Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 24 września 2012

11, 12 września

To już ostatnie dni mojego pobytu w Ciechocinku. Prognozy pogody są bardzo niekorzystne, decyduję się więc niebawem wracać do domu. Przede mną już tylko dwa dni i chcę je wykorzystać maksymalnie. Chodzę, wdycham, zwiedzam. Tężnie, spacery, rozmowy. Udało mi się w końcu wypić kawę i zjeść tort bezowy w Cukierni Wiedeńskiej. Tym razem nie było tam dużo ludzi, może dlatego, że to wczesne przedpołudnie. Tort jak tort, ale kawa bardzo mi nie odpowiadała, jednak Cukiernię Wiedeńską zaliczyłam, a być w Ciechocinku i nie odwiedzić tego miejsca, to byłaby przykrość. Pochodziłam także po małych uliczkach miasteczka. Gdzieniegdzie zachowało się jeszcze stare budownictwo, przykładem jest ten dom na zdjęciu niżej.



 

 

Można tu pograć w szachy, tylko że ja nie potrafię.

 

Deszcz pada. Wyjeżdżam z Ciechocinka. Już zapisałyśmy się z Haliną na pobyt w następnym roku. Przyjedziemy tu na dwa tygodnie, jeśli Pan Bóg pozwoli - jak mawiała moja teściowa.

piątek, 21 września 2012


9 września

Upalna niedziela. Halina i jej mąż jadą do Torunia i Bydgoszczy. Mnie nie chce się jechać, bo byłam w tych miastach kilka razy i szkoda mi pięknego dnia na podróże. Przysyłają mi entuzjastyczne esemesy z tej wycieczki, zwłaszcza zachwyceni są Bydgoszczą.

Ja przy tężniach. Pani, która siedzi obok mnie na ławce, właśnie skończyła czytać biografię Dostojewskiego, więc możemy porozmawiać. W Ciechocinku mieszkam od czterech lat i bardzo lubię to miejsce, bo tu się spotyka samych pogodnych, uśmiechniętych ludzi. To tak dobrze widzieć ludzi uśmiechniętych i zrelaksowanych, wtedy człowiek sam staje się spokojniejszy - mówi.

Wieczorem wracają moi wycieczkowicze. Przywożą mi pierniki z Torunia. Pierwszy raz widziałam takie, serca cieniutkie jak papier, kółka z marmoladą różaną na środku i małe kółeczka. Ich zapach będzie się  roznosił po całym pokoju do końca mojego pobytu.

 

10 września

Po śniadaniu moi przyjaciele wyjeżdżają do Warszawy (M. jutro do pracy). Ja jeszcze tu zostanę. Oni po drodze chcą jak najwięcej zobaczyć i jak się dowiaduję z esemesów, zwiedzają Kruszwicę, Strzelno, a nawet do Lichenia zajechali. W domu byli koło północy.

Ja idę nad Wisłę wałami, wśród pól, w stronę starej warzelni, a potem dalej na wyczucie.



Idę długo wśród jakichś krzaków.

 

Tak sobie idę i szukam tej Wisły.

 

Doszłam do lasu i kiedy spytałam napotkanych turystów o Wisłę, okazało się, że to jeszcze 3 km. Zrezygnowałam z poszukiwań i ulicą, a potem przez park wróciłam do domu.

 

Po południu spacer z panią Natalią. Poznałam ją w tym pensjonacie w ubiegłym roku. Wracając, kupiłam sobie korale.

poniedziałek, 17 września 2012

7 września

Ponieważ mieszkamy w oddzielnych pokojach, każdego ranka budzimy się przez telefon. Mamy do tego celu specjalne hasło: "Witaj piękny dniu", odzew: "i bez gotowania".

Idziemy na ulicę Zdrojową, ponieważ muszę wstąpić do apteki. Po drodze kupuję sobie spódnicę. Przyjemnie tak leniwie chodzić po mieście i bez pośpiechu zaglądać do sklepów.

Po obiedzie znów godzina czytania w swoich pokojach, a potem spacer pod tężnie. Ciepło, pięknie. Przy deptaku prowadzącym do tężni siedzą różni "artyści". Zawsze można tu spotkać "krakowiaka" ("krakowiak", bo w krakowskiej czapce") wyśpiewującego przebój chyba własnego autorstwa: "Ciechocinek, Ciechocinek romantyczny wolny rynek..." (!!!). `A propos wolnego rynku, przy tężniach rozwieszone są transparenty wyrażające protest przeciwko planowanej prywatyzacji uzdrowiska, a więc i tężni. Takie same protesty widziałyśmy przy Grzybku.

Jest nam tu bardzo dobrze, cudna pogoda, sympatyczni ludzie, brak obowiązków.

 

Na zdjęciu moja przyjaciółka idzie zbierać kasztany.

Z niepokojem stwierdzamy, że czas leci za szybko. Halina dzwoni do domu, chce, żeby jej mąż przyjechał tutaj i też trochę odpoczął, ale on odpowiedział, że to niemożliwe, gdyż ma dużo pracy.

8 września

Chodzimy po parku. Jest pięknie, ciepło i przyjemnie. Obserwujemy czerwone ryby pływające w jednej z fontann. Na zdjęciu te ryby są widoczne w prawym dolnym rogu.

 Wieczorem w muszli koncertowej Parku Zdrojowego odbywa się IV Festiwal Piękna z St George, tak się ta impreza nazywa. Do Ciechocinka zjechały piękne kobiety z całego świata, niektóre rzeczywiście piękne, widziałyśmy je wcześniej pod tężniami. Większość w imponujących kostiumach narodowych. Dołączam zdjęcie reprezentantki Panamy, zdjęcie niewyraźne, z Internetu, nie wiem, czy będzie można coś na nim zobaczyć, ale kostium jest naprawdę ładny.

                                                

Do domu wracamy późnym wieczorem i wtedy do Haliny zadzwonił jej mąż z informacją, że jedzie do Ciechocinka i już jest za Płockiem. Ten to lubi robić niespodzianki!!!

niedziela, 16 września 2012

6 września

Po śniadaniu znów idziemy pod tężnie. Jednak w Ciechocinku nie samymi tężniami człowiek żyje, postanowiłyśmy więc wstąpić do renomowanej ciechocińskiej kawiarni Wiedeńskiej na kawę i tort bezowy (mój ulubiony). Niestety w Wiedeńskiej tłum ludzi. Idziemy więc do znajdującej się obok kawiarni Staropolskiej, ale tam tort mi nie smakuje, gdyż znajduje się w nim dużo grubych orzechów włoskich, które mi do lekkiego tortu bezowego zupełnie nie pasują.

W tym budynku na parterze mieści się cukiernia Wiedeńska.

Po obiedzie czytamy. Halina  przywiozła z domu "Podwójne życie Szaszkiewiczowej", biografię artystki "Piwnicy pod Baranami", jest tą książką zachwycona i od czasu do czasu głośno czyta mi najciekawsze fragmenty. Ja przeglądam czasopisma, które znalazłam w pensjonatowej bibliotece. Moją uwagę szczególnie zwraca wywiad z aktorką, Teresą Lipowską, która wspomina zmarłego męża i szczerze opowiada o swoim bólu i samotności.

Potem wałami, wśród łąk i pól, idziemy na długi spacer do starej warzelni, chcemy zwiedzić muzeum, ale okazuje się, że jest zamknięte z powodu remontu. Szkoda, bo to ciekawe muzeum. Byłam tam w ubiegłym roku. Warzelnia soli jest jeszcze czynna, produkuje się w niej sól z mikroelementami. Tężnie, fontanna "Grzybek" i warzelnia współuczestniczą w tym procesie produkcji.


To jest fontanna "Grzybek", źródło solankowe.  Zawsze jest tu dużo ludzi wdychających wszelakie dobroci.

Wracamy przez Park Zdrojowy.

Cdn.


sobota, 15 września 2012

Wróciłam z Ciechocinka.

4 września

    Jedziemy do Ciechocinka, ja i moja przyjaciółka, Halina. Na miejscu jesteśmy po jedenastej. Ładna pogoda, dużo słońca. Od ubiegłego roku niewiele tu się zmieniło, tylko kwiatów i zieleni chyba jest jeszcze więcej niż poprzednio.

 

Nasz pensjonat też jest otoczony zielenią. Ładnie tutaj. Będziemy zajmować oddzielne pokoje, dostajemy jeden na parterze, drugi na pierwszym piętrze. Pokoje podobne, oba z werandą, z widokiem na ogród, oba podobnie wyposażone. Nie możemy się zdecydować, która z nas będzie mieszkać na piętrze, a która na parterze. Przeprowadzamy losowanie: orzeł czy reszka, ja wybieram reszkę i zostaję na parterze.

O trzynastej obiad, jak zwykle tutaj, bardzo smaczny, dużo jarzyn, owoce, ciasto pieczone na miejscu. Po obiedzie pokazuję Halinie urodę Ciechocinka, bo ona tutaj jest pierwszy raz. Potem idziemy pod tężnie i kupujemy karnet na 7 dni (18 zł). Będziemy mogły tam wchodzić bez kupowania biletu za każdym razem. Spacerujemy, rozmawiamy, siedzimy w parku obok szemrzącej fontanny. Leniwie, ale tego nam było trzeba. Nie wykupujemy tutaj żadnych zabiegów ani kąpieli, obie doszłyśmy do wniosku, że nie będziemy na to tracić czasu.

Kolacja: leczo, pierogi leniwe, wędliny, pomidory, ciasto. Ja papryki nie używam, ale oczywiście głodna nie jestem. Po kolacji znów spacer, postanowiłyśmy dużo chodzić. Kiedy się robi ciemno, wracamy do domu i czytamy.

 

5 września

Po śniadaniu idziemy do Galerii Staroci. Czego tam nie ma?! Piękne serwisy obiadowe, śniadaniowe, do kawy, dawne meble, sztućce, obrazy, instrumenty muzyczne, różne drobiazgi, nawet wózki dziecięce z początku XX wieku oraz lalki. Halinie oczy się do tego śmieją, bo ona lubi takie rzeczy. Ja też lubię, ale już nic do domu nie kupuję. Halina kupiła swojej córce czarną bluzkę w gwiazdki, na ramiączkach, ręcznie haftowaną błyszczącymi koralikami, odpowiednią na Sylwestra i czarny żakiecik podobny do bluzki, ale trochę w innym stylu, też z ręcznym kolorowym dawnym haftem. Ładne to jest, przyciąga wzrok, ale bardziej do patrzenia niż do noszenia. Straciłyśmy bardzo dużo czasu w tej galerii, gdyż ona zajmuje dużo pomieszczeń. Zrobiłam tam zdjęcie, jest słabe, bo robione w przedsionku, wewnątrz nie wolno fotografować.

 

Po obiedzie idziemy pod tężnie.

Chodzimy (łączna długość trzech tężni to prawie 2 km), wdychamy to, co trzeba wdychać, czyli brom i jod, siedzimy na ławce, rozmawiamy z ludźmi, którzy podobnie leniwie spędzają czas, czytamy książki.

Następne dni opiszę później.

sobota, 01 września 2012

Od początku dnia coś się dzieje. Rano pani Tania z Ukrainy poprosiła mnie o pożyczenie chustki, bo wybiera się do cerkwi. A w cerkwi, kobieta musi mieć na głowie chustkę. Taki jest zwyczaj.
Chustkę? Gdzieś miałam jeszcze z dawnych czasów, teraz właściwie chustek prawie już nikt nie nosi, ale jestem pewna, że gdzieś mam. Ale gdzie? Przeszukałam wszystkie półki, wszystkie szafki, komodę i w końcu chustki się znalazły, do wyboru i do koloru. Jak to zwykle bywa, gdy czegoś jest za dużo, powstaje problem z wyborem. Ta za jasna, ta za kolorowa, ta za ciemna, tamta za duża, ta za mała. Na szczęście okazało się, że to nie musi być chustka, ale szal też może być. Znalazłam cienki, stonowany i bardzo pasujący do sukienki pani Tatiany. Była niezmiernie zadowolona.

Jutro mam mieć gości, miały być cztery osoby, ale w ostatniej chwili dowiedziałam się, że goście się rozmnożyli i będzie osiem osób. Niestety, zupa, którą już ugotowałam, też musi się rozmnożyć, drugiej nie będę gotować. Mięsa na szczęście przygotowałam więcej, toteż żadnych zabiegów  w tym przypadku nie będę musiała stosować.

Przeczytałam ładną książkę "List w butelce" Nicholasa Sparksa. Na pewno wiele osób ją czytało, bo to dosyć głośny tytuł, był nawet film nakręcony na podstawie tej powieści, grał w nim Kevin Kostner. Myślę, że film też był ładny, żaden inny przymiotnik mi tutaj nie pasuje, tylko ten, "ładny", bo trudno powiedzieć o tej powieści na przykład, że jest ciekawa, interesująca, ona jest ładna, prosta, przyjemna i dobrze ją się czyta.

Pierwszy września, rocznica wybuchu wojny, "a lato było piękne tego roku", dzisiaj deszczowo i ponuro, imieniny Bronisława, mojego dziadka.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast