Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 27 sierpnia 2015

Przez ostatnie dwa dni kołacze mi się po głowie ten refren Rosiewicza: "Михаил, Михаил эта песня для тебя..." Pamiętacie?
Od czasu do czasu to nuciłam, a przed chwilą włączyłam kanał "Historia" i co tam usłyszałam? Oczywiście "Михаил, Михаил..." Należę do pokolenia, które uczyło się w szkole rosyjskiego, nawet ten język zdawałam na maturze, więc coś tam jeszcze pamiętam i czasami lubię rosyjskiego posłuchać.

Zaczęłam od dygresji, chcę pisać o czymś innym. 

Zbliżam się do końca moich rzymskich relacji. Dobrze, bo sama już odczuwam przesyt tym tematem ("co za dużo, to niezdrowo..."). Ciągnę go jednak, bo chciałabym, zanim zapomnę, zostawić mały ślad tej podróży. Dzisiaj więc bardzo pobieżnie o jeszcze jednym ważnym miejscu w Rzymie.

                                                                        ***

 Przed południem znów pokonuję 124 stopnie i po zabytkowych schodach wchodzę na Kapitol. Chcę zobaczyć słynne rzymskie Bambino, które znajduje się w Kościele Santa Maria in Aracoeli (Matki Bożej Niebiańskiego Ołtarza). 

Kościół zbudowany w VI wieku na miejscu świątyni Junony Monety. Oczywiście w ciągu wieków był przebudowywany, teraz fasada jest późnośredniowieczna, a we wnętrzu dominuje barok.

Nie jest moim celem opisywanie tego niezwykłego kościoła, wspomnę tylko, że jest on trójnawowy, podzielony 22 antycznymi kolumnami przeniesionymi tutaj z różnych starożytnych ruin, na ścianach m.in. bardzo cenne freski z XV wieku, wspaniały ołtarz barokowy, niezwykłej urody posadzka Cosmatich.

 

Przede wszystkim Kościół Santa Maria in Aracoeli słynie z otaczanej w Rzymie wielką czcią figurki Dzieciątka Jezus.

Statua wykonana z drzewa oliwnego, które według tradycji, pochodzi z Ogrodu Getsemani w Jerozolimie. Uważa się, że rzeźba ma moc uzdrawiania. Przez lata była powozami dowożona do chorych i umierających dzieci. Teraz raczej podróżuje po Rzymie  karetkami pogotowia albo taksówkami, ale podobno na ulicach pojazd wiozący Santa Bambino, tak jak kiedyś, jest uprzywilejowany, chociaż w czasach obecnych figurka chyba bardzo rzadko opuszcza swoje stałe miejsce, to raczej dzieci są do niej przywożone.

 

Dzieci z całego świata piszą listy do Bambino. Żaden z tych listów nie może być przeczytany przez osobę dorosłą. W okresie Bożego Narodzenia dzieci się tu gromadzą, modlą, śpiewają, recytują wiersze i mówią o swoich bolączkach i marzeniach.

Niestety, w 1994 roku bezcenna rzeźba została skradziona i na jej miejscu umieszczono kopię, ale cieszy się ona tak samo wielkim kultem jak oryginał.

 

Ale  przejdźmy jeszcze raz po kościele. Na jednej z kolumn znajduje się taki otwór.

 

Turyści czekają w kolejce, żeby przyłożyć do niego ucho. Wyraźnie słychać jakieś dźwięki, szumy jakby muzykę. Przykro mi, ale nie wiem nic więcej na ten temat. Dlaczego ten otwór? Jakie to dźwięki? Nigdzie nie znalazłam żadnej informacji na ten temat.

niedziela, 23 sierpnia 2015

 

Telewizja przypomniała Olgierda Budrewicza, podróżnika, dziennikarza, pisarza i popularnego varsavianistę. 

Pamiętam, z jakim przejęciem wiele lat temu (chyba to były lata siedemdziesiąte) w niedzielne popołudnia oglądaliśmy w telewizji jego "Klub 6 Kontynentów". Takie podróże, o których mówił Budrewicz, nawet nam się wtedy nie marzyły. On był wszędzie, zresztą napisał nawet książkę o tym tytule "Byłem wszędzie". Książek napisał bardzo dużo, niektóre z nich wypożyczałam z biblioteki, czytałam, pamiętam, że jego reportaże ukazywały się też w "Przekroju" i w "Poznaj świat".

Ale nie o tym chciałam pisać.
Mój syn, dbając o moją kondycję, robi mi soki owocowe przy pomocy nowej wyciskarki. Bardzo to dobry sprzęt, znacznie lepiej się sprawdza niż dotychczasowa sokowirówka. Właśnie moim zadaniem jest teraz wypić dwie duże szklanki soku; w jednej jest pomarańczowo-grejpfrutowy, a w drugiej warzywny ze wszystkiego (marchew, burak, seler naciowy, liście szpinaku, kawałek rzepy, jabłko, pomidor, ogórek i aronia). Mam nadzieję, że jakoś podołam temu (zwłaszcza warzywnemu) eksperymentowi.

A teraz obejrzę ostatni odcinek "Rancza", ten sprzed wakacji. Wtedy nie mogłam go zobaczyć, więc nagrałam. Chyba trudno znaleźć większą entuzjastkę tego serialu ode mnie, ale o tym już kiedyś pisałam:)

 

I oczywiście luźne zdjęcia z Rzymu. 

 

 

 

 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Wiem, że o pogodzie mówi się i pisze wtedy, kiedy brakuje ciekawszych tematów. Teraz jednak temat ten jest u nas trochę uzasadniony, ponieważ temperatury są rzeczywiście ekstremalne. Ekstremalne - tak myślałam do dzisiaj. Pisząc wczoraj maila do naszych przyjaciół w Stanach, w Arizonie, ponarzekałam na upał, a oni żartując z naszej pogody, podali mi link do ich instytutu meteorologicznego, który informuje, że temperatura w ich mieście wynosi +116°F, co oznacza +47°C!!! Zaniemówiłam! To więcej niż w Afryce! Jak można żyć w takim klimacie? Oni mówią, że już się do niego przyzwyczaili, funkcjonują głównie z samego rana, mają klimatyzowane domy, ale mimo wszystko, chociaż ja lubię ciepło, moja wyobraźnia tego nie ogarnia.

Ale dosyć o pogodzie!

Dopiero teraz przeczytałam książkę "Elka", o Elżbiecie Czyżewskiej. Pamiętam ją głównie z filmu "Wszystko na sprzedaż". Była wtedy znana i sławna.
Co za dramatyczna postać! Pełna sprzeczności, powikłań, nałogów, a jednocześnie namiętnie czytająca książki, kobieta światła, intelektualistka. Kiedyś aktorka sukcesu, blasku, sławy, później zagubiona, często samotna, mimo że lgnęła do ludzi i nieszczęśliwa, znienawidzona przez niektóre osoby.Trochę przypomina bohaterkę z klasycznej tragedii. Po śmierci wspominają Czyżewską znani aktorzy, reżyserzy, dziennikarze. Często są to wspomnienia bardzo zaskakujące. Ta biografia zrobiła na mnie niemałe wrażenie.

A teraz "obowiązkowo" parę luźnych zdjęć z Rzymu (jak mogłoby być inaczej?:))


To jest polski kościół św. Stanisława przy via Botteghe Oscure 15. W każdą niedzielę spotykają się tu rzymscy Polacy. Akurat zaczynał się ślub, nie mogłam zrobić więcej zdjęć.


Ulica "Polska" w Rzymie, w centrum miasta, przy Piazza Venezia. Hmm... jak by to powiedzieć?....

 

Nieopodal, przy via dei Delfini 16, Ambasada RP przy Stolicy Apostolskiej.

 

Rzym starożytny. Widok z Kapitolu.

niedziela, 09 sierpnia 2015

Jest upalne niedzielne przedpołudnie. Co można robić w taki dzień? Mam propozycję, pójdźmy razem na krótką wycieczkę po Rzymie. Tam w ostatnich dniach jest nieco chłodniej niż u nas, chociaż zawsze było odwrotnie.

Ubieramy się więc lekko, bluzka bawełniana, spodnie najlepiej lniane, okulary przeciwsłoneczne, jakieś jasne nakrycie głowy (ja nie noszę, bo okropnie nie lubię), do plecaka wkładamy plan miasta i niedużą butelkę wody. Potem będziemy butelkę napełniać przy ulicznych studzienkach (nie w fontannach!!!).

Spotkamy się przy znanym nam już Piazza Barberini. To jest ten duży plac, przy którym znajduje się fontanna z pszczołami. Jedziemy tam metrem.

Stamtąd idziemy w górę, w stronę Kwirynału, najwyższego z siedmiu wzgórz. Idziemy ładną, ale bardzo ruchliwą Via delle Quattro Fontane.

 

 

Po lewej stronie znajduje się rezydencja tego wpływowego rodu, Pałac Barberinich, zbudowany w latach 1627-33, pracowali przy nim czołowi architekci włoskiego baroku: Carlo Maderna, Francesco Borromini oraz Giovanni Lorenzo Bernini. Teraz mieści się tu Narodowa Galeria Sztuki Antycznej. Muzeum dzisiaj jest czynne w godzinach od 8.00 do 19.00. Bilet kosztuje 7 euro, ulgowy - 3.50. Mimo że nazwa Galerii sugeruje, jakoby znajdowała się tam wyłącznie sztuka antyczna, obejrzymy malarstwo takich artystów jak Caravaggio, Rafael, El Greco, Tintoretto, Tycjan i innych. Warto tam wejść.

Po zwiedzeniu Galerii idziemy kilkadziesiąt metrów dalej.  

 Za Pałacem Barberinich, przy najbliższym skrzyżowaniu, na czterech pałacach, znajdują się cztery oryginalne fontanny zaprojektowane przez Domenico Fontana w XVII wieku. Oto dwie z nich. To skrzyżowanie jest bardzo ruchliwe i niebezpieczne, pozostałych fontann nie mogłam sfotografować.

Tyber. Fontanna z wilczycą symbolizująca Rzym.

 

Fontanna z boginią Junoną i jedną z gęsi, które według legendy, uratowały Rzym.

 

Jeżeli już tutaj jesteśmy, to wejdziemy do małego kościoła, który jest "przyklejony" do fontann i wyrasta przed nami trochę na chodniku. Jest to Kościół Świętego Karola przy Czterech Fontannach (tak się nazywa). Ten malutki kościółek należący do bardzo ubogiego zgromadzenia Trynitarzy jest perłą baroku, zaprojektował go Francesco Borromini. Zwracamy szczególną uwagę na jasną piękną kasetonową kopułę, a także na falistą fasadę, chociaż, oglądając ją, trzeba uważać, bo ruch uliczny za plecami jest naprawdę bardzo duży.

A my jesteśmy już przy Via del Quirinale i zaraz kończy się nasz spacer. Zatrzymamy się jeszcze tylko przy najbliższej gelaterii. Zastanowimy się, jaki smak lodów wybrać, wybór jest wielki, nie warto długo myśleć. Sprzedawca najpierw zada nam pytanie, czy chcemy lody w waflu, czy w małym plastikowym pojemniczku. Ja wtedy odpowiadam: "di cialda" czyli wafel.

I doszliśmy do Kwirynału. Na zdjęciu pałac Prezydenta Republiki Włoch.

Przeszliśmy około dwóch kilometrów. Stąd też wszędzie blisko, do Piazza Republica, do dworca Termini, do Schodów Hiszpańskich, do Fontanny di Trevi.

Rozstajemy się, a ja pójdę jeszcze na Kapitol, chcę tam coś zobaczyć, ale o tym już w kolejnym wpisie. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni ze wspólnego niedzielnego spaceru.

niedziela, 02 sierpnia 2015

 

 

                                                                                                                                          Fot.damkuj 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast