Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 28 września 2006
Ten czas tak szybko leci, że nawet nie zauważyłam, jakie powstały mi tu zaległości w pisaniu.
Wczoraj, kiedy zaszłam do jednej z wielu bibliotek, do których jestem zapisana, bibliotekarka szukając mojej karty, zapytała, kiedy byłam ostatni raz, odpowiedziałam, że w czerwcu. Pani sprawdziła, okazało się, że w kwietniu. Znów nie zauważyłam, że czas pędzi galopem, a ja się pogubiłam w terminach. Wstyd mi się zrobiło, że się tak nie  kontroluję. 
    A jeśli już mowa o książkach, to właśnie przeczytałam ciekawe wspomnienia: "Moje złote lata. 1913-1939". Autorka, Krystyna Libiszowska-Dobrska, wychowywała się w rodzinie patriotycznej o tradycjach ziemiańskich, spotykała się z ciekawymi ludźmi, dużo podróżowała, bywała w sferach rządowych i dyplomatycznych. To wszystko opisuje w swojej książce. Dużo miejsca poświęca dawnej Przysusze. Przysucha, jeśli ktoś nie wie, jest to nieduże miasto ładnie położone przy szosie z Radomia do Opoczna. Ojciec autorki był przez pięćdziesiąt lat lekarzem w tej miejscowości, która wtedy należała do rodziny Dembińskich. Rodzina Dembińskich i "pałac" wywarły wielki wpływ na życie Libiszowskiej. Ciekawa książka, dobrze się ją czyta, jak wszystkie książki z tej serii ("W Kolorze Sepii").
sobota, 23 września 2006

W Komańczy, w Bieszczadach, były dotąd dwa ciekawe miejsca do zwiedzania, klasztor sióstr nazaretanek, w którym był internowany Prymas Wyszyński i stara, drewniana cerkiew z 1802 roku. Cerkiew to był unikalny zabytek z pięknym ikonostasem i innymi cennymi przedmiotami kultu. Kilka dni temu cerkiew się spaliła. Wielka to strata dla Komańczy, a mnie się też zrobiło bardzo przykro, bo byłam w maju w Komańczy i wiem, ile ta cerkiew znaczyła dla okolicznych mieszkańców. Na szczęście czytam, że ludzie postanowili ją odbudować. Lasy Państwowe ofiarują drewno, a parafia prawosławna już zbiera pieniądze na ten cel. Bardzo dobrze, ale to już nie będzie ten sam obiekt. 
        

piątek, 22 września 2006

Jeszcze dwie scenki z gór.

Zasapany, spocony mężczyzna o obfitych kształtach wspina się w stronę Hali Gąsienicowej. Mina kiepska, twarz skwaszona.
  - K...., a mówiłem, żeby jechać nad morze! - wykrzykuje z pretensją w głosie do towarzyszki wędrówki. 

I jeszcze jeden obrazek:

Pan w średnim wieku, też spocony i zmęczony bardzo, po wejściu na szczyt rozejrzał się i z zachwytem w oczach  wykrzyknął: "Kocham Polskę!" I od razu wszystkim urosły skrzydła.

Mała scenka rodzinna z Tatr:

Stoimy w ogromnej kolejce po bilety do wyjścia na szlak. Obok nas rodzice głośno nawołują swoje dzieci, które skaczą po kamieniach w strumyku.
- Kuba, wychodź szybko!
- Asia, wracaj natychmiast! 
 - Kuba, jeśli w tej chwili nie wyjdziecie stamtąd, to was zostawimy!
 - Aśka, będziesz miała mokre buty! Wyłaź!

 Odpowiedzią jest głucha cisza.

- A niech łachudry zostają w cholerę. Iwona, idziemy! - woła do żony rozwścieczony ojciec, pociągając kobietę za rękę.



   


czwartek, 21 września 2006

Nawiązując do mojego pobytu w Zakopanem, chciałam powiedzieć o swojej przygodzie w Tatrach. Przygoda jak z książek dla młodzieży.
Idąc Skupniowym Upłazem w stronę Murowańca, zobaczyliśmy nagle wychodzącą z kosodrzewiny wielką niedźwiedzicę z dwoma niedużymi niedźwiadkami. Zamarłam z wrażenia. Na szczęście niedźwiedzica nie miała ochoty na zmianę diety, przystanęła, rozejrzała się i spokojnie odeszła w stronę zarośli.

Ponieważ pogoda była piękna, mnóstwo ludzi przyjechało w Tatry. W sobotę staliśmy ponad pół godziny w kolejce po bilety do wyjścia w góry. Jeśli dobrze pamiętam (nie ja kupowałam), jeden bilet kosztuje około czterech złotych. Ludzi chętnych do chodzenia po górach jest bardzo dużo każdego dnia.  Zastanawiałam się, jak wykorzystywane są te pieniądze, na jakie cele są przeznaczane, ale, niestety, nie byłam w stanie efektywnie zgłębić tego tematu.

A dzisiaj, po powrocie z miasta do domu, z przyjemnością stwierdziłam: "jak dobrze chodzi się po płaskim".

środa, 20 września 2006

Pogoda była tak piękna, że swój pobyt w Zakopanem trochę przedłużyłam.

Chodziłam po górach, oczy pasłam cudnymi widokami gór w słońcu, przy okazji się opaliłam, a nogi mam obolałe od chodzenia. Szkoda było wyjeżdżać.

wtorek, 12 września 2006

Byłam w Kaliszu. Jest to ładne miasto ze starymi kamienicami, pięknym rynkiem i uroczymi, wąskimi ulicami i zaułkami. Tylko trochę jakieś takie senne. Ludzi na ulicach mało, kawiarnie i restauracje słabo widoczne, cisza, spokój, a w nielicznych czynnych w niedzielę kioskach do wyboru są tylko dwie widokówki, drukowane jeszcze chyba za Gierka.

A jutro wyjeżdżam na kilka dni do Zakopanego. Życzę sobie pięknej pogody, takiej jak była dzisiaj.

sobota, 09 września 2006
A jutro z samego rana jedziemy z mężem do Kalisza. Taką sobie jednodniową wycieczkę robimy. Nigdy jeszcze tam nie byłam, a od dawna chciałam Kalisz zobaczyć, gdyż słyszałam o nim wiele ciekawych rzeczy. Jest uważany za najstarsze miasto w Polsce. Żeby tylko deszcz nie padał.
piątek, 08 września 2006

Podoba mi się ten dowcip, który dzisiaj usłyszałam.

Pan Bóg chciał poprawić relacje lekarz - pacjent, więc zatrudnił się w przychodni i pracuje jako lekarz.
Przyszedł pierwszy pacjent, ma kłopoty z nogami, nie chodzi.
Bóg położył ręce nad jego głową i powiedział:
- Wstań i idź!
Pacjent wstał i poszedł.
Na korytarzu ludzie go pytają:
- No i jaki jest ten nasz nowy lekarz?
- Eee, słaby. Wprawdzie wstałem i chodzę, ale nawet mi ciśnienia nie zmierzył.

czwartek, 07 września 2006

Miło się ogląda radość Japończyków z okazji narodzin następcy tronu. Ładnie się cieszą.
   A jeśli chodzi o Japończyków, to oni stale coś wymyślają. Gdzieś czytałam, że właśnie wynaleźli dywan, który udzieli  informacji, ile waży, jakiej jest płci i ile ma lat osoba stąpająca po tym dywanie. Ciekawe, tylko nie bardzo wiem, jakie ma zastosowanie taki dywan.
Bardziej by mnie ucieszył inny wynalazek, drink Nic Lite. Jest to papieros w płynie, wystarczy go wypić, nałóg jest zaspokojony, a otoczenie nie jest katowane dymem z papierosów. Nie wiem jednak, czy palacze na to przystaną.

Powinnam sobie kupić torebkę. W związku z tym pooglądałam dzisiaj trochę torebek i aż mi w głowie wiruje od różnych fasonów, a wyczytałam, że w tym roku najmodniejsze są takie jak ta torebka Gucci. Podobno jest w stylu torebek Jacqueline Kennedy. Fason mógłby być, ale kolor i cena nie.

 

 
1 , 2
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast