej śmietany. Kromki chleba albo bułki kroimy w drobne kostki i podsmażamy na patelni na oleju. Rumiane i chrupiące wsypujemy do talerza z zupą tuż przed jedzeniem.


A teraz zmieniam temat. Od kilku tygodni telewizja intensywnie rozgrzewa emocje widzów, bez końca omawiając temat rodziców, którzy na parę minut zostawili córeczkę pod opieką pracownic lotniska, a sami pobiegli do samolotu, w którym już znajdowało się starsze dziecko, a samolot za sekundę odlatywał. Ze wszystkich stron sypią się słowa potępiania, a najchętniej ukamienowano by tych rodziców. Rzecznik praw dziecka grzmi, że dziecko nie jest walizką, którą można zostawiać wśród obcych ludzi. Oczywiście, tą walizką nie jest, ale zastanawiam się, czym się różni taka sytuacja od pozostawiania dzieci w tych wydzielonych dla nich kątach w supermarketach, podczas gdy rodzice robią zakupy. Gdybym była zmuszona, chyba jednak wolałabym na moment zostawić dziecko w rękach pracownic portu lotniczego niż przy wejściu do supermarketu, gdzie kręcą się różni przypadkowi ludzie i wcale nie muszą tam pracować wykwalifikowani pedagodzy.

piątek, 17 sierpnia 2012

Dzień się kończy. Marny był. Nie jestem z siebie zadowolona, zmarnowałam dużo czasu. A teraz znów późno. Już się chyba nie nauczę chodzić wcześniej spać.

środa, 15 sierpnia 2012

       

           

                Peter Rubens: Wniebowzięcie NMP /1611-14/

         Lubię dzisiejsze święto, które pachnie kwiatami i ziołami. Dwie moje koleżanki chodziły w tym roku z warszawską pielgrzymką do Częstochowy, oczywiście w intencji dzieci. Dzieci, jak to często bywa, niefrasobliwe i lekkomyślne, na własne życzenie pokręcą, pokomplikują sobie życie, a potem biedni rodzice zadręczają się i z narażeniem własnego zdrowia szukają ratunku.

         Dzisiaj nie umawiałam się z nikim, chociaż powinnam, bo teraz moja kolej zorganizowania "party" (tak to żartobliwie nazywamy) dla sąsiadów, z którymi regularnie się spotykamy. Czuję się lekko podziębiona, siedzę więc w domu i czytam. Właśnie czytając przed chwilą wywiad z Bohdanem Tomaszewskim w "Uważam Rze", spaliłam duszącą się w kuchni marchew. Garnek do wyrzucenia, a swąd pewnie będzie się utrzymywał przez miesiąc. Bardzo kiedyś lubiłam słuchać radiowych relacji sportowych pana Tomaszewskiego, tak ciekawie mówił, że nawet zaczęłam interesować się sportem, notowałam wyniki, wycinałam z gazet zdjęcia sportowców i zawsze namiętnie słuchałam tych sprawozdań radiowych. Z przyjemnością więc ten wywiad przeczytałam i nawet garnka mi nie żal:)

Teraz zabieram się za piąty tom "oliwkowego" cyklu Carol Drinkwater. Czytałam kiedyś tylko pierwszy tom, a wczoraj w bibliotece nie było innych poza piątym, więc go wypożyczyłam, gdyż myślę, że niekoniecznie trzeba to czytać po kolei.

U nas dzisiaj nie pada, ale wczoraj lało przez cały dzień. Pogodnie wszystkich pozdrawiam:)

 

środa, 08 sierpnia 2012

Kiedy nie ma o czym pisać, to zawsze można o pogodzie. Po tym strasznym upale, którego nie wytrzymywały zaokienne termometry, teraz jest znacznie chłodniej. Rano zauważyłam, że ludzie nie są zdecydowani, jak mają się ubrać. Jedni w kurtkach, w żakietach, a na przykład pani Tania z Ukrainy w dalszym ciągu w sukience na ramiączkach. Jej zawsze ciepło.

Moi przyjaciele wszyscy powyjeżdżali, do Grecji, do Toskanii, do Ustki, do Giżycka, bratowa dzisiaj wraca z Portugalii, a mnie nigdzie nie chce się jechać. Sąsiedzi proponują wspólny wyjazd na ich działkę, ale przecież gdybym chciała jeździć na działkę, to nie sprzedawałabym swojej. Dorosłam już chyba do wieku, kiedy najlepiej jest we własnym domu. W końcu jednak chyba gdzieś we wrześniu wyjadę, ale na pewno tylko tam, gdzie samej nie trzeba przygotowywać posiłków. Na razie jestem w domu, czytam książki, godzinami rozmawiam przez telefon z przyjaciółką i ... martwię się. Wszystkim.

środa, 01 sierpnia 2012
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast